Prof. dr hab. n. med Barbara Zegarska jest dermatologiem i alergologiem z ogromnym doświadczeniem. To również prezeska sekcji Dermatologii Estetycznej PTD. Organizatorka niedawno zakończonego kongresu JADE (Jedyna Taka Akademia Dermatologii Estetycznej), platformy wymiany doświadczeń z dermatologii i dermatologii estetycznej ze specjalistami innych dziedzin (onkologii urologii, ginekologii). Od lat mocno zaangażowana w uporządkowanie prawne kwestii wykonywania zabiegów medycyny estetycznej.

Największym paradoksem medycyny estetycznej jest to, że nieumiejętnie wykonany zabieg lub jego powikłanie daje efekt odwrotny od zamierzonego. Jest gorzej niż było przed. Nie trzeba daleko szukać. Przykład z życia, ostatni weekend. Odbieram telefon od przyjaciółki. Jest spanikowana. Właśnie zrobiła sobie zabieg (wstrzyknęła preparat biostymulujący) i strasznie spuchła. Jest sobota wieczór. Gabinet zamknięty, numeru do osoby wykonującej zabieg nie wzięła. Czy to był lekarz? Nie potrafi odpowiedzieć. Jaki preparat jej podano? Nie zapisała. Puchnie z minuty na minutę, nie wie co zrobić. Szukamy pomocy, dzwoniąc do zaprzyjaźnionych lekarzy (to dla nich niestety częsta sytuacja). W nocy opuchlizna zaczyna schodzić, można przestać panikować. To ten szczęśliwy wariant. A mogło być gorzej. 

Czy leci z nami lekarz – czyli jak usunąć powikłania po zabiegach medycyny estetycznej 

Pierwsza rzecz, zasadnicza i nie do dyskusji. Zabieg musi wykonać lekarz. Taki z dyplomem! Dlaczego  - pytam profesor Zegarską.

Temat rozdzielenia kompetencji lekarzy i kosmetologów jeśli chodzi o wykonywanie zabiegów stricte medycznych, jest rzeczą, którą od wielu lat pragniemy prawnie uregulować  - odpowiada mi Pani profesor. To szalenie ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta. Nie chodzi o to, żeby zrobić na złość ambitnym kosmetolożkom i kosmetyczkom, których kompetencje bardzo szanujemy i ściśle z nimi współpracujemy - podkreśla profesor Zegarska.

Są tu dwa aspekty – medyczny i prawny. Pierwsza to kwestia powikłań pozabiegowych. Lekarz wie jak im zaradzić, bo to kwestia bardzo fachowej wiedzy i doświadczenia (wie jaki preparat podać, gdzie podać itd). To samo dotyczy aplikacji preparatu – od lat mówimy o coraz większej ostrożności i fachowości. Np. pacjenci powinni wiedzieć, że na okolicy twarzy jest coś, co nazywamy trójkątem śmierci (linie od wewnętrznych kącików oka do kącików ust), gdzie przebiegają bardzo ważne naczynia i nerwy. Niefortunne wkłucie się w nie podczas zabiegu może zaowocować bardzo poważnymi komplikacjami łącznie z martwicą, a nawet ślepotą. Powikłania zawsze mogą się zdarzyć, są wpisane  w istotę medycyny. Ale jeśli zabieg wykonał lekarz i wie, co podał, może od razu interweniować (np. podając enzym rozpuszczający kwas hialuronowy itd.). Drugą sprawą jest odpowiedzialność prawna. Lekarz ma odpowiedzialność prawną w stosunku do pacjenta – mówi profesor Zegarska. Jeśli dozna się uszczerbku na zdrowiu, możliwe jest uzyskania odszkodowania. Gdy jednak zabieg wykona osoba bez uprawnień, paradoksalnie nie odpowiada ona prawnie. Można porównać to do sytuacji niemożliwości odebrania prawa jazdy osobie, która nie ma prawa jazdy. Pozostaje procesowanie się na drodze karnej, ale doświadczenie mówi, że bardzo rzadko pacjenci decydują się na takie postępowanie, bo jest żmudne i rzadko zakończone sukcesem. 

