Przez życie idziesz jak torpeda, a jesteś taki młody. powiedz mi, Dawid, które wydarzenie w swoim życiu uważasz za przełomowe?

Hmm... Nie wiem, czy o tym mówić, bo to naprawdę bardzo mocna sytuacja. Nigdy tego nie wyjawiłem publicznie... Najmocniejsze doświadczenie w moim życiu to moja relacja z dziadkiem. Z dziadkiem, który umarł dwa tygodnie po tym, jak mama się dowiedziała, że jest w ciąży. Po kilku dniach oswajania się z tym, że pojawię się na świecie, mój dziadek powiedział do mojej mamy: „Daj mi wnuka. I ja go wychowam tak, żeby sobie w życiu poradził”. Nigdy się nie spotkaliśmy, bo przed moim urodzeniem zginął w wypadku, ale mam z nim przedziwną więź. Cokolwiek robię w życiu, zastanawiam się, co by na to powiedział dziadek.

Twoja kariera wygląda jak zaprojektowana od dawna strategia. najpierw zakładasz bloga, potem jeździsz po małych miasteczkach, gdzie śpiewasz covery...

Miałem 12 lat, gdy założyłem bloga. Prowadzę go więc już od sześciu lat. Nie miałem takiego celu, żeby być gwiazdą, żeby być aż tak rozpoznawalnym. Pisałem tam o totalnych bzdurach – co zjadłem, o której się obudziłem – i ludzie zaczęli to czytać. Wstawiałem zdjęcia, bo to ludzi interesowało. Miałem grupę fanów i czułem, że muszę ich czymś nakarmić. I to była muzyka.

Muzyka muzyką, ale przecież nie każdy potrafi ją robić.

Na początku pchnęli mnie dziadkowie od strony taty. Oni też wspierali Michała w jego muzycznych pierwszych krokach.

Michał jest Twoim przyrodnim bratem.

Mam jeszcze jednego przyrodniego brata – Mateusza. Ich mama nie żyje. Umarła na raka piersi, kiedy Michał miał 10 lat, a Mateusz 5. Umarła w dzień swoich urodzin... Dwa lata później tata spotkał moją mamę. Na pasach. (śmiech) Bo jej wysypały się zakupy z toreb, a on wysiadł z samochodu i pomógł jej pozbierać rzeczy. (śmiech) Potem nie widzieli się rok. I spotkali się na dancingu. Tata powiedział: „O, to ty, pomogłem ci kiedyś   z zakupami”. A moja mama była wtedy przed ślubem z innym mężczyzną. I uciekła sprzed ołtarza dla mojego  taty. (śmiech)

A on miał dwóch synów?

Tak, i był już wdowcem.

Naprawdę niezwykła historia. Kto pisał scenariusz Twojego życia?!

Bóg. (śmiech)

Albo dziadek.

Najdziwniejsze jest to, że dziadek umarł bez jednego buta. Do tej pory nie wiadomo, gdzie jest jego but. Cały czas szukam jakiegoś znaku, który pomógłby mi ogarnąć, o co chodzi. (śmiech)

 

A jak myślisz, co Twoim zdaniem dziadek sobie myśli teraz, kiedy widzi te piszczące na Twój widok dziewczyny albo te, które piszą: „Dotknęłam jego majtek”, „Całowałam jego buty”. Uważa, że to żenujące?

To jest taki wiek. Ja, będąc na koncercie Rihanny, robiłem to samo. Jarałem się każdym momentem, jak złapałem dolara z jej wizerunkiem. Taki dolar do dziś wisi na mojej ścianie, ma swój ołtarz. (śmiech) Ja rozumiem – choć głupio tak mówić – dlaczego dziewczyny za mną szaleją, bo sam jestem w podobnej sytuacji.

Zauważyłam, że stosujesz inną taktykę niż wszyscy – nie unikasz swoich fanek, lecz zapraszasz je na scenę.

