Chyba jeszcze nie byłaś w takiej sytuacji, żebyś nie miała chłopaka?

Nie. Odkąd skończyłam 14 lat.

I jak się czujesz jako singielka?

Nie wszystko wszystkim mówię. Nie mam OFICJALNEGO chłopaka. (śmiech)

To jest jakiś nieoficjalny?

Wyobraź sobie, że pracujesz w biurze. Masz trzy koleżanki, szefa, czterech asystentów, dwie panie, które sprzątają, dwie robią kawę. Czyli ogółem dwanaście osób. Wystarczy, że nie lubi cię połowa, ktoś za twoimi plecami intryguje, już czujesz obciążenie i ta zła energia jakoś na ciebie wpływa. To musi mieć gdzieś swoje odbicie. Dlatego im mniej mówisz, tym mniej ci zazdroszczą. A teraz wyobraź sobie, że to dwunastoosobowe biuro to jest kilkumilionowy kraj, a ja jestem tylko jedna. Przekonałam się, że funkcjonując w show-biznesie, trzeba zachować coś dla siebie, bo inaczej ten tłum cię rozszarpie.

Ale