Uznawana za jedną z najpiękniejszych kobiet świata, została obdarzona przez los również kojącą barwą głosu. Carla Bruni potrafi wykorzystywać swój potencjał, dlatego świat właśnie dostał jej najnowszy album zatytułowany... "Carla Bruni". O muzyce, miłości do Nicolasa Sarkozy, mrocznej stronie człowieczeństwa i włoskim temperamencie rozmawiałam z Carlą w listopadowy wieczór.

Carla Bruni o muzyce, miłości męża i pasji syna

Sandra Hajduk: Dobry wieczór Pani Bruni. Czy mogę zwracać się do Pani Carla?

Carla Bruni: Oczywiście, że tak, Sandro. Bardzo miło mi z Tobą rozmawiać.

Mnie również, Carlo. Jestem po przesłuchaniu Twojego nowego albumu i muszę przyznać, że jedno słowo, które najlepiej go opisuje to: spokój. Czy jest jakiś specjalny sposób, dzięki któremu udaje Ci się osiągnąć efekt ciepła i delikatności w Twoim głosie?

Nad swoim głosem pracuję od bardzo dawna. Byłam nieśmiała i taki też był mój głos. Od zawsze był ochrypły, nie mam czystego, nieskazitelnego głosu. Myślałam, że nie będę mogła zostać wokalistką z tego powodu. Mogłam więc tylko zdecydować się na to, by używać go takim, jaki jest. Mam więc taki sposób, który polega na tym, że gdy śpiewam, wyobrażam sobie, że siedzę obok Ciebie. Tak, jakbym siedziała obok w salonie i śpiewała Ci na ucho.

Muszę przyznać, że brzmisz bardzo kojąco nawet przez telefon. Carlo, Twój pierwszy album został wydany 18 lat temu. Zastanawiam się jak zmieniłaś się jako artystka na przestrzeni tych lat. Czego nauczyłaś się o tworzeniu muzyki?

Mam przede wszystkim dużo więcej doświadczenia i praktyki scenicznej.Tylko tak można stać się profesjonalistą, gdy zaczyna się od pasji. Powtarzalność, systematyczność, jeżdżenie w trasy koncertowe.

Przyglądając się Tobie jako Pierwszej Damie Francji muszę przyznać, że niejednokrotnie zastanawiałam się, czy jest coś rock'n'rollowego w Carli Bruni prywatnie?

[śmiech] Mam nadzieję [śmiech] Ty mi powiedz! Gdy przyjadę do Polski musimy się spotkać jeśli znajdziesz czas i powiesz mi, czy jestem rock'n'rollowa czy też nie bardzo [śmiech].

Obiecuję! W jednym z wywiadów mówiłaś, że wszystkie Twoje piosenki miłosne są dedykowane mężowi [Nicolas Sarkozy - przyp. red.]. Zastanawia mnie, czy jest on Twoim fanem numer jeden zawsze, czy może jednak rzetelnym krytykiem?

W kwestii muzyki - absolutnie nie jest krytykiem. Bywa krytyczny w innych sprawach, bo znany jest ze swoich silnych opinii na różne tematy (i często ma rację), ale muszę przyznać, że w kwestii muzyki nie jest krytyczny wobec mnie. Wręcz przeciwnie - jest bardzo motywujący i wspierający. Ale nie wiem, dlaczego - czy dlatego, że mnie kocha, czy dlatego, że kocha moją muzykę?

A jakie są Twoje muzyczne inspiracje? Co znajdę na playliście Carli Bruni?

Ulala, mnóstwo rzeczy! Zaczyna się od Boba Dylana aż po Amy Winehouse. Słucham wszystkiego, co jest dobre, więc trochę tego jest [śmiech]. Do moich ulubionych gatunków zaliczają się muzyka folk, blues. Kocham Billie Holiday, Leonarda Cohena, Ninę Simone. Uwielbiam piękne głosy takie jak Arethy Franklin czy Elli Fitzgerald. Kocham też Dolly Parton, jestem również wielką fanką francuskiej muzyki. Lista jest bardzo długa, nie chcesz jej słuchać do końca [śmiech].

Czy w takim razie w Twoim sercu jest miejsce na heavy metal?

W moim nie, ale to ulubiona muzyka mojego syna. Widzisz, nie jest mi jednak obca ciężka muzyka - nagrałam cover utworu AC/DC pt. "Highway To Hell".

Carlo, wydajesz się być bardzo spokojną osobą. Zastanawia mnie, co denerwuje Cię na co dzień? Czy w ogóle są takie rzeczy?

Oczywiście, że potrafię się wkurzyć! Mam w końcu włoskie korzenie! [śmiech]. Mam latynoski temperament, potrafi się naprawdę zdenerwować. Najbardziej na samą siebie.

Który świat jest Twoim zdaniem bardziej brutalny: świat show-biznesu czy polityki? Funkcjonowałaś przecież w obu...

Szczerze? Powiedziałabym, że każdy, w którym są ludzie. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, świat już miał swoje złe oblicza. W przedszkolu, szkole, późniejszym życiu - bywało jak w dżungli. Nie jest to więc zależne od tego, jaką pracę wykonujemy. Brutalność rodzi się z bardzo agresywnego zachowania, które miewają w sobie ludzie. Potrafimy być brutalni na różnych etapach życia, w różnych jego momentach. To niestety cecha gatunku ludzkiego.

To prawda. Widzimy to nawet teraz, kiedy przecież rzeczywistość i tak nas nie rozpieszcza... Wracając do muzyki, Carlo, chciałabym wiedzieć, co lubisz bardziej: trasy koncertowe czy proces tworzenia albumu?

Kocham trasy, ale prawda jest taka, że jestem wtedy z dala od swojej rodziny, a to łamie mi serce. Chyba wolę proces tworzenia płyty. Jestem domatorką, lubię być w domu, zwłaszcza nocami.

Na nowym albumie jest tylko jedna piosenka w języku angielskim. Zastanawiam się, czy wynika to z faktu, że podobnie jak większość Francuzów kochasz język francuski najbardziej na świecie, czy po prostu śpiewając w nim, czujesz się bardziej komfortowo?

Właściwie czuję się bardziej komfortowo pisząc we francuskim. Lubię też śpiewać po włosku, bo tam się urodziłam, moja rodzina jest tam, mam włoskie obywatelstwo. We francuskim pisze mi się z kolei dosyć spontanicznie.

Przez wiele lat byłaś supermodelką. Czy to właśnie modeling był dla Ciebie zawsze na pierwszym miejscu, czy to muzyka była tą dziedziną, z której chciałaś być znana?

Zawsze miałam muzykę nie tylko w sercu, ale u mojego boku. Nawet w czasach kariery w modelingu zawsze miałam przy sobie gitarę wszędzie, gdzie się wybierałam. Kocham modeling, to był dobry czas w moim życiu. Ale może nie od początku byłam gotowa na karierę muzyczną.

Jestem pewna, że słyszałaś o polskich protestach kobiet. Jak z Twojej perspektywy wyglądają prawa kobiet w Europie w 2020 roku?

Kwestia praw kobiet to niekończąca się walka, ale myślę, że jest coraz lepiej.

Dziękuję Ci bardzo, Carlo, za Twój czas i aksamitny głos. Liczę, że następnym razem spotkamy się na żywo i dowiem się więcej o Twojej rock'n'rollowej stronie.

Oczywiście, zapraszam Cię już dziś na mój koncert w Polsce.