Jeszcze do niedawna zdobycie torebki Birkin francuskiej marki Hermès graniczyło z cudem. Biły się o nią bogate żony szejków, ambitne bizneswoman, księżniczki, a także hollywoodzkie gwiazdy. Według niektórych teorii miłośniczki wielkiej mody musiały wpisywać się na listę i czekać na to wyjątkowe galanteryjne dzieło aż sześć lat. W 2010 roku brytyjski dziennikarz i autor książki „Bringing Home the Birkin” Michael Tonello odkrył, że nigdy nie było żadnej listy, a szefowie firmy wymyślili ją tylko po to, by podnieść prestiż marki. Jaka była prawda, tego nie dowie się pewnie nikt. Faktem jednak jest to, że po publikacji Tonello jeden z amerykańskich butików Hermèsa potwierdził oficjalnie, że od tej pory Birkin może kupić każdy i o każdej porze dnia. Mimo końca pewnej legendy torebki te wciąż cieszą się popularnością, tak jak wszystkie inne wyroby marki. Hermès jako jedna z nielicznych firm odzieżowych nie ucierpiał wskutek trwającego od 2008 roku kryzysu. W Paryżu króluje przekonanie, że jeśli chce się kupić coś porządnego, należy udać się do jednego z flagowych sklepów marki Hermès, która czaruje swoich klientów już od 175 lat.

Założyciel firmy Thierry Hermès nie przypuszczał, że jego niewielki zakład rymarski, jaki założył w 1837 roku w Paryżu, okaże się kiedyś zakupową mekką elit. Chciał wytwarzać wyjątkowe siodła i akcesoria dla jeźdźców. Od lat jego wielką pasją były ko nie. Podglądał, jak ubierają się i jak zachowują adepci słynnej szkoły jeździeckiej na dworze Ludwika XVIII. Pierwsze wyroby Hermèsa przeznaczone więc były dla miłośników hippiki. Thierry wiedział jednak, że aby odnieść sukces, trzeba przyglądać się rynkowi i cały czas wyczuwać, czego w danym momencie potrzebują klienci. Taką wiedzę przekazał swojemu synowi Charlesowi-Émile’owi. Pojętny chłopak postanowił pójść w ślady ojca i rozwinąć biznes na dobre. Gdy w 1889 roku otwarto nową linię kolejową łączącą Paryż z Konstantynopolem, Charles-Émile wyczuł, że pociągi staną się wkrótce głównym środkiem transportu bogatej klienteli. Stworzył więc specjalną linię walizek i kufrów podróżnych. Podobnie było kilka lat później, gdy pojawiły się samochody. Skórzane rękawiczki i nesesery stały się wtedy sztandarowymi produktami Hermèsa.

Dzisiaj marka wciąż jest na topie. Firma ma 1,5 mld euro obrotów rocznie. Mimo że obecnie oferuje też ubrania i kosmetyki, to jednak wyroby skórzane cieszą się wciąż największą popularnością. Torby Birkin czy Kelly powstają w pracowni na przedmieściach Paryża. Każdy rzemieślnik, wykształcony oczywiście w jednej z dwóch szkół kaletniczych należących do Hermèsa, jest odpowiedzialny za wykonanie torby od początku do końca. Najbardziej pożądane przez klientki są te uszyte ze skóry australijskiego krokodyla różańcowego. Według danych z 2006 roku pewna Kelly kosztowała 19 tys. dolarów. Drogie są również walizki, za które można zapłacić nawet 15 tys. euro, rękawiczki za 600 euro czy zegarki. Jeden z droższych modeli znalazł się w zimowym katalogu z 2009 roku. Jego cena wynosiła aż 38,5 tys. euro.

Filozo­fia z supermarketu

Co łączyło Jackie Kennedy, Andy’ego Warhola i Yves’a Saint Laurenta? Wszyscy nosili kultowy zegarek Tank Cartiera, którego prototyp powstał w 1917 roku. Hollywoodzcy celebryci od lat robią zakupy w salonach Cartiera na całym świecie. Pierwszy butik powstał w 1847 roku w Paryżu przy rue de Richelieu 29. 28-letni wówczas Louis-François Cartier dostał zakład w prezencie od jubilera Picarda. Chłopak terminował u  niego przez kilka lat, ucząc się fachu. Picard docenił talent młodzieńca. Sam założył kolejną pracownię, a tę pierwszą powierzył Cartierowi.

Duży wpływ na Louisa-François miał założyciel sieci sklepów spożywczych Au Bon Marché Aristide Boucicaut. Cartiera zafascynowało jego podejście do biznesu. Przedsiębiorca uważał, że jeśli chce się coś osiągnąć, należy myśleć perspektywicznie, eksperymentować i kreować nowe potrzeby. No i przede wszystkim nie zapełniać sklepów bardzo drogimi przedmiotami, które nie znajdą później nabywców. Cartier wziął sobie filozofię starszego kolegi do serca i postanowił ją zastosować we własnym salonie.

Louis-François miał nie tylko talent, smykałkę do biznesu, ale także dużo szczęścia. W jego wyjątkowych wyrobach zakochały się arystokratki. W połowie lat 50. XIX wieku Marie Técla, hrabina de Nieuwerkerke, wydawała u Cartiera wielkie sumy na biżuterię. Kilkanaście lat później, kiedy rządy w firmie objął syn Louisa-François Alfred, sztandarowymi wyrobami marki – obok biżuterii – stały się zegarki. Największym osiągnięciem Cartiera było stworzenie automatycznej bransoletki do zegarka, otwieranej i zamykanej za pomocą jednego przyciśnięcia palcem.

Ówcześni szefowie marki pilnie obserwowali rzeczywistość i czerpali z niej inspiracje pełnymi garściami. Gdy w 1922 roku odkryto grobowiec Tutenchamona, cały świat oszalał na punkcie starożytnego Egiptu. Cartier także. W butikach od razu pojawiły się kolie, naszyjniki i broszki z elementami nawiązującymi do kraju piramid.

Prawdziwym przebojem marki okazały się jednak luksusowe drobiazgi codziennego użytku, jakie postanowił wprowadzić w latach 70. XX wieku do oferty jeden z ówczesnych szefów firmy Alain Dominique Perrin. Za minimum 150 euro można było kupić zapalniczki, budziki, a nawet poduszki. Mimo że wielu jubilerów krytykowało politykę firmy, twierdząc, iż Carter nie powinien produkować „tanich” przedmiotów dla mas,  firma od lat uważana jest za najsłynniejszą i najbardziej prestiżową markę jubilerską.

Moda, pieniądze i śmierć

 

O ubraniach i dodatkach z logo Gucci marzą kobiety na całym świecie. W 2007 roku dwie 80-latki wyniosły z rzymskiego butiku przy via Condotti wyroby marki za kilka tysięcy euro. Pochowały wszystko do swoich torebek w nadziei, że nikt ich nie zauważy. Niestety, zaradne ekspedientki szybko powiadomiły policję, która zatrzymała wiekowe złodziejki. Obie panie tłumaczyły później, że nie były w stanie obojętnie przejść obok wyrobów Gucciego, a ich skromne emerytury nie pozwalały im na zrobienie tam zakupów.

Ta prestiżowa marka została założona w 1921 roku przez syna pewnego florenckiego kapelusznika Guccia Gucciego. Chłopak już od najmłodszych lat pragnął od życia czegoś więcej niż jego rówieśnicy. Codziennie stał tuż przy wejściu do jednego z najbardziej luksusowych hoteli we Florencji i podziwiał wchodzących do środka gości. Pewnego dnia zapytał odźwiernego, czy nie znalazłaby się dla niego praca. Mężczyzna poradził mu, że powinien wyjechać do Londynu, do hotelu Savoy. Tam pozna świat przepychu i nabierze ogłady. Nie zastanawiając się długo, Guccio wyruszył na podbój Anglii. Przez kilka tygodni bezskutecznie starał się o pracę. „Spadaj, mały” – słyszał najczęściej. Aż w końcu, gdy stracił już całkowicie nadzieję, dowiedział się, że zwolniło się stanowisko pomywacza. Bez wahania przyjął tę pracę. Najbliżej luksusowego świata znalazł się jednak dopiero kilka lat później, gdy dostał pracę w pociągu linii Paryż – Sankt Petersburg. Uwielbiał przyglądać się wytwornym mężczyznom i stylowym damom. Na założenie własnego biznesu zdecydował się jednak dopiero jako 40-latek. Pierwszy butik powstał we Florencji przy ulicy Vigna Nuova. Po roku Guccio zatrudniał już 60 pracowników. Wkrótce zorganizowano uroczyste otwarcie drugiego sklepu. Marka Gucci oferowała swoim klientom głównie wyroby skórzane.

W późniejszych latach rządy w firmie przejęli kolejno syn Guccia Aldo, a także jego bratanek Maurizio. W interesach „pomagała” mu żona Patrizia. Wiele osób uważało, że ta córka florenckiej kelnerki doprowadziła dom mody na skraj bankructwa. Kobieta szastała pieniędzmi. Wciąż kupowała kolejne mieszkania i jachty. Jedyne, o czym marzyła, to posiadanie władzy i fortuny. Jej chora ambicja doprowadziła nawet do tragedii. W 1995 roku wynajęła płatnego zabójcę, który zamordował Maurizia. Patrizia chciała sama rządzić w domu mody. Trafiła jednak do więzienia, a marka z roku na rok notowała coraz niższe wyniki sprzedaży. Firmę uratował Tom Ford, który od 1994 roku był jej głównym projektantem. Za jego sprawą Gucci odzyskał dobre imię i stał się ulubioną firmą gwiazd. Dzisiaj ubrania pod tą marką tworzy Frida Giannini. Ta młoda Włoszka uważana jest za wizjonerkę świata mody, która pewnie zrobi jeszcze wiele dobrego dla słynnej marki.

Majątek na przegubie

Ozłotym i eleganckim Rolexie marzy chyba każdy szanujący się biznesmen. Od dziesiątków lat te brytyjskie zegarki są symbolem bogactwa i życia na najwyższym poziomie. Firma, która została założona w Londynie w 1905 roku przez Hansa Wilsdorfa i jego szwagra Alfreda Davisa, zajmowała się początkowo sprowadzaniem szwajcarskich mechanizmów do zegarków marki Hermann Aegler’s. Umieszczano je w luksusowych produktach m.in. firmy Dennison. Sprzedawano je różnym jubilerom i umieszczano na nich ich logo. Dopiero trzy lata później wspólnicy wymyśli-li nazwę Rolex i otworzyli biuro w La Chaux-de-Fonds w Szwajcarii.

Technicy pracujący dla Wilsdorfa i Davisa dokonali na przestrzeni lat wielu znaczących odkryć, jeśli chodzi o mechanizmy zegarków. W 1923 roku wprowadzono na rynek pierwszy wodoodporny produkt Oyster. 22 lata później pojawiły się zegarki z automatycznie zmieniającą się na tarczy datą. W 1953 roku hitem okazał się pierwszy zegarek, z którym można było schodzić pod wodę aż na 100 metrów, a rok później wszyscy bogaci podróżnicy zakochali się w Rolexach, na których wyświetlały się godziny dwóch stref czasowych jednocześnie.

Dzisiaj ceny zegarków są bardzo różne i zależą od materiałów, z jakich zostały wykonane. Na ogół kosztują co najmniej kilka tysięcy dolarów. O najrzadsze okazy biją się prawdziwi kolekcjonerzy. Ostatnio w brytyjskiej prasie jedną z najchętniej czytanych historii była ta o pewnym 28-letnim czyścicielu ulic z Essex, który znalazł w śmieciach Rolexa wartego 21 tys. funtów. Okazało się, że zegarek został skradziony mieszkającemu nieopodal milionerowi. Uczciwy znalazca zwrócił mu cenną zgubę, za co dostał niemałą sumkę. Podobno w ciągu następnego tygodnia znalazł kolejne trzy zegarki. Tym razem były to jednak nic niewarte podróbki słynnych Rolexów.

Najdroższe cztery kółka

Podobno każdy, kto choć raz wsiądzie do Rolls-Royce’a i przejedzie się nim 15 minut, już do końca życia nie będzie mógł o tym zapomnieć i poczuć się w pełni komfortowo we własnym samochodzie. Te angielskie auta zaczarowały bogaczy już w 1904 roku, kiedy to po raz pierwszy wyjechały na ulicę. Rolls-Royce’y od początku istnienia  marki charakteryzowały się nie tylko wyjątkowo sprawnymi silnikami, ale także oryginalnym designem. Każdy klient mógł wymyślić sobie, jaką karoserię i jakie wnętrze chciałby mieć.

Aż trudno uwierzyć, że pomysłodawca tych aut Frederick Henry Royce pochodził z bardzo biednej rodziny, takiej, w której często brakowało jedzenia. Jako 9-latek stracił ojca i sam musiał zatroszczyć się o siebie. Najpierw pracował jako goniec pocztowy, później trafił do Towarzystwa Kolei Żelaznej w Peterborough. Najwięcej nauczył się jednak w jednej z londyńskich elektrowni. To tam poznał Ernesta Claremonta, który wkrótce stał się jego przyjacielem i wspólnikiem w firmie FH Royce & Company. Obaj panowie budowali małe silniki, wykonywali drobne naprawy. Royce marzył jednak o zrobieniu czegoś wielkiego, wręcz przełomowego. Dlaczego więc nie miałby zbudować samochodu? W tamtych czasach zaczynały powstawać pierwsze automobile.

 

Po kilku miesiącach wytężonej pracy zdolny Brytyjczyk stworzył swój pierwszy pojazd Royce 10 HP, który okazał się dużo lepszym technicznie i ładniejszym autem od wszystkich tych, które można było dostać wtedy na rynku. Przełomem w życiu Royce’a okazało się jednak spotkanie z Charlesem Rollsem, bogatym synem lorda Johna Rollsa. Royce potrzebował kogoś, kto da mu pieniądze na rozwój jego pomysłów, a Rolls szukał genialnego mechanika, który zrobiłby użytek z jego majątku.

Wystarczyło kilka lat, by firma zyskała międzynarodowy rozgłos. Samochody były zamawiane przez milionerów z całego świata. Wszystko szło zgodnie z planem. Do czasu. W 1910 roku Charles Rolls zginął w wypadku samolotowym. Sam siedział za sterami. Był pasjonatem lotnictwa. Miał zaledwie 33 lata. Royce załamał się i gdyby nie wsparcie bliskich, pewnie nie wyszedłby z depresji i zaniedbałby firmę. Na szczęście w porę wziął się w garść.

Dzisiaj Rolls-Royce należy do niemieckiego koncernu BMW. Produkowany jest jednak w Anglii. Kwoty, jakie trzeba zapłacić za niektóre modele, mogą przyprawić o zawrót głowy. Cena wywoławcza? 400 tys. euro...

Vitton dyktuje warunki

Gdyby nie zła macocha, brak pieniędzy i ojciec, dla którego ważniejsza od dzieci była nowa żona, kto wie, może nigdy nie usłyszelibyśmy o marce Louis Vuitton. W 1835 roku niespełna 4-letni Louis wyruszył z niewielkim tobołkiem z rodzinnej miejscowości Chabouilla do Paryża. Nie mógł znieść atmosfery, jaka panowała w domu. Po śmierci matki ojciec związał się z młodszą od siebie o 10 lat Marie. Kobieta marzyła o tym, by zajść w ciążę. Niestety, miała z tym ogromne problemy i kilkakrotnie poroniła. Nie mogła więc znieść widoku zdrowego i krzepkiego Louisa, a także jego rodzeństwa. Zmęczony jej humorami i ciągłymi karami cielesnymi chłopak pojechał do Paryża, by szukać szczęścia. Pracę znalazł w pracowni kaletniczej pana Marcela położonej przy ulicy Saint-Honore. Louis potrafił posługiwać się dłutem, robić beczki, znał się też na obróbce drewna. Dzięki tym umiejętnościom mógł pomóc swojemu pracodawcy w robieniu kufrów podróżnych – specjalności zakładu. Wkrótce został jego głównym zastępcą. 15 lat później założył własną firmę i zaczął pracować na swoje nazwisko.

Bardzo pomocna w prowadzeniu interesów okazała się żona Louisa Emilie. To ona podpowiedziała mu, w którym kierunku powinien zmierzać rozwój firmy. Gdy ze względu na ogólnokrajową sytuację biznes przestał prosperować, namówiła męża, by sprzedał paryski butik przy ulicy Neuve-des-Capucines i postawił na rozwój pracowni w miejscowości Asnières.

Po śmierci Vuittona w 1892 roku stery w firmie przejął jego syn George. Choć początkowo chłopak nie miał dobrej opinii i uważany był za niezbyt zdolnego, to jednak jako dojrzały mężczyzna pokazał, co potrafi. To on zaprojektował m.in. monogram marki, który kojarzą dzisiaj ludzie na całym świecie.

Do lat 70. XX wieku firma była zarządzana przez członków rodziny Vuitton. W 1977 roku głównym szefem marki stał się Henry Racamier – mąż jednej z prawnuczek słynnego Louisa. To on niewielką rodzinną firmę zamienił w koncern. Siedem lat po przejęciu przez niego sterów w firmie Vuitton zwiększył swoje obroty aż 15-krotnie. Prawdziwe sukcesy rozpoczęły się jednak w latach 90., krótko po tym, jak prezesem firmy został Bernard Arnault. To głównie dzięki niemu Louis Vuitton jest dzisiaj na rynku modowym prawdziwą potęgą. Wraz z firmami Moët & Chandon i Hennessy tworzą konglomerat LVMH, do którego należą największe marki modowe, takie jak Givenchy czy Kenzo. Sama firma Louis Vuitton zajmuje pierwsze miejsce wśród najcenniejszych marek francuskich i 16. wśród światowych. Flagowy butik firmy przy Champs-Elysées 101 w Paryżu odwiedza dziennie ponad  11 tys. osób. Oprócz walizek i toreb można tam znaleźć biżuterię, różne akcesoria, a także ubrania projektowane przez Marca Jacobsa. Utalentowany nowojorczyk tworzy rzeczy, które dzisiaj wyznaczają trendy w świecie współczesnej luksusowej mody.