W październiku 2018 roku zamieścił w sieci film, jak konstruuje ramę do swojego obrazu „Dziewczynka z balonikiem", który miał być sprzedany w renomowanym domu aukcyjnym Sotheby's. Wylicytowano go za ponad milion funtów. Po trzecim uderzeniu młotka obraz zaczął się obsuwać w ramie jak w niszczarce, połowa została pocięta. Mechanizm uruchomił kłoś, kto znajdował się na sali, być może sam Banksy. Kobieta, która kupiła dzieło, postanowiła mimo wszystko za nie zapłacić. To była dobra decyzja, wartość pociętej „Dziewczynki..." dziś szacuje się na siedem milionów funtów. Artysta nadał jej nowy tytuł: „Love Is in the Bin" (Miłość jest w koszu na śmieci) i oznajmił, że zamierzał zniszczyć całość, ale coś się zacięło. Przedstawiciele Sotheby's nazwali obraz pierwszym dziełem sztuki, które powstało na żywo podczas aukcji. 

To był najbardziej spektakularny, ale nie pierwszy wybryk artysty. W 2003 roku, omijając najlepsze zabezpieczenia na świecie, powiesił siedem swoich dzieł w siedmiu najsłynniejszych muzeach świata, m.in. w Tate Modern w Londynie, Banksy na swojej wystawie w Londynie w 2003 roku. Wtedy jedyny raz wypowiedział się do kamery.  w Luwrze w Paryżu, w MoMA i Me-tropolitan Museum of Art w No-wym Jorku. Niektóre wisiały tylko dwie godziny, zanim obsługa się zorientowała, jedno uchowało się aż dwa dni. Wszystkie wyposażył w stosowne tabliczki z opisami, np.: „Ten nowy nabytek to piękny przykład stylu neo-post idiotycznego. Niewiele wiadomo o Banksym, którego twórczość jest inspirowana marihuaną i telewizją śniadaniową". W Muzeum Historii Naturalnej w Londynie postawił wypchanego szczura (jego ulubiony motyw), przebranego za grafficiarza, nad którym widniał wysprejowany napis: „Nasz czas nadejdzie". Pod spodem powiesił „naukowy" komentarz z nazwą gatunku: „Banksus Militus Vandalus".

Madonna z iPhone'em

Sam zaczynał jako wandal, od sprejowania na murach w rodzinnym Bristolu, za co ścigała go policja. „Graffiti jest głosem tych, których nikt nie słucha", mówi. W połowie lat 80., kiedy chodził do szkoły i, jak twierdzą jego koledzy, miał słabe stopnie z plastyki, Wielka Brytania przechodziła kryzys. Upadały cale gałęzie gospodarki, dla młodych był to czas bezrobocia, braku nadziei oraz buntu. W Bristolu, w dzielnicy o bardzo złej sławie, powstał klub, w którym zbierali się grafficiarze. Banksy wspomina: „Mój tata został tam okradziony i pobity, więc ostrzegał mnie przed tą okolicą. Jednak pielgrzymowałem tam w każdy weekend, to miejsce uświadomiło mi, że zamiast iść na kompromisy, można realizować swoje dziwne marzenia".

Już wtedy wyróżniał się wśród kolegów, jego prace zawierały przekaz społeczny, co jest nietypowe dla sztuki graffiti, która skupia się głównie na liternictwie i mocnym efekcie wizualnym. „Zająłem się polityką, kiedy zaostrzono przepisy karne, ograniczając wolność młodych ludzi. Działałem przeciw kapitalizmowi, autorytaryzmowi i wojnie", tłumaczy. Szybko stał się rozpoznawalny. Jego rysunki są błyskotliwe, dobrze wykonane, niosą prosty, ale mocny przekaz. „Ściana to wielka broń. Jedna z najgroźniejszych rzeczy, którymi można kogoś uderzyć", mówi. 

„Nie chcę mieć wystawy w galerii, nawet gdyby dawano mi za to kupę forsy. Wystarczy, że ktoś powie mi dobre słowo".
Banksy

W roku 2000 przeniósł się do Londynu, jednak nie po to, by zyskać większą sławę lub lepiej zarabiać. Trzyma się jak najdalej od tzw. rynku. „Świat sztuki to żart. Przy-stań dla uprzywilejowanych, pretensjonalnych i słabych. Sztuka współczesna jest żenująca, jeszcze nigdy tak wiele osób nie zużyło tak wielu zasobów i czasu, żeby powiedzieć tak mało. To branża, w której da się łatwo zarobić, nie mając talentu. Ja nie muszę wisieć w muzeum, maluję na murach, operuję na wyższym poziomie. Nie chcę mieć nigdy wystawy w galerii, nawet gdyby dawano mi za to kupę forsy. Nie potrzebuję tego, żeby potwierdzić wartość swojej sztuki. Wystarczy, że ktoś powie mi dobre słowo lub postawi piwo", zapewnia.

Organizował z przyjaciółmi szalone imprezy w klubie, gdzie sprzedawał po 250 funtów swoje prace, które tworzył na bieżąco. I w różnych miejscach, niespodziewanie, zaznaczał swoją obecność. W muzeum w Bristolu powiesił stylizowaną na Rafaela „Madonnę z dzieciątkiem", która trzyma w ręku iphone'a. W zoo w Londynie przy klatce z pingwinami umieści' napis: „Już nam się znudziły ryby". Nie ogranicza się do żartów. Gdy na jaw wyszły tortury, jakim pod-dawano więźniów w Guantanamo, ustawił w Disneylandzie w Kalifornii symboliczną kukłę w pomarańczowym kombinezonie, z czarnym workiem na głowie i skutymi rękami. Podobną postać namalował na ścianie w Brooklynie i na jednym ze swoich obrazów. „Lubię po-żartować, ale mam też do powiedzenia coś ważnego", oświadczył. 

Pod karabinami

W 2005 roku pojechał z dwoma kumplami do Palestyny, gdzie wykonał 10 rysunków na murze granicznym, postawionym przez Izrael. To tam po raz pierwszy pojawiła się dziewczynka z balonikami, a także chłopak, który zamiast koktajlu Mołotowa rzuca bukiet kwiatów. Oficjalnie jako cel podróży podali warsztaty dla dzieci, to był pretekst, żeby przewieźć przez granicę duże ilości farby. „Kiedy izraelscy żołnierze kazali nam się wynosić i celowali do nasz broni, mówiliśmy, że jesteśmy głupkami, artystami z Londynu. Wtedy dawali nam spokój", opowiada jeden z uczestników wyprawy. Banksy oznajmił: „Nie chcę brać niczyjej strony, ale całe osiedla w Palestynie, zamienione w gruzy i pozbawione przyszłości, to centra rekrutacji terrorystów. Powinniśmy coś z tym zrobić".

W 2017 roku otworzył w Betlejem The Walled Off Hotel, w którym umieścił swoje dzieła. Ceny pokojów zaczynają się od 60 dolarów, dla studentów są zniżki, można tam kupić farby w spreju i wypożyczyć drabinę. Artysta nazywa go hotelem z najgorszym widokiem na świecie - okna wychodzą na mur - i deklaruje: „Ośrodek nie współpracuje z żadnym ruchem politycznym ani grupą wpływu. Palestyńskie kierownictwo i pracownicy szczególnie ciepło witają młodych Izraelczyków, którzy przyjeżdżają z otwartym sercem". Do 2017 roku w hotelu wisiały trzy obrazy Banksy'ego pod wspólnym tytułem: „Widok Morza Śród-ziemnego". To klasyczne morskie fale, tylko na plaży leżą kamizelki ratunkowe, można się domyślić, że należały do imigrantów, którzy nie przeżyli podróży. Tryptyk zo-stał trzy lata temu sprzedany na aukcji w Sotheby's za 2,4 miliona funtów, całą kwotę artysta przekazał dla szpitala dziecięcego w Betlejem. 

Na ratunek tonącym

Złości się, że jego dzieła osiągają za-wrotne ceny, zawsze chciał tworzyć sztukę masową: „Obrazy mają wisieć na ścianie i drożeć? Wyobraźcie sobie, że cena każdej wartościowej książki dochodzi do miliona dola-rów, jaki katastrofalny wpływ miałoby to na kulturę". W 2013 roku znowu zadrwił ze „znawców", w Central Parku w Nowym Jorku umieścił stoisko, na którym oferowano jego prace za 60 dolarów. Kupiło je zaledwie kilka osób, turystka z Nowej Zelandii odsprzedała potem niewielką grafikę za 125 tysięcy. Pokazał, że wszystko jest względne - gdyby wystawił te rysunki w galerii, na pewno płacono by więcej. Najwyższe ceny osiągnęły dwa jego obrazy: „Devolved Parliament" (Zdecentralizowany parlament) z 2009 roku, który 10 lat później sprzedano za ponad 11 milionów funtów, oraz „Show Me the Monet" z 2005 roku, wylicytowany sześć miesięcy temu za prawie 10 milionów. Te kwoty nie zasiliły konta artysty.

Nie wiadomo, ile i na czym Banksy zarabia, wiadomo, na czym zarabiać nie chce. W ubiegłym roku napisał list do kapitanki Pii Klemp, która ratuje imigrantów na Morzu Śródziemnym.. „Przeczytałem o tobie w gazetach, wygląda na to, że jesteś prawdziwą twardzielką. Ja jestem artystą z Wielkiej Brytanii i stworzyłem kilka prac inspirowanych kryzysem migracyjnym. Oczywiście nie mogę zatrzymać zarobionych w ten sposób pieniędzy. Czy mogłabyś zrobić z nich użytek, np. kupując statek?". Sfinansował zakup 31-metrowego jachtu motorowego oraz jego eksploatację, na burcie namalował słynną dziewczynkę, tylko zamiast balonika jest koło ratunkowe w kształcie serca. Już podczas pierwszego rejsu załoga statku uratowała 200 osób. 

Szczury w metrze

Nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy pojawi się następne jego dzieło. W 2018 roku na drzwiach klubu Bataclan w Paryżu narysował postać, nazwaną „smutną dziewczynką", by upamiętnić 130 osób, które trzy lata wcześniej zginęły w tym mieście w zamachach terrorystycznych. Drzwi ukradziono, odnalazły się po 18 miesiącach we Włoszech. W lipcu ubiegłego roku w wagonie londyńskiego metra pojawiły się jego szczury, kichające na zielono, z podpisem: „Jeśli nie nosisz maseczki, to znaczy, że niczego nie rozumiesz".

„Nie wiem, dlaczego ludzie tak chętnie ujawniają szczegóły swojego prywatnego życia. Niewidzialność to supermoc". 
Banksy

Nie wiadomo, jak mu się udało tam dostać z dużym miotaczem farby - swoje zdjęcie z akcji umieścił w sieci. Dzieło przetrwało tylko jedną noc, bo ekipa sprzątająca nie rozpoznała autora i wszystko wyczyściła. Rzecznik metra wyraził ubolewanie i zaprosił Banksy'ego ponownie, ale ten nie odpowiedział na propozycję. Wcześniej, w kwietniu, w pełnym lockdownie, umieścił na Instagramie rysunki szczurów szalejących w łazience z komentarzem: „Moja żona nie lubi, kiedy pracuję z domu".

Czasem jego prace przysparzają innym kłopotów. W połowie grudnia ubiegłego roku na jednym z domów w Bristolu pojawiła się kichająca staruszka. Okazało się, że nieruchomość jest na sprzedaż i ustalono już z kupcem jej cenę - 340 tysięcy funtów. Staruszkę nazwano najlepszym prezentem świątecznym. „Kiedy budzisz się rano i czytasz w tabloidach, że twój dom jest nagle wart pięć milionów funtów, musisz się zastanowić, co dalej”, powiedział syn właścicielki. Ostatecznie cena pozostała bez zmian, a wszyscy zastanawiają się, czy obraz, odpowiednio zabezpieczony, powinien pozostać na ścianie, czy też trzeba go zdemontować i np. umieścić w miejscowym muzeum.

Wiele słynnych dzieł Banksy'ego można teraz zobaczyć na wystawie w Centrum Praskim Koneser w Warszawie, będzie trwała do 4 lipca. Od dłuższego czasu jeździ po Europie, jest zrobiona z rozmachem, zawiera repliki jego grafiki rysunków na murach. Artysta jej nie autoryzował, podobnie jak innych wystaw, twierdzi, że nigdy nie kazałby ludziom płacić za oglądanie swoich prac. I choć jest coraz bardziej pożądany na rynku dziel sztuki, nadal zamierza pozostać anonimowy. „Nie można być jawnym grafficiarzem, te dwie rzeczy się nie łączą. Nie wiem, dlaczego ludzie tak chętnie ujawniają szczegóły swojego prywatnego życia. Zapominają, że niewidzialność to supermoc", tłumaczy.

Wiadomo, że ma około 45 lat, jego wypowiedzi pochodzą z filmów dokumentalnych i książek poświęconych street artowi. Dziennikarze i krytycy sztuki od lat bezskutecznie próbują go zidentyfikować, porównują Banksy'ego do Zorro: zostawia swój znak i znika. I tak jest chyba najlepiej, gdyby się ujawnił, jego działalność straciłaby wiele ze swojego uroku.

ZOBACZ TEŻ: Mural na ścianie więzienia w Reading. Banksy potwierdza autorstwo i na dowód publikuje nagranie