Co sobie wstrzykujemy i jak sprawdzić, czy to dobry preparat 

Kolejnym zagadnieniem jest wybór preparatu. Z mojego doświadczenia: z zabiegów, którym sama się poddawałam, zawsze wychodziłam z "książeczką" podpisaną przez lekarza. Była w niej naklejka z oryginalnym certyfikatem produktu, numerem serii i jego nazwą. Ułatwienie dla lekarza, aby w przyszłości wiedział, co podał, ale też pomoc w szybkim ustaleniu źródła ewentualnych komplikacji po zabiegu. Wiem jednak, że istnieje i druga strona medalu. Preparaty niewiadomego pochodzenia, kupowane w internecie za ułamek ceny, dzielone na porcje, podawane w ramach "botox party" czy na zapleczach gabinetów kosmetycznych "po kosztach". Naprawdę trudno mi uwierzyć, że ludzie w Polsce boją się szczepionek na Covid, bo "nie wiadomo co w nich jest", a są w stanie wstrzyknąć sobie w twarz, usta, szyję preparat nieznanego pochodzenia. W najlepszym wypadku jest to zamiast certyfikowanego kwasu hialuronowego np. żel... do USG! Do lekarzy bardzo często trafiają pacjenci, którzy mieli w przeszłości robione "coś", czego nie potrafią nazwać. "Coś miałam podane  w bruzdy", "powiększałam usta, ale nie pamiętam czym". Wtedy walka z komplikacjami, które mogą wystąpić nawet po wielu latach, jest wielką improwizacją – lekarz nie wiedząc jaki preparat je wywołał, musi poniekąd eksperymentować ze sposobami zniwelowania jego skutków.

Czy można iść na osocze do swojej kosmetyczki? (Nie, choćby była najwspanialsza!) 

Podsumowując: Wykonywanie zabiegów z zakresu dermatologii i medycyny estetycznej, a zwłaszcza stosowanie wypełniaczy, toksyny botulinowej, osocza bogatopłytkowego, nici liftingujących, krioterapii, elektroterapii i laseroterapii (z wyjątkiem laserów biostymulujących i niskoenergetycznych) to świadczenia medyczne, a nie kosmetyczne. Zabiegi, o których mowa nie mogą być kwalifikowane jako zabiegi kosmetyczne, ponieważ preparaty stosowane do nich to leki lub wyroby medyczne, a preparaty z użyciem osocza bogatopłytkowego dodatkowo regulują przepisy o publicznej służbie krwi - mówi wprost prof. Barbara Zegarska. U lekarza będziemy bezpieczniejsi. 

Jak rozpoznać czerniaka? (zanim się go wytnie lub wypali) 

Jeszcze innym problemem jest wykonywanie zabiegów celem usuwania zmian skórnych za pomocą elektrokoagulacji, krioterapii czy laseroterapii. Wiąże się to z dużym ryzykiem dla pacjentów, bo  usunięcie zmian przez osoby niebędące lekarzami niesie za sobą ogromne ryzyko zaniechania lub opóźnienia rozpoznania nowotworu złośliwego skóry, a zwłaszcza czerniaka i poważnych konsekwencji dla zdrowia i życia osoby, u której wykonywany jest taki zabieg - tłumaczy pani profesor. Osoba niebędąca lekarzem nie może wydawać rozpoznania, ponieważ nie ma wiedzy klinicznej, terapeutycznej, a tym bardziej dermatoskopowej i histopatologicznej. I znowu - nie warto ryzykować! Znamiona pokazujemy dermatologowi! 

Na co zawracać uwagę idąc na zabieg medycyny estetycznej i jakie komplikacje są najczęstsze? 

