Izabela Jąderek to znana i ceniona polska seksuolog. Postanowiliśmy zaprosić ją do kampanii #dbamogłowę, bo mamy poczucie, że w Polsce bardzo mało mówi się o seksie w kontekście edukacyjnym. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Sandra Hajduk: Zacznę dosyć bezpośrednio: czy my, Polki i Polacy, znamy się na seksie? Czy tylko nam się tak wydaje? Jaki jest seks Polaków?

Izabela Jąderek:  To zależy, jak zdefiniujemy po pierwsze określenie "znać się", a po drugie "seks". Jeśli wziąć "znać się" jako oznaczenie że wiem, jak seks wygląda i jak przebiega, to pewnie tak. Ale jeśli rozszerzyć to na kwestie związane z czynnikami na seks wpływającymi, na przyczyny, dla których był seks, a potem nie wiadomo dlaczego tego seksu nie ma, jak realizować swoje potrzeby i jak je komunikować, żeby każdej zainteresowanej stronie było dobrze, co robi z nami wstyd, lęk, przekonania o sobie, stosunek do ciała, to powiedziałabym, że nie. Z samym seksem jest podobnie - to nie tylko aktywność penetracyjna pochwa-penis, a niestety tak seks najczęściej rozumiemy, ale szereg podejmowanych aktywności pomiędzy zainteresowanymi stronami, które dają przyjemność. To równoległe dawanie i branie, zmysłowość, odczuwanie i umiejętność zaspokajania swoich potrzeb, postrzeganie siebie ze swoją kobiecością lub męskością, z rolą seksualną.Jaki jest trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo na różnych etapach życia seks będzie inny. Inny, kiedy się wchodzi w relację, kiedy pojawiają się dzieci, kiedy jest stres i podporządkowanie intensywnemu rytmowi dnia, jeszcze inny kiedy chorujemy, inny jak staramy się o dziecko a to nie wychodzi, a jeszcze inny kiedy czujemy się w związku szczęśliwi i mamy wrażenie, że niczego nam nie brakuje. Jeszcze inny będzie seks bardzo młodych ludzi, którzy dopiero poznają siebie i swoje ciała, albo seks seniorów, którzy często chcą seks mieć, a skarżą się brak partnera. Pewnych odpowiedzi dostarczają statystyki. Polacy skarżą się na chroniczne przemęczenie, stres, dużą ilość obowiązków - to niezbyt korzystne warunki na seksualne uniesienia, mamy liczne informacje o dysfunkcjach seksualnych - obniżeniu ochoty na seks i u kobiet, i u mężczyzn, trudności z osiągnięciem orgazmu, problemach z erekcją lub wytryskiem u mężczyzn. W zależności od rodzaju dysfunkcji w populacji Polek i Polaków liczby te mogą osiągać nawet powyżej 30%. Co trzecia, czwarta osoba w Polsce mająca trudność w funkcjonowaniu seksualnym, to bardzo dużo.

Czy z Pani obserwacji w gabinecie wynika, że otworzyliśmy się bardziej na rozmowę o naszej seksualności? I - jeśli tak jest - co wpłynęło na zmianę w naszym podejściu do tego tematu?

Do gabinetu psychologa i seksuologa najczęściej przychodzą właśnie te osoby, które mają trudność z porozumieniem się, które doświadczają jakiejś trudności dotyczącej seksu. Poszukują samodzielnie rozwiązania, ale często nie mogą go odnaleźć i tak trafiają do specjalisty. Nie mniej, seks zwykle jest tabu. A rozmowa o nim szczególnie. Mówi się, że można go robić, ale niespecjalnie warto o nim mówić. Komunikacja o seksualności jest sztuką, której w gabinecie wiele par ma okazję się uczyć, ale do samej rozmowy nie wystarcza tylko umiejętność słuchania. Nasza seksualność wykracza poza ramy wygłaszania potrzeb i możliwości ich zrealizowania. To również poznawanie postrzegania i ekspresji swojej kobiecości, męskości, swoich potrzeb i pragnień, umiejętność wyrażania uczuć i przyjmowania ich od strony partnera, to również umiejętność zachowania równowagi pomiędzy braniem a dawaniem i przyglądanie się naszemu stosunkowi do tego, relacji jaką mamy do przyjemności - zaspokajanie jej lub sabotowanie. To są też tematy, o których rozmawia się w gabinecie, a które mają ogromny wpływ na to, jaki seks ktoś ma. Wiec jeśli spojrzeć na doświadczenia gabinetowe - to po zapotrzebowaniu na pomoc seksuologiczną widzę, że coraz więcej osób chce poznać i lepiej rozumieć siebie i swoją seksualność, że staje się to wartością w ich życiu. Ale nie zapominajmy również, że osoby w gabinecie czy na warsztatach z rozwoju własnej seksualności to jest pewna część populacji tylko, jest druga, która z takiej pomocy nigdy się skorzysta.

