KAROLINA WOLIŃSKA: surferka

Mówi się, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu. Wy na wspólnych zdjęciach wyglądacie pięknie. A jak jest w życiu?

Są chwile lepsze i gorsze, jak w każdym rodzeństwie. My jesteśmy sobie bliscy, bardzo się wspieramy. Dzwonimy do siebie często. Możemy się długo nie widzieć, a i tak wiemy, co się u nas dzieje. Niektórzy nawet trochę zazdroszczą nam bliskości i ciepła, które od nas bije. My się zawsze razem śmiejemy, wygłupiamy, rozumiemy bez słów. Wystarczy jedno spojrzenie i wiemy, o co chodzi.

Każde z Was na co dzień mieszka w innym mieście?

Tak, Dawid w Warszawie, ja w Gdańsku. A rodzice w połowie drogi, czyli we Włocławku.

Jak często się widujecie?

Dawid rzadko bywa w Gdańsku, więc zazwyczaj to ja go odwiedzam – pięć lub sześć razy w roku. Poza tym przyjeżdżam, kiedy są jakieś szczególne okazje, na przykład, gdy Dawid organizuje pokazy. Mieszkam zawsze u niego i jesteśmy wtedy nierozłączni. Chodzimy na zakupy, do restauracji, leżymy na łóżku w dresach i oglądamy filmy, po prostu spędzamy ten czas wspólnie.

Masz szczęście, że Twój brat lubi chodzić po sklepach…

Oj tak. Wchodzę do przymierzalni,  a on mi przynosi ciuchy. Sama niczego nie wybieram, brat wszystko robi za mnie. Rozpieszcza mnie. Bardzo często dostaję od niego prezenty. Najfajniejsze rzeczy, które mam, są właśnie od Dawida. Zawsze miał gest, mi się to w nim podoba… Tak. Jest bardzo szczodry. Jeśli robi prezenty, zawsze są to piękne rzeczy, coś, co chciałoby się mieć, o czym się marzyło. Ma w tym przyjemność, widać to po nim. Lubi patrzeć na reakcję osoby, którą obdarowuje.

Ufasz jego gustowi?

Już się nauczyłam, że w tej kwestii muszę się go słuchać. Ja mam duszę sportowca, on jest ekspertem od estetyki. Sztuka, piękne przedmioty, trendy w modzie nie interesują mnie na tyle, by je śledzić. Dawid – odwrotnie.

Wasz styl życia bardzo się różni?

Bardzo. Kocham sport. Teraz pasjonuje mnie surfing. To moje hobby, ale poświęcam mu prawie cały wolny czas. Jeśli nie pływam na falach, trenuję na lądzie. Codziennie też pracuję w naszej rodzinnej fabryce czekolady, zajmuję się działem eksportu. Dzięki pracy mogę sobie pozwolić na wszystkie wyjazdy związane z realizowaniem surfingowej pasji. Nie mam męża ani dzieci.

A jak wspominasz Wasze dzieciństwo?

Bywało różnie. My się kochamy, ale mamy też podobne charaktery, więc one w pewnych momentach się ścierały. Jako dzieci potrafiliśmy się bić.

Z Dawidem trzeba się ścierać? Mnie się wydaje taki łatwy we współżyciu.

Naprawdę? Jak słusznie zauważyłaś, tylko taki „Ci się wydaje”. (śmiech)

Powiedz, jaki on naprawdę jest.

Zero-jedynkowy. Albo mu się coś podoba, albo nie. To jest akurat bardzo fajne. Ja mam taki charakter, że łatwo dostosowuję się do sytuacji.

Jesteś bardziej ugodowa?

Takie mam wrażenie. Nie wiem, co Dawid powiedziałby na ten temat i jak on mnie odbiera. Nawet podczas naszej sesji to on wybierał ubrania, pozy, przekonywał do swojej wizji i zdjęcia wyszły pięknie. Podziwiam go za to, że zawsze potrafi postawić na swoim. Wie, co jest słuszne i do tego dąży. Poświęci na to swój czas i energię,  nie będzie na nic po drodze narzekał, bo liczy się efekt! Ja łatwo zmieniam zdanie. Zdarza mi się w ogóle się rozmyślić.

O co się kłócicie?

