Muzyka jest jak dobry seks: pozwala odpłynąć, wejść w trans. Gdy gram, nie myślę o tym, że pochowałam męża, że jestem sama, że mam tyle lat, ile mam”, mówi DJ Wika. W jej kolekcji tysięcy płyt, obok hitów z lat 70., można znaleźć electro i house. Dzięki muzyce 20 lat temu narodziła się na nowo. „Urządziłam potańcówkę w klubie seniora, a potem grałam dla seniorów w warszawskim klubie Bolek. Zaczęły przychodzić tłumy, nie tylko starszych osób”, opowiada Wika.

Teraz koncertuje w całej Polsce, a coraz częściej pojawiają się propozycje z zagranicy. Ale najbardziej dumna jest z tego, że promuje emerytów. Dwa lata temu zorganizowała pierwszą Paradę Seniorów, podczas której dziesięć tysięcy osób przeszło ulicami Warszawy. 25 czerwca odbędzie się trzecia Parada. „Wszyscy myślą, że na starość trzeba zajmować się wnukami, a ja pokazałam, że po siedemdziesiątce można realizować własne marzenia. Nie ukrywam wieku, nie muszę iść się naciągnąć, żeby czuć się atrakcyjnie”, mówi Wirginia Szmyt. 

Urodziła się w Wilnie, gdy wybuchła wojna, cudem uniknęła śmierci. Ukrywała się z matką u dziadka w Podświlu na terenie dzisiejszej Białorusi. Po nim odziedziczyła miłość do muzyki. „Dziadek był kolejarzem, ale w jego domu każdy musiał na czymś grać”, opowiada Wika. Losów ojca z tego okresu nigdy do końca nie poznała. Dzieciństwo Wiki to wieczna tułaczka. „Było to związane z częstymi zmianami pracy taty. Ojciec ukończył studia rolnicze i zarządzał majątkami, przed wojną m.in. marszałka Piłsudskiego w Pikieliszkach.

 

Po wojnie na Ziemiach Odzyskanych nie mógł się odnaleźć. Niekompetencje partyjnych urzędników tak go irytowały, że w ciągu jednego dnia potrafił spakować rzeczy i szukać pracy gdzie indziej. Ludzie zawsze szli za nim”, opowiada Wika. Niedługo po maturze Wika wyszła za mąż i urodziła dwóch synów. Nie chciała rezygnować z pasji, którą była pedagogika. Skończyła studia i w Poznaniu, do którego przeniosła się z mężem, uczyła w szkole specjalnej, a potem przez 30 lat w poprawczaku. W końcu została dyrektorem tej placówki. „Przepracowałam pół życia z bardzo trudną młodzieżą, to powołanie, które wymaga pracy nad sobą”, mówi Wika. 

Miłością jej życia był drugi mąż, dyplomata, którego poznała w wieku 40 lat. Zamieszkała z nim na pięć lat w Szwajcarii. Zmarł pięć lat temu. Jej recepta na młodość? „Nigdy się nie nudzić. Gram, potrafię podkleić klepkę i zmienić uszczelkę. Brakuje mi tylko miłości, chciałabym z kimś pogadać, iść do kina albo do parku”, mówi Wika.