Pierwsze koncerty dawał w muzycznych barach w Pizie, w ten sposób dorabiał sobie podczas studiów na prawie. "Nikomu nie chciało się wracać do domu. Stać nas było jedynie na spaghetti, które jedliśmy z przyjaciółmi o północy, a potem pisaliśmy piosenki o naszych niemożliwych miłościach", wspomina. Dziś kolacja z Andreą Bocellim kosztuje milion euro. W 2015 roku w Cannes artysta zaoferował na aukcji swoje towarzystwo przy stole oraz prywatny występ, wylicytowano dwie takie kolacje i dwa miliony euro zasiliły konto amfAR, fundacji na rzecz badań nad AIDS. Bocelli chętnie pomaga. "Dano mi znacznie więcej, niż oczekiwałem. Codziennie budzę się z poczuciem, że mam dług wobec świata", tłumaczy.

Przyszedł na świat w wiosce w Toskanii, miał wrodzoną jaskrę. Na lewe oko nie widział w ogóle, w prawym rozróżniał kontury. Cały czas odczuwał silny ból oczu, jego matka odkryła, że jedynym sposobem pocieszenia go była muzyka, zwłaszcza klasyczna. Gdy nastawiała płytę, przestawał płakać. Już w wieku 6 lat rozpoznawał głosy słynnych śpiewaków operowych i próbował je naśladować. "Byłem zawsze żywotny i niepohamowany. Oprócz muzyki uwielbiałem piłkę nożną. Miałem 12 lat, gdy w czasie meczu piłka uderzyła mnie w prawe oko, to, przez które mogłem dostrzec światło. Dostałem wylewu i całkowicie straciłem wzrok. Próbowali mnie operować, przystawiali pijawki, nic nie pomogło", opowiada.

Jako nastolatek wygrywał lokalne konkursy piosenki, chciał śpiewać zawodowo, ale rodzice stwierdzili, że najpierw powinien zdobyć solidny zawód. Prawo skończył w Pizie, odbywał praktykę adwokacką i nadal śpiewał w barach. W jednym z nich poznał 17-letnią Enricę Cenzatti, pobrali się w 1992. W tym samym roku gwiazdor włoskiej piosenki Zuccherro (autor m.in. przeboju "Baila Morena") przygotowywał się do występu z Lucianem Pavarottim i szukał tenora do próbnego wykonania swojej piosenki "Miserere". Ktoś polecił mu Bocellego, który przysłał do firm fonograficznych taśmy ze swoimi nagraniami, ale nigdy nie dostał od nich odpowiedzi. Pewnego dnia Andreę obudził telefon: "Mówi maestro Pavarotti". Był przekonany, że ktoś mu robi żart, chciał odłożyć słuchawkę, ale po chwili rozpoznał głos śpiewaka. Pavarotti był nim zachwycony, potem wiele razy występowali w duecie. Piosenkę "Miserere" zaśpiewali we trzech z Zucchero w Modenie, rodzinnym mieście Luciana, gdzie co roku maestro organizował charytatywny koncert.

Erotyczne wiersze

Pierwszą dużą imprezą muzyczną był dla Bocellego festiwal piosenki w San Remo, zrobił tam furorę. Miał wtedy 35 lat. Marzył o występach w operze, jednak okazały się one nieudane. Wymagająca publiczność i krytycy uznali, że ma za słaby głos oraz nieprawidłową technikę śpiewu. Na stadionach czy w wielkich salach koncertowych te niedostatki można ukryć przez odpowiednią realizację dźwięku. Andrea wybrał więc repertuar będący mieszanką klasycznych arii i muzyki rozrywkowej. Media nazwały ten gatunek "popera", a Bocelli zyskał miliony fanów na całym świecie. Wtedy zaczęło się psuć jego małżeństwo z Enricą. Artysta przyznaje, że z jego winy: "Jako młody człowiek nie miałem powodzenia u kobiet. Potem, gdy przyszła sława, nie potrafiłem im się oprzeć". Rozwiedli się w 2002 roku, ich synowie Amos i Matteo mieli wtedy 7 i 5 lat. Wkrótce potem Andrea poznał piosenkarkę Veronicę Berti. Żartował, że była to miłość od pierwszego spojrzenia: "Piękno to dla mnie również dobroć, ale nie myślcie, że nie wiem, co to fizyczna atrakcyjność. Do 12. roku życia widziałem, więc jeśli położę dłonie na jakiejś osobie i rzeczy, mogę im nadać kształty i kolory. Twarze moich dzieci i żony znam lepiej niż ktokolwiek inny". Veronica jest o niego bardzo zazdrosna. "Przed naszym spotkaniem nie wiedziałam, że Andrea miał reputację uwodziciela. Jednak się nie zdziwiłam, przecież wszyscy go kochają! On jest bardzo romantyczny, pisze dla mnie wiersze, również erotyczne", śmieje się. A Bocelli dodaje: "Sekret udanego małżeństwa tkwi w sypialni. Mam teorię, że każdym związkiem rządzi chemia. Jeśli się pojawi, razem z nią przyjdzie poezja, harmonia, zrozumienie i miłość. Gdy chemii nie ma, nic się nie uda". 

Pobrali się dopiero po 12 latach związku, w 2014 roku. Honorowymi gośćmi na ich ślubie była ich 2-letnia wtedy córka Virginia oraz Amos i Matteo, synowie Andrei z pierwszego małżeństwa, których Veronica traktuje jak własne dzieci. Bocelli przy niej się ustatkował. "Wybrałem spokój. Oznacza on oświetlony kominek, kieliszek wina, dobrego przyjaciela, z którym można porozmawiać, i żonę, która czeka na mnie w sypialni. Zawsze ceniłem stabilizację. Na wsi, gdzie się wychowałem, moi rodzice, a także ludzie z naszej społeczności  nauczyli mnie miłości do piękna i szacunku do przyrody. A przede wszystkim nauczyli mnie optymizmu", mówi. Rozsławił swoją rodzinną rodzinną wioskę Lajatico w Toskanii, gdy w 2006 roku zbudował w niej amfiteatr na 10 tysięcy miejsc - Teatro del Silenzio. Koncerty odbywają się tam tylko jednego dnia w roku, w lipcu, śpiewa Andrea i zaproszeni przez niego goście. Poza tym nic się nie dzieje, stad nazwa - Teatr Ciszy. Bocelli lubi to słowo, swoje wspomnienia zatytułował "The Music of Silence" - Muzyka ciszy. Dwa lata temu powstał film pod tym samym tytułem inspirowany jego życiem, główną rolę zagrał Antonio Banderas. Śpiewak miał do aktora tylko jedną prośbę: żeby nie grał jak niewidomy. "W komunikacji ze światem istnieją różne możliwości. Jedni ludzie ciągle obserwują i nic nie widzą, inni niespecjalnie się przyglądają, a potrafią dostrzec wszystko", tłumaczył. Jego życiowym mottem jest cytat z Małego Księcia: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". 

Budować lepszy świat

Często podkreśla, że dostał od losu więcej, niż mógłby sobie wymarzyć, że niewiele brakowało, a pracowałby jako prawnik. Dlatego wspiera tych, którzy nie mieli tyle szczęścia. Od 2011 r. prowadzi z żoną fundację charytatywną, jej misją jest pomoc ludziom dotkniętym ubóstwem, analfabetyzmem, chorobami albo wykluczeniem społecznym. "Niesamowite życie, które otrzymaliśmy, daje nam przywilej, aby zaoferować mniej uprzywilejowanym i słabszym większe możliwości. Chcemy przyczynić się do budowania lepszego świata", deklarują. Na fundację zostanie przeznaczone 4 zł z każdego sprzedanego biletu na jego koncert, który odbędzie się 22 sierpnia 2020 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie (szczegóły: www.prestigemjm.com).

Bocelli jest częstym gościem w Polsce, 26 stycznia tego roku śpiewał w Gdańsku, niecałe dwa tygodnie po śmierci prezydenta Pawła Adamowicza. Pod koniec występu powiedział: "Następną piosenkę, piękną modlitwę, chcę zadedykować wyjątkowej osobie". W tym momencie na telebimie pojawiło się zdjęcie prezydenta, a Andrea w duecie z sopranistką Marią Aleidą wykonał "Ave Maria". Był jednym z ulubionych artystów Pawła Adamowicza, na pogrzebie prezydenta odtworzono utwór w wykonaniu Bocellego "Time to Say Goodbye".

Niedawno ukazała się płyta artysty "Si Forever", rozszerzona edycja albumu "Si", który w ubiegłym roku znalazł się na szczytach list przebojów. Andrea śpiewa na niej m.in. z Edem Sheeranem, a także ze swoim synem, 22-letnim Matteo - ich duet "Fall On Me" miał na YouTubie 50 milionów odsłon. Bocelli przyznaje, że wcześniej nie zauważył u Matteo talentu muzycznego: "Od 6. roku życia syn uczył się grać na pianinie, ale nie traktowałem tego poważnie. Dopiero jakiś czas temu jego matka zasugerowała, żebym go posłuchał. Byłem pod wrażeniem. Technicznie nasze głosy są zupełnie różne, ale mamy coś wspólnego: sposób interpretacji, wrażliwość. Tego nie można się nauczyć, z tym człowiek się rodzi". Jego starszy syn Amos gra na pianinie w kilku utworach na płycie. Matteo niedawno podpisał kontrakt na solowy album. Ojciec początkowo nie chciał z nimi nagrywać ani występować. "Tego nie było w planach, wolałem żeby najpierw skończył studia w konserwatorium. Ale skoro tak się stało, mam nadzieję, że pozostanie tym, kim jest, będzie przestrzegał wartości, które mu wpoiliśmy, i nie wpadnie w pułapki, jakie czekają na ludzi zbyt pewnych siebie. Upojenie szczęściem może być niebezpieczne, sam się przekonałem, że ekscesy przysparzają kłopotów", mówi Andrea. I dodaje ze śmiechem, że choć popełnił kilka błędów, jednego udało mu się uniknąć: woda sodowa nigdy nie uderzyła mu do głowy.