Dasza Żukowa dla wielu ludzi ze świata sztuki jest dziewczyną znikąd. Do 2008 roku była kolejną bogatą Rosjanką, która z torebką Birkin i świtą koleżanek podjeżdżała swoim mercedesem pod najmodniejsze londyńskie kluby. O dziewczynach pokroju Żukowej czy Miry Dumy mówi się „rosyjskie księżniczki”. Są piękne i młode, interesują się modą lub dziennikarstwem, prowadzą własne portale o modzie lub projektują. Zazwyczaj robią to za pieniądze swoich partnerów – rosyjskich oligarchów. Siedzą w pierwszych rzędach na pokazach mody w Nowym Jorku czy Paryżu i regularnie pojawiają się w luksusowych magazynach. Żukową do niedawna nazywano „fashionistką, dziewczyną Romana Abramowicza”. Teraz coraz częściej jednak mówi się o niej: kolekcjonerka sztuki, filantropka, a przede wszystkim założycielka Centrum Kultury Współczesnej Garage. Jak to się stało, że w ciągu sześciu lat Żukowa stała się propagatorką kultury, którą magazyn „Art Review” zalicza do grona stu najbardziej wpływowych osób w świecie sztuki?

Córeczka tatusia

Nie bez znaczenia były pieniądze, a te Dasza Aleksandrowna Żukowa miała od zawsze. Urodziła się w Moskwie. Jej matka jest mikrobiologiem, ojciec – Aleksander Radkin Żukow – to potentat na rynku paliwowym. Rodzice Daszy rozwiedli się, gdy miała trzy lata. Sześć lat później wraz z matką wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Wychowała się w Kalifornii, gdzie Jelena Żukowa wykładała na UCLA. W wywiadach Dasza wspomina o szoku kulturowym, który przeżyła po przeprowadzce. Nie mówiła po angielsku, a amerykańska kultura była jej zupełnie obca. Mimo to dość szybko zaadaptowała się do nowych warunków. W Stanach spędziła 13 lat, z wyróżnieniem ukończyła studia na Uniwersytecie Kalifornijskim. Zajmowała się medycyną, kulturą słowiańską i literaturą. „Mnóstwo zajęć w laboratorium i sporo rosyjskiego”, podsumowała w wywiadzie dla „Interview”. Nie planowała spędzenia reszty życia w słonecznym Los Angeles. W 2004 roku Dasza przeprowadziła się do Londynu. Zamieszkała w apartamencie w Kensington, który podarował jej ojciec.

 

W przeciwieństwie do innych mieszkających tam bogatych Rosjanek jej dni nie upływały jednak na zakupach i szaleńczych imprezach. Zainteresowana homeo- patią zapisała się na studia w College of Naturopathic Medicine. Jak większość kobiet otoczonych luksusem, próbowała swoich sił w świecie mody. Wraz z Cristiną Tang, przyjaciółką i córką milionera z Hongkongu, założyła markę Kova
& T, która produkuje dżinsy i casualowe ubrania sprzedawane w 83 luksusowych butikach na całym świecie. Przez chwilę wydawało się, że moda może zatrzymać Daszę na dłużej. 

W 2009 roku Żukowa zastąpiła Katie Grand na stanowisku redaktor naczelnej magazynu „Pop”. W środowisku dziennikarskim zawrzało. Dziewczyna bez doświadczenia, znana przede wszystkim z romansu z Romanem Abramowiczem, rosyjskim oligarchą i właścicielem klubu piłkarskiego Chelsea FC, który dla Żukowej rozwiódł się z żoną (co kosztowało go 1,5 mld dolarów przy podziale majątku plus ogromne alimenty na utrzymanie pięciorga dzieci), wydawała się kiepską kandydatką na nową Annę Wintour. Wydawniczy eksperyment szybko się zakończył – po zrobieniu trzech numerów pisma Żukowa zrezygnowała.

Sztuka w garażu

Odejście Żukowej z „Pop” przeszło bez echa, coraz głośniej natomiast mówiło się o kolekcji sztuki, jaką młoda Rosjanka gromadziła razem z Abramowiczem. W swoich zasobach para ma dzieła Francisa Bacona czy Luciana Freuda, jednak to sztuka współczesna najbardziej
pociągała Daszę. Odkąd zaczęła spotykać się z Abramowiczem, częściej widywano ich wspólnie w galeriach, na aukcjach i biennale. W 2008 roku Żukowa mocno zaznaczyła swoją obecność w świecie sztuki, gdy została współorganizatorką i sponsorką letniej imprezy galerii Serpentine, organizowanej w Hyde Parku. Miała zaledwie 27 lat, gdy udało jej się wejść do ekskluzywnego środowiska mecenasów kultury w Londynie. Co dla Żukowej było tym trudniejsze, że postrzegano ją nadal jako nowobogacką Rosjankę bez odpowiedniego wykształcenia, nigdy nie studiowała bowiem historii sztuki. Ale to nie mogło powstrzymać Daszy, która od kilku lat żyła w rozjazdach między Londynem, gdzie w 2010 roku przyszedł na świat jej syn Aaron, Nowym Jorkiem (tu z kolei urodziła się córka Abramowicza i Żukowej, Leah, mówi się, że miejsce narodzin wybrano ze względu na obywatelstwo, które przysługuje każdemu dziecku urodzonemu na terenie USA, bez względu na pochodzenie rodziców) a Moskwą, gdzie pracowała nad tajemniczym „projektem” związanym z kulturą.