Jak ważny jest seks dla zdrowia psychicznego?

Jeśli seks jest wartością w naszym życiu, jeśli widzimy się, jako osoby seksualne - a nie wszyscy jesteśmy w tej grupie, bo są też osoby aseksualne - to bardzo ważny. Udane, spełnione, satysfakcjonujące życie seksualne to energia i zastrzyk tak przyjemnych doznań, że chce się je powtarzać. Dla wielu to nieporównywalne  z niczym poczucie jedności, bliskości, jednej z największych form intymności, fizyczne wyrażenie uczuć do partnera. Dobry seks napędza do działania, podnosi nam energię i zwiększa witalność. Dzięki niemu czujemy się chciani, pożądani, atrakcyjni, a to wpływa na sposób w jaki myślimy o sobie. Podnosi subiektywnie ocenianą jakość życia. Podczas aktywności seksualnej wydzielają się liczne składniki, koktajl z neuroprzekaźników, poprawiających nam nastrój, redukujących stres i napięcie, sprzyjających budowaniu więzi.

Czy chętniej odwiedzamy gabinet seksuologa w pojedynkę czy w parach? Jaki problem dominuje jeśli chodzi o te najczęściej podejmowane w Pani gabinecie?

W moim gabinecie obecnie większość stanowią osoby pracujące indywidualnie, około 1/3 to pary, choć okresowo proporcje się zmieniają. Indywidualnie przychodzą i kobiety, i mężczyźni, pary zarówno różnopłciowe, jaki i jednopłciowe. Ale niektórzy terapeuci pracują wyłącznie z osobami indywidualnymi, inni głownie z parami. Odnośnie do problemów, to każda z osób korzystająca z terapii w pewien właściwy dla siebie sposób doświadcza cierpienia, chce coś lepiej zrozumieć, zmienić i poprawić jakość swojego życia w - w tym również seksualnego. To jest różnie definiowane. W kontekście seksu, to pod spodem pierwotnie zgłoszonego problemu z seksem zwykle leżą inne trudności - najczęściej związane z jakością relacji jako takiej, ale tez te osobiste, a zatem wpływające na seks. Seks jest takim papierkiem lakmusowym związku - często po tej właśnie aktywności lub jej braku, zmianach, zaniku, można zauważyć jak zmienia się każda z osób będąca w relacji, co przeżywa, co się z nią dzieje, a także co w wyniku tych przeobrażeń manifestuje się w związku.

Sporo mówi się dziś o społeczności LGBT+ i dla wielu osób właśnie ten "plus" jest niejasny. Czy mogłybyśmy rozwinąć i wytłumaczyć pojęcia takie jak cisseksualność, panseksualność i im podobne, które budują definicję LGBT+ właśnie?

Plus oznacza włączenie do terminu / skrótu LGBT (utworzonego od grup: lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych) kolejnych grup.

A - to literka, pod którą kryją się, co nie znaczy ukrywają, osoby aseksualne, czyli w skrócie mówiąc, nie odczuwające potrzeby seksualnej, nie mających ochoty na seks i zwykle go nie uprawiających. Q - osoby queer, nie potrzebują i nie lubią określać się poprzez orientację seksualną lub tożsamość płciową. Czyli nie określają się poprzez przynależność do którejś z orientacji seksualnej lub poprzez tożsamość płciową.

I - to osoby interpłciowe, choć medycznie poprawniej jest powiedzieć interseksualne, czyli te, u których w obrębie płci biologicznej dochodzi do niezgodności (np. w obrębie gonad lub genitaliów). Są to osoby, które np. urodziły się z męskimi i żeńskimi cechami płciowymi lub tak wyglądającymi cechami płciowymi, których nie można określić jako męskie lub żeńskie. Może tak się zdarzyć, że cechy interseksualne będą widoczne zaraz po urodzeniu, inne dopiero przy dojrzewaniu.

P - to osoby panseksualne, czyli osoby, których pociąg seksualny nie jest zależny od płci, tożsamości płciowej, czy orientacji seksualnej osoby. Osoby panseksualne często podkreślają, że dla nich liczy się "człowiek" i że relacja wykracza daleko poza binarne rozumienie płci lub podział na orientacje seksualne.

Cispłciowość - to zgodność pomiędzy psychicznym poczuciem płci, a płcią biologiczno-metrykalną, w odróżnieniu od pojęcia transpłciowości, które odnosi się do osób, których poczucie płci nie jest tożsame z nadaną im płcią metrykalną.

 

Jakie jest Pani jako eksperta zdanie w kwestii edukacji seksualnej najmłodszych? Kiedy powinna się ona zaczynać i jak wyglądać?

Edukacja seksualna, czy opiekun tego chce, czy nie chce, zaczyna się już od narodzin dziecka i od sposobu zajmowania się nim: czy i jak odpowiada na jego potrzeby, jak reaguje na dziecko, jakie ma wyobrażenia na temat chłopca a jakie wobec dziewczynki i jak wprowadza je wychowanie. Kiedy dziecko zaczyna rosnąć i zaczyna być ciekawe otaczającego je świata, od tego, jak rodzic odpowiada na pytania: skąd się wziąłem, a jak powstaje dziecko w brzuchu mamy, a jak się stamtąd wydostaje. Ma miejsce już wtedy kiedy dziecko widzi, jak rodzice się do siebie odnoszą, czy przytulają, jak się traktują, jak nazywają narządy płciowe dziecka, jaki mają stosunek do swojej nagości, czy nagości dziecka, jak reagują kiedy słyszą coś dotyczącego seksualności w radiu lub w telewizji, a dziecko to słyszy. To wszystko są elementy wychowania seksualnego, choć wolimy w ten sposób o tym nie myśleć. Dziecko nasiąka tymi treściami zapamiętując je i na ich podstawie tworząc sobie obraz relacji, ciała, języka, siebie - czyli wszystkiego co jest związane z płcią.

Edukacja seksualna to ogół działań i treści przekazywanych i werbalne, i pozawerbalnie, które są związane z płcią. Na przykład wiedzę należy przekazywać dziecku wyprzedzająco w stosunku do wieku dziecka, ale postaw i reakcji dziecko uczy się cały czas. I tak, są tematy, z którymi nie powinno się czekać:  już w przedszkolu należy uczyć dziecko granic swojego ciała, należy powiedzieć mu, kto i gdzie je może dotykać, a komu robić tego nie wolno, należy uczyć intymności swojej i szacunku do intymności innych dzieci. Poruszać tematy - adekwatnie do wieku dziecka - związane z budowaniem relacji. Dzieci już w tym wieku przyswajają normy społeczne i kulturowe, idąc do szkoły mają wyrobiony swój pierwszy obraz świata, różnic pomiędzy płciami. Jeśli chodzi o sam przedmiot edukacji seksualnej, to takowego w szkołach nie ma. Istnieje wychowanie do życia w rodzinie, które w żaden sposób nie spełnia tych kryteriów. A zajęcia mogłyby być przeprowadzane już od pierwszych klas szkół podstawowych i zawierać elementy asertywności, czyli rozpoznawania granic fizycznych, mówienia o swoich potrzebach, o uczuciach, budowy ciała, fizjologii. Edukacja seksualna powinna wyprzedzać zmiany związane z dojrzewaniem biologicznym, z poszczególnymi etapami rozwoju - dzieci powinny wiedzieć czego mogą się spodziewać, jak będą się rozwijać, jak zmieni się ich ciało i jak będzie funkcjonować, jak o nie dbać. Każdy ma prawo wiedzieć więcej o zjawiskach, które dotyczą jego ciała, relacji, zachowania poczucia bezpieczeństwa - swojego i innych.  Zajęcia w szkołach to mieszanka rożnych narzędzi dydaktycznych.

