GALA: Czy aktorce po pięćdziesiątce wypada rozbierać się na scenie?

BOŻENA DYKIEL: Rozbieranie w spektaklu „Dziewczyny z kalendarza” nie ma nic wspólnego z rozbieraniem się w „Playboyu”, gdzie dziewczyny są wyuzdane. W teatrze nie ma wyuzdania. Nagość jest podana z tak wielkim smakiem, że po każdej scenie są wielkie brawa. A dziewczyny, choć po pięćdziesiątce, są zgrabniutkie, mają wdzięk i ładne ciała. Poza tym, jak mówi bohaterka grana przez Belkę Olejnik: „Jeżeli się nie rozbiorę teraz, to kiedy?!”.

GALA: Maria Pakulnis, która występuje w tej sztuce wraz z Panią, powiedziała mi, że najbardziej się obawiała reakcji dorosłego syna. Pani rodzina nie protestowała?

BOŻENA DYKIEL: Przyjęłam tę propozycję – a nie znałam wcześniej fi lmu ani historii, na podstawie której powstał – bez najmniejszych obaw, ponieważ reżyser Tomasz Dutkiewicz uprzedził mnie, że moja rola nie wymaga nagości (śmiech). Mąż jednak wyczytał w internecie, że się rozbieram: „Ty mnie oszukujesz! Rozbierasz się na scenie, tylko mnie nic nie mówisz...”. I mimo moich zapewnień, nie chciał mi uwierzyć.

GALA: A właściwie dlaczego się Pani nie rozbiera? Figurę ma Pani przecież ładną. Czy w nagości jest coś niewłaściwego?

BOŻENA DYKIEL: Przeciwnie. Po prostu tak była pomyślana moja rola. Jako kobieta patrzę na moje koleżanki jak na piękny obraz. Wcześniej, z perspektywy widowni, bo nie jestem cały czas na scenie, pomagałam dziewczynom na próbach. Doradzałam, jak ułożyć nogi, żeby ładnie wyglądały, z jakiej pozy zrezygnować, a co dodać. Proponowałam, żeby pokazały kawałek bioderka, fragment zarysu piersi, bo to śliczne. Przecież dziewczyny na co dzień noszą duże dekolty, pokazując niemal całe piersi. Jeżeli masz coś ładnego, pokaż to!

GALA: Zagrała Pani wiele wyrazistych ról, m.in. świetną Madę Muller w „Ziemi obiecanej”. Ale nie pamiętam, by w młodości za wiele Pani pokazywała na ekranie…

BOŻENA DYKIEL: Tylko w jednym – w „Awansie” w reżyserii Janusza Zaorskiego. Ale ponieważ miałam wtedy długie włosy, wszystko zostało nimi zasłonięte. Ten fi lm kosztował mnie dużo zdrowia. Na początku odmówiłam zagrania tej roli i grała inna aktorka. Ale reżyser po dwóch tygodniach jej podziękował i wrócił do mnie. Obiecał, że wyrzuci wszystkich z planu przy scenie, w której pochodząca ze wsi Malwina już jako wyzwolona kobieta paraduje odważnie nago przed narzeczonym. Bo to zawsze była sensacja, kiedy aktorka się rozbierała na planie – multum podglądaczy. To był jedyny taki epizod w moim życiu. Ale mam koleżanki aktorki, które lubią się rozbierać. I proszę bardzo! A teraz mamy wysyp dojrzałych piękności około pięćdziesiątki, które jeszcze niedawno były pięknymi dziewczynami.

GALA: Danuta Stenka, Grażyna Torbicka, Grażyna Wolszczak... Długo by wymieniać. Ale mimo iż żyjemy teraz dłużej niż przed laty, a medycyna estetyczna czyni cuda, kobiety po pięćdziesiątce są w Polsce traktowane jak staruszki. W socjologicznych sondażach na pytanie, do jakiego wieku ludzie uprawiają seks, za wiek graniczny często podawano właśnie pięćdziesiąt.

BOŻENA DYKIEL: Co za bzdura! Seks po pięćdziesiątce to najwspanialsza sytuacja pod słońcem! W tym wieku uprawia się go o wiele częściej niż w okresie młodości, bo jest już bezpieczny. Wreszcie kobieta nie musi się denerwować, że zajdzie w ciążę. Może też puścić wodze fantazji, bo nie uprawia seksu z obcym mężczyzną, tylko z tym, komu ufa i komu może wszystko powiedzieć.

GALA: Pięćdziesiąte urodziny to był dla Pani problem?

