GALA: Nadal wstajesz o czwartej rano, żeby zdążyć na pociąg z Krakowa do Warszawy?

ANNA CIEŚLAK: Czasami tak, jeśli mam spektakl w Krakowie i inaczej nie można tego zorganizować. Ale mnie ta odległość w ogóle nie przeraża. Dwie godziny i 30 minut pociągiem – to naprawdę da się przeżyć. Nie narzekam. Moje życie to mój świadomy wybór.

GALA: Czasem wybiera się coś świadomie, a potem wpada się w rózne pułapki, których nie można przecież przewidzieć.

ANNA CIEŚLAK: I trzeba sobie z tym radzić. Dobrze jest więc najpierw mocno się zastanowić, co jest prawdziwym priorytetem. Jestem wolnym człowiekiem. Moje życie układa się tak, że mogę sobie pozwolić na dokonywanie własnych wyborów.

GALA: A czego nauczyło Cię te pare lat w tym wyborze, jakim jest aktorstwo?

ANNA CIEŚLAK: Spokoju. To, że na jakiś czas zdecydowałam się wrócić do Krakowa i posnuć się po nim, pożyć życiem takim trochę teatralnym, trochę prywatnym, pozwoliło mi nabrać dystansu. Bo mimo że w Krakowie powstały wielkie studia produkcyjne jak Alwernia czy TVN, to nadal w Warszawie jest centrum wydarzeń. I jeśli chcę w nich uczestniczyć, to muszę się tu co jakiś czas pojawić. Dać sobie szansę, po prostu. Moje pytanie brzmi: „Czy chcę, czy nie?”. Ale teraz jest to już pytanie spokojne.

GALA: Nie korci Cię, żeby po prostu się tu przenieść?

ANNA CIEŚLAK: Nie mam czegoś takiego, że coś muszę. Donikąd się nie spieszę. Jeśli sytuacja tego wymaga, przenoszę się do Warszawy. I tyle.

GALA: A tu co jest najważniejsze?

ANNA CIEŚLAK: Możliwość konfrontacji i pracy.

GALA: Długo zastanawiałaś się nad przyjeciem pracy w „Pikselach”?

ANNA CIEŚLAK: Nie. Przeczytałam scenariusz, poznałam reżysera i stwierdziłam, że idziemy w to!

GALA: Grasz tam okrutną postać.

ANNA CIEŚLAK: Bezczelną i wyrafinowaną.

GALA: Kiedy siedzę teraz z Tobą, jakoś trudno mi uwierzyć, że potrafiłaś być taka.

ANNA CIEŚLAK: No, to się cieszę. Dla mnie było to nowe wyzwanie. Na ogół jestem obsadzana w rolach eterycznych, a tu postać zła i jeszcze trzeba ją jakoś obronić.

GALA: Uważasz, że Ci się to udało?

ANNA CIEŚLAK: To jest pytanie do ciebie.

GALA: Moim zdaniem pozostaje bezwzgledna i obojetna.

ANNA CIEŚLAK: Ale jest też taki moment, kiedy przez chwilę zastanawia się nad sobą. I to już jest dużo. Tacy właśnie są młodzi ludzie, w mentalności których jest zakodowana odwaga i bezczelność. Mają oni także niższe standardy moralne. Ja sama tuż po szkole byłam w stanie spróbować wszystkiego wszędzie: filmu, serialu, słuchowiska, dubbingu i niczego się nie bać. Z czasem jednak, kiedy mam większą świadomość aktorską, bo dojrzewam i doświadczam, zaczynam dokonywać wyborów, zastanawiać się, co jest dla mnie naprawdę interesujące.

GALA: Czego więc już nigdy byś nie zrobiła?

ANNA CIEŚLAK: Uważam, że nie warto brać wszystkiego w jednym czasie, bo lepiej zrobić jedną, dwie rzeczy i zostawić sobie czas dla siebie. Wiem, że to niełatwe, ale kiedy mija ten pierwszy etap wątpliwości: „Ja nic nie robię! Muszę coś robić!”, wtedy znajduje się czas, by po prostu żyć. Myślę, że nam, aktorom, to jest niezbędne.

GALA: Dlaczego?

ANNA CIEŚLAK: Bo inaczej przez całe życie będzie się grało siebie zatrzymanego w momencie, kiedy człowiek miał jeszcze czas na refl eksje. Bo jeśli tylko grasz, to kiedy masz czas dojrzewać? Niektórzy faktycznie zatrzymują się na etapie dzieci, kiedy mieli jeszcze swoje przestrzenie ciszy i pustki. Wiadomo, że w pewnym stopniu dobrze jest, żebyśmy zachowali w sobie dziecko, mieli jego wrażliwość i odwagę, ale trzeba też otwierać kolejne szufl ady i nie bać się do nich sięgać.

GALA: A może to strach, że taka cisza bywa tak samotna?

ANNA CIEŚLAK: Samotność i tęsknota są jak najbardziej twórcze. Tylko z ciszy może powstać dźwięk, ale ludzie są tak zaprogramowani, że w momencie, kiedy pojawia się cisza, głupieją. Ja też tak miałam i nadal z tym walczę. Jeśli wpadam w wir jakiejś pracy, a potem pojawiają się trzy tygodnie ciszy, to wariuję i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. A chodzi właśnie o to, żeby ten niepokój przetrzymać. Uspokoić to w sobie.

