W osadzie widzimy Roberta de Niro i Bradleya Coopera... Nieźle. Mowa o nieznanym do tej pory narkotyku, który daje nadzwyczajną moc. Czemu nie. W grę wchodzi również historia miłosna z Abbie Cornish... W tej fabule brakowało już tylko kobiety.

„Jestem Bogiem” wygląda więc na bardzo dobry film. Przynajmniej według opisu. Trzeba jednak przyznać, że na ekranie też jest niezły…

Eddie Morra, niespełniony pisarz z przetłuszczonymi włosami i nieświeżymi ubraniami, cierpi na brak inspiracji. Przykro jest nam oglądać Bradleya w tak złym stanie… Za każdym razem kiedy siada, żeby pisać, jakimś cudem kończy w barze. Jego dziewczyna Lindy (Abbie Cornish) ma już tego dosyć i odchodzi.

Pojawia się jednak rozwiązanie: szwagier Eddiego daje mu NZT – małą przezroczystą pigułkę, której bohater nie zażywa aż do momentu, kiedy dowiaduje się, że kosztuje ona 800 dolarów. Nie można tak trwonić pieniędzy. Postanawia połknąć tabletkę i następuje rewolucja: Eddie posprzątał całe mieszkanie, zaczyna ćwiczyć, idzie do fryzjera i w trzy dni kończy powieść! Łał!   

Widz patrząc na tę niebywałą przemianę nie spuszcza z ekranu oka. Efekty wizualne jeszcze wzmacniają wrażenie: szybko zmieniające się kadry, wirujące kolory, efekty dźwiękowe… Chcemy jeszcze i jeszcze…

Niestety, NZT działa tylko przez 24 godziny. Co gorsze, dowiadujemy się, że żeby przeżyć, Eddie musi dalej brać pigułkę. I tak będzie już zawsze…

Ażeby uczynić wątek jeszcze bardziej interesującym, okazuje się, że Eddie zwraca uwagę wielkich szefów, takich jak Carl Von Loon (Robert de Niro). W mistrzowskiej scenie Carl wyjaśnia Eddiemu, że jego nadzwyczajna moc przemieniania wszystkiego w złoto, nic nie znaczy i on na nią nie zasługuje, bo to po prostu dostał. Carl natomiast ciężko zapracował na swoje królestwo.  

Ponieważ każda historia potrzebuje też czarnego charakteru, dodajemy nieco goryczy do tej słodkiej tabletki. Eddie jest zmuszany do udostępnienia cudownego specyfiku, a wobec sprzeciwu narażony jest na okrutne tortury.

Nam film się podobał. Kilka scen z rozmowami telefonicznymi wzbudziło w nas co prawda refleksję, że Eddie dobrze zrobił biorąc pigułkę, bo nie grzeszy zbyt błyskotliwym intelektem i nie był w stanie zrozumieć bardzo prostych rzeczy…