Zawsze kluczowy jest wybór lekarza, preparatu i miejsca. Lekarz powinien mieć potwierdzone kompetencje. Produkt powinien być certyfikowany i odpakowany przy pacjentce. Warto wypytać o listę działań niepożądanych i skutków ubocznych. W przypadku obaw pacjenta miło, jeśli lekarz zostawi swój telefon kontaktowy, aby można było je rozwiać nawet w piątkowy lub sobotni wieczór.  

Komplikacje są wpisane w istotę medycyny  - ich powodem może być zarówno jakość produktu, jak i sposób podania, a nawet osobnicza reakcja immunologiczna pacjenta. Są ich dwa rodzaje – tzw. szybkie (występują do dwóch tygodni po zabiegu) i opóźnione (do kilku lat po). Wśród szybkich  oprócz klasycznych siniaczków i krwiaków (jeśli mówimy o wkłuciach i iniekcjach) może wystąpić jeszcze stan zapalny, obrzęk, tkliwość, opuchnięcia i zaczerwienienia. Mogą niestety wystąpić też powikłania groźne (iniekcja donaczyniona, kompresja naczynia, zakrzepica, martwica, a nawet udar).  

Wśród powikłań opóźnionych najczęstsze to grudki, ziarniniaki i biofilm (czyli rodzaj uśpionej infekcji bakteryjnej). Eliminacja zdarzeń niepożądanych zawsze jest leczeniem - podkreśla z całą stanowczością profesor Zegarska. 

Nie straszymy, bo upiększanie jest cudowną, dającą wiele satysfakcji dyscypliną. Tylko musi być dobry sprzęt i super kompetentny fachowiec. To trochę jak z wylotem na wakacje. Czy poleciałabyś  samolotem niewiadomego pochodzenia z pilotem, który nie jest pilotem? Odpowiedz sobie sama! 

A tutaj, specjalnie dla Was procedury medyczne zaliczane do zabiegów medycyny estetycznej (czyli takie, które robimy TYLKO u lekarza):  

1.    Zabiegi iniekcyjne – wolumetria, liftingowanie, modelowanie z użyciem kwasu hialuronowego w rożnym stopniu usieciowania.
2.    Zabiegi z zastosowaniem biostymulatorów - kwas polimlekowy, hydroksyapaty wapnia, kaprolakton, aminokwasy, kolagen, biostymuatory oparte na kwasie hialuronowym.
3.    Wszelkie procedury iniekcyjne związane z wprowadzaniem leków – toksyna botulinowa, steroidy, hialuronidaza.
4.    Zabiegi z zastosowaniem autologicznego tłuszczu.
5.    Wszelkie substancje podawane poprzez iniekcję mezoterapia igłowa - wkłucie podskórne, śródskórne nie będące lekami stosowane do celów estetycznych poprzez wprowadzone do ludzkiego ciała poprzez iniekcję albo nakłucia-  (nie dotyczy barwników do tatuaży, makijażu permanentnego).
6.    Nici liftingujące – wszystkie rodzaje tzw. haczykowe i bezhaczykowe
7.    Osocze bogatopłytkowe, 
8.    Urządzenia oddziaływujące energią prądu elektrycznego oraz fal elektromagnetycznych lub mechanicznych o gęstościach mocy przekraczających wartość 1000mW/cm2 w punkcie najsilniejszego oddziaływania na tkankę. 
9.    Usuwanie zmian skórnych z użyciem laserów CO2, elektrokoagulacji i krioterapii.  
10.    Peelingi głębokie, 
11.    Dermabrazja, 
12.    Lasery ablacyjne
13.    Stosowanie sprzętu zarejestrowanego przez producenta jako sprzęt medyczny.  

 

prof. dr hab. n. med. Barbara Zegarska, dermatolożka, alergolożka, przewodnicząca sekcji Dermatologii Estetycznej Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego