Anna Mucha kalendarz ma wypełniony na kilka lat do przodu, dlatego każdą wolną chwilę stara się podporządkować rodzinie i regeneracji. "Izrael to wybór czysto pragmatyczny - tu jest to, czego potrzebuję: pyszne jedzenie, słońce, radośni i otwarci ludzie, bliska nam, Polakom, kultura i plaża. A wszystko w zasięgu kilku godzin od momentu wyjścia z domu”, mówi.

Do Jerozolimy po raz pierwszy poleciała na plan „Listy Schindlera” w 1993 roku. Miała 13 lat, gdy wcielała się w rolę Danki Dresner u Stevena Spielberga. „Już wtedy zakochałam się w tym miejscu. Przyjechaliśmy nakręcić sekwencję związaną ze zwyczajem judaistycznym: w wyrazie szacunku dla zmarłego kładzie się kamień na jego grobie. W przypadku Oskara Schindlera było to szczególnie wzruszające, bowiem udało nam się namówić do tego gestu wspólnie aktorów odgrywających poszczególne postaci i ich żyjących bohaterów. Szłam razem z Danką Dresner, ocalałą z Holokaustu… To wyjątkowo przejmująca scena”, tłumaczy. „Podczas ostatniego wyjazdu dowiedziałam się, że Danka zmarła w tym roku, miała dziewięćdziesiąt lat. Następnym razem powinnam odwiedzić Jej grób i złożyć kamień…”.

ZOBACZ ZDJĘCIA Anny Muchy z sesji do "Gali">>

Mucha chętnie odwiedza miejsca, które zapisały się w jej wspomnieniach, ale nie przestaje też odkrywać nowych. „Każdy powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić Jerozolimę, poczuć wyjątkowość tego miejsca, zmierzyć się z jego historią, kulturą, energią. To kolebka naszej cywilizacji i nawet jeśli kłopotliwe może być przejście między straganami, nawet jeśli nie będzie to dla nas przeżycie religijne, duchowe, warto. Choćby dla samej przyjemności obserwowania ludzi”, mówi. „Trzy największe religie świata spotykają się w jednym miejscu… To napawa mnie szacunkiem. A jednocześnie czytałam kiedyś,
że klucze do Bazyliki Grobu Świętego przechowują dwie rodziny… muzułmańskie! To jedyny sposób, by zapobiec kłótniom i waśniom między chrześcijanami! Ale raz w życiu w Jerozolimie wystarczy. Później można już jechać nad morze”, śmieje się.

Samotnie aktorka zwiedziła pół świata, może dlatego tak bardzo ceni sobie umiejętność dialogu i szacunek dla rozmówcy. „Nie musimy się lubić czy zgadzać, ale rozmawiajmy ze sobą i szanujmy własne wybory. To najprostsza filozofia, jaką wyniosłam z domu i ze szkoły”. Sama głośno mówi, gdy z kimś się nie zgadza. I broni swojego zdania. Często jest przez to uważana za kontrowersyjną.

„Jest takie polskie powiedzenie: pokorne cielę dwie matki ssie. Ja bym raczej powiedziała, że pokorne cielę idzie głodne spać, a z dietami nigdy mi nie było po drodze… Wybieram zatem skandynawską filozofię: koło, które skrzypi, doczeka się naoliwienia. Wolę poskrzypieć, bo przynajmniej ktoś powie: a jednak się kręci”, śmieje się Mucha.


Zapytana o nowe projekty filmowe przyznaje, że nie czuje, by reżyserzy wykorzystywali jej potencjał.

„Dostałam co prawda ostatnio propozycję zagrania… anorektyczki! Co biorę jako świadectwo wiary w mój talent aktorski! Ale honorarium, które mi zaproponowano, było głodowe, więc musiałam zrezygnować…”

Anna Mucha twierdzi, że może pozwolić sobie na luksus odmawiania. Od lat jest jedną z ulubienic polskiej publiczności. Losy Magdy, jej bohaterki z serialu „M jak miłość”, śledzi kilka milionów Polaków. „Jesteśmy już trochę jak rodzina, a z rodziną, jak wiadomo, najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Stąd pewnie nasz sukces”, dodaje z uśmiechem. „Ale konto na Instagramie prowadzę sama, więc chyba ludzie naprawdę trochę mnie lubią”, dodaje kokieteryjnie, bo ma blisko 750 tysięcy followersów. Już niedługo planuje rozszerzyć swoją internetową działalność o telewizję instagramową i ruszyć z własnym programem.

„Jestem na etapie montażu i dopinania projektu, przed wielką premierą. Mogę tylko zdradzić, że przy tym pomyśle udaje mi się połączyć moją pasję podróżowania z wielkim głodem… nowych znajomości.”

Popularność wykorzystuje do promocji ważnych akcji społecznych, jak osobiste sprzątanie świata. „Giniemy w śmieciach, toniemy w nich! To nie wstyd sprzątać po sobie! To nasz obowiązek!”, unosi się Mucha. Ale rozgłos dla niej to także okazja, by po prostu poprawić humor fanom.

„To miłe, że dobrze się ludziom kojarzę. To jest rodzaj zaufania, którym jestem obdarzana. Ciężko pracuję na swoje utrzymanie, mam olbrzymi szacunek do pieniędzy. Dlatego to dla mnie niezwykle zobowiązujące i wzruszające, gdy ktoś decyduje się spędzić w moim towarzystwie czas i kupuje bilet na któryś z moich spektakli. Mam poczucie odpowiedzialności i robię wszystko, żeby to nie były zmarnowane pieniądze… Dobre recenzje i uznanie publiczności to najcenniejsze nagrody.”

Bez wahania przyznaje jednak, że od kariery ważniejsza jest rodzina.

„Moja największa wartość? Moje dzieci - mówi. - Ale o życiu prywatnym nie chcę rozmawiać...”