To wszystko, co się dzieje wokół mnie teraz, zawdzięczam takiej mojej wrodzonej lub nabytej w dzieciństwie bliskości z ludźmi. Madonna kiedyś powiedziała: „Jest gwiazda i jest jej fan. A między nimi wielka przepaść”. Mój obecny menedżer też jest jej wielkim fanem i to mu się podoba. On lubi tę przepaść, tę granicę. Ja nie. Teraz widzisz, gdy rozmawiamy przed salą prób do „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”, że na schodach siedzą dziewczyny, które tu koczują i czekają na autografy. I ja zaraz wyjdę, i zrobię sobie z nimi zdjęcie, i pogadam. Bo one, zamiast widzieć we mnie artystę, który tworzy dla nich muzykę, będą widziały we mnie kumpla, który sobie z nimi pogada. Tak właśnie mam, że jestem otwarty na wszystko.

Ale nie możesz przyjaźnić się ze wszystkimi. Jest takie powiedzenie: „Ten, kto daje wszystkim, nie daje nikomu”. To jest rozmienianie się na drobne.

Nie, naprawdę mam swoich przyjaciół i swoją rodzinę, której daję sto procent siebie. Znam granice, których nigdy nie przekroczę.

A dlaczego innym od takiego sukcesu przewraca się w głowie, a Tobie nie?

Może to dziadek mnie chroni? (śmiech) Także moi przyjaciele trzymają mnie w pionie. Moi przyjaciele, którzy byli ze mną przed tym wszystkim, w trakcie, i teraz pełnią taką funkcję strażników. To oni łapią mnie za ramię i potrząsają mną, mówiąc: „Dawid, calm down. Jesteś Dawidem z Gorzowa, który śpiewa”. Myślę, że najważniejsze jest mieć takich ludzi koło siebie. Wyprowadziłem się z Gorzowa, mieszkam sam w Warszawie i mam wokół siebie cały czas ludzi, których poznaję w świecie show-biznesu. Więc muszę mieć taką odskocznię, czyli ludzi, dzięki którym wejdę do domu tu, w Warszawie, i poczuję klimat z Gorzowa. Teraz, kiedy wjeżdżam do Gorzowa i widzę tabliczkę, to potrafię się popłakać..

Tęsknisz za mamą?

Tęsknię za całym tamtym moim życiem, za szkołą, za wszystkim. Ale coś za coś.

A nie stałeś się po prostu maszynką do zarabiania pieniędzy?

Nie, nie jestem jakimś wymyślonym produktem! Ja o wszystkim decyduję. Nikt mi niczego nie nakazuje.

Najdziwniejsze zachowanie fanek? Bo dla mnie to szokujące, kiedy rzucają Ci na scenę misie, ręcznie robione poduszki, listy, pierścionki...

Przed chwilą dostałem pierogi. (śmiech) Dostałem też kiedyś mopa. Na scenę poleciał mop, bo dziewczyny dowiedziały się, że przeprowadziłem się do Warszawy, i stwierdziły, że nie mam żadnego wyposażenia w domu, więc dostałem mopy, detergenty, ludwiki, gąbki...

 

Jak teraz, gdy tańczysz w programie „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”, wygląda Twoje życie? Jak często trenujesz?

Codziennie po cztery godziny. Wkładam w to wszystkie siły, jakie mam przygotowane na cały dzień... Bo chcę po „live” widzieć szczery uśmiech Janji. (śmiech)

Niektórzy mówią, że jesteś czarnym koniem tej edycji „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”.

Czarnym koniem?! Nieee. Jestem może wyjątkowy ze względu na wiek, więc…młodym koniem – jak najbardziej tak! 

Co jest dla Ciebie prawdziwym wyzwaniem w tym programie?

Ciężko pracujemy z Janją nad tym, by tańce miały fajne historie i były zrobione świetnie technicznie. Nie wiem, czy jakakolwiek para pracuje tyle nad techniką co my, i czekamy z niecierpliwością, aż zostanie to docenione. (śmiech)

Dawid, ale powiedz mi tak szczerze: czy Ty w ogóle lubisz tańczyć?

