Andy Anderson nie żyje. Były perkusista The Cure zmarł w wieku 68 lat, 26 lutego 2019 roku, a o jego śmierci poinformował na Twitterze Laurence "Lol" Tolhurst, współzałożyciel zespołu: "- Z ciężkim sercem informuję o odejściu mojego brata z The Cure. Andy Anderson był prawdziwym gentlemanem i wspaniałym muzykiem z szalonym poczuciem humoru, które zachował do samego końca. To błogosławieństwo, że mogliśmy go poznać". Anderson poinformował w ubiegłym tygodniu, że zmaga się z czwartym stadium nowotworu. Muzyk był już w bardzo ciężkim stanie, ale do ostatnich chwil, zachowywał pogodę ducha.

Andy Anderson nie żyje

" - Mam czwarte stadium raka, którego nie da się już wyleczyć. Rozprzestrzenił się po całym moim ciele, czego jestem w pełni świadomy, ale nie zgadzam się na resuscytację, bo nie chcę, żeby rodzina patrzyła na mnie jak na warzywo. Resuscytacja mogłaby uszkodzić moje żebra i mózg, a ja nie chciałbym tym obciążać najbliższych. W najbliższych dniach przedyskutujemy chemioterapię i radioterapię. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł poinformować was o efektach. Nie chcę waszego współczucia - dla mnie to po prostu kolejne doświadczenie, do którego jestem pozytywnie nastawiony. Dziękuję wszystkim za życzenia, kocham was wszystkich [...]" - pisał muzyk na Facebooku.

Andy Anderson był członkiem zespołu The Cure od 1983 r. To właśnie Laurence Tolhurst ustąpił mu miejsca za perkusją, a sam stanął za klawiszami. Anderson nagrał z brytyjskim zespołem album "The Top" i jeden z ich największych przebojów, "The Lovecats". Współpracował również z takimi artystami, jak Iggy Pop, Glen Matlock, Peter Gabriel i Mike Oldfield.