Z mojej wiedzy, wykwalifikowane osoby prowadzące zajęcia z edukacji seksualnej prowadzą zajęcia dość podobnie: czyli są elementy wykładu - czyli trzeba przekazać wiedzę, znormalizować, wyjaśnić, uspokoić; są dyskusje, dzieli się uczniów na grupy i proponuje im się różne ćwiczenia później je omawiając. Zostawia się wydrukowane materiały, np. o antykoncepcji i z ich podziałem. Trzeba zacząć od przedstawienia się, ja zawsze nawiązuję kontakt z grupą, mówię o czym będziemy dzisiaj rozmawiać, przedstawiam temat zajęć. Potem zwykle, jest burza mózgów - np. zadaję pytanie, jak rozumieją słowo dojrzewanie albo co wiedzą o antykoncepcji lub zachowaniach seksualnych. Edukacja seksualna musi być również interdyscyplinarna. Poza aspektami związanymi z anatomią i fizjologią, edukator powinien poruszać problematykę tego, czym jest poczucie bezpieczeństwa w relacjach i seksie, jak wchodzić w bliski intymny kontakt z drugą osobą. Wyjaśniać, jak stawiać granice i co robić, gdy ktoś próbuje je przekroczyć. Rozmawiać o tym, jak religia, rodzina i kultura wpływają na postrzeganie seksualności i zachowanie. Podejmować tematy związane ze zdrowiem i antykoncepcją. I edukować na temat różnorodności. Dobra edukacja poszerza tolerancję wobec różnych przejawów seksualności, uczy szacunku dla drugiej osoby.

Do jakich zaburzeń seksualnych wpływających na relację może doprowadzić niesatysfakcjonujący seks?

Zaczyna się w głowie, bo w niej są ulokowane nasze przekonania na temat siebie, na temat kobiet, mężczyzn, naszych ról, nasze obawy, nasze lęki, nasz wstyd, nasze uprzedzenia i - co szczególnie ważne w przypadku kobiet - nasza kontrola.W głowie i w naszych emocjach mamy zapisane nasze motywacje do podjęcia aktywności seksualnej, obraz własny, obraz partnera, nasze wcześniejsze doświadczenia.  Ale seks to też jest ciało - i poprzez to ciało doświadczamy - lub nie - przyjemności, satysfakcji, spełnienia, poprzez ciało możemy się zanurzyć w sobie, w partnerze, zapomnieć się. I te dwa elementy grają ze sobą w jednej drużynie i do jednej bramki - np. bez puszczenia kontroli z głowy można nie przeżyć orgazmu, na który przecież pozwalamy sobie i przeżywamy go poprzez ciało, lęk siedzący w głowie wpływa np. na brak erekcji, a napięcie - które objawia się i w umyśle, i w ciele, uniemożliwi kobietom uprawianie seksu z penetracją w wyniku bólu lub zaciśnięcia mięśni pochwy. Patrząc na statystyki, osób cierpiących z powodu dysfunkcji na tle seksualnym jest bardzo dużo - prawie 40% mężczyzn ma przedwczesny wytrysk, im starszy mężczyzna tym większe ryzyko zaburzeń erekcji, które wzrasta jeszcze wraz z obecnością chorób przewlekłych, takich jak cukrzyca, nadciśnienie, choroby prostaty. Sprawy nie ułatwia stres, przemęczenie, ciągłe napięcie. Podobnie sprawa ma się u kobiet – ponad 30% kobiet ma obniżone potrzeby seksualne lub je straciło. Mam wrażenie, że ciało w terapii - zwłaszcza terapii różnych problemów seksualnych - jest często zaniedbywane. Tymczasem są w nim zapisane uczucia i przeżycia - widać to np. w badaniach przeprowadzanych wśród kobiet - u części z nich nie ma zgodności pomiędzy deklarowanym pobudzeniem seksualnym a reakcją narządów płciowych, czyli lubrykacją. Więc, jak Pani widzi, nie da się oddzielić jednego od drugiego.Brak seksu lub różnice w jego zapotrzebowaniu pomiędzy partnerami, to najczęściej rodząca się i nawarstwiana frustracja, bolesne i dotkliwe poczucie odrzucenia. Część par próbuje o niego się starać, a inne związki kończą się np. rozstaniem. Seks jest istotnym elementem relacji, choć dość często próbuje się jego znaczenie umniejszyć.

Co sądzi Pani o narzędziach, które ułatwiają poznanie tzw. "sex buddy", czyli Tinderze i jemu podobnych? Czy wybraliśmy w ten sposób drogę "na skróty", czy każdy sposób jest dobry, by spełniać się w tak ważnej dziedzinie życia, jaką jest seks?

