Szpilki – z czym się Pani kojarzą?

Kojarzą mi się na pewno z niewygodą, pod wieloma względami. Jestem wysoka, mam 177 cm wzrostu, i w takich bardzo wysokich szpilkach, jakie są modne, mam prawie 190 cm, co jest trochę krępujące.

Czuje się Pani wyższa od ludu?

Krępuje mnie to, że wielu mężczyzn czuje się skrępowanych tym, że są ode mnie niżsi. Nie lubię robić innym kłopotu, taką mam naturę.

A poza butami z czym jeszcze szpilki się Pani kojarzą?

Teraz oczywiście ze „Szpilkami na Giewoncie”, w których gram. W serialu moja bohaterka Xenia nosi zazwyczaj wielkie, ciężkie, niemal wojskowe buty, w związku z tym poruszam się trochę jak babochłop. Okazało się jednak, że już wkrótce będę musiała chodzić na szpilkach po Krupówkach, co wydaje mi się zadaniem karkołomnym!

Jaka jest różnica między kobietą w szpilkach a kobietą w buciorach?

Ogromna! Zupełnie inaczej rozkłada się ciężar ciała. W szpilkach automatycznie sylwetka się prostuje, pierś do przodu, brzuch do kręgosłupa, mięśnie bardziej pracują, żeby utrzymać ciało w pionie. W buciorach wszystko się rozluźnia, jesteś bliżej ziemi, ale łatwiej się zgarbisz. Mnie akurat buciory dodają siły i pewności siebie. Wiem, że są kobiety, które na szpilkach czują się paniami świata. Ja nadal na szpilkach czuję się niepewnie, więc mnie do nich nie ciągnie.

Czy na szpilkach albo w buciorach zmienia się trochę myślenie?

Myślę, że tak. Na szpilkach bardziej się dostosowuję do konwencji. Gram królową balu, jestem czarująca i roześmiana albo grzeczna i poukładana. Szpilki to trochę symbol stereotypowej kobiecości. W buciorach jestem bardziej bezczelna, wyluzowana, odważna. Na więcej sobie pozwalam.

Czyli na co dzień...?

...biegam w płaskich butach. Lubię być niezależna.

Xenia, Pani bohaterka, dostała w serialu dużo więcej przestrzeni. Czy zamieni buciory na szpilki?

Xenia ma twardy charakter. Lubi się awanturować, rządzić, na pewno jest typem gwiazdy, która lubi być w centrum zainteresowania. To się raczej w niej nie zmieni. Z tego, co obserwuję, diwa zawsze pozostaje diwą. Może troszkę złagodnieje? Spotka człowieka, przy którym poczuje się bezpiecznie. Nie będzie miała poczucia, że jest zdana wyłącznie na siebie, że każdego dnia musi o siebie walczyć.

Czyli kiedy mężczyzna wkracza w życie kobiety, wszystko się zmienia?

Taki jest przynajmniej stereotyp.

A co Pani sądzi o tym stereotypie?

Sama trochę mu ulegam. Wydaje mi się, że my, kobiety, nadal bardzo chętnie oddajemy część odpowiedzialności, część naszego poczucia bezpieczeństwa mężczyznom. Kiedy jesteśmy same, mobilizujemy się, zakładamy zbroję, jesteśmy silne i niezależne, a kiedy zakochujemy się, ufamy komuś, to zaczynamy luzować guziki tej zbroi. Ale to jest naturalne.

8 stycznia obchodziła Pani 28. urodziny.

Tak, nie miałam jeszcze tak naprawdę okazji świętować, bo byłam w pracy.

Kiedy obudziła się Pani w niedzielny urodzinowy poranek, o czym Pani pomyślała?

Pomyślałam sobie: ojej, już?!

10 lat temu w urzędzie wręczono Pani dowód osobisty i powiedziano, że od tej chwili jest Pani za siebie odpowiedzialna. Pamięta Pani tamte urodziny?

Pamiętam, bo dostałam wtedy od mojej Mamy pierścionek, który podarował jej Tata, kiedy ja się urodziłam. Dostałam go wtedy pierwszy raz. Potem pierścionek przeżył wiele burzliwych przygód, wypadło z niego oczko, więc na 25. urodziny dostałam go ponownie. Ostatnio oczko znowu wypadło, więc pewnie na 28. urodziny dostanę go jeszcze raz! Zauważyłam, że to oczko wypada, jak się zaczynają nowe etapy w moim życiu. Zawsze wtedy pojawia się w pierścionku nowa akwamaryna (śmiech). Pamiętam również, że dostałam od Mamy kartkę z życzeniami. Popłakałam się, jak je przeczytałam – ze wzruszenia, ale i ze strachu. Miałam takie uczucie, jakbym wychodziła na wielką pustą polanę. Z jednej strony otwierała się przede mną przestrzeń, mnóstwo możliwości, cała reszta życia, które na mnie czekało, a z drugiej strony ta przestrzeń wydawała mi się trochę nieznana i przez to przerażająca. Kiedy idziemy wytyczoną ścieżką, czujemy się bezpiecznie, bo wiemy, dokąd ona zmierza.

Miała już Pani wtedy pierwszy pocałunek za sobą?

No tak... (śmiech).

I mnóstwo złudzeń na temat miłości?

Oczywiście. To były jeszcze te czasy, kiedy marzyłam, żeby być gwiazdą rocka, taką właśnie jak Xenia, którą gram. 10 lat później dzięki roli w serialu to marzenie się spełnia. Zresztą przez ten czas wiele rzeczy się zmieniło. Przede wszystkim skończyłam edukację, w każdym razie tę formalną. To jest ogromna zmiana, z której bardzo się cieszę. Czuję, że mam dużo większy wpływ na swoje życie. Nie podlegam ocenom, niewiele jest mi narzucone z góry. Czuję się panią swojego losu. Uczę się być samodzielnym, niezależnym człowiekiem.

Bardzo sprytnie uniknęła Pani odpowiedzi na miłosne pytanie. Dowiedziała się Pani teraz czegoś, czego Pani nie wiedziała jako 18-latka?

Wydawało mi się wtedy, że jest o wiele mniej opcji i dróg, które mogę wybrać w życiu. Widziałam przyszłość raczej czarno-białą. Potem przekonałam się, że na nasze życie wpływa mnóstwo czynników, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. W szkole jest wszystko uporządkowane, podlega jasnym zasadom, ścisłym rygorom i my się im poddajemy. W życiu te wzory tak naprawdę rzadko się powielają, zawsze zdarza się wyjątek. W większości osoby, które nas otaczają, są właśnie takimi wyjątkami od reguł, których kiedyś wszyscy się nauczyliśmy.

 

Trzy najważniejsze rzeczy, wydarzenia w ciągu tych ostatnich 10 lat.

Czas przed szkołą teatralną, czas w szkole teatralnej i czas po szkole teatralnej. To były trzy ważne etapy w moim życiu.

Śmiała się Pani ostatnio jak dziecko?

To są nadal rzeczy, które pamiętam z dzieciństwa. Ja mam od zawsze straszne łaskotki. Kojarzą mi się z takim organicznym, dziecięcym, spontanicznym śmiechem z czasów, kiedy byłam mała. Dziecięce zabawy do dziś mnie cieszą. Na przykład niedawno na planie „Szpilek” jeździłam na łyżwach. Było mnóstwo śmiechu, zabawy, radości. Miałam taką frajdę, takiego „banana” na twarzy, że jak wróciłam do domu, to cieszyłam się jak dziecko jeszcze przez dwie godziny. Ostatnio miałam na nogach łyżwy w wieku 15 lat.

Najpiękniejsza pocztówka z przeszłości, którą ma Pani w głowie.

Jedyne wspomnienie o mojej prababci, czyli babci mojej Mamy. Jest jakby czarno-białym zdjęciem, na którym od strony ogrodu widzę, jak babcia Wanda wchodzi do naszego domu. To moje jedyne wspomnienie, które mam o niej. Nie „widzę” jej w inny sposób. Reszta moich wspomnień jest ruchoma, jak film.

Jest Pani zakochana.

Tak, i jestem w tej komfortowej sytuacji, że to moja prywatna sprawa, a nie publiczna.

Ma Pani poczucie, że Panią „okradam”, pytając o miłość?

Nie. Myślę, że miłość jest czymś bardzo naturalnym. Jest naszą największą radością. Czymś, czego nie trzeba się wstydzić ani ukrywać. Otwierając się na drugiego człowieka, otwieramy się na cały świat, ale życie osób publicznych wygląda tak, że z miłości robi się aferę, skandal, podgląda się ją nieustannie. Bardzo szybko to podglądanie zamienia się w pogoń, która w oczywisty sposób powoduje chęć ucieczki, a wraz z nią poczucie winy, wstyd i strach, że ktoś próbuje nas skrzywdzić. Nie podoba mi się to. Nie podoba mi się, że ludzie nie traktują tego, że mam życie prywatne, jako czegoś normalnego i zasługującego na intymność, ale jako sensację. Ja z panią bardzo chętnie o miłości porozmawiam, ale problem jest taki, że nam ktoś ukradnie tę rozmowę, wytnie moje słowa z kontekstu, opatrzy zdjęciem zrobionym zza krzaka i podkoloryzuje,raniąc moich najbliższych.

Przynajmniej tę miłość widać w oczach. 10 lat temu była Pani śliczną anonimową dziewczyną. Dzisiaj jest Pani śliczną znaną aktorką. Czy to coś zasadniczo zmieniło w Pani życiu?

Mając 18 lat, marzyłam o tym, żeby stać na scenie, śpiewać, zostać aktorką. I na pewno nie chciałam być anonimową artystką, która uprawia sztukę dla sztuki przy pustej widowni! Teraz nie mogę się wycofać.

Dobrze Pani z tym?

Fajne jest to, że teraz zaczął się dla mnie czas pełen obietnic. 10 lat temu miałam mnóstwo marzeń. Teraz mam dużo obietnic i jest szansa na to, że te obietnice się spełnią. Ostatnio dostałam telefon. Zadzwonił pewien człowiek i spytał: „Czy mogę spełnić pani marzenie?”.

Co Pani mu odpowiedziała?

Powiedziałam: „Oczywiście”. No oczywiście (śmiech). Jeszcze się nie spełniło, ale wierzę, że to moja wielka szansa.