Sylwester Wilk nie sięga po alkohol i inne używki już od czterech lat. Nie ukrywa jednak, że początkowy okres wychodzenia z nałogu to była dla niego prawdziwa męczarnia. Choć terapia bardzo mu pomogła, to przypomina, że uzależnienie to choroba nieuleczalna.

Sandra Hajduk: Od czego jesteś uzależniony?

Sylwester Wilk: Jestem osobą ze stwierdzoną skłonnością do uzależnień, więc można powiedzieć, że potrafię się uzależnić od wszystkiego. Najgroźniejsze z moich uzależnień to oczywiście alkohol, narkotyki i leki. Natomiast do nich doliczyć można także uzależnienia tj. palenie (nikotyna), kawa (kofeina) słodycze (cukier), internet, które jednak nie zagrażają bezpośrednio mojemu życiu. Wyróżniam także u siebie zachowania kompulsywne, które same w sobie ciężko nazwać uzależnieniem, ale ich schemat działania jest bardzo podobny. Takie zachowanie to np. branie prysznica, oglądanie seriali czy nawet trening.

Chcę zapytać o moment kluczowy, o chwilę, kiedy zrozumiałeś, że masz problem z używkami. Pamiętasz ją?

Osoba uzależniona zazwyczaj nie dostrzega momentu, w którym przekracza granicę, za którą nie ma już powrotu. Było wiele momentów, w których moje uzależnienie można było dostrzec gołym okiem. Pierwsza wizyta w szpitalu psychiatrycznym, pierwsze próby leczenia, pierwszy detoks, czy samo wyrzucenie mnie z domu przez rodziców. Ja sam miałem już świadomość swojej choroby na długo przed tym jak podjąłem leczenie, lecz ciężko mi jednoznacznie wskazać moment, w którym zrozumiałem, że jestem chory.

A czy pamiętasz moment, w którym pierwszy raz sięgnąłeś po narkotyki?

Oczywiście, że tak. Tego chyba nigdy się nie zapomina. Pierwszy raz zapaliłem zioło w gimnazjum, jak miałem jakieś 13 lat. Natomiast pierwszy raz wciągałem mając 15/16lat. Warto jednak zaznaczać, że moje skłonności miałem od zawsze o czym świadczy fakt, że pierwsze papierosy paliłem jak miałem ok 9 lat, a pierwszy alkohol piłem mając ok 10 lat. Te tendencje były u mnie zawsze, tylko im byłem starszy tym bardziej dawały o sobie znać, a ja tym samym na więcej sobie pozwalałem.

Co jest najgorszą rzeczą, którą dał Ci nałóg?

Wydaje mi się, że choroba sama w sobie, która jest ogromnym obciążeniem na resztę życia. Na tym etapie warto zaznaczyć, że uzależnienie tj. alkoholizm, narkomania czy lekomania są chorobami śmiertelnymi i nieuleczalnymi. To oznacza, że ta choroba zostanie ze mną już na zawsze, a ja mogę jedynie nieustannie pracować nad sobą, żeby móc ją kontrolować jednocześnie nie pozwalając na to, żeby ona kontrolowała mnie.

Jednak jeśli chodzi o największe straty jakie poniosłem to wydaje mi się, że straciłem najcenniejsza rzecz jaką jest czas. Najbardziej jest mi żal tych straconych lat, które mogłem wykorzystać w zupełnie inny, bardziej konstruktywny sposób.

Jednak jestem osobą, która nigdy nie skupia się na tym co było tylko na tym jak jest teraz i jak może być kiedyś.

Dlatego wewnątrz siebie nie czuję żalu. Było co było, działo się dużo niefajnych rzeczy, ale prawda jest taka, że bez tego nie byłbym tu gdzie jestem teraz. Pogodziłem się z przeszłością i swoje słabości przekułem w siłę.

Był czas, kiedy z powodu uzależnienia znalazłeś się na ulicy. Za czym tęskniłeś wtedy najbardziej?

Największym paradoksem w moim (ale nie tylko moim) przypadku było to, że zacząłem pić i brać dla akceptacji otoczenia. Zawsze byłem bardzo towarzyską osobą, a imprezy pomagały w nawiązywaniu nowych znajomości. Niestety gdy utraciłem kontrolę nad swoim życiem wszyscy zaczęli się ode mnie odwracać. Nikt nie chciał mieć kolegi, przyjaciela czy chłopaka narkomana. Finalnie zostałem sam. I ta samotność była najbardziej dotkliwa. Tęskniłem za domem, za normalnymi relacjami z rodziną i znajomymi. Niestety wiedziałem, że dopóki nie podejmę terapii nic się w tym zakresie nie zmieni.

Terapia jest momentem zwrotnym w życiu każdej uzależnionej osoby. Jak zaczęła się Twoja przygoda z odwykiem? Kiedy uznałeś, że musisz zgłosić się po pomoc?

Miałem kilka prób leczenia, takich raczej wymuszonych przez moich rodziców. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Samodzielnie podjąłem decyzję o podjęciu terapii dopiero w momencie gdy zrozumiałem, że wszystkie otaczające mnie osoby to tylko koledzy do picia i ćpania i że tak naprawdę to nie mam już nikogo. Trafiłem na detoks do Radomia gdzie spędziłem 2 tygodnie, a następnie do ośrodka odwykowego Monar w Lipiance. Niestety po kilku latach spędzonych na ulicy byłem tak bardzo zbuntowany, że utrzymałem się w ośrodku przez 3 miesiące zanim zostałem z niego wyrzucony. Po przekroczeniu bramy wyjściowej zrozumiałem, że jestem bardzo bliski powrotu do życia od którego właśnie próbowałem uciec. Strach, który czułem sprawił, że bardzo szybko znalazłem się na kolejnej terapii, tym razem w ośrodku leczenia uzależnień. Dwa razy w tygodniu chodziłem na terapię grupową, raz w tygodniu chodziłem na sesje indywidualne. Terapię grupową zakończyłem po dwóch latach, natomiast indywidualną terapię z terapeutą skończyłem pół roku później.

