Amy Winehouse, która zmarła w ubiegły weekend wydała zaledwie dwie płyty, a sławę przyniósł jej album „Back to Black” z 2006 roku. Płyta sprzedana na całym świecie w milionach egzemplarzy była absolutną rewelacją. Wszyscy oczekiwali na trzecią odsłonę jej talentu, ale gwiazda zajęta porażkami sercowymi, pogrążona w uzależnieniach od narkotyków i alkoholu ciągle nie wydawała nowego albumu.  

Na jakim etapie przygotowań zatrzymała się praca nad płytą? Nikt tak naprawdę tego nie wie. Valéry Zeitoun, dyrektor marki AZ, która zajmowała się brytyjską gwiazdą oświadczył w poniedziałek: „Po sukcesie „Back to Black” czekaliśmy na trzeci album. Wydaje mi się, że gotowe były dwa utwory. W pewnym momencie, przestaliśmy jednak już zadawać pytania o postępy w pracy.”  

Daily Mirror podał, że płyta nie ukazała się, bo Amy Winehouse chciała, żeby była perfekcyjna, a prace opóźniały się przez konflikt z producentem Mark Ronson. Pracowali razem przy „Back to Black”, ale Ronson zdenerwował się i wyszedł ze studia podczas nagrywania piosenki do ostatniego Jamesa Bonda „Quantum of solace”. Po jakimś czasie pogodzili się i wrócili do współpracy, ale jakiś czas później, producent odszedł na dobre ze względu na problemy narkotykowe Amy Winehouse.

Według jednych, nagrano wystarczającą ilość utworów na nową płytę. Według drugich, to tylko piosenki w wersjach demo. Córka gwiazdy Dionne Bromfield twierdzi, że miała okazję przesłuchać płyty i jest ona „bardzo dobra”. Philippe Manœuvre, redaktor naczelny pisma Rock & Folk ma o całej sprawie jeszcze inne zdanie: „Nie jestem zaskoczony tym, że pojawił się temat tego albumu. Jej wytwórnia płytowa nie zdołała utrzymać przy życiu jej samej, ale chce jej jeszcze zarobić po jej śmierci”…