Każde narzędzie możemy wykorzystać tak, żeby nam służyło, ale i tak, że można nim sobie zrobić krzywdę. Wiele osób skarży się, że w ich towarzystwie są zawsze te same osoby albo że, z różnych powodów, są samotni. Aplikacje więc dają świetną możliwość poznania nowych osób i szybkiego spotkania. Dlaczego zatem nie próbować szukać w takich miejscach? I na co czekać? Na Tinderze, tak samo jak na imprezie klubowej lub domówce, można poznać kogoś na związek, i kogoś na jednorazowy seks. To przekonania nam coś utrudniają - że "w Internecie to już wstyd i desperacja", że "normalni ludzie nie siedzą w Internecie", że na domówce jest zawsze bezpieczniej. Ilu ludzi, tyle różnych motywacji do uprawiania seksu i tyle różnych znaczeń na niego. Dla części osób seks jest elementem relacji, jest czymś co wzbogaca, co łączy, jest wymianą, która może się zadziać wyłącznie w związku, inni traktują go bardziej fizycznie - jako redukcję napięcia, jako potrzebę zaspokojenia pobudzenia seksualnego lub pożądania, niekoniecznie ukierunkowanego na jedną, wybraną osobę, ale po prostu na bodziec będący w danej chwili atrakcyjny.

Chciałabym chwilę naszej rozmowy poświęcić też kwestii uzależnienia od seksu. Jak każdy, również ten nałóg ma gdzieś swój początek. Dokąd zazwyczaj prowadzi Panią analiza seksoholizmu u pacjenta?

W nauce raczej nie mówimy już o seksoholizmie, tylko o hipserseksualności lub kompulsywnych zachowaniach seksualnych. Te określenia precyzyjniej opisują to zjawisko. Na temat hiperseksualności, choć to zjawisko jest dość różnorodne i wśród badaczy zajmujących się tematem w niektórych kwestiach zgody nie ma, wiadomo już całkiem sporo. Na przykład to, że osoba hiperseksualna, którą cechuje wysokie nasilenie lęku, będzie poszukiwać seksu w celach odreagowania, odczucia ulgi, redukcji napięcia. Dla części pacjentów aktywność seksualna jest formą regulowania bliskości, kompensuje się w ten sposób obniżone poczucie własnej wartości. Jeszcze inne osoby w ten sposób redukują napięcia dotyczące pamięci przeszłych zranień i urazów emocjonalnych. Niektórzy pacjenci nie potrafią regulować emocji w sposób prawidłowy i adekwatny do sytuacji i radzą sobie właśnie poprzez aktywność seksualną. Hiperseksualność, jak każdy inny problem dotyczący seksualności człowieka, powinien być poddany szczegółowej analizie specjalisty, diagnostyce i ocenie funkcjonowania pacjenta, aby koniec końców móc zaproponować mu dobrze przygotowaną terapię.

Tu znowu pytanie, które wymaga zapewne wielowątkowej odpowiedzi, ale z pewnością nurtuje ono wiele osób: jak wygląda leczenie seksoholizmu? Przecież tu, nie jak w przypadku alkoholizmu czy narkomanii, celem nie jest zupełna rezygnacja z "używki"…

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo każdy pacjent jest inny i dominujące mechanizmy powodujące określone zaburzenie powinny być poddane szczegółowej diagnostyce ze strony specjalisty. Podobnie zresztą, jak do każdego innego problemu. Każda osoba trafiająca do gabinetu specjalisty jest inna i uważny specjalista powinien dla każdego pacjenta przygotować inny model terapii uwzględniający całość jego życia psychicznego, sposoby wchodzenia w relacje, budowanie bliskości, sposoby regulowania emocji, ewentualne stosowanie środków psychoaktywnych, poprzednie doświadczenia seksualne i ewentualne urazy psychiczne, np. doświadczenia wykorzystania seksualnego.  Nie mniej, jest tak jak Pani mówi, celem nie jest rezygnacja z seksu, tylko to, aby pacjentowi seks nie służył jako kompulsywna forma radzenia sobie np. ze stresem, lękiem i odreagowania cierpienia, tylko, aby pełnił rolę więziotwórczą. Innymi słowy pacjent uczy się np. innych form radzenia sobie z uczuciami, przygląda się schematom wchodzenia w bliskie relacje, uczy się kontrolować swoje zachowania, uczy się samouspokajania, odraczania gratyfikacji. A kiedy możemy mówić o zdiagnozowaniu tego problemu? W naszej kulturze zwykło się mówić o kobietach, które uzależnione są od seksu w sposób "zmiękczający" temat, nimfomanki są bohaterkami książek, filmów, nie zaś uznawanymi za chore osoby. Nie wspominając już o stereotypowym podejściu do mężczyzn z tym problemem…