BOŻENA DYKIEL: Ależ skąd! Meryl Streep robi film za filmem, a jest w moim wieku. To nie ja mam kłopot z moim wiekiem, tylko mój wiek ma kłopot ze mną, ponieważ nie czuję swoich lat. Ale mam za złe różnym poślednim pismom, które bez przerwy wypisują, kto ile ma lat. Co to kogo obchodzi?! Ma się tyle lat, na ile się wygląda.

GALA: U kobiety jest to zatem 39. Coco Chanel mawiała: „W wieku 19 lat kobieta może być zachwycająca, w wieku lat 29 – porywająca, w wieku lat 39 – nieodparta. A skoro już raz była nieodparta, to 39 lat nigdy nie powinna przekroczyć…”.

BOŻENA DYKIEL: Też tak myślę. Jeśli dba się o siebie, to wygląda się dobrze. Nie wolno się zapuścić, to niestosowne. Trzeba o siebie dbać w każdym wieku. I w każdym być atrakcyjną. Jeżeli ja po 35 latach związku wciąż jestem atrakcyjna dla swojego męża – a jestem! – to znaczy, że można. I nie mam mu za złe, że się ogląda za ładnymi, młodymi dziewczynami, bo gdyby było inaczej, to by znaczyło, że jest chory. A tak wiem, że ciągle jest normalnym facetem.

GALA: „Dziewczyny z kalendarza” to opowieść o gospodyniach domowych z brytyjskiej prowincji, które – by wesprzeć finansowo miejscowy szpital – decydują się nago pozować do kalendarza. Czy taka inicjatywa byłaby w Polsce możliwa?

 

BOŻENA DYKIEL: Wydaje mi się, że nie. Jesteśmy za bardzo „kościelni”, a Kościół w Polsce jest rygorystyczny. Co tu owijać w bawełnę – jesteśmy krajem kołtunów. Dzieją się u nas rzeczy przerażające. Bo jak mężczyźni mogą decydować o tym, czy kobieta ma mieć dziecko, czy nie?! Z jakiego to powodu chcą decydować o kobietach?! Wynocha! Kobieta ma swój rozum. I sama podejmuje tu decyzję. A jeśli para chce mieć dzieci, każdy sposób jest dobry. I należy ją w tym wspierać. Bo dziecko to skarb.

GALA: Stajemy się też coraz bardziej purytańscy. Czy zauważyła Pani, że poznikały plaże dla nudystów, tak popularne w czasach komuny?

BOŻENA DYKIEL: Najsłynniejsza plaża była w Chałupach. Sama tam jeździłam. Akurat ja nie opalałam się nago, ale przyjaźniłam się z Kaliną Jędrusik, która była wielbicielką nudyzmu. Któregoś roku specjalnie dla niej, żeby mogła się opalać na golasa, wykopałam na plaży wielki grajdoł. I kiedy już w nim leżałyśmy, Kalina mówi: „Widzisz tego tam na wydmie? Moją cipę chce obejrzeć”. A za chwilę pokazuje innego: „I ten tutaj też!”. Za moment był tam cały tłum facetów. „Całe wojsko przyjechało oglądać, jak się opalam na golasa!” – stwierdza Kalina. Wkrótce potem odbyła się rozprawa przeciwko miłośnikom nudyzmu w Chałupach. Zeznawało mnóstwo osób, m.in. siostry Wahlówny, ja, Marek Piwowski i Janusz Głowacki. Niezła zadyma (śmiech). Zakończyło się grzywnami, m.in. dla Janusza Głowackiego.

GALA: Była też plaża w pobliżu Warszawy, nad Wisłą. Sypały się mandaty, ale nikt się tym nie przejmował. Opowiadał mi kiedyś o tym Franciszek Starowieyski, słynny nie tylko jako malarz, ale i wielbiciel kobiecego ciała. Dziś władzę przejęli „tekstylni”.

BOŻENA DYKIEL: Na ładny cycuszek chętnie popatrzę, bo uwielbiam ładne kobiety. Jest jednak granica estetyczna. Kiedy widzę kobiety spacerujące z obnażonym biustem przypominającym wyglądem placki przyklejone do torsu, mam negatywne odczucia. To nieładne i niegrzeczne wobec innych korzystających z plaży. Chcesz się opalać bez stanika, opalaj się na swoim leżaku. Nie demonstruj, nie chodź między ludźmi.

GALA: A ciało jako źródło rozkoszy to wartość, czy przeciwnie: coś nagannego?

BOŻENA DYKIEL: Wartość. Ciało jest piękne. Piękne, w zależności od tego, co się komu podoba. Widuję panie, które mają metr pięćdziesiąt w biodrach, a obok nich bardzo fajnych facetów. Ona jest ładna, ale szaleje z jedzeniem. Okazuje się, że jest cała chmara facetów, którzy uwielbiają kształtne, puszyste kobiety.

