Rozpalona słońcem, afrykańska pustynia. Na niej unieruchomiony, zakopany w piachu samochód. Kto go próbuje odkopać i pojechać dalej?

Kto?

Ty. Kiedy zobaczyłem to zdjęcie z pustynnego rajdu po Maroku, to jeszcze mocniej utwierdziłem się w przekonaniu, że jesteś kobietą ekstremalną. Grasz ekstremalne bohaterki, żyjesz ekstremalnie.

Bo jestem temperamentna i pewnie przez to trudno mi usiedzieć w miejscu. Bez ustanku mnie nosi. Jak wyglądają w praktyce moje marzenia o wolnym dniu, w którym będę sobie siedzieć, nic nie robiąc? Męczę się wtedy okrutnie, ,,chodzę po ścianach” i wymyślam różne zajęcia. Kiedy po prostu jestem w domu, bywa, że staję się nie do zniesienia i czasem trudno ze mną wytrzymać. Naprawdę jest lepiej, kiedy mam się czym zająć (śmiech).

,,Spalam się, dla ciebie spalam się” – śpiewa Kazik Staszewski. Tak jest i z Tobą.

Było... (śmiech). W końcu zaczynam czuć zmęczenie, którego przed trzydziestką nie było. Od dawna nie robiłam sobie przerwy od pracy. Ten wyjazd do Maroka, o którym powiedziałeś, 10-dniowy rajd przez Saharę, był moim odpoczynkiem.

Żar się leje, a Ty odkopujesz koła samochodu z piachu. Niezły relaks. W Twoim stylu – ekstremalny.

Fizycznie nie czuję się zmęczona. Moja psychika potrzebowała odpoczynku, wciąż potrzebuje, bo przez to zaczyna brakować mi pomysłów choćby na role, które mam zagrać. Kiedy uchodzi ze mnie cała para, to zaczynam czuć, że stoję w miejscu. To doskwiera. Wiem, że za rzadko oglądam inne spektakle – bo nie mam na to czasu i siły. Za rzadko chodzimy z Piotrem do kina. Tłumaczę to faktem, że mamy 3-letnią córkę, więc z nią spędzam czas po pracy.

Jak to przełamiesz?

Trudno jest znaleźć „lekarstwo” na poczucie emocjonalnej i umysłowej stagnacji. Podejrzewam, że potrzebna jest mi dłuższa przerwa. I taką też w tym roku z Piotrem zaplanowaliśmy: porządne, rodzinne wakacje.

W takich momentach szukasz wsparcia u Piotra?

Oczywiście! Staramy się sobie pomagać. Nigdy od niego nie usłyszałam: „Radź sobie sama”. Zanim jednak powiem mu: ,,s.o.s”, sama sobie próbuję pomóc. Dopiero kompletnie bezradna zgłaszam się do Piotra.

Zawsze jesteś taka samodzielna?

Tego mnie nauczono na studiach, nas wszystkich tak wtedy uczono: że aktor musi być samodzielny. Teraz zaczyna mnie to denerwować. Tak mocno mi wpojono samodzielność, że staje się ona uciążliwa. Na przykład zwracam uwagę na to, jak ustawione jest światło na planie albo czy przerwa nie trwa za długo. Koledzy już nawet żartują, że należy mi się dodatek za fuchę kierownika planu, bo to ja gonię wszystkich do roboty. Do głosu dochodzi wtedy mój temperament oraz świadomość, że w domu czeka na mnie Lena i każde pół godziny opóźnienia sprawi, że spędzę z nią mniej czasu.

Gdybym był w ekipie, powiedziałbym, że jesteś nieznośna.

Z punktu widzenia producenta uosabiam wzorcowego członka ekipy: zawsze przygotowany, przy minimum czasu osiągający maksymalne efekty (śmiech). Natomiast dla kolegów aktorów, którzy chcieliby zapalić papierosa i poplotkować, mogę być faktycznie nie do zniesienia.

Obejrzałem „Cyda”, w którym grasz księżniczkę. Jako jedyna, w tym statycznym i trudnym dla widza spektaklu, ruszałaś się, grałaś targana emocjami, nieszczęśliwie zakochaną kobietę. Ciebie nie da się usidlić, nawet w roli. Reżyser jest bezradny.

Ivan Alexandre studził mnie i studził, bo moja księżniczka była jeszcze bardziej temperamentna. Intuicja mi podpowiadała, żeby nie dać się mu zupełnie uspokoić. Starałam się jednocześnie realizować jego uwagi, zachowując mój temperament, który w tej statycznej konwencji spektaklu, teraz mogę to powiedzieć, dobrze mu zrobił. W końcu reżyser zgodził się na odrobinę szaleństwa. Sam przyznał, że moja postać jest inna, trochę szalona, schizofreniczna, przechodząca ze stanów euforycznych do kompletnego zdruzgotania. Dzisiaj, kilka tygodni po premierze, już wiem, że charakterystyczny makijaż, w jakim występuję w „Cydzie”, gorset opasający moje ciało staje się więzieniem dla postaci. I ja też prywatnie czułam się skrępowana. Szamotałam się.

Jak dużo Ciebie jest w kobietach, które grasz?

Nie było jeszcze takiej roli, żebym potrafiła ją całkowicie odciąć od swojego „ja”. Na przykład Magda z „Klubu Szalonych Dziewic” była podobna do Korby z ,,Lejdis” – charakterna, mocna, dzielna, bezczelna, przebojowa – czyli w wielu miejsca bliska mi. Rzadko w Polsce przytrafia się rola, do której aktor może, bo ma na to czas, zmienić się fizycznie, a przez to uciec od siebie. Marzę o tym, żeby tak się stało. Chciałabym móc częściej być dużo dalej od swojej osobowości, móc popatrzeć na nią z perspektywy.

Jak daleko mogłabyś się posunąć w swojej przemianie?

Bardzo daleko. W polskich warunkach, kiedy kręcę jeden film rocznie, nie ma o czym mówić. Przypuszczam, że potrzeba co najmniej ośmiu miesięcy, by zmienić się nie do poznania. Małą próbkę tego mam teraz, na planie nowego serialu w reżyserii Wojtka Adamczyka „Siła wyższa”. Na początku moja bohaterka przechodzi załamanie nerwowe i niezbyt dba o siebie. Pilnuje tego bardzo, żeby nie była kwitnąca, uśmiechnięta, wyspana. Nie może mieć jasnego spojrzenia.

Właśnie, jasnego spojrzenia. Odnoszę wrażenie, że ono Cię nie opuszcza, niezależnie od tego, w jakim momencie życia jesteś. Kto stoi za tym spojrzeniem?

 

A ktoś musi stać? To wciąż ja. Nie udaję kogoś, kim nie jestem. I widzę szklankę do połowy pełną, a nie w połowie pustą.

ANNA DERESZOWSKA - Urodziła się w 1981 roku w Mikołowie. Absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Debiutowała w roli Marii Antonownej w „Rewizorze” Mikołaja Gogola w reż. Andrzeja Domalika na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie. Kalina Fatalska ze „Złotopolskich”, Korba w „Lejdis” oraz Magda Mazurek z „Klubu Szalonych Dziewic”. Niebawem zobaczymy ją w nowym serialu twórców „Rancza”. Jest mamą trzyletniej Leny.