Udowodniłeś, że jesteś niezwykle silną (fizycznie i psychicznie) osobą. Zawsze taki byłeś?

Nie sądzę. Od dzieciństwa miałem zawsze dużo energii i wszędzie było mnie pełno. Chyba dlatego rodzice pchali mnie w sport. Zawsze miałem trudny charakter. Nie chciałem żeby mi dokuczali w szkole, więc to ja dokuczałem innym. W swojej grupie zawsze byłem liderem. To wszystko się w pewien sposób ze sobą łączy. Sport na pewno dał mi sporo pewności siebie. Jednak uważam, że to właśnie te trudne rzeczy, których doświadczyłem w swoim życiu ukształtowały mój charakter. Najpierw dom dziecka czyli porzucenie, z którym nie mogłem sobie poradzić. Potem walka o bycie najlepszym, zarówno w sporcie jak i na podwórku. Całe zło, którego doświadczyłem żyjąc na ulicy. Wypadek. To wszystko mnie kształtowało i w perspektywie czasu wzmacniało mnie jako człowieka.

Los doświadczył Cię znowu, gdy uległeś wypadkowi. Trudno wyobrazić sobie, co czuje pasjonat biegania, który traci nogę. Czy nie bałeś się, że w związku z takim ciosem nałóg wróci?

Wypadek wydarzył się 2 miesiące po tym jak zdobyłem swój pierwszy w życiu medal na Mistrzostwach Europy. Pierwsza moja myśl po zobaczeniu jak wygląda moja noga to "Mam jeszcze zawody w tym roku". Najbardziej mi zależało na tym, żeby móc wrócić do sportu. Jednak było to też dość trudne zdarzenie dla mnie pod kątem mojej choroby. Jak tylko przyjechała karetka poinformowałem ratowników, że jestem uzależniony i że nie mogę przyjmować silnych leków. Jednak w sytuacji zagrożenia życia na niewiele się to zdało. Pierwszy raz od pięciu lat przyjąłem jakiekolwiek substancje psychoaktywne tj. morfina czy inne silne środki przeciwbólowe. O dziwo wyszedłem z tej sytuacji dość dobrze. Już drugiego dnia po wypadku, jak tylko doszedłem do siebie poinformowałem pielęgniarki i lekarzy na oddziale, że chce zejść ze wszystkich środków zagrażających mi jako osobie uzależnionej. Od tamtej pory przyjmowałem tylko paracetamol. Dla mojej choroby sytuacja ta była dość komfortowa bo równie dobrze mógłbym dać sobie przyzwolenie na przyjmowanie tych wszystkich leków. Jednak udało mi się nad tym zapanować. Ani w trakcie pobytu w szpitali, ani po powrocie do domu nie miałem myśli idących w stronę używek czy alkoholu. Byłem już na tyle silny, że potrafiłem odeprzeć jakiekolwiek ataki mojej choroby.

W swoim ostatnim poście na Instagramie pisałeś o chłopcu, który postanowił zmienić swoje życie. Dziś ten chłopiec jest już dojrzałym mężczyzną. Jaką radę dałbyś tym chłopcom - i dziewczynkom- którzy znajdują się w tym punkcie swojego życia, który Ty masz już za sobą?

Zacznijmy może od tego, że ja nie jestem osobą, która powinna dawać jakiekolwiek rady. Jest to jedna z podstawowych zasad, którą wyniosłem z terapii. Nie mam do tego żadnych uprawnień, gdyż nie jestem specjalistą. Mogę jedynie powiedzieć, że mi pomogła terapia. Z perspektywy czasu wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest samo podjęcie decyzji i zrobienie pierwszego kroku. Potem już jest z górki.

Skąd czerpiesz siłę na co dzień? I czy nadal pozostajesz w terapii?

Zawsze powtarzam, że całą pozytywną energię, którą mam czerpię od ludzi, którymi się otaczam. Przez ostatnie 5 lat poznawałem różnych ludzi budując mocną grupę wsparcia. Dziś otaczają mnie przyjaciele, ludzie o różnych pasjach. Całkowicie odciąłem się od osób z negatywną energią. Zakończyłem wszystkie toksyczne relacje. Łatwiej mi się funkcjonuje, gdy wiem że mam dla kogo to robić. Mam cudowną relację z rodzicami. Mam wspaniałą dziewczynę, która mnie wspiera. Mam drużynę sportową, którą sam założyłem a jej członkowie wspierają mnie we wszystkich moich działaniach. Ja jestem dla nich, a oni dla mnie. Dziś nie jestem już samotny i wcale nie potrzebuje alkoholu i narkotyków, żeby tak było.

Aktualnie nie potrzebuję już terapii uzależnień. Zamierzam jednak pójść na kolejną terapię, aby załatwić niektóre niepozamykane tematy w mojej głowie.

ZOBACZ TEŻ: "Depresja to cierpienie zalewające duszę. Nie da się tego udawać" - rozmowa z dr Andrzejem Silczukiem