GALA: Psychoterapeutka Katarzyna Miller uważa, że Polki są rozdarte między moralnością a tym, czego pragnie ich ciało. Tłumią zmysłowość i gaszą radość płynącą z seksu.

BOŻENA DYKIEL: To wielki błąd, bo to, co się dzieje w alkowie między kobietą a mężczyzną, jest ogromnie ważne. Dla obojga. Ludzie tłamszą w sobie pragnienia, nie potrafią być ze sobą do końca szczerzy. To dotyczy również mężczyzn. Nie można wtedy liczyć na zbudowanie dobrego związku. A nieskrępowany, spontaniczny seks buduje. Kobieta dostaje taką porcję witamin, jakiej nie dostanie nigdy i od nikogo. Więc bądźmy samolubne! Żądajmy coraz więcej! Bo to jest tylko z korzyścią dla nas. Dobrze wyglądamy, bo dostajemy od swojego męża czy chłopaka największą ilość witamin na świecie. A jednocześnie dajemy ukochanemu radość i spełnienie.

GALA: Mówi Pani, iż widuje puszyste kobiety z interesującymi mężczyznami. Jak Pani sądzi, czym ich przyciągają? Chyba nie mówią swoim przystojniakom: „Nie rozbiorę się, bo mam fałdy na brzuchu”?

BOŻENA DYKIEL: Na pewno nie. Są na to zbyt witalne. I za to są kochane. Jeżeli para jest ze sobą, to dlatego, że jest i fałdka, i pupa większa albo mniejsza, ładny cycuszek albo ładny uśmiech. Przeczytałam gdzieś, że wymyślono dzień przytulania. Bardzo mi się to podoba, bo im więcej się przytulamy, miziamy, głaszczemy, tym lepiej jest między nami, tym rzadziej dochodzi do sprzeczek. A one są nieodłączną częścią związku małżeńskiego. Gdy ludzie ze sobą żyją, to się i kochają, i kłócą. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że żyją nie ze sobą, tylko obok siebie.

GALA: Erotyczna edukacja kobiety jest ważna?

BOŻENA DYKIEL: Bardzo. Na te tematy powinno się więcej rozmawiać nie tylko w szkole, ale przede wszystkim późnym wieczorem w telewizji. Przecież są seksuolodzy, ludzie w tym temacie wykształceni. Powinni mówić o tym, o czym my tu mówimy: o budowie kobiety, mężczyzny, o tym, co każdego z nich może zadowolić.

GALA: Jest Pani matką dwóch dorosłych córek. Rozmawiała Pani z nimi na te tematy?

BOŻENA DYKIEL: Rozmawiałam. Nie w sposób drobiazgowy, opisujący stosunek kobiety i mężczyzny, ale dzieliłam się z nimi swoim życiowym doświadczeniem. Mówiłam, że jeśli zdecydują się na współżycie, muszą być zaangażowane uczuciowo i pewne, że ten ktoś jest tego wart. Żeby to nie był przypadkowy seks pod wpływem alkoholu, byle jak, byle gdzie, ponieważ koleżanki mają to już za sobą.

GALA: I mówiła im Pani o radości płynącej z seksu?

BOŻENA DYKIEL: Ależ naturalnie. Wcale nie musimy wychodzić za mąż za chłopaka, któremu oddajemy dziewictwo. Natomiast musimy go kochać. To ma być coś takiego, co zapamiętamy do końca życia. Coś pięknego, wzruszającego. Bo ten pierwszy raz może unieść w niebiosa albo zrzucić na ziemię. Może zaważyć na całym życiu kobiety. Trzeba więc wybierać mądrze. Mówiłam też moim dziewczynom, żeby zwracały uwagę na ręce mężczyzny. One są szalenie ważne, ponieważ nas dotykają, pieszczą. To pierwsza rzecz u mężczyzny, którą zauważam.

GALA: Zdaniem psychologów niezwykle ważny jest dla kobiety pierwszy kochanek. Najlepiej, aby to był typ casanowy, bo jego narzędziem pracy jest ars amandi.

BOŻENA DYKIEL: Czyli: on nauczy cię, że może być fajnie. Słusznie.

GALA: Miała Pani szczęście do takiego?

 

BOŻENA DYKIEL: Miałam. I wciąż jestem z tym kochankiem (śmiech). Pewne rzeczy się połączyły. Jako młoda dziewczyna miałam chłopaków bez liku, uganiali się za mną. Nie z każdym dochodziło do zbliżenia. Ale odkąd skończyłam 25 lat, patrząc na nich, zastanawiałam się: „Czy z tym facetem mogłabym mieć dzieci?”.

