Posągowa blondynka o ognistym temperamencie odziedziczonym po kubańskich przodkach wie, jak pogrywać z mężczyznami. Autorka wydanego właśnie poradnika „Ja, Kobieta. Jak pokochać i zrozumieć swoje ciało” na liście swoich miłosnych podbojów ma kilkanaście nazwisk „z najwyższej półki”, to m.in. Jude Law, Jared Leto i Justin Timberlake. Ostatnio oszalał na jej punkcie Elon Musk, jeden z najbardziej charyzmatycznych miliarderów – wynalazca i komputerowy guru. To dla niej chce zbudować superszybką kolej, która połączy „jego” San Francisco z „jej” Los Angeles. Odległość 560 kilometrów pociągi Muska będą pokonywać w pół godziny, a wszystko ma być superekologiczne i tanie, dokładnie tak, jak lubi Cameron. Bo choć aktorka wagę pieniędzy zna doskonale – w końcu filmy z jej udziałem zarobiły w sumie ponad 2 miliardy 300 milionów dolarów – to sama żyje oszczędnie. Nie lubi jadać w restauracjach, woli osobiście przygotowywać sobie jedzenie, a w jej obiadowym menu najdroższą pozycją jest grillowany kurczak. Powściągliwość w jedzeniu odbija sobie w innej dziedzinie. Promując film „Inna kobieta”, udzieliła kilku wywiadów – na pewno nie powinny ich czytać dzieci zachwycające się aktorką, która dała głos księżniczce Fionie ze „Shreka”. „Nie jestem kobietą, której wystarcza jeden mężczyzna” – wyznała aktorka szczerze, pytana, dlaczego tak często zmienia partnerów.

Jak została burrito

„Monogamia jest nie tylko nudna, ale również niezgodna z naturą. Nie lubię się ograniczać i nie widzę powodu, dla którego miałabym ślubować wierność jednemu mężczyźnie. Moje życie dzięki temu jest bardziej kolorowe” – prowokuje Diaz. Czy to prawda, czy jedynie zaklinanie rzeczywistości?

Odpowiedź można wyczytać między wierszami jej najnowszej książki „Ja, Kobieta”. Choć nie jest to klasyczna autobiografia, tylko solidnie napisany poradnik z mnóstwem praktycznych informacji na temat zdrowego żywienia, ćwiczeń fizycznych, a nawet poprawienia jakości snu, to Cameron porzuca co jakiś czas mentorski ton i pisze szczerze, od serca, o swoich kompleksach i życiowych problemach. Najwięcej miejsca w książce aktorka poświęciła swojej największej pasji, czyli... jedzeniu: „Wiele czasu zajęło mi pełne zrozumienie tej zasady, teraz jednak już wiem: jeśli jem paskudztwa, będę się czuć paskudnie. Jeśli spożywam dobrą, zdrową żywność pełną energii, sama będę tryskała energią”. Poradnik skierowany jest do Amerykanek, ale globalizacja sprawiła, że większość problemów, o których pisze gwiazda Hollywood, dotyczy także nas. „Możesz mi wierzyć, znam się dobrze na fast foodach.

Wyrosłam na nich – zwierza się Cameron. – Choć moja mama gotowała codziennie i obiady jedliśmy w domu, jako nastolatka objadałam się daniami z barów szybkiej obsługi podczas każdego wypadu do miasta. Razem z przyjaciółmi zajeżdżaliśmy do fast foodu, w którym zamawiałam podwójnego cheeseburgera z frytkami i krążkami cebulowymi. Kiedy uczyłam się w gimnazjum, brat mojego przyjaciela pracował w Taco Bell. Wpadałam tam każdego dnia po szkole i zamawiałam jedno fasolowe burrito z dodatkowym serem i sosem, bez cebuli. Zawsze dostawałam dwa. Każdego dnia po szkole zjadałam dwa fasolowe burrito i wypijałam colę! Żywiłam się tak codziennie przez trzy lata. Każdego dnia. Jeśli za to, kim jesteśmy, odpowiada to, co jemy, byłam wówczas fasolowym burrito z dodatkowym serem i sosem, bez cebuli”.

 

 Takie odżywianie nie wpłynęło na jej figurę – dzięki genetycznie uwarunkowanej „chudości” mogła zostać modelką, a następnie aktorką. Ale mało brakowało, a jej kariera ległaby w gruzach z powodu silnego trądziku młodzieńczego. Jedzenie w fast foodach i popijanie napojów gazowanych zrujnowało Cameron cerę. Musiała nakładać coraz grubsze warstwy makijażu, a lekarze przepisywali jej mocne leki. I wcale to nie pomagało. Była sfrustrowana i zawstydzona, jednak nie porzuciła szkolnych nawyków i wciąż wpadała do barów szybkiej obsługi na smażonego kurczaka z serem i boczkiem. Później odkryła jeszcze jeden powód swoich kłopotów.

Droga do zdrowia

„Gdy byłam dzieckiem, mama budziła mnie każdego ranka na tyle wcześnie, że miałam czas przygotować dla siebie śniadanie. Jajecznica, płatki z mlekiem, cokolwiek zdążyłam zrobić – nie mogłam wyjść z domu bez zjedzenia posiłku (...). Śniadanie było elementem mojego poranka: regularnym, oczekiwanym, normalnym. Był to nawyk. Ponieważ nawyk ten stanowił naturalną część mojego życia, nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak ważny jest dla mojego samopoczucia”. Cameron wyprowadziła się z domu w wieku 17 lat. Zaczęła pracować jako modelka i uznała, że od śniadania ważniejsze jest dla niej to, by choć trochę dłużej pospać. Szkoda jej było 10 minut na przygotowanie posiłku. Odbijało się to na jej samopoczuciu i zdrowiu. Przełom przyszedł dopiero, gdy w wieku 26 lat zaczęła przygotowania do roli w „Aniołkach Charliego”. Trener kung-fu nauczył ją, jak polubić „dobry” ból wynikający z ćwiczeń fizycznych, a także przekonał ją, by zaczęła bardziej się interesować tym, co je. Cameron zaczęła czytać etykiety i bardziej od liczby kalorii przerażały ją dodatki, polepszacze smaku, konserwanty i wszechobecny cukier, dodawany do wszystkiego. Na 250 stronach poradnika „Ja, Kobieta” opisuje, jak krok po kroku zmieniała swoje nawyki, a jej ciało stawało się zdrowsze, cera się wygładziła, zniknęła depresja, a w jej miejsce pojawiła się większa chęć do życia. Ta książka może przyprawić o ból głowy producentów środków na odchudzanie, odtłuszczonych jogurtów i napojów energetyzujących. Aktorka wcieliła się w rolę dociekliwego reportera i przeprowadziła serię wywiadów z ekspertami, którzy demaskują mity „cudownych diet”. Cała tajemnica – pisze Cameron – tkwi w tym, by poznać swoje ciało i nauczyć się odróżniać głód od apetytu. Głód to ważna informacja od organizmu, że brakuje mu energii. Apetyt zaś to po prostu zachcianka na coś, co ładnie wygląda, pachnie i smakuje.

Aktorka w swojej zdrowotnej krucjacie penetruje różne rejony. Układa przepisy na przekąski, ale też tłumaczy, jak ćwiczyć mięśnie, oglądając telewizję. Nie omija w książce tematu higieny intymnej i pisze mocne słowa, przeciwstawiając się modnej w USA laserowej depilacji włosów łonowych. Radzi, jak poradzić sobie ze zmianami stref czasowych, a jej recepty zawsze są proste i łatwe do zastosowania (żeby zasnąć, trzeba zasłonić okno i wyłączyć wszystkie elektroniczne urządzenia oprócz budzika). Nie chce nas naciągnąć, nie komponuje wymyślnych potraw. Choć jest jedną z najlepiej zarabiających aktorek świata, wciąż pozostała prostą dziewczyną z amerykańskiej prowincji, która zna problemy zwykłych ludzi. I wie, jak im pomóc.