Problem się pojawia, gdy ja czegoś chcę, a on mówi, że nie, bo muszę zrobić dla niego coś innego. Dla mnie zawsze ważny był sport, życie poza domem. Lubiłam spędzać czas, biegając po podwórku z kolegami i koleżankami. Dawid potrafił powiedzieć: „Nie wyjdziesz pograć w gumę, musisz przymierzyć sukienkę”, bo akurat wymyślił jakąś kreację.

Czyli Ty od dziecka byłaś jego modelką?

Tak, wiele razy się zdarzało, że mama wracała z pracy i widziała mnie bawiącą się w jej sylwestrowej bluzce albo z jakąś dziwną fryzurą. To były dzieła brata. Trochę wykorzystywał to, że był starszy i silniejszy.

A jako starszy i silniejszy brat był w stosunku do Ciebie opiekuńczy?

Strzegł mojego bezpieczeństwa. Dbał, by inne dzieci mi przypadkiem nie dokuczały, wspierał we wszystkim. Zresztą nadal tak jest. Kiedy mam jakiś problem i nie wiem, co powinnam zrobić, dzwonię do Dawida. On na chłodno wszystko analizuje, oceniamy wspólnie sytuację. Nie mówi mi, co mam zrobić, ale kieruje rozmową w taki sposób, że sama dochodzę do właściwych wniosków.

Codziennie do siebie dzwonicie?

Nie. Bywa, że rozmawiamy codziennie, ale zdarza się, że przez kilka dni nie mamy kontaktu, bo któreś z nas wyjedzie – ja na deskę, on na plan programu.

Możesz powiedzieć, że Dawid jest Twoim najlepszym przyjacielem?

To na pewno.

Interesujesz się jego pracą?

Oczywiście, choć świat celebrytów mnie absolutnie nie pociąga. Śledzę tylko to, co robi mój braciszek, bo uwielbiam rzeczy, które tworzy. Jego sukienki są tak piękne, że można je nosić na prawą lub lewą stronę i zawsze wyglądają rewelacyjnie. Mocno podkreślają kobiecość. Podziwiam pracę Dawida, jego talent. Ja nigdy  nie stworzyłabym żadnej kreacji.

Powiedz, w czym jesteście do siebie podobni, a w czym się różnicie?

Na pewno jesteśmy podobni z wyglądu. Charakter, mimo różnic, też chyba mamy podobny.

Oboje jesteście pogodni?

Myślę, że tak. Ciężko mi mówić o sobie. Na pewno potrafimy czerpać radość z tego, co robimy, w tej kwestii nie ma pomiędzy nami różnic.

A gdzie są?

Dawid jest bardzo porządnicki. W jego domu panuje idealny porządek. Czyściutko, wszystko na swoim miejscu, tak jak powinno być. A u mnie – artystyczny nieład. Wszędzie wiszą moje pianki i deski surfingowe. Dawid by  sobie na to nie pozwolił. Poza tym on jest lepiej zorganizowany.

Bywasz czasami zazdrosna o jego sukcesy? O to, że jest wciąż w centrum zainteresowania?

Nie, o to absolutnie nie jestem zazdrosna. Zazdrościłam mu tylko raz, kiedy pojechał do Kalifornii.  Żałowałam, że mnie nie wziął, bo tam jest raj dla surferów. Dlaczego Cię nie wziął? Był tam służbowo, nagrywał program. Przesyłał mi zdjęcia i filmiki. „Sis, patrz, co robię”, a on stał z deską surfingową na plaży. To było miłe, czułam, że o mnie myśli. Mówię, że mu zazdrościłam w cudzysłowie. Tak naprawdę jest we mnie duma i podziw, że mam takiego brata i że to, co robi, podoba się też innym.

Nigdy nie rywalizowaliście na żadnym polu?

Nie, absolutnie nie. Czasem mama żartuje, że Dawid to jest synek ukochany. Mówi: „Pierwszy to pierwszy”. Śmiejemy się, że mama faworyzuje Dawida, ale to są tylko żarty. Rodzice bardzo nas kochają, nie jest tak, że faworyzują jedno dziecko. Kochają nas jednakowo i my o tym wiemy.

Rodzice wpajali Wam, że w rodzinie siła, że macie się kochać, bo  jesteście rodzeństwem?

