PERU - Jeśli chcesz poczuć magię historii

Tutaj mogłabym zakrzyknąć: Uwielbiam Peru! Bo tak jest naprawdę. To jedno z najbardziej fascynujących państw świata. Ponad połowę terytorium kraju zajmuje dżungla amazońska, ale ja chcę wam polecić jego południową część, czyli miejsce, gdzie kiedyś znajdowało się Imperium Inków. To naprawdę niesamowite! Stolica Imperium znajdowała się w Cuzco. Hiszpanie zapisali w kronikach, że kiedy wkroczyli do miasta, oślepiło ich złoto, bo nawet domy były z niego zbudowane! Niezupełnie tak, ale rzeczywiście najważniejsze budynki w mieście okładano na zewnątrz złotą blachą, która oszałamiająco błyszczała w słońcu. Do dzisiaj w Cuzco stoją domy zbudowane przez Inków z kamieni, które były tak idealnie do siebie dopasowane, że nie można między nie wcisnąć nawet igły.

Z Cuzco wybierzcie się niebieskim pociągiem do Machu Picchu. A właściwie do miasteczka Aguas Calientes leżącego u stóp zaginionego miasta Inków. Pociąg jedzie między górami, obok wodospadów i maleńkich andyjskich wiosek. W końcu dociera do Aguas Calientes, gdzie jest kilka hoteli i restauracji. A następnego dnia wstańcie jak najwcześniej i wybierzcie się do jednego z najbardziej niezwykłych miejsc na Ziemi.

Machu Picchu nigdy nie zostało odkryte przez Hiszpanów. Wygląda dzisiaj dokładnie tak, jak w czasach inkaskich. Być może była to siedziba króla, a może obserwatorium, skąd astronomowie śledzili ruchy planet i gwiazd. Jedno jest pewne: nie przez przypadek wybrano właśnie to miejsce. Machu Picchu leży ukryte wśród gór, na wierzchołku jednej z nich. I zawsze kiedy tam jestem, czuję, jak spod ziemi wydobywa się niezwykła, pozytywna energia. W Machu Picchu mieszka radość. Spróbujcie ją znaleźć.

WYSPA WIELKANOCNA - Jeśli boisz się węży i dzikich zwierząt

Idealna dla Małego Księcia, bo mógłby tu do woli czyścić wulkany i hodować róże. Doskonała dla każdego, kto potrzebuje mieć stuprocentową pewność, że na jego ścieżce nawet w najbardziej niesprzyjających okolicznościach nie pojawi się wąż, skorpion, lew ani żadne inne dzikie zwierzę. O, przepraszam. Na Wyspie Wielkanocnej żyją dzikie kurczaki. Czyli takie, które zwiały z zagrody i zasmakowały życia na wolności. Oprócz dzikich kurczaków nie ma tam ŻADNYCH dzikich zwierząt. Jest garstka koni, krów i kilka kotów. W łazience może spotkasz gekona, czyli jaszczureczkę o wielkich oczach, która biega po ścianach i suficie, pożerając ze smakiem komary i muchy.

Poza tym na Wyspie Wielkanocnej są cztery wulkany i prawie 900 tajemniczych, niesamowitych gigantycznych kamiennych posągów zwanych moai. Kto je wznosił, dlaczego i w jaki sposób, do dzisiaj pozostaje zagadką. Prawdopodobnie były to posągi znakomitych wodzów, którzy posiadali tak wielką wewnętrzną moc, że ich postaci miały po wieczność strzec wiosek, z których pochodzili.

Wyspa Wielkanocna nominalnie należy do Chile, ale ma własną stolicę o dumnie brzmiącej nazwie Hanga Roa. W rzeczywistości to mała wioska, gdzie w sennym porcie kołyszą się łódki, a w kilku sklepikach sprzedaje się dżem, pocztówki i podobizny świętego ptaka Manutara.

Wyspa jest wspaniała. Jedyny kłopot jest taki, że leży naprawdę daleko od Polski. Trzeba najpierw dolecieć do Chile albo na Tahiti (12 godzin), a potem jeszcze pięć i pół godziny przez ocean na wyspę. Ale na pewno warto!