GALA: W „Pikselach” grasz dziewczynę paparazzi. W życiu jesteś dokładnie po drugiej stronie. To Ciebie fotografują i śledzą.

ANNA CIEŚLAK: Mówi się, że żyjemy „w takich czasach”, publiczność tego oczekuje, ale to nieprawda. To media i biznes próbują wmówić ludziom takie potrzeby. Tak naprawdę ludzie nie potrzebują cudzego życia, nie oglądają non stop telewizji, bo mają inne zajęcia. To jest manipulacja.

GALA: Która ma dużą siłę rażenia.

ANNA CIEŚLAK: To jest okrutne żonglowanie cudzym życiem. W ten sposób można naprawdę zniszczyć człowieka. Media często zachowują się karygodnie... Są rzeczy, których im nie wybaczę. Nie jestem w stanie zrozumieć, że wysyła się fotografa na porodówkę, żeby zrobił zdjęcia, bo to dla mnie przekracza wszelkie granice. Ale wiem, że jest też druga strona medalu. Przygotowując się do roli, spotkałam się z jednym z paparazzich.

GALA: Na własne życzenie?

ANNA CIEŚLAK: Na życzenie reżysera.

 

GALA: Da się więc zrozumieć paparazzich?

ANNA CIEŚLAK: Poniekąd tak

GALA: Bo tez maja rodziny i kredyty?

ANNA CIEŚLAK: Są ludzie, którzy kreują się na bożyszczy, idoli, na osoby absolutnie cudowne, wspaniałe, przezroczyste, kochające, a niewiele trzeba, żeby pokazać, że to fałsz. Paparazzi chcą być więc tymi zbuntowanymi sprawiedliwymi, którzy pokażą światu prawdę. Pytanie tylko, jak sobie radzą z tym ci, którzy są podglądani, którym odbiera się prywatność, a naprawdę mają czyste konto? Sama spotykam się czasem z pytaniami, które mnie irytują. Dziennikarz mówi: „A to niech pani opowie jakąś fajną anegdotę z planu, najlepiej wesołą, bo to się będzie ludziom podobało”. Dlaczego? Nie chcę nikogo zabawiać. Nie jestem błaznem, tylko aktorem, który gra swoją rolę.

GALA: A jak długo później taka rola z Ciebie schodzi, ile czasu Cię opuszcza?

ANNA CIEŚLAK: To zależy, ile mam czasu do następnej roli. Jeśli muszę od razu iść dalej, to ją wyrzucam, a jeżeli mam pół roku wolnego, to ta postać we mnie siedzi, kisi się i międli. Najzdrowiej jest zrobić postać jak najszybciej, a potem – jak powiedział ładnie Jan Peszek – zamknąć historię.

GALA: Czego jeszcze nauczył Cię Wielki Jan?

ANNA CIEŚLAK: Życia jako aktor, wchodzenia i wychodzenia z roli, wyciągania różnych stanów emocjonalnych, jak kart z rękawa. Jan Peszek, Jerzy Stuhr, Dorota Segda, Marian Dziędziel czy Ania Dymna to moi najlepsi nauczyciele. Mam ogromne szczęście, bo na mojej drodze stanęli ludzie, którzy byli spełnieni zawodowo. W związku z tym uczyli mnie nie tylko grania, ale też ogromnej miłości do tego zawodu, pokory, oddania. Próbowali powiedzieć, że życie jest jak sinusoida – kiedy wydaje się, że zostaniesz na zawsze w dołku, wtedy idziesz w górę i znów masz wszystko. Człowiek naprawdę rozwija skrzydła, kiedy ma za sobą kogoś, kto w niego wierzy. A oni we mnie wierzyli.

GALA:  A gdy czasem mistrzowie ganią?

ANNA CIEŚLAK: No tak, ale ważne jest czy ganią po to, żeby zniszczyć, czy po to, żeby czegoś nauczyć. Jeżeli dostaję od kogoś kopa w tyłek po to, żeby wziąć się do roboty, to nawet jeśli w tym momencie nie lubię tej osoby, potem uświadamiam sobie, że dzięki niej wykonałam cenną pracę.

GALA: Czyli żadnej rozpaczy nie ma?

ANNA CIEŚLAK: Kiedyś byłam jedną wielką chodzącą histerią. Teraz staję się spokojniejsza. Czas jest absolutną podstawą do budowania wszystkiego. Można na chybcika, ale po co? Kropla drąży skałę. A aktorstwo bardzo mnie wciąga i nie ma co udawać, że chciałabym robić coś innego. To już mój sposób odbierania świata. Czasami, owszem, muszę rozładować napięcie i pójść na siłownię, a czasami napić się wódki i następnego dnia mieć kaca, czasem wyjechać, wyciszyć się i posłuchać siebie. Mówi się, że życie artysty powinno być zwichrowane, ale ja tak nie myślę. Im więcej mam w sobie spokoju i dyscypliny, tym lepiej. Mnie systematyczność na pewno pomaga.

GALA: Gdyby Cię jednak zbadał psychiatra?

ANNA CIEŚLAK: Wszyscy jesteśmy przypadkami do leczenia. Ja też.