 

Dasza wróciła do Moskwy po kilkunastu latach nieobecności. Miasto, które opuszczała jako dziecko, bardzo się zmieniło. W miejscu komunistycznych molochów pojawiły się butiki najlepszych projektantów, rosyjska edycja „Vogue” stała się jedną z najpopularniejszych na świecie, Natalia Vodianova trafiła do czołówki top modelek, o Moskwie nie mówiono już z pogardą. Żukowa była zachwycona energią twórczą młodych Rosjan, którzy doskonale znali się na kulturze i sztuce. Bez kompleksów rozmawiali o wystawach w Berlinie, festiwalach filmowych w Nowym Jorku. „To zupełnie nowy typ Rosjan, globalistów, którzy korzystają z internetu i mają ogromny głód wiedzy”, podsumowała w rozmowie z „Wall Street Journal”. To właśnie dzięki młodym Rosjanom powstał Garage, czyli centrum kultury współczesnej założone (i finansowane) przez Żukową i Abramowicza w starym awangardowym dworcu autobusowym z lat dwudziestych. Obecnie średnia wieku pracowników Garage to 28 lat. Żukowa śmieje się, że mocno ją zawyża. 

Garage sprowadził do Moskwy dzieła najwybitniejszych artystów współczesnych: Mariny Abramović, Johna Baldessari czy Jamesa Turrella. W kraju przez lata zamkniętym na kulturalne wpływy z Zachodu taki krok był na wagę złota. Historycy sztuki twierdzą, że Garage to pierwsze miejsce w Moskwie prawdziwie poświęcone sztuce nowoczesnej. Pierwsze wystawy organizowane na starym dworcu były wydarzeniami bez precedensu. Obecnie Garage ma nową siedzibę – zjawiskowy pawilon zaprojektowany przez japońskiego architekta Shigeru Ban, który stoi w samym sercu zrewitalizowanego parku Gorkiego w centrum Moskwy. Park, założony w latach dwudziestych, popadł w ruinę po rozpadzie ZSRR. Wielka przestrzeń straszyła ruinami budynków, rozpadającymi się karuzelami i szybko stała się królestwem dilerów narkotyków i prostytutek. Dopiero ogromna, kosztująca 2 mld dolarów renowacja parku sprawiła, że stał się on niezwykle popularny wśród młodych mieszkańców Moskwy. Teraz pełno w nim modnych kawiarni, na idealnie przystrzyżonych trawnikach odbywają się zajęcia capoeiry czy jogi, a wszechobecni biegacze i rowerzyści sprawiają, że odnosi się wrażenie przebywania w Nowym Jorku czy Barcelonie.

 

Spacer po parku

To właśnie park Gorkiego jest miejscem, które połączyło 33-letnią Daszę Żukową i 70-letnią gwiazdę architektury, Rema Koolhaasa. Tutaj, w miejscu opuszczonej restauracji z lat sześćdziesiątych Wremiena Goda (pory roku) powstanie pierwsze w Moskwie muzeum sztuki nowoczesnej – Garage Museum of Contemporary Art. Dzieło życia Żukowej będzie mieściło się w niesamowitym budynku projektu Koolhaasa, którego budowę finansują oczywiście Abramowicz i jego partnerka. Prace rozpoczęły się pięć lat temu i mają zostać ukończone lada dzień, by zdążyć przed otwarciem zaplanowanym na czerwiec tego roku. Rem Koolhaas jest obok Franka Gehry’ego i Zahy Hadid (uczennicy Koolhaasa) najbardziej znanym architektem na świecie. O ludziach takich jak on mówi się architekt-gwiazda. Projektował butiki Prady w Nowym Jorku i Los Angeles, pawilon Serpentine Gallery, tej samej galerii, dzięki której Dasza Żukowa zaczęła liczyć się w świecie sztuki. Zaprojektował centralną bibliotekę w Seattle i Casa da Música w Porto. Muzeum w parku Gorkiego jest pierwszym budynkiem projektu Koolhaasa, który stanie
w Moskwie, choć sam architekt odwiedzał Rosję, a przedtem ZSRR bardzo często. Pod koniec lat sześćdziesiątych zainteresował się konstruktywistą radzieckim Iwanem Leonidowem, o którym napisał książkę. Koolhaas twierdzi wręcz, że gdyby nie Rosja, nigdy nie zostałby architektem. Kiedy Koolhaas i Żukowa po raz pierwszy weszli do ruin ogromnej restauracji, ich uwagę przykuła kiczowata radziecka mozaika, a raczej to, co zostało z gigantycznego przedstawienia czterech pór roku. Zostanie wpleciona w projekt nowego muzeum. „Ten budynek jest jak przedmiot znaleziony. Nie będziemy go zmieniać za wszelką cenę, raczej doceniać to, co zastaliśmy”, zdradził Koolhaas.