Nasza udana relacja to na pewno też ich zasługą. Dali nam dobry przykład i wychowali w poczuciu, że miłość do siostry czy brata jest czymś naturalnym.

A miłość do wody? Ta jest już chyba trochę mniej oczywista.

Wszystko zaczęło się, gdy obejrzałam film „Na fali” z Patrickiem Swayzem i Keanu Reevesem. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam surferów i poczułam, że chcę robić to, co oni. Nie od razu jednak zaczęłam pływać. Najpierw robiłam to z tatą albo bratem podczas wakacji u babci na wsi. Babcia miała piękny dom w Boniewie w okolicy jeziora. Spędziliśmy tam  całe nasze dzieciństwo. Uwielbiałam nurkować, interesowało mnie to, co znajduje się pod powierzchnią wody.  Dawid się śmiał, że gdy pływam, wystają mi albo stopy, albo pupa, bo patrzę tylko na to, co jest na dnie. Kiedy dorosłam, zaczęłam pływać na windsurfingu. Potem wyjeżdżałam w coraz bardziej wymagające miejsca, gdzie pojawiały się fale nadające się do surfingu. Raz spróbowałam i zakochałam się po uszy w tym sporcie.

Przez cały rok pływasz w zimnym Bałtyku?

Tak, przez cały rok, kiedy tylko są warunki. Najczęściej jeżdżę na Półwysep Helski, do Władysławowa albo do Chałup i tam pływam na otwartym morzu. Mam też jedno fajne miejsce bliżej Gdańska, 20 minut samochodem od domu. Czekam tylko na odpowiedni wiatr z północy, dostatecznie mocny. Jego kierunek jest istotny, więc surfing też wymaga dobrej znajomości i umiejętnego czytania prognozy pogody. Na Bałtyku dużo zależy od wiatru, dzięki niemu budują się silne fale. Trzeba to wszystko odczytywać i wiedzieć, gdzie i kiedy pływać.

Szybko się tego nauczyłaś?

Pływam od siedmiu lat, więc jestem już w stanie dobrze ocenić sytuację.

Ale czy dla dziewczyny, która marzyła, by być surferką, jak Patrick Swayze w filmie „Na fali”, atrakcją jest pływanie w styczniu po Bałtyku?

Pływanie w ogóle jest atrakcją.

Pływasz sama czy w grupie innych pasjonatów deski?

Coraz więcej jest surferów, ale na początku potrafiłam wchodzić do wody sama, kiedy był sztorm, wiało jak cholera, padał deszcz, były szare chmury, a woda ciemnogranatowa, wzburzona.

Czy ratownik był w pobliżu?

W taką pogodę nie ma tam ratowników ani nikogo, kto mógłby mi zabronić pływać. Bardzo ryzykujesz… Staram się nie. Wiadomo, zawsze może się coś wydarzyć, więc zależy mi, by jednak ktoś ze mną był. Ale jeśli nikogo akurat nie ma, a są fajne fale, to zew jest zbyt silny. Nie potrafię sobie odpuścić.

Przeprowadzka z Włocławka do Gdańska podyktowana była właśnie chęcią uprawiania surfingu?

Gdańsk pojawił się w moim życiu  w związku ze studiami. Skończyłam AWF. Jestem trenerem tenisa. Nie  ma w Polsce innego miasta, w którym bym chciała mieszkać. Nie wyobrażam sobie przeprowadzki do Warszawy. To byłoby dopiero ekstremalne przeżycie. Chętnie mieszkałabym gdzieś za granicą, blisko ciepłego morza, gdzie jest zawsze dobra fala, ale trzyma mnie tutaj zbyt wiele rzeczy. Brat, rodzice, nasza firma. Ona także jest moją pasją. Ale więzy rodzinne i bliskość Dawida wygrywają.

DAWID WOLIŃSKI: projektant mody

Zacznę od podobnego pytania, które zadałam Twojej siostrze: czy w życiu Wasza relacja wygląda równie pięknie jak na zdjęciach?

