Christopher Kostow to amerykański szef kuchni z trzema gwiazdkami Michelin, które po raz pierwszy zdobył jeszcze przed ukończeniem 30. roku życia. Jego restauracje w Kalifornii regularnie odwiedzają najbardziej wymagające gwiazdy z pierwszych stron gazet. Swoją wiedzą i doświadczeniem Chris podzielił się ostatnio z uczestnikami kulinarnego hitu "MasterChef", czego efekty będzie można podziwiać już tej jesieni na antenie TVN. Nam udało się go namówić do zwierzeń nie tylko na tylko na temat kuchni i show-biznesu, ale także życia prywatnego i... filozofii.

GALA: Zastanawia mnie, jak zaczęła się twoja przygoda z kulinariami. Twoi rodzice lubili gotować? 

CHRISTOPHER KOSTOW: Nie tyle sami gotowali, co bardzo często jedli ze mną na mieście i zabierali mnie w podróże. Przez to pokochałem restauracje i wszystko to, co się z nimi wiąże. Uwielbiam pracę w grupie, projektowanie wnętrz i oczywiście jedzenie. To do tej pory pasjonuje mnie nawet z perspektywy gościa lokali. Pasja do kuchni nie wzięła się więc z obserwowania mamy mieszającej w garnku. (śmiech). To nie było dla mnie tak istotne. 

Wiem, że w przeszłości dość poważnie zajmowałeś się sportem. Dlaczego porzuciłeś tę ścieżkę kariery?

Nie byłem wystarczająco dobry, a w zasadzie wystarczająco duży. Miałem problem z rozmiarem (śmiech). Grałem w hokeja. Otrzymałem nawet propozycję grania w drużynie w college'u. W tamtym momencie życia jednak bardziej interesowała mnie sztuka.

Ale lubisz nadal uprawiać sport rekreacyjnie?

Jasne. Ćwiczę, gram też w koszykówkę. Robię się chyba jednak na to trochę za stary, bo prawie za każdym razem coś sobie uszkodzę. Przestałem  już szaleć. Teraz zdecydowanie więcej czasu spędzam w domu na wspólnym gotowaniu z rodziną. 

Skupmy się więc na gotowaniu. Twoje restauracje specjalizują się zwłaszcza w dwóch typach kuchni: kalifornijskiej i francuskiej. Który styl jest Ci bliższy?

Uważam, że jest między nimi wiele podobieństw. Tym, co jednak przede wszystkim charakteryzuje kuchnię kalifornijską, jest ogromny nacisk na sam produkt. Sami uprawiamy warzywa, których używamy w restauracji. Najważniejsze jest dla nas po prostu zaprezentowanie produktu w najlepszy możliwy sposób. W mniejszym stopniu skupiamy się na technice. Bardziej chodzi o to, aby w pełni ukazać walory produktu, a nie popisywać się, co takiego nie jesteśmy w stanie z nim zrobić. Jest w tym sporo pokory. Gotujemy bardzo prosto – tak samo, jak w domu. Mówi się przecież, że nie da się stworzyć nic piękniejszego od tego, co stworzyła natura. Jeśli więc natura stworzyła idealnego pomidora, to co innego możesz z nim zrobić, niż tylko zaprezentować go tak dobrze, jak tylko umiesz. Podobnie jest z zachodem słońca. Żaden obraz nie odda jego rzeczywistego piękna. To jest po prostu inny wymiar (doskonałości - przyp red.).

Jednym z największych trendów jest obecnie żywność ekologiczna. Też używasz tego typu produktów? Myślisz, że to jest przyszłość kuchni?

Oczywiście, uprawiamy naszą żywność organicznie. Jeżeli chodzi o przyszłość takiego rozwiązania, problemem  jest oczywiście cena większości tego typu produktów. Myślę jednak, że istnieje złoty środek pomiędzy wielkimi plantacjami, a uprawą ekologiczną. Można znaleźć rozwiązanie, które da   pewność, że żywność  produkowana jest  ekologicznie, a zarazem otrzymujemy  dużą ilość plonów, która wystarczy by wyżywić np. cały kraj. Myślę, że powrót do małych gospodarstw rolnych byłby przyjazny dla środowiska oraz lokalnej gospodarki. Niestety gigantyczne farmy zdecydowanie nie są ekologiczne i to jest wielki problem.

Inną rzeczą, na punkcie której ludzie teraz szaleją są tzw. superfoods. Korzystasz z nich?

Nie do końca. Wykorzystuję je w domu ze względów dietetycznych i zdrowotnych. W swoich restauracjach raczej ich unikam. Doświadczenia, które tworzymy dla naszych gości oparte są bowiem na elementach przyjemności i luksusu. Ludzie nie przychodzą do moich restauracji po to, by dostarczyć organizmowi kwasów tłuszczowych omega-3. Na takich walorach produktów skupiam się mocno, gdy gotuję w domu.

