Artur Gadowski i zespół IRA cieszą się rzeszą fanów reprezentujących różne grupy wiekowe. Muzycy zaznali jednak gorzkiego smaku sławy, kiedy muzyka IRY została zepchnięta z piedestału, a członkowie zespołu zaczęli szukać innej pracy. O tym trudnym dla każdego muzyka momencie, ale także chwilach chwały, takich jak dzielenie sceny z legendarnym Aerosmith, Artur Gadowski opowiedział w wywiadzie dla Gala.pl.

Artur Gadowski o blaskach i cieniach kariery

Frontman zespołu IRA przyznaje, że doskonale wie, co znaczy słowo "kryzys". Przed laty IRA zaznała "chudych" lat, a dzisiaj, w czasach pandemii, również nie jest łatwo stanąć na nogi muzykom. Gadowski nie ukrywa, że przerwa w koncertowaniu odbiła się na jego finansach:

Nie było możliwości ucieczki, podjęcia jakiejś pracy, np. z racji wieku. Mam 54 lata: Kto przyjmie do jakiejkolwiek pracy 54-letniego faceta, który w CV napisze, że 33 lata śpiewał piosenki?

Zaznacza też, że już wcześniej nie zawsze było kolorowo. Jeden z największych śpiewanych przez Gadowskiego hitów nie był przychylnie przyjęty przez rozgłośnie radiowe:

W jednej z największych polskich rozgłośni radiowych człowiek odpowiadający za repertuar powiedział, że piosenka "Ona jest ze snu" nie nadaje się, bo jest zbyt rockowa. Dziś ta rozgłośnia gra tę piosenkę jak opętana.

 

Artur Gadowski o znajomości z największymi gwiazdami rocka

Czy wiedzie życie gwiazdy rocka? I jak wyglądał jego dzień,gdy gasły światła sceny? Na te i inne pytania odpowiedzi znajdziecie w wideo zamieszczonym poniżej.

Aerosmith to był pierwszy taki nasz support. Było genialnie. Na dzień przed koncertem Steven Tyler zaprosił nas do klubu. Było wesoło [śmiech]. Mam też bardzo fajne wspomnienia z zespołem Def Leppard. Nie wszyscy są tacy fajni. Ktoś, kto wie, kogo supportowaliśmy, domyśli się o kogo chodzi.