Anna Puślecka, dziennikarka, producentka eventów, osoba od lat związana z branżą mody, w maju 2019 roku ogłosiła, że choruje na raka piersi. Wkrótce potem pokazała swoje zdjęcie w turbanie, a następnie - z łysą głową. Puślecka postanowiła o swojej chorobie mówić głośno i oswajać Polaków z tym, jak w rzeczywistości wygląda walka z rakiem. Dlatego chętnie robi sobie selfie w chustkach, kapeluszach oraz bez nakryć głowy. Dziennikarka informuje też na swoim Instagramie na bieżąco, jak i gdzie przebiega jej leczenie. Właśnie zamieściła w social mediach poruszający list otwarty do Ministra Zdrowia, Łukasza Szumowskiego. Apeluje w nim o refundację leku antynowotworowego o nazwie rybocyklib. W swoim liście Puślecka zadaje pytanie, które nikogo nie pozostawia obojętnym: Czy ma Pan prawo skazywać nas na przedwczesną śmierć?

Anna Puślecka apeluje do Ministra Zdrowia

Puślecka wyjaśnia, że rybocyklib jest refundowany w całej Unii Europejskiej - poza Polską. Koszty takiej kuracji to 12 tys. złotych miesięcznie oraz 144 tysiące złotych rocznie. Dla przeciętnej osoby jest to fortuna. Dlatego Anna nie napisała listu jedynie w swoim imieniu. Odwołuje się w nim do sytuacji milionów kobiet, które są w takiej samej sytuacji.

Panie Ministrze, czy zdaje sobie Pan sprawę, że nie podejmując decyzji o refundacji leku, odbiera Pan mnie i tysiącom Polek, matek, córek, żon, partnerek, szansę na życie! Jak się Pan z tym czuje? Może Pan spać w nocy, Panie Ministrze? - pisze Puślecka. - Odbiera nam Pan szansę na pracę, cieszenie się rodziną i wychowywanie dzieci.

Gwiazda wyznaje, że choć rybocyklib przedłuża życie pacjentom z nowotworem, to jednak nie stać jej na tak kosztowną kurację:

Nie stać ani mnie, ani tysięcy Polek na tak drogie leczenie. Dlatego proszę Pana w imieniu swoim i tysiąca kobiet dotkniętych rakiem piersi o pomoc, aby rybocyklib jak najszybciej znalazł się na liście leków refundowanych dla kobiet w I i II rzucie leczenia (dla takich jak ja, po chemioterapii).

Dalej Puślecka pisze bardziej osobiście. Jej słowa poruszają...

Boję się, że nie będzie mi dane cieszyć się w pełni życiem, które nagle może zostać skrócone, boję się, że przyjdzie dzień w którym choroba nagle zacznie postępować. A chcę, tak jak inne Polki, normalnie funkcjonować. Da nam Pan tę szansę? Albo inaczej: czy ma Pan prawo skazywać nas na przedwczesną śmierć?

Cały apel Anny Puśleckiej zamieszczamy PONIŻEJ

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

List Otwarty do Ministra Zdrowia, Pana Łukasza Szumowskiego Szanowny Panie Ministrze! Proszę wybaczyć formę i miejsce z którego piszę do Pana ten list, ale walczę o życie. Ta walka nie dotyczy tylko mnie, ale tysięcy Polek – matek, córek, żon, partnerek. To sprawa życia i śmierci. Jestem młodą kobietą, mam dopiero 48 lat. Pracuję, mam rodzinę, przyjaciół, płacę regularnie ZUS i podatki. Nigdy poważnie nie chorowałam. W kwietniu zdiagnozowano u mnie rzadki przypadek hormonozależnego raka piersi. Choroba była na tyle podstępna, że nie ujawniła się podczas takich badań jak mammografia. Została wykryta niestety w stadium zaawansowanym. Obecnie czuję się bardzo dobrze, na 100% moich możliwości (to pokazuje też jak podstępna jest ta choroba), pracuję i jestem w trakcie leczenia hormonalnego. Jedyna nadzieją na życie jest dla mnie nowoczesny, antynowotworowy lek RYBOCYKLIB. Lek ten w Polsce nie jest refundowany. Zapewne Pan wie, że rybocyklib jest refundowany w CAŁEJ UNII. Całej, poza Polską… Panie Ministrze, czy zdaje sobie Pan sprawę, że nie podejmując decyzji o refundacji leku, odbiera Pan mnie i tysiącom Polek, matek, córek, żon, partnerek, szansę na życie! Jak się Pan z tym czuje? Może Pan spać w nocy, Panie Ministrze? Odbiera nam Pan szansę na pracę, cieszenie się rodziną i wychowywanie dzieci. Rybocyklib przedłuża życie, ale miesięczna kuracja rybocyklibem kosztuje 12 tys. złotych, a roczna to aż 144 tys. złotych! Panie Ministrze, nie stać ani mnie, ani tysięcy Polek na tak drogie leczenie. Dlatego proszę Pana w imieniu swoim i tysiąca kobiet dotkniętych rakiem piersi o pomoc, aby rybocyklib jak najszybciej znalazł się na liście leków refundowanych dla kobiet w I i II rzucie leczenia (dla takich jak ja, po chemioterapii). Panie Ministrze, boję się. Boję się, że nie będzie mi dane cieszyć się w pełni życiem, które nagle może zostać skrócone, boję się, że przyjdzie dzień w którym choroba nagle zacznie postępować. A chcę, tak jak inne Polki, normalnie funkcjonować. Da nam Pan tę szansę? Albo inaczej: czy ma Pan prawo skazywać nas na przedwczesną śmierć? Z poważaniem, Anna Puślecka Pacjentka, córka, siostra, partnerka, Polka Warszawa, 11.08.2019 #AnnaPuslecka

Post udostępniony przez Anna Puślecka (@annapuslecka) Sie 11, 2019 o 10:58 PDT