Ania Zawsze lubiła czytać Wysokie Obcasy - tak Krystyna Przybylska tłumaczy, dlaczego zgodziła się udzielić wywiadu właśnie weekendowemu dodatkowi do Gazety Wyborczej, znanemu i cenionemu przez Polki. - Zgodziłam się na ten wywiad, żeby już dziennikarze nie wymyślali tych bzdur. Nie chcę, żeby moje wnuki czytały te wszystkie tanie sensacje, które niewiele wspólnego mają z prawdą.

W rozmowie odmalowuje się portret takiej Anny Przybylskiej, jaką wszyscy kochali - bezpośredniej, z dużym dystansem do otaczającej ją rzeczywistości; matki, a nie gwiazdy, kobiety, która nie potrzebowała do szczęścia wiele; osoby energetycznej, trochę szalonej, zawsze naturalnej:

Opinie zawsze słyszałam, że dała się lubić, była bardzo otwarta. Cała ona. Pogodna, wesoła. Nawet jak czasem sobie popłakała, to zaraz wybuchała śmiechem. Wszystkie tak mamy w rodzinie. Mało kto nas widział ze łzami w oczach. (...) Ania zawsze mogła do mnie przyjść z największym problemem i jak przyjaciółce opowiedzieć. A ja, jak nie mogłam pomóc, starałam się przynajmniej - tak jak to robiła moja mama - przytulić, pogłaskać i powiedzieć, że jutro będzie lepszy dzień. Ania uwielbiała tak leżeć koło mnie. Mówiła: "Weź mnie poczesz". Brakuje mi tego - wyznaje Krystyna Przybylska.

Ania nie była gwiazdą. Przynajmniej dla nas. To była po prostu Ania - nasza córka, siostra, mama, przyjaciółka. Oczywiście świat, do którego trafiła, nie zawsze był przyjemny. Anię bardzo bolało, gdy media coś przekręcały i na siłę szukały sensacji. Ona się nie pchała na świecznik, nie chodziła na "ustawki" - dodaje Przybylska. - Nigdy nie powiedziała "robię karierę", raczej - "spełniam marzenia".

Dużą część rozmowy poświęcono chorobie oraz odchodzeniu Ani Przybylskiej. Matka aktorki opowiada, jak dowiedziała się, że to coś poważnego, i jak razem z Anią walczyły o każdy dzień. Anna Przybylska się nie poddawała - leżąc w szpitalu planowała razem z mamą, dokąd pojadą, gdy poczuje się lepiej. Miała nawet specjalny notes, w którym zapisywała najciekawsze miejsca.

Zaczęła się walka, żyłyśmy nadzieją, że guz nie będzie złośliwy, że jest do usunięcia, że będzie dobrze. Z czasem umykały kolejne szanse, doświadczenie podsuwało czarne scenariusze, ale wszystkie i tak kurczowo trzymałyśmy się nadziei. Ania walczyła mężnie. A my we trzy przed sobą grałyśmy. Wyobraźcie sobie, że przez cały ten czas w ogóle nie rozmawiałyśmy o śmierci. Raz tylko mnie zapytała, jak leżałyśmy na łóżku: "Mamuś, a co będzie z dziećmi?". Odpowiedziałam: "Słuchaj, dziecko. Na razie to ty musisz Jaśka wysłać do przedszkola, zorganizować mu tort, bo zaraz ma urodzinki, niebawem Szymon idzie do komunii, trzeba go przygotować. Myśl o tym, dziecko, na razie nic złego się nie dzieje". Odpowiedziała tylko: "Masz rację" - opowiada Krystyna Przybylska.

Na pytanie, czy zdołała się przygotować na odejście ukochanej córki, Krystyna Przybylska odpowiada retorycznie:

Matka może się przygotować na śmierć córki? Wciąż nie jestem na to gotowa. Żaden rodzic nie powinien chować swojego dziecka.

Wywiad kończy się zdaniem, które na długo pozostaje w pamięci. I bardzo porusza:

Wyglądała jak mała, śpiąca laleczka - już taka malutka, drobniutka. Siedzieliśmy przy niej z Jarkiem i Agnieszką. Jeszcze wstałam, wzięłam ją za rękę i szepnęłam: "Dziecko, nic się nie martw, wszystko będzie dobrze." Już nie odpowiedziała, tylko spod powiek popłynęły jej dwie łzy. Może mnie jeszcze usłyszała? Umarła o 15:18.

Cały wywiad z Krytsyną Przybylską, matką Anny Przybylskiej, do przeczytania w "Wysokich Obcasach" oraz na wysokieobcasy.pl

Instagram @wysokieobcasy.pl