Uff… sprawiedliwość wygrała! Mitch, ojciec Amy Winehouse zdołał odzyskać nazwę Amy Winehouse Foundation zakupioną przez niejakiego Martina McCanna, nikomu nieznanego londyńczyka, który chciał zbić fortunę na nazwach własnych kojarzących się ze zmarłą w lipcu artystką. Po długich negocjacjach, a nawet interwencji dziennika The Sun, który postanowił wytropić pomysłowego pseudo fana na prośbę Mitcha Winehouse`a, Martin McCann zgodził się ostatecznie zwrócić nazwę domeny. Postawił jednak jeden warunek: ojciec wokalistki musi przeprosić go za obraźliwe słowa, które skierował pod jego adresem za pośrednictwem Twittera.  

Trzeba bowiem przyznać, że Mitch był zbulwersowany zachowaniem mężczyzny, który jak tylko się dowiedział o planach utworzenia fundacji, ubiegł go zastrzegając nazwę związaną z nieodżałowaną Amy. Sytuację pogarszał jeszcze fakt, iż fani już zaczęli przesyłać datki, na czym McCann chciał oczywiście zarobić, bo zaraz skontaktował się z byłym mężem artystki i zaproponował mu sprzedanie nazw w posiadaniu. Był tak cyniczny, że nie omieszkał powiedzieć w prasie: „Pozbądźcie się emocji i pomyślcie o biznesie (…). Jak na razie, niczego jeszcze nie wykorzystałem. Kupiłem tylko kilka nazw domen internetowych. Każdy mógł to zrobić. Wystarczy tylko kliknąć” dodał bez najmniejszej skruchy.

Być może pod wpływem presji medialnej, a może po prostu, za namową kogoś bliskiego zreflektował się i ostatecznie Fundacja Amy Winehouse, poświęcona osobom uzależnionym od alkoholu i narkotyków może ujrzeć światło dzienne.