GALA: Gdzie Pan lepiej sypia. We Francji czy tutaj?

ANDRZEJ SEWERYN: Pracuję tak intensywnie, że nauczyłem się spać gdziekolwiek.

GALA: Śni Pan?

ANDRZEJ SEWERYN: Niestety tak. Niestety. Sen jest czymś, czego nie kontroluję.

GALA: Jaki był ostatni?

ANDRZEJ SEWERYN:Już zapomniałem.

GALA: Pan jest w niekończącej się podróży. Gdzie jest Pana miejsce?

ANDRZEJ SEWERYN:W samolocie. (Andrzej Seweryn odbiera telefon) Dzień dobry, panie ambasadorze (cisza). Tak, tak, czytałem (cisza). Kiedy? (cisza). Wspaniale. Proszę podesłać mi książkę do domu. Bardzo się cieszę. Moje uszanowanie, panie ambasadorze. (Rozmowa z polskim ambasadorem w Paryżu zakończona). Proszę spojrzeć na marzec (artysta otwiera przede mną swój kalendarz w skórzanej, wytartej oprawie. Każdy dzień zapisany). Ten miesiąc będzie straszny. Poniedziałek: Warszawa, około dziesięciu spotkań, następnego dnia pracuję dalej w Warszawie, kolejny dzień – rano lecę do Paryża, żeby zagrać spektakl. Następnego dnia wsiadam w samolot i lecę do Warszawy. Premiera „Różyczki”! I przez kilka następnych dni jest tak samo: Paryż–Warszawa, Warszawa–Paryż. Gram „Dowód” w Teatrze Polonia. O, mamy zmianę. Pojawia się Kraków, w Teatrze Słowackiego pokazuję mój monodram szekspirowski „Wyobraźcie sobie...”. Później przez cztery dni Warszawa. Następnie Kraków, Paryż. W kwietniu będzie spokojniej, bo zaczynam próby do ,,Szaleństwa Heraklesa” według Eurypidesa w Comédie Française.

GALA: Żeby tylko wsiadał Pan do właściwych pociągów i samolotów.

ANDRZEJ SEWERYN: Pan żartuje, a ja przeżyłem podobną sytuację. Z Paryża chciałem lecieć do Krakowa samolotem, którego o tej porze nie ma! Bo tak naprawdę to powinienem szukać połączenia z Warszawą. Pomyliłem miasta.

GALA: Kiedy ostatnio mógł Pan zrobić coś tylko dla własnej przyjemności?

ANDRZEJ SEWERYN: W Londynie. Oglądałem mojego młodszego syna Maksymiliana w spektaklu ,,Eleven and Twelve” w reżyserii Petera Brooka. Takie momenty są piękne.

GALA: A starszy syn również jest aktorem?

ANDRZEJ SEWERYN: Profesorem języka francuskiego na Sorbonie w Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

GALA: Pańskie 30 ostatnich lat rozgrywa sie miedzy Francja a Polska. Meczące?

ANDRZEJ SEWERYN: O, nie! Pasjonujące, oryginalne i ciekawe.

GALA: Zastępuje coś, czego Panu brakuje?

ANDRZEJ SEWERYN: Daje pełnię. Mam szczęście, ponieważ kocham to, co robię.

GALA: Czuje Pan, ze polskie powietrze pachnie inaczej niż francuskie?

ANDRZEJ SEWERYN: Oczywiście. Polska pachnie w bardziej naturalny sposób. Nie zawsze przyjemny. 

GALA: W jakim języku Pan przeklina?

ANDRZEJ SEWERYN: W obydwu. Tutaj, w Polsce, czasami po francusku, rzadziej tam po polsku.

GALA: Co Pana denerwuje we Francji?

ANDRZEJ SEWERYN: Hipokryzja, uniwersalna dla każdego miejsca na świecie. Molier mówił już o niej w XVII wieku. Nic nowego. Mniej nawet od niej drażni mnie głupota, zdrada, kłamstwo. Do nich się przyzwyczaiłem.

GALA: Gdzie chciałby Pan być pochowany?

ANDRZEJ SEWERYN: W miejscu, które nie będzie stanowiło problemu dla moich dzieci, gdyby miały ochotę mnie odwiedzić.

GALA: Francja to Pana ziemia obiecana?

ANDRZEJ SEWERYN: Nie. Francja jest etapem w moim życiu, który trwa 30 lat. A stało się to za sprawą Andrzeja Wajdy – mojego ukochanego mistrza, mędrca, przyjaciela, reżysera, który zaprosił mnie tam w 1980 roku do współpracy nad „Onymi” Witkacego.