GALA: I padło na pana Ryszarda.

BOŻENA DYKIEL: Trzeba poznać kogoś, z kim się nie od razu zajdzie w ciążę, z kim się najpierw pomieszka. Trzeba sprawdzić, czy się ze sobą zgadzamy, gdy jesteśmy razem, czy nam siebie brakuje, gdy jesteśmy osobno, i czy chcemy być na dobre i na złe. Nie należy się wiązać za szybko.

GALA: Jak długo Pani spotykała się z mężem, zanim podjęli Państwo decyzję o małżeństwie?

BOŻENA DYKIEL: Bardzo długo. Po dwóch latach wspólnego mieszkania stwierdziliśmy, że potrzebujemy dziecka i zaczęliśmy nad nim pracować. Bo dziecko jest najważniejsze na świecie. A jeżeli rodzice są ze sobą przez całe życie, dzieci są inaczej wychowane.

GALA: Erotyczna bielizna, kabaretki – to podkreśla kobiecość czy też jest dla kobiety poniżające, bo stawia w pozycji towaru?

BOŻENA DYKIEL: Jeżeli kobieta znajduje w tym frajdę, to dlaczego nie? Jeżeli się lubi przebierać w takie rzeczy, żeby oczarować mężczyznę, jestem za! Wszystko jest dozwolone.

GALA: Pani kupowała taką bieliznę? Dostawała w prezencie od męża?

BOŻENA DYKIEL: Nie (śmiech). Koronkowe majteczki i takie różne fintyfluszki kupowałam, gdy byłam studentką szkoły teatralnej. Strasznie się wstydziłam, gdy na pierwszych zajęciach z rytmiki musiałam zdjąć swoje barchanowe majtki, takie bawełniane pantalony, a dziewczyny miały majteczki z komisów. „Boże, za pierwsze pieniądze, jakie będę miała, kupuję takie majtki” – pomyślałam. I wkrótce byłam szczęśliwą posiadaczką kolekcji takich przedziwnych majteczek: koronkowych, nakrapianych, w kwiateczki. Teraz lubię ładną bieliznę, ale wygodną i praktyczną.

GALA: Erotyczne gadżety, wibratory i „wspomagacze” są dopuszczalne w sypialni?

BOŻENA DYKIEL: Jeżeli komuś są potrzebne, absolutnie tak! Ale sama nie wejdę do sex shopu, bo... natychmiast by mi zrobiono zdjęcie (śmiech). Ale raz byłam. W Nowym Jorku, dwadzieścia parę lat temu, jeszcze za komuny…

GALA: Wywarł wrażenie?

BOŻENA DYKIEL: Okropne! (śmiech). W 1987 roku miałam w Ameryce koncerty z Ireną Santor i Andrzejem Zaorskim. I oni mnie podpuścili: „Byłaś w sex shopie?”. „Nie". „To idź, wejdź!”. Weszłam i… Jeeeezus Maria! Józefie święty! Przecież Kościół u nas by wywiózł ten cały sex shop na taczkach! (śmiech). Wszystko jest dla ludzi. Ważne, żeby między dwojgiem było dobrze. Bo jeśli między nimi jest dobrze, to i w kraju. Bo kraj składa się z milionów takich par. Dom to najważniejsza rzecz w życiu.

GALA: A zatem: niech żyje miłość! Czy także w starszym wieku? Podoba się Pani taki obrazek: dwoje starszych ludzi trzyma się w parku za ręce i patrzy sobie w oczy?

BOŻENA DYKIEL: To piękne! Zazdroszczę, że są ze sobą. Że nie są samotni. Trzeba uczyć ludzi, że to piękne.

GALA: Czy jest granica wieku, po przekroczeniu której należy pożegnać się z seksem?

BOŻENA DYKIEL: Nigdy! Seks jest ważny i dla mężczyzn, i dla kobiet. Aczkolwiek teraz nastał czas kobiet. Na świecie obejmują najwyższe państwowe urzędy, zabierają głos w ważnych debatach, są wybitnymi naukowcami. To do kobiet będzie należała przyszłość, bo są pracowite i nie tak zachłanne jak mężczyźni, którzy – gdy dochodzą do władzy – chcą jak najwięcej zgarnąć dla siebie. Kobiety nie dążą do tego, by za wszelką cenę otaczać się dobrami. Chcą mieć wszystko wokół siebie poukładane, patrzą z szerszej perspektywy. A każda prócz pracy prowadzi również dom i wychowuje dzieci. I jeszcze się dokształca. Jestem za seksem!