Przyjechałeś do Polski, aby wziąć udział w nagraniach do "MasterChef". Co sądzisz o tego typu kulinarnych programach telewizyjnych? Da się rzeczywiście dzięki udziałowi w nich zrobić prawdziwą karierę w tej branży?

Niektórzy ludzie rzeczywiście wykorzystują platformę, którą oferuje taki program. Występując w takim show mam tylko jeden cel. Rozumiem, że to jest telewizja i musi być tam sporo dramatyzmu, ale jeśli udaje mi się nauczyć tam kogoś choć jednej rzeczy, to uznaję, że wykonałem swoją pracę. Jeśli jestem w stanie komuś z czymś pomóc, to jestem szczęśliwy.

Jakiej rady udzieliłbyś więc początkującemu szefowi kuchni, który chce odnieść sukces?

Idź pracować do najlepszej osoby, jaką tylko jesteś w stanie znaleźć i spędź z nią sporo czasu.

Znajdź swojego guru...

Znajdź swojego guru. Spędź z nim kilka lat. Zacznij od podstaw, miej oczy szeroko otwarte, przepracuj wiele sezonów i potem idź dalej. Tak się jednak nie dzieje teraz zbyt często.

Słyszałem, że masz polskie korzenie. Co wiesz o swoich przodkach z tych stron?

Nikogo z mojej rodziny już tutaj nie ma. Moi dziadkowie mieszkali w Łodzi, potem trafili do Auschwitz. Wiem tylko, że nie przeżyli wojny. Z pewnością chciałbym wrócić wkrótce do Polski i spróbować dowiedzieć się czegoś więcej na temat moich korzeni.

Wiem, że interesujesz się też projektowaniem wnętrz. Co twoim zdaniem powinno się brać pod uwagę podczas tworzenia designu restauracji?

Myślę, że bardzo ważne są materiały. Nie cierpię tanich tworzyw. Nie cierpię rzeczy jednorazowego użytku. Uważam, że restauracja, zwłaszcza dobra restauracja, powinna być w tym kontekście antytezą współczesnego świata. Powinna sprawiać wrażenie solidnej. To jest główna myśl, która przyświeca estetyce w naszych restauracjach.

Studiowałeś filozofię. Czy to wpłynęło na twoje podejście do sztuki kulinarnej?

Nie wydaje mi się, by sprawiła to któraś konkretna teoria filozoficzna, ale myślę, że potrzeba patrzenia na sprawy w bardziej intelektualny sposób i chęć komunikowania tego, co staram się osiągnąć z pewnością bierze swoje źródło z tych nauk. Nie patrzę jednak na danie, zastanawiając się jak to się odnosi do jakiejś teorii (śmiech). To kwestia tego, w jaki sposób przekazujemy swoje pomysły.

Zajmujemy się głównie tematyką gwiazd, więc nie mogę nie zapytać , czy do twoich sławnych restauracji przychodzą także sławni ludzie.

Przychodzą.

Jakieś znane gwiazdy?

Nie mogę ich wymienić z nazwiska, ale tak – odwiedza nas bardzo wiele znanych osób. W naszych restauracjach mamy jednak taką zasadę, że nie opowiadamy o nich.

W porządku, w takim razie bez nazwisk. Miałeś sytuację, że twoją restaurację odwiedził ktoś, kogo znasz i podziwiasz?

Tak, wiele razy. 

I jakie to jest uczucie?

Nie szaleję na widok gwiazd.

Nie zachowujesz się jak nastolatka?

(śmiech) Nie. Jest jednak taki jeden aktor komediowy, który często przychodzi do mojej restauracji. To w zasadzie jedyna osoba, która robi na mnie takie wrażenie. Dzieje się tak, bo po prostu bardzo szanuję jego umiejętności. Sławni muzycy, sportowcy i aktorzy przychodzą do nas cały czas. Staramy się jednak  zapewnić im komfort i prywatność. Nie pozwalamy na przykład naszym gościom robić sobie z nimi zdjęć.

Na koniec chciałbym cię zapytać o przyszłość kulinariów. Jakie trendy, twoim zdaniem, mają szansę zmienić wszystko, co jest związane z przyrządzaniem potraw?

Myślę, że tym czymś będzie zastosowanie nowych technologii w domowej kuchni. Internet, urządzenia komunikujące się między sobą, sprzęty komunikujące się z konsumentem. Dlatego też współpracuję z Samsungiem. Myślę, że technologia, którą stosują jest właśnie tym, czego ludzie teraz poszukują.

Jaka nowinka technologiczna najbardziej ci się ostatnio spodobała?

Zdecydowanie technologia, którą Samsung zaczął stosować w lodówkach, pozwalająca na odległość sprawdzić, co jest w środku. Również takie funkcje, jak WaterWall w zmywarkach, które sprawiają, że po prostu wszystko działa lepiej, a nasze życie staje się nieco łatwiejsze. Takie marki, jak Samsung rozumieją, że kuchnia staje się obecnie prawdziwym centrum domu. Myślę więc, że to połączenie technologii i gotowania to prawdziwa przyszłość.