Moja siostra jest wyjątkowym człowiekiem. Nie znam nikogo takiego jak ona. Karolina zawsze stawia siebie  na szarym końcu. Wszystkim pomaga. Kocha zwierzęta i jest gotowa się dla nich poświęcać. Stara się, by świat wokół niej był lepszy. I naprawdę to robi! Od wielu lat jest weganką. Raz na sto lat zjada rybę. Gotuje w domu sama. Realizuje swoją pasję, czyli surfing. Dba o morze, środowisko. Jest dla mnie inspiracją. Wiesz, jaki potrafi być  świat, w którym ja żyję… Egoistyczny, egocentryczny, nastawiony na konsumpcję.

Interesowny…

Bardzo! A ona jest w 100 procentach pozbawiona tych cech. To niesamowite, że my jesteśmy tak różni od siebie. Ale kochamy się nad życie.

Czym się różnicie?

Tym, jak żyjemy. Ona marzy, by ubrać się w piankę, wsiąść w samochód,  zabrać deskę i jechać na Hel. Nawet  zimą. Jeździ też do Danii pływać, ludzie na brzegu siedzą w puchówkach, czapkach, szalikach, a ona wchodzi do wody. Zawsze jestem przerażony, kiedy mi opowiada o prądach morskich, które wciągają od razu 80 metrów pod wodę! Ja nawet nie chcę mieć tej wiedzy. Chyba nie dałbym sobie rady, gdyby jej się coś stało.

Jako starszy brat czujesz się za Karolinę odpowiedzialny?

Tak, stoję za nią murem. Ona czasem też bywa starszą siostrą, jest dojrzała emocjonalnie, dlatego proszę ją  o rady. Karolina jest do Ciebie młodsza o siedem lat.

Pamiętasz moment, kiedy się urodziła?

Tak, pamiętam świetnie.

Cieszyłeś się, że masz siostrę?

Bardzo się cieszyłem, do momentu, gdy się urodziła. Potem było gorzej. Wyglądałem przez okno w szkole i jak widziałem, że mama idzie z wózkiem, czułem się niepocieszony. Musiałem się z nią dzielić pomarańczami i bananami, które w tamtych czasach były rarytasem.

Pokój też musiałeś z nią dzielić?

Tak, ale to najmniej mi przeszkadzało, bo często się chichraliśmy po nocach. Nasza relacja nabrała rozpędu, kiedy Karolina przestała być piszczącym bobasem, wołającym tylko „jeść” i „siku”. Od tego momentu zawsze byliśmy razem. Nigdy nie miałem wielu kolegów ani koleżanek. To Karolina była moją najlepszą przyjaciółką.

Wspomniała, że była też Twoją modelką. (śmiech)

Tak, kiedy zacząłem pracować jako projektant. Miała szczupłą sylwetkę, długie włosy, twarz, na której można było wszystko namalować. Nie marudziła, więc testowałem na niej swoje pomysły.

Ale wcześniej, kiedy była jeszcze dzieckiem, chyba też korzystałeś  z jej pomocy?

O, tak. Wybieraliśmy rzeczy z szafy mamy. Jak coś było za długie, to obcinałem to nożyczkami kompletnie bez krępacji. Raz obciąłem kawałek wiszącej w domu firany i zrobiłem Karolinie spódniczkę.

Rodzice podchodzili do tego ze spokojem?

A co mieli zrobić? Zbić nas? Dostałem burę raz czy dwa, ale to nie działało, więc odpuścili.

Podobno byłeś oczkiem w głowie mamusi?

Mama kiedyś w żartach powiedziała, tak przy Kaśce, bo mama na Karolinę mówi w domu Kaśka, „że pierwsze dziecko zawsze pozostanie pierwsze”. Od tej pory też często żartuję sobie: „Karolinko, rozmawialiśmy z mamusią na twój temat, i wiesz co? My nie do końca Cię lubimy”. (śmiech) Oczywiście to są wygłupy i wszyscy się  z tego śmiejemy. Ale odpowiadając szczerze na Twoje pytanie: pewnie zawsze byłem synusiem mamusi,  a ona raczej córeczką tatusia. I do tej pory tak jest. Karolina zawsze coś robi z tatą, siedzą w ogrodzie i bawią się dronem, podczas kiedy my z mamą idziemy na zakupy.

Jesteście chyba wyjątkowo zgodną rodziną?