GALA: Pan, Wojciech Pszoniak i Daniel Olbrychski – niemal w tym samym momencie natarliście na Francję. Z ,,Ziemi obiecanej” prosto do Paryża.

ANDRZEJ SEWERYN: I wszyscy trzej wracamy albo wróciliśmy tutaj na dobre. Daniel mieszka w Polsce, Wojtek jest i tam, i tutaj. Ja natomiast zostałem najdłużej, ale w tej chwili – podobnie jak Wojtek – jestem i tam, i tutaj.

GALA: Ocalało między Wami coś z tamtej filmowej wzajemnej chemii?

ANDRZEJ SEWERYN: Szczególny sposób kontaktu, oceny świata. Drobne spojrzenia, gesty. Każdy z nas zobaczył kawałek świata i to również nas łączy.

GALA: Lubicie się?

ANDRZEJ SEWERYN: Myślę, że więcej. Ja mogę mówić o szacunku do nich – głębokim i szczerym (cisza). Szkoda, że myśmy nie zrobili ,,Ziemi obiecanej II”. Takiej po latach. Ten pomysł chodził nam po głowach.

GALA:,,Luz i szaleństwo w jednym” – to o Panu.

ANDRZEJ SEWERYN: A, to miłe, że ktoś mógł tak pomyśleć. Cieszę się, jak o mnie dobrze mówią.

GALA: Inni szukają u Pana życiowych i zawodowych wskazówek?

Przeprowadzam poważne rozmowy z tymi, którzy tego potrzebują. Jestem reżyserem, wykładowcą i takie sytuacje mnie spotykają.

GALA: Jaki Pan jest dla młodych ludzi?

ANDRZEJ SEWERYN: Dość szczery. Podejrzewam, że w większym stopniu niż oni ze mną. Nie rezygnuję z moich przekonań artystycznych, kiedy z nimi rozmawiam. Staram się ich zrozumieć. Mam przekonanie, że między moim pokoleniem a ludźmi w wieku 20-30 lat jest przepaść. Warto doprowadzić do dialogu.

GALA: W Warszawie ma Pan odwiedzić swoje liceum. Co Pan powie tym, którzy dzisiaj się tam uczą?

ANDRZEJ SEWERYN: Żeby nie przestawali myśleć. Żeby myśleli do bólu, jak mawiał Gustaw Holoubek.

GALA: Chciałby Pan znowu pracować z Michałem Żebrowskim?

ANDRZEJ SEWERYN: Z radością. Oczywiście! Bardzo go szanuję. Życzę mu połamania nóg w jego teatrze. Z aktora zmienił się w menadżera.

GALA: Tak Pan sobie wyobrażał jego drogę?

ANDRZEJ SEWERYN: Nie, ale szanuję ten wybór.

GALA: A zagrałby Pan u niego w teatrze?

ANDRZEJ SEWERYN: Byłbym uradowany.

GALA: Aktor to według Pana misjonarz.

 

ANDRZEJ SEWERYN: Powiedziałem o tym, kiedy raczkujący, polski kapitalizm sprawiał, że my, artyści zapominaliśmy o głębszym sensie naszej pracy. I traktowaliśmy ją zbyt często wyłącznie jak źródło zarobku. Zamiast słowa misja można używać skromniejszych określeń. Pamiętam, że Jan Nowicki namawiał mnie po tej wypowiedzi do używania następnym razem słów prostszych. Z mojej strony to była świadoma prowokacja. Pochodzę z pokolenia, które żyło w kraju, gdzie wolność, delikatnie mówiąc, była ograniczona. Dla nas praca w teatrze i kinie była wtedy oporem wobec systemu. Dzisiejsza sztuka nie powinna o tym zapominać.

GALA:  A ma się czemu opierać?

ANDRZEJ SEWERYN: Pan żartuje! Oczywiście, że ma.

GALA:To dlaczego nie przyjął Pan w styczniu Nagrody Specjalnej im. Zbyszka Cybulskiego dla aktorów, którzy w czasach PRL-u nie mogli jej otrzymać?

ANDRZEJ SEWERYN: Wyjaśniłem to w oficjalnym oświadczeniu. Niektórzy zinterpretowali jego fragmenty tak, że mogłem wyjść na obrońcę PRL-u, ale tak nie jest. Oj, nie... (uśmiech). Zresztą to już zamknięta sprawa.

GALA: Ale do samego Cybulskiego Pan nie ma pretensji?

