Beata Tadla i Jarosław Kret są parą już od ponad trzech lat. W kwietniu tego roku miną zaś dwa lata, odkąd prezenter pogody publicznie oświadczył się gwieździe, wyznając w jednym z wywiadów, że się z nią ożeni.

Wtedy para nie mogła jednak zalegalizować swojego związku, bo Tadla wciąż jeszcze była żoną szefa Polsat News Radosława Kietlińskiego, któremu nie spodobało się robienie z niego publicznie pośmiewiska.

Gdy dziennikarka wreszcie uzyskała rozwód, to skupiła się na urządzaniu nowego, 160-metrowego domu pod Warszawą, który kupiła z Kretem na start wspólnego życia.

Teraz z kolei Beata Tadla nie myśli o ślubie, bo zagrożona jest jej pozycja w TVP. Dziennikarka jest ponoć na szczycie listy gwiazd Telewizji Polskiej, które mają pożegnać się z pracą, bo naraziły się swoją działalnością przedstawicielom nowej władzy.

Nic więc dziwnego, że gwiazda telewizyjnych "Wiadomości" raczej nie pali się do urządzania teraz kosztownej ceremonii i wesela.

- Nie chcę rozmawiać o moim życiu prywatnym ani zawodowym. To naprawdę nie jest dobry moment. Nie chcę też odnosić się do spekulacji na temat mojej niepewnej przyszłości w TVP. W tej sprawie nic nie zależy ode mnie, tylko od kierownictwa telewizji. Oczywiście mogę mieć nadzieję, że wszystko dobrze się dla mnie skończy, ale na razie niczego nie planuję. Zobaczę po prostu, co przyniesie mi nowy rok. Jak w takim nastroju myśleć o ślubie? - powiedziała w rozmowie z "Twoim Imperium" Beata Tadla.

Rozumiecie jej nerwy?

 

» PRZECZYTAJ TAKŻE: Beata Tadla - Na wizji: "Do zobaczenia w Nowym Roku, mam nadzieję!"