Tak. Kiedy słyszę, że ludzie w rodzinie nie utrzymują ze sobą kontaktu, nie rozmawiają, nie mogę w to uwierzyć! Kiedy się przeprowadziłem do Warszawy, takie sytuacje były dla mnie szokujące. Odbierałem to jako okropne zło, chorobę, bo u mnie rodzina zawsze była zwyczajna. Mama, tata, babcia, siostra, ciocie. Wszystko funkcjonowało jak w książce. Ktoś się czasem z kimś pokłócił, ktoś się na kogoś obraził, ale za chwilę była zgoda. Podczas świąt wszyscy siedzimy przy stole, śmiejemy się, są prezenty, rodzinna atmosfera. I powiem szczere: najbardziej współczuję ludziom braku pełnej rodziny.

Nie byłeś nigdy zazdrosny o sukcesy siostry?

To mi nawet przez myśl nie przeszło.  Mam wyjątkowe szczęście, myślę, że też ona też nie jest zazdrosna o moje sukcesy. Wręcz przeciwnie – jest zachwycona, kiedy mi się układa.

Lubisz robić siostrze prezenty?

Dawanie prezentów jest dla mnie równie fajne jak ich przyjmowanie. Lubię siostrę rozpieszczać, ale nie jest to wcale proste zadanie, bo co mogę jej kupić? Piątą deskę? Zawsze daję Karolinie wszystko, co chce z moich kolekcji. Kiedyś kupiłem jej szpilki i do tej pory ma tę parę. Są nowiutkie, bo założyła je może dwa razy. Czasami chodzimy na przeceny. Przymierzamy dużo szmat, wymyślam, jak je ze sobą zestawić i potem ona dokładnie tak je nosi.

Ma do Ciebie w tej kwestii sto procent zaufania.

Tak jak ja zaufałbym jej na morzu.

Możesz powiedzieć, że jest najbliższą Ci osobą?

Najbliższą i najważniejszą, nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jesteśmy jak bliźnięta, mimo siedmiu lat różnicy.

Kłócicie się czasem?

Mieliśmy dwie kłótnie przez telefon, ale kilka godzin później się pogodziliśmy. Jesteśmy całkiem zwyczajni  w tej kwestii. Wiesz, ja w swoim życiu zawodowym jestem inny. Ekstrawagancki, widoczny, kontrowersyjny.  A w domu najbardziej podoba mi się normalność.

Jak często siostra przyjeżdża do Ciebie?

Teraz częściej, bo za moją namową założyła w Warszawie aparat na zęby i musi bywać na wizytach kontrolnych u ortodonty. (śmiech) To był jedyny sposób, by ją tu ściągnąć. Przecież normalnie każdą wolną chwilę spędza w wodzie.

Zawsze była wielką fanką pływania na desce?

Ona była fanką każdego sportu. Pracowała jako instruktor narciarstwa  w Austrii. Jeździ też na snowboardzie, paddleboardzie, skimboardzie, na każdym boardzie. Jest też instruktorką gry w tenisa. Rodzice specjalnie dla niej zbudowali obok domu kort. Mnie te rzeczy nigdy nie fascynowały, mimo że lubię chodzić na siłownię. 

Rodzice chyba Was rozpieszczali?

Tak, ale obowiązki też mieliśmy! Oczywiście ja byłem sprytniejszy, więc wymyślałem na przykład wyścigi, kto pierwszy sprzątnie nasz pokój. Potem udawałem, że sprzątam. Jednego misia przekładałem stale z kąta w kąt, a Karolina zasuwała szybko, by wygrać.

Możesz powiedzieć, że Twoje życie jest lepsze dzięki siostrze?

Zdecydowanie! Długo, bo aż siedem lat, byłem jedynakiem. Nie wiem, jak by to się wszystko potoczyło, gdyby to się nie zmieniło. Na pewno moje życie jest dużo fajniejsze i ciekawsze dzięki Karolinie. Żałuję tylko, że jej nie kręci wyjeżdżanie ze mną na wakacje. Ja bym chciał odpoczywać, opalać się na plaży, a ona nie jest w stanie leżeć spokojnie przez pięć minut.

Myślę, że do Los Angeles chętnie by z Tobą poleciała...

Tak? Chciałaby? Mnie tego nigdy nie powiedziała. Zabiorę ją tam na bank, jeśli tylko się zgodzi!