Bardzo lubię, wręcz kocham! Nawet sprzątając, tańczę. Teraz to już nie mogę sobie wyobrazić życia bez tego programu.

A czy trudniej jest tańczyć, czy śpiewać?

Oczywiście, że tańczyć… przynajmniej dla mnie. Śpiew jest ze mną od dziecka, a taniec towarzyski dopiero od dwóch miesięcy. Pierwszy trening to była jakaś masakra, nigdy nie czułem się tak głupio. Nic nie umiałem – z perspektywy czasu wydaje się to takie śmieszne… (śmiech)

Czyli okazało się, że jednak masz taniec we krwi?

Taniec to coś, co na pewno gdzieś tam drzemało we mnie, ale nigdy się nie obudziło... Teraz ciągle wariuje.

Co Cię najbardziej zaskoczyło?

To, jaki trud trzeba włożyć, by chociaż zapamiętać całą choreografię.

 

A co najbardziej lubisz w tym programie?

Całą ekipę, po prostu. I tancerze, i gwiazdy, i produkcja są tak świetnymi ludźmi...

Czy w związku z tym, że masz tyle zajęć i często po treningach do programu jesteś bardzo zmęczony, nie cierpi szkoła? Za rok matura... Rzuciłem szkołę, uczę się przez internet. Pierwszy egzamin mam dopiero za miesiąc.

Nie boisz się, że to jeszcze nie czas na zarabianie kasy?

Nie. Mnie to odpowiada. Ja już w wieku 13 lat stwierdziłem, że chcę się wyprowadzić z domu. Kocham swoich rodziców, mimo wszystko chciałem być niezależny. Dogadałem się z rodzicami, że będę odpowiedzialny. I byłem. Na wszystkie castingi jeździłem sam, do Poznania, Warszawy. Moją szczepionką przeciwko zepsuciu jest to, że ja się śmieję z show-biznesu. Poza tym ta wiedza, którą teraz zdobywam, też jest wartościowa. To jest przecież wiedza o życiu.

Za partnerkę masz wspaniałą osobę – Janję. Ona Cię trochę pilnuje?

To moja przyjaciółka ukochana. My się przyjaźnimy już od czterech lat, od czasu gdy mój brat tańczył z nią cztery lata temu, był w edycji. Kiedy dostałem propozycję zatańczenia w „Dancing with the Stars. Tańcu z Gwiazdami”, to powiedziałem, że nie chcę tańczyć z nikim innym, tylko z nią. Ona jest jak siostra, której nie mam. Doskonale się rozumiemy. Jest aniołem. Zawsze mogę do niej przyjść i się poradzić. Mówię jej o każdej sytuacji, o każdej miłostce. I ona mi zawsze radzi. Albo opowiada sytuacje ze swojego życia, które mogłyby mi w jakiś sposób pomóc.

Mówisz „miłostki” – nie masz jeszcze stałej dziewczyny?

Nie. Boję się, że umrę z kotami. (śmiech) Już widzę, jak będzie ciężko mieć dziewczynę... To, czego obawiam się teraz, to to, czy rozpoznam, czy dana osoba jest ze mną, bo fajnie się dogadujemy, bo lubimy ze sobą spędzać czas, czy też dlatego, że nazywam się Dawid Kwiatkowski. Najgłupsze jest to, że w grę wchodzą też pieniądze. Dotąd tylko w filmach widziałem sytuacje, w których dziewczyna chce być z kimś tylko dlatego, że on ma hajs. Ludzie spodziewają się, że już sam na siebie zarabiam i że pewnie mam jakieś góry złota. I dostaję propozycję: „Jestem piękna. Spotkaj się ze mną, a latem polecimy na Malediwy”. (śmiech) Boże, co za obcy mi świat!

A jak wygląda Twój dzień?

Rano chodzę na siłownię, potem do 16 mam trening do „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”. Po treningu spotkania, pisanie, komponowanie. O 24 jestem wolny.

A czas na naukę kiedy?

No właśnie...