Kryteria hiperseksualności są dość jasno opisane. Ale jednak nadal społecznie, np. po prostu "za duża" ochota na seks lub po prostu większa od tej, którą my mamy, jest oceniana negatywnie, a takie osoby seksoholikami. Zdarza się, że niektóre osoby mający większą ochotę na seks niż ich współpartnerzy mają wrażenie, że "coś jest z nimi nie tak" i że powinni brać leki na obniżenie popędu. Wynika to głównie z braku wiedzy i odnoszenia czyjejś seksualności do własnych norm lub przekonań. No bo co to znaczy dużo? A co mało? Czy to że ktoś lubi seks i ma go codziennie to oznacza, że jest seksoholikiem? Lub jeśli nie jest z związku i ma seks z różnymi osobami, oznacza to samo? Często posługujemy się osobistą oceną czyjegoś zachowania, która zupełnie nie musi być adekwatna. Problematyczną aktywność seksualną, czyli w tym przypadku problematyczną hiperseksualność opisał w 2010 roku badacz Martin Kafka. Wskazał on, że przez 6 miesięcy, wyprzedająco do momentu podjęcia badania, określona osoba powinna doświadczać minimum trzech objawów spośród: poświęcanie dużej ilości czasu na fantazje lub zachowania seksualne i jednoczesnym ciągłym zaniedbywaniu innych ważnych zadań nie związanych z seksem, powtarzającego się zaangażowania w zachowania i fantazje seksualne w odpowiedzi na nieprzyjemne emocje takie jak lęk i smutek lub stres, nieskuteczna próba kontroli lub zredukowania zachowań i fantazji, a także powtarzające się zaangażowanie w zachowanie i fantazje seksualne nie zwracając uwagi na np. towarzyszące tym aktywnościom ryzyko emocjonalne. Do tego również ta aktywność seksualna powinna wiązać się z subiektywnie przeżywanym stresem, trudnościami w relacjach, zaniedbywaniu pracy.

Mówiąc o seksie trudno nie wspomnieć o pornografii. Potrzebna czy zbędna? Pomocna czy krzywdząca?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. W wielu środowiskach stosunek do niej jest zerojedynkowy, ale dla części osób oraz ich życia seksualnego nie stanowi ona zagrożenia. Zależy to od kilku zmiennych. Młodym osobom przed inicjacją seksualną, które chcą zobaczyć jak wygląda seks i budowanie relacji erotycznych, oglądanie pornografii może zagrażać. Z dużym prawdopodobieństwem wyrobią sobie przekonanie, że to, co widzą w filmach to prawdziwa relacja, że kobiety traktuje się przedmiotowo, używa się wobec nich przemocy, a seks jest pozbawiony uczuć.

Inną kwestia jest podejście osób dorosłych i dojrzałych do pornografii. Osoba dojrzała, z własnymi, wyrobionymi przez lata przekonaniami, która wie, co lubi, co jej się podoba, oglądając ją, może rozbudzić wyobraźnię erotyczną, wprowadzić element ekscytacji, nowości do związku. Część par ogląda filmy pornograficzne razem. W takich sytuacjach pornografia może pomóc związkowi a nie mu zagrozić. Zdarza się, że terapeuci zalecają  parom oglądanie pornografii, ale - żeby była jasność - nie chodzi o mainstreamowe porno, a jego alternatywne formy - tak zwane "porno dla kobiet", a więc to, w którym jest więcej gry wstępnej, relacji, czułości, gdzie seks jest konsensualny, gdzie ludzie wyglądają tak jak w rzeczywistości, mają różne kształty, ograniczenie sprawności, kolor skóry, orientacje seksualne. Trzeba tylko zaznaczyć, że nigdy nie chodzi o bezrefleksyjne oglądanie takich treści. Coś takiego może pomóc parze zwiększyć bliskość. Nie rozwiąże co prawda problemów komunikacyjnych, ale może urozmaicić życie erotyczne. I partnerzy mogą zacząć o seksie rozmawiać.

Zresztą pornografię oglądamy: na co dzień nie mówimy tyle o seksie i jesteśmy pruderyjni, a jesteśmy w czołówce jeśli chodzi o użytkowników pornografii. Potrafimy ganić - kobiety, mężczyzn - za otwarte mówienie o pornografii, a jesteśmy w światowej czołówce.

 

Ekspert Gala.pl:

Izabela Jąderek - psycholog, psychoterapeuta, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, psychoseksuolog Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej i Europejskiej Federacji Seksuologicznej, certyfikowany doradca ds. HIV/AIDS Krajowego Centrum ds. AIDS.