ANDRZEJ SEWERYN: Do Cybulskiego? (śmiech). Pan Cybulski na to wszystko patrzy i śmieje się z nas do rozpuku.

GALA: Często dzwoni telefon z Polski, żeby Pan tu zagrał?

ANDRZEJ SEWERYN: Propozycje, które dostaję, dowodzą, że mogę się w Polsce przydać. W teatrze i w filmie.

GALA: Oszustka, która miłość do granego przez Pana bohatera wykorzystuje instrumentalnie, by móc na ukochanego donosić. Taka jest filmowa Różyczka. Ale wyjdźmy z kina. Co mężczyzna powinien zrobić z taką kobietą?

ANDRZEJ SEWERYN: My wiemy, co powinniśmy zrobić. Jesteśmy jednak za słabi, żeby realizować te dziesięć, danych nam przez ojców, przykazań.

GALA: Widziałem film. Pańska rola skrojona jest na miarę.

ANDRZEJ SEWERYN: Zagrałem w tym obrazie z kilku powodów: reżysera Jana Kidawy-Błońskiego i scenarzysty Macieja Karpińskiego – których cenię. Oraz samego Pawła Jasienicy, choć to nie jest film o nim. Jego miłość do Różyczki stała się inspiracją dla autorów tego obrazu. On dotyka naszej historii, a czas, w którym się rozgrywa – 1968 rok – był dla mnie okresem szybkiego obywatelskiego dojrzewania. I wciąż jest mi bliski. To także film o historii tego kraju.

GALA: Naga Magdalena Boczarska, leżąca na atłasie w kolorze karminu. Taki jest plakat ,,Różyczki”. Bliżej mu do filmu o gorącej miłości niż o historii Polski.

ANDRZEJ SEWERYN: Magda jest piękną kobietą. Nie widziałem plakatu, ale nie rozumiem, dlaczego nie można by wykorzystać na nim jej urody.

GALA: Między Panem a Boczarską są 32 lata różnicy. Kiedy trzeba zagrać odważną wspólną scenę w łóżku, to może przeszkadzać?

ANDRZEJ SEWERYN: Nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu.

GALA: A dla Magdy?

ANDRZEJ SEWERYN: Proszę ją o to zapytać. Ustalaliśmy wcześniej, jak mają wyglądać te sceny. Graliśmy je w sposób najprostszy, a jednocześnie najbardziej taktowny i delikatny. Pamięta pan ,,Intymność” Patrice Chéreau nakręconą w Wielkiej Brytanii? Grający w niej aktorzy namówili się, że odbędą przed kamerą prawdziwy stosunek seksualny. Po prostu. Aktorka ustaliła wszystko ze swoim mężem. Potem urodziła jeszcze dziecko. A ,,Imperium zmysłów”?! Przy tych filmach nasze sceny z Magdą są bardzo skromne.

GALA: Pan ma jeszcze ochotę mierzyć się z rolami, pojedynkować?

O, tak. Ale niezręcznie mi będzie wymieniać, z którymi...

GALA:Dlaczego? Proszę mówić.

ANDRZEJ SEWERYN: Hamm w ,,Końcówce” Becketta, król Lear i Arnolf w ,,Szkole żon”. Wystarczy.

GALA: Za dwa tygodnie Pana córka Maria skończy 35 lat. Czego Pan będzie jej życzył?

ANDRZEJ SEWERYN: 23 marca. Będę wtedy w Paryżu. Marysia doskonale wie, czego życzę jej każdego dnia i czego będę jej życzył w urodziny.

GALA: Był Pan w ,,Och-teatrze”, którym kieruje?

ANDRZEJ SEWERYN: Jeszcze nie. Kiedy się o nim dowiedziałem, byłem z niej dumny. Fantastycznie się stało, że została powierzona jej taka odpowiedzialność. To uczyni z niej jeszcze kogoś innego.

GALA: Pana córka ma coś z tego ,,stalowego” charakteru swojej mamy?

ANDRZEJ SEWERYN: Oczywiście. Jest silna.

GALA:  A jacy są Pana synowie?

ANDRZEJ SEWERYN: Ukochani, wspaniali, zdolni i przystojni.

GALA: Pan, Krystyna Janda i Maria nigdy wspólnie nie zagraliście...

... (aktor poruszony)

GALA:  O czym Pan teraz myśli?

ANDRZEJ SEWERYN: O tytule sztuki, w której mógłbym wystąpić z Krysią i Marią.

GALA: Zagrajcie samych siebie.