Dean Schneider na Instagramie jest obserwowany przez ponad 6 milionów osób. Jego niesamowite fotografie i nagrania wideo zachwyciły internautów. Dla Deana jego afrykańska przygoda to jednak nie tylko poruszające zdjęcia. Jak sam tłumaczy, ma misję, którą jest ratowanie zwierząt z niewoli.

Kim jest Dean Schneider?

27-latek wyprowadził się ze Szwajcarii do Afryki dwa lata temu. Wcześniej pracował w finansach, miał własną firmę, w której zatrudniał 45 osób. Mężczyzna kupił ponad 300-hektarowe gospodarstwo na południu Afryki i założył klub Hakuna Mipaka, w którym opiekuję się odratowanymi z niewoli lwami, zebrami czy hienami. Zwierzęta trafiają do niego wyrwane z rąk nielegalnych handlarzy.

Nie było mi łatwo zostawić rodzinę. Mama jest jedną z najważniejszych dla mnie osób na planecie - pisał jakiś czas temu. Moją życiową misją jest dotarcie do jak największej liczby ludzi. Chcę edukować ich na temat dzikiej fauny oraz piękna królestwa zwierząt. Wierzę, że moc wiedzy i pasji jest w stanie zmienić świadomość ludzi oraz uratować dziką przyrodę - zaznacza.

Dean nauczył się obchodzenia z dzikimi zwierzętami. Jak podkreśla, lwy i małpy nie zostały stworzone, by być maskotkami dla ludzi, jednak mężczyzna nauczył się zbliżać do zwierząt, gdy zaczął opiekować się nimi. Lew Dexter czy hiena Chucky to jego najbliżsi przyjaciele.

Chciałbym uczulić ludzi na los wszystkich zwierząt, a nie tylko tych, które mam u siebie - mówił jakiś czas temu w wywiadzie dla "Dzień Dobry TVN". Mężczyzna podkreśla, że klub nie ma być biznesem, a pasją, w którą zaangażowani są wolontariusze.

Schneider podkreśla, że życie w bliskiej relacji z dzikimi zwierzętami ma również ciemne strony. Na swoim profilu pokazuje poważne zadrapania, a czasem rany, które wyrządzają bawiące się z nim drapieżniki.

Zabawa to jedno, ale bywam też w sytuacjach, które mogą zagrażać życiu. Dlatego nie lubię promować mojej działalności jako "zabawy" z lwami - twierdzi. Gdybym zaczął traktować to jako zabawę, musiałbym przestać to robić - dodaje.