Anna Maria Sieklucka opowiedziała nam, jak rola Laury w filmie "365 dni" zmieniła jej życie. Pochodząca z Lublina młoda aktorka zdradziła nam, że nigdy nie spodziewała się, że przypadnie jej zadebiutować na wielkim ekranie właśnie w tak mocnej i głośnej produkcji. Ekranizacja bestsellerowej powieści autorstwa Blanki Lipińskiej określana jest bowiem przez jej twórców mianem pierwszego tego typu filmu w historii polskiej kinematografii. Nic więc dziwnego, że produkcja w reżyserii Barbary Białowąs zaczęła wzbudzać ogromne emocje jeszcze na długo przed publikacją pierwszego zwiastuna. Jak Ama Sieklucka (aktorka prosi, aby zwracać się do niej właśnie w taki sposób) radzi sobie z pierwszą falą popularności i zainteresowania ze strony mediów? Jak przygotowywała się do najbardziej odważnych scen damsko-męskich? Co o jej roli w erotyku sadzą jej najbliżsi? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie z Anną Marią Sieklucką dla Gala.pl.

Robert Choiński: Jakie emocje towarzyszą ci na chwilę przed premierą filmu "365 dni"?

Anna Maria Sieklucka: Jestem w pełnej gotowości [śmiech] Jestem ogromnie podekscytowana. To wszystko będzie się działo dla mnie po raz pierwszy – pierwszy raz zobaczę siebie na wielkim ekranie  - to oczywiste, że towarzyszy mi stres, ale taki pozytywny.

Widziałaś już ostateczną wersję filmu?

Tak, widziałam. Wydaję mi się jednak, że mogę być mało obiektywna, ponieważ jestem częścią tego filmu. Chciałabym tylko zwrócić uwagę na ogromny rozmach przedsięwzięcia, przepiękne zdjęcia i to, że "365 dni" na pewno nie wygląda jak polska produkcja. Widzowie będą mogli się o tym przekonać już 7 lutego.

Nie chcę cię pytać, dlaczego zdecydowałaś się zagrać tę rolę, bo wydaje mi się to dość oczywiste. Zastanawia mnie jednak, czy miałaś jakieś wątpliwości już na etapie przesłuchań. A może od samego początku miałaś stuprocentową pewność, że jest to odpowiednia rola dla ciebie?

Zdecydowanie nie miałam takiej pewności przed pójściem na casting. Miałam moment zawahania, czy gdybym w ogóle dostała tę rolę - będzie to dla mnie dobry start. Jednak producent, Tomek Mandes opowiedział mi jaki jest pomysł na tę ekranizację. Idąc na casting byłam w pełnej gotowości i ciekawości jak to potoczy się dalej.

Pamiętasz swoją pierwszą reakcję na ekranowego partnera, Michele Morrone?

Oczywiście! - to było jedno wielkie "wow", ponieważ Michele jest bardzo charyzmatycznym  facetem. A ja - nie da się ukryć - jestem kobietą [śmiech)] więc wiadomo, że jego zewnętrzny wygląd spowodował moją ekscytację. Kiedy zobaczyłam Michele na żywo, ujął mnie swoim ogromnym zaangażowaniem w casting.

Nie jest tajemnicą, że sceny w filmach nie są kręcone chronologicznie. W przypadku filmów ze śmiałymi scenami reżyserzy często decydują się kręcić je dopiero pod sam koniec zdjęć, gdy aktorzy czują się już o wiele swobodniej w swoim towarzystwie. Tak było też w waszym przypadku?

Nie. Musieliśmy się dopasować do lokalizacji, które w danym momencie były dla nas dostępne, więc chronologia czasem była zachowana, a niejednokrotnie nie. Z Michele przeszliśmy taki trochę przyspieszony kurs poznania drugiego człowieka. Wiadomo, początki były trudne, zwłaszcza dla mnie. Michele miał już wcześniej doświadczenie w tego typu scenach, a dla mnie było to nowe. Musiałam przełamać w sobie wstyd przed nagością, w końcu Michele był dla mnie obcym mężczyzną. Potrzebowałam zdobyć poczucie bezpieczeństwa. Przełamywaliśmy więc bariery między sobą, a w miarę kolejnych scen było coraz łatwiej. Nam zależało przede wszystkim, żeby dać z siebie sto procent, żeby widzowie uwierzyli w nasze postaci. Wiadomo, że kręcenie takich scen jest niesamowicie wykańczające.

I fizycznie i psychicznie?

Jak najbardziej. Dla mnie, nawet nie jako aktorki, ale po prostu kobiety, to jest też trudniejsze. My, kobiety jesteśmy obwarowane jakąś cenzurą i myśleniem, że nam mniej wypada. Razem z Michele zaufaliśmy sobie. Wiedziałam, że jestem w dobrych rękach i że gramy razem do tej samej bramki.

Czy poza nabraniem zaufania do swojego ekranowego partnera istnieje jeszcze jakiś sposób na przygotowanie się do tych najodważniejszych scen? Miałaś jakiś rytuał, dzięki któremu wchodziłaś w ten tryb?

Przede wszystkim musiałam wejść w postać. Zrozumieć, dlaczego taka jest, dlaczego tak myśli. Ale absolutnie nie wiązało się to z jakimś rytuałem [śmiech] ale bardziej z tym, że fizyczność jest narzędziem pracy każdego aktora. Każdy aktor ma świadomość swojego ciała i wie, że w niektórych przypadkach w naturalny sposób będzie ono przedłużeniem postaci. To jest tylko kwestia zrozumienia tego, że jest to wpisane w nasz zawód.

A da się poczuć intymność, będąc otoczonym kamerami?

Niewątpliwie jest to trudne. Dlatego kręciliśmy intymne sceny w kameralnych warunkach. Były przy nas tylko osoby, które na dany moment absolutnie musiały przy nas być. W takich momentach nie jesteś wyłącznie ze swoim partnerem filmowym, tylko patrzy na ciebie kilka par oczu i masz to z tyłu głowy, ale kiedy już następuje ten moment wejścia w rolę to wyłączasz się. Zwłaszcza kiedy czujesz bezpieczeństwo ze strony partnera, a partner czuje je z twojej. Po prostu skupiasz się na zadaniu aktorskim, które masz do wykonania.

Czy twój stosunek do nagości na ekranie zmienił się po tym, jak już zagrałaś w "365 dniach"?

Ależ skąd! Nie zmienił się ponieważ nigdy nie był negatywny. Jednak chciałam, żeby ta nagość była uzasadniona. W tej produkcji wiedziałam dlaczego to robię.

Jaka była twoja reakcja, gdy dowiedziałaś się, że otrzymałaś tę rolę?

Pamiętam moment, gdy Tomek Mandes do mnie zadzwonił dzień po castingu i powiedział mi "No, Ameczka, dostałaś tę rolę". A ja zamarłam i milczałam do słuchawki. Po prostu nie wiedziałam, co się dzieje.

A jak na wieści o tym, że to ty wcielisz się w Laurę z "365 dni" zareagowali twoi znajomi, bliscy, ludzie z Lublina?

[śmiech] Tak naprawdę nie mogłam zbyt wiele powiedzieć, bo obsadzenie mnie w tej roli było utrzymywane w tajemnicy. Oczywiście nie mówię tutaj o rodzinie, która ogromnie mnie wspierała od samego początku. Powiem szczerze, że jeszcze nie spotkałam się z negatywną reakcją wśród moich bliskich znajomych. Jak dotąd są to gratulacje i trzymanie za mnie kciuków.

Często jest tak, że ojcowie mają problem z tym, że ich mała córeczka w ogóle staje się kobietą. A ty teraz swoją kobiecość pokażesz wręcz całej Polsce, a może nawet gdzieś dalej. Jak on się w tym odnalazł?

Mój tata jest człowiekiem, który za każdym razem daje mi ogromne wsparcie. Nie ma sytuacji, w której nie mogłabym na niego liczyć. I to, że przyszło mi grać tak odważną rolę w żaden sposób tego nie zmieniło. Jest ze mnie dumny, więc i jego reakcja była pozytywna.

To tylko się cieszyć.

A pewnie!

Po oficjalnym ogłoszeniu obsady "365 dni", a więc m.in. tego, że to ty zagrasz Laurę, z dnia na dzień przybyło ci kilkadziesiąt tysięcy nowych obserwatorów na Instagramie. Jesteś gotowa na utratę anonimowości?

Dla mnie jak dotąd jest to bardzo miłe uczucie, ale też zaskakujące. To jest niesamowicie przyjemne, że już jest tyle fanów tej produkcji nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Ludzie naprawdę czekają na ten moment, gdy będą mogli zobaczyć film.

Czy ustanowiłaś już sobie sama granicę, której nie chcesz przekraczać, opowiadając o swoim życiu w mediach? Czy raczej podchodzisz do tego bez strategii? W końcu już teraz można śmiało stwierdzić, że film z twoim udziałem zobaczą miliony…

Chciałabym, żeby ludzie oceniali mnie przede wszystkim przez pryzmat tego, jakim jestem człowiekiem i to, co sobą prezentuję. Aby potrafili to oddzielić – to jest Ama Sieklucka prywatnie, a to jest Ama Sieklucka, która wciela się w postać na ekranie. Nie mam żadnej strategii. Moją strategią jest to, żeby być sobą w każdym momencie swojego życia.

Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że jak za miesiąc będziesz udzielała takiego wywiadu w kawiarni, to być może w tym czasie zaczepi cię już 15 osób i poprosi o zdjęcie? Jesteś na to gotowa?

A dlaczego nie? Jeżeli ludzie wychodzą z dobra intencją i kibicują mojej osobie, to oczywiście, że tak. Ostatnio nawet miałam taką sytuację, jak zaczepiła mnie pewna kobieta i zapytała, czy ja to jestem rzeczywiście ja. Później powiedziała, że bardzo mi kibicuje i nie może się doczekać filmu. Takie sytuacje dają mnóstwo pozytywnej energii.

A propos tej ciekawości… Masz jakiś ukryty talent? Wiemy już, że Michele nie tylko gra, ale także śpiewa. Czy ty może też?

Śpiewam i uwielbiam to robić. Miałam iść do szkoły muzycznej, ale moi rodzice się sprzeciwili. Kto wie, może przy drugiej części zaśpiewamy z Michele w duecie… [śmiech]

Przez 10 lat tańczyłam balet, ale to był amatorski balet, więc nie określałabym się tu mianem primabaleriny. Rysuję. Czasem piszę. Talenty często odkrywamy z czasem, więc myślę, że jeszcze nie raz sama siebie zaskoczę. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy i co jeszcze w sobie odkryję.

Teraz oczywiście jesteś w stu procentach skupiona na projekcie filmowym. Nie jest przecież tajemnicą, że "365 dni" to ekranizacja dopiero pierwszej książki z serii autorstwa Blanki Lipińskiej i z pewnością powstaną kolejne. Planujesz jednak rozwijać się też na tych innych płaszczyznach artystycznych?

No pewnie! Ja jestem taką osobą, która cały czas stawia sobie poprzeczkę wyżej. Na pewno nie chcę rezygnować ze śpiewu. Jestem również aktorką teatralną, dlatego chciałabym, żeby teatr też towarzyszył mi w życiu, w rozwoju. To, co przyjdzie mi w bliskiej i dalszej przyszłości, to pokaże już czas.

Jakie są twoje marzenia?

Marzy mi się zwiedzić cały świat, bo jestem fanką poznawania różnych kultur. A marzenia związane z zawodem? Zobaczę, co przyniesie mi życie. Nie chcę poprzestać na tym, co już udało mi się spełnić. Marzę o tym, żeby zagrać taką rolę, która będzie ode mnie kompletnie różna, która będzie bardzo mocno osadzona psychologicznie. To jest zdecydowanie moja największe marzenie aktorskie.

Od razu pomyślałem o roli Charlize Theron w filmie "Monster"…

Bardzo dobra aktorka.

Mogę zapytać o twoich aktorskich idoli?

Uwielbiam filmy psychologiczne. Moim numerem jeden wśród aktorów jest Anthony Hopkins. Ale to jest wyjątek. Jest on dla mnie przykładem niesamowitego kunsztu aktorskiego. Poza nim nie mam innych idoli w tej dziedzinie. Po prostu doceniam aktora za jego grę, nie myślę sobie "to jest osoba, za którą będę podążać".

Wracając do tematu "365 dni", chciałbym się ciebie zapytać, co twoim zdaniem tak pociąga Polki oraz kobiety na całym świecie w tego typu historiach? Jak myślisz, dlaczego są tak popularne?

Myślę, że my - kobiety bardzo lubimy korzystać z wyobraźni, lubimy dodawać pikanterii naszemu życiu i tego typu książki mogą być niesamowitą inspiracją. 

A co byś odpowiedziała krytykom i hejterom, którzy twierdzą, że takie filmy przedstawiają kobiety przedmiotowo?

Każdy ma prawo do swojej interpretacji. Dla mnie jest to film przede wszystkim o miłości. Natomiast osoby, o których wspomniałeś zostawię z ich własną interpretacją, bo mają do niej prawo.

A powiedz mi, jaka jest twoja definicja feminizmu?

A to jest film feministyczny? [uśmiech] Odpowiem ci na to pytanie w ten sposób: żyjemy w czasach, w których należą się wielkie ukłony dla kobiet za to, że mają odwagę być pewnymi siebie, a także zdają sobie sprawę z własnych wartości.

Premiera filmu "365 dni" w kinach w Polsce już 7 lutego.

Sprawdź też: Anna Maria Sieklucka - kim jest aktorka, która gra Laurę w filmie "365 dni"? [WIEK, CHŁOPAK, INSTAGRAM, ROLE]