ZANZIBAR - Jeśli szukasz rajskiej plaży i ciepłego oceanu

Uwielbiam Zanzibar! Nie tylko z powodu plaż. Najbardziej dlatego, że w stolicy jest stara część o nazwie Stone Town, czyli Kamienne Miasto z labiryntem wąskich uliczek między wysokimi domami. W niektórych miejscach zaułki są tak małe, że z trudem mieści się w nich motocykl. Na wysokich krawężnikach siedzą tubylcy i grają w bao – starożytną grę planszową, w której przez kilkanaście dołków strategicznie przesypuje się kamyki albo muszelki. Obok ktoś sprzedaje kawałki pieczonego manioku i plastry świeżego ananasa. Na wystawach miniaturowych sklepów prężą się drewniane zebry i maski z hebanu. Pachnie tajemnicą. A także wanilią, kardamonem, cynamonem i goździkami uprawianymi na plantacjach.

Ocean Indyjski ma siedem legendarnych odcieni morskiego błękitu – od jasnego seledynu przez szafirowy, szmaragdowy, chabrowy aż po niebiański błękit świtu i granatowy cień.

Na wodzie kołyszą się arabskie łodzie z białym trójkątnym żaglem zwane dhow. To na takich łodziach do wybrzeży Zanzibaru przybywali Arabowie pchani przyjaznym wiatrem. Potem przypłynęli też kupcy z Indii, Europejczycy i Afrykanie. Każdy przywoził swoje przyprawy, stroje i tradycje. Z nich powstała współczesna kultura Zanzibaru.

SAFARI - Jeśli chcesz poczuć zapach wolności

Był świt. Wstałam z ciepłej pościeli, owinęłam się swetrem. Na afrykańskiej sawannie o brzasku bywa chłodno. Pchnęłam drzwi. I poczułam, że oddycham. Na ciemnym niebie pojawiły się dwie różowe kreski. Powoli zaczynał się dzień. Na akacjach harcowały uradowane ptaki. Gdzieś daleko chichotała hiena, a lwy z zakrwawionymi paszczami kończyły późny obiad. Wokół rozciągała się niezmierzona sawanna. Otwarta, płaska jak stół i sięgająca aż po wieczność.

 

Pociągnęłam nosem. W powietrzu unosił się rześki, intrygujący zapach. Może tak pachniały cętki na skórze żyrafy, a może wilgotna od rosy trawa. Było coraz jaśniej. Coraz cieplej. Coraz radośniej. I nagle zrozumiałam, że to jest zapach wolności. Sawanna to wielka, otwarta przestrzeń, gdzie w swoim naturalnym środowisku żyją dzikie zwierzęta. Przyzwyczaiły się do widoku ludzi upakowanych w samochodach terenowych i być może traktują je jak jeden z gatunków istot żyjących na ich terytorium. Zwierzęta przemieszczają się swobodnie. Słonie wędrują w stadzie za najmądrzejszą samicą, antylopy gnu mieszają się z zebrami i podczas wielkiej migracji przemierzają setki kilometrów na nowe pastwiska. Gdyby tak wstać i ruszyć przed siebie, można by iść… iść… iść… i iść… bo sawanna wydaje się nie mieć końca.

Safari we wschodniej Afryce – w Kenii i Tanzanii – to fascynujące przeżycie. Także dla rodzin z dziećmi w wieku szkolnym i starszych. Naprawdę. Mimo że byłam tam kilka razy, zawsze na nowo się cieszę na taką wyprawę, bo jest to jedyne znane mi miejsce na świecie, gdzie o świcie powietrze pachnie szczęściem i wolnością.

KUBA - Jeśli chcesz szybko znaleźć męża

Szłam sobie ulicą w starej części Hawany i co chwila ktoś się do mnie uśmiechał. A potem jeden przystojniak zaczepił mnie i mówi: „Lubisz tańczyć?”. Zazwyczaj zbywam takie zaczepki żartem i nie zatrzymuję się, ale Kubańczyk stanął naprzeciwko mnie i zatarasował sobą chodnik. Musiałam stanąć. „Chodź ze mną na tańce! – Kubańczyk podszedł bliżej. – Jesteś taka piękna!”. Uśmiechnęłam się. Aha, wiem, co jest grane. Kubańczycy nie mogą swobodnie podróżować. Są skazani na ubogie życie na swojej rajskiej wyspie. Na Kubie wciąż jeżdżą stare amerykańskie samochody, a jedzenie kupuje się na kartki. I od razu dodam, że ma to swoje dobre strony – choćby taką, że żywność na Kubie nie jest produkowana masowo w fabrykach z dodatkiem toksycznych substancji chemicznych, jak to się robi w Europie i Stanach Zjednoczonych, że wspomnę tylko o syropie glukozowo-fruktozowym, aspartamie czy glutaminianie sodu, które tuczą i osłabiają, zamiast „odżywiać”. Ale zrozumiałe jest to, że każdy człowiek pragnie wolności. Skutecznym sposobem uzyskania wolności i swobodnego dostępu do reszty świata jest ślub z kimś, kto posiada odpowiedni paszport. Na przykład z kimś takim jak ja. Polski paszport jest bardzo cennym nabytkiem. „Tańce?” – zapytał jeszcze raz z nadzieją Julio. „Sorry” – pokręciłam głową. Ja nie chcę mieć takiego męża. Ale jeśli wy chcecie, to Julio wciąż pewnie czeka.

MALEZJA - Jeśli lubisz oddawać krew

Aaaaaaaaa!!!!! Nigdy w życiu nie widziałam tylu pijawek naraz! Daję słowo honoru, a byłam wcześniej w kilku bardzo wilgotnych i gorących miejscach, takich jak choćby dżungla amazońska. W tropikach pijawki mają klawe życie. W powietrzu jest tak dużo wilgoci, że nie ma potrzeby mieszkać w wodzie. Można zaczaić się w trawkach i na gałęziach i spokojnie oczekiwać, aż w zasięgu wzroku (czyli spragnionych posiłku dzikich paszcz) znajdzie się jakiś słodki, biały Europejczyk. Im mniej ma na sobie włosów, tym lepiej. Kiedy ja zatrzymałam się w malezyjskiej dżungli, miałam dziwne wrażenie, że rośliny drżą i przesuwają się w moim kierunku. Wytężyłam wzrok. Aaaaaaaaaaa!!!!! To było stado tysiąca pijawek!!!!! Czy widzieliście kiedykolwiek galopujące pijawki? Nie? Wyglądają jak skoczkowie akrobaci, wyginający całe swoje gibkie ciało, żeby jak najszybciej wbić złaknione zęby i zacząć ssać krew. Do końca życia nie zapomnę tego widoku. Na wszystkich, którzy mają w sobie ducha szczerego altruizmu i lubią oddawać krew potrzebującym – pijawki czekają w malezyjskiej dżungli.

BALI - Jeśli chcesz poczuć zapach najsłodszych kwiatów

Ach, Bali! Spędziłam w Indonezji miesiąc w samotnej podróży. Lubię przedzierać się przez nieznane, przemieszczać się lokalnymi środkami transportu razem z tubylcami, poznawać świat od podszewki. Jedynym miejscem, gdzie okazało się to prawie niewykonalne, jest właśnie tropikalna wyspa Bali. To koszmar dla podróżnika. Ale raj dla turysty!!! Na Bali znajdziesz wszystko, co jest potrzebne, by miło spędzić urlop: restauracje, salony masażu i spa, wygodne hotele, samochody do wynajęcia z kierowcą i bez, gotowe wycieczki i cudowne plaże z leniwie pluskającym oceanem. Bali jest inna od wszystkich wysp, bo panuje tam specy ficzna odmiana hinduizmu. Wszędzie stoją kamienne posągi bóstw i bogini, a do świątyń prowadzą charakterystyczne, trójkątne, jakby rozkrojone na pół kamienne bramy. Na całej wyspie codziennie rano każda pani domu odprawia rytuał w domowej świątyni. W powietrzu unosi się zapach kadzidełek, a dookoła leżą koszyczki zaplecione z palmowych liści z kolorowymi darami dla duchów. Każdy kierowca codziennie rano taki świeży koszyczek z kwiatami, ryżem i słodyczami zabiera do samochodu i na motocykl. Koszyczki leżą też na chodnikach, w sklepach i na mostach. Od razu czujesz, że jesteś w niezwykłym miejscu. Pewnego dnia zapytałam młodą Balijkę, dla kogo są te dary i po co, a ona mi wyjaśniła i że wszędzie dokoła przez cały czas krążą niewidoczne duchy, duszki, boginie i bogowie. Nie wiadomo, który jest dobry, a który zły. I dla nich wszystkich odprawia się właśnie ten poranny rytuał. Zanim rodzina usiądzie do śniadania, musi nakarmić głodne bóstwa dobra i zła. Ach, i co najważniejsze! Rozglądajcie się za niewielkimi drzewami plumerii. Łatwo je rozpoznać, bo są obsypane cudownymi kwiatami o pięciu mięsistych białych płatkach i żółtych środkach. Pachną tak słodko, że zmysłami natychmiast przenosisz się do raju.