W dzieciństwie byłaś typem chłopczycy? Kiedy odkryłaś swoją kobiecość? 

Rzeczywiście – częściej bawiłam się z chłopakami na podwórku niż w domu lalkami. Miałam posiniaczone nogi od wchodzenia na drzewa. Najmilej wspominam spanie w sianie i bieganie po polach u moich dziadków. Wszędzie było mnie pełno: jeździłam traktorem, wypasałam owce. Na pewno nie byłam grzeczną dziewczynką (śmiech).

A teraz to się zmieniło?

Jestem aktywna. Nie lubię stać w miejscu – chcę, by ciągle coś się wokół mnie działo. Zdecydowanie wolę nosić spodnie i T-shirt niż elegancką spódnicę i szpilki.

 Podobno skaczesz ze spadochronem...

Adrenalina nakręca mnie do życia. Żartuję, że jestem tzw. męskim typem. Dlatego chcę pokonywać bariery i doświadczać nowych, nieznanych mi emocji. 

Tymczasem w serialu „Przyjaciółki” grasz typowo kobiecą rolę. Jak się w tym odnalazłaś?

 To było wyzwanie! Nigdy nie myślałam o rolach amantek, bo zazwyczaj ukrywałam swoją kobiecość. Obcinałam włosy na krótko, asymetrycznie, nosiłam za duże spodnie i swetry. Nie chciałam kojarzyć się z ładną i słodką dziewczyną. W aktorstwie pociągają mnie postaci trudne i nieoczywiste.

Jesteś partnerką reżysera Bartosza Frąckowiaka. Jak wygląda życie dwóch artystów pod jednym dachem?

Niektórzy uważają, że wspólna praca niszczy związek. Inni z kolei są zdania, że pary, które świetnie dogadują się w życiu, stanowią idealny duet w pracy. My należymy do tej drugiej grupy. Twórcza współpraca pozwala nam się rozwijać i budować wspólną przestrzeń. Dzięki niej dostajemy mnóstwo nowych bodźców do dyskusji, które pobudzają naszą ciekawość świata. Te rozmowy przekładają się na konkretne pomysły na nowe role i spektakle. Zdajemy sobie sprawę, że jak wszyscy artyści jesteśmy egocentrykami, ale staramy się nad tym panować, tak by nie okazało się to destrukcyjne
dla naszego związku.

Widzowie znają Cię przede wszystkim z roli Zuzy z „Przyjaciółek” i doktor Leny z „Na dobre i na złe”. Która z tych bohaterek jest do Ciebie bardziej podobna?

Nie chcę i nie potrafię mówić, która z nich ma więcej moich cech. Ale mogę zdradzić, za co je lubię. Przede wszystkim za różnorodność. Rola przebojowej, dynamicznej i bardzo konkretnej Zuzy była dla mnie miłą odmianą po kilku latach wcielania się w postać uczynnej doktor Leny z „Na dobre i na złe”. To kobiety z dwóch różnych światów. Dla Zuzy facet jest tylko dodatkiem do jej fajnego życia, ona, a nie partner, jest najważniejsza. Lena z kolei może dla miłości poświęcić naprawdę dużo. Nie utożsamiam się z granymi przez siebie postaciami. Lubię natomiast budować role – wymyślać, jak moje bohaterki mają mówić, gestykulować etc.

A co czujesz, kiedy ludzie jednak Cię utożsamiają z tymi bohaterkami?

Nie mam o to pretensji, w końcu niewiele osób może mnie zobaczyć w teatrze w Bydgoszczy, gdzie gram od kilku lat. Oczywiście podkreślam w wywiadach, że rzeczywistość serialowa niewiele ma wspólnego z prawdą.

Dzielisz życie między Bydgoszcz a Warszawę. Gdzie czujesz się bardziej u siebie?

Często się śmieję, że większość życia spędzam na autostradach A1 i A2. A tak serio – mój dom zawsze był i jest w Warszawie. Tutaj mam mieszkanie, swoje ulubione miejsca i przyjaciół. Do Bydgoszczy jeżdżę na spektakle i próby. Przez te lata nawiązałam tam wiele przyjaźni, poznałam wspaniałych i inspirujących ludzi, ale najważniejsza jest dla mnie stolica.

Syn podróżuje razem z Tobą?

Tak, dlatego zależy mi, żeby zarówno w Warszawie, jak i w Bydgoszczy czuł się dobrze. Antoś kocha teatr. To dla niego magiczny świat – uwielbia buszować w scenografii, przesiadywać w atrapach samochodów. Ostatnio przez kilka godzin bawił się lalką z „Plastusiowego pamiętnika”.

Za co kochasz teatr?

Praca w nim nadaje sens mojemu życiu – pozwala mi się rozwijać. Czuję, że warto pokonać te 300 km samochodem, by móc stanąć tam na scenie. 

Przed nami kolejny sezon „Przyjaciółek”. Czy serial to dla Ciebie odskocznia od teatru?

Cieszę się, że mam szansę funkcjonować w dwóch rzeczywistościach. Muszę przyznać, że nawet całkiem nieźle mi to wychodzi! Wykorzystuję w serialu doświadczenia zdobyte na planie i odwrotnie. W tym roku poszłam o krok dalej: zdecydowałam się na udział w pierwszym programie kulinarnym. Przygoda z „Top Chef. Gwiazdy od kuchni” jest dla mnie czymś nowym i ekscytującym. Szukam więc balansu pomiędzy ambitnym światem sztuki i komercyjnymi przedsięwzięciami. Jestem szczęśliwa, że życie przynosi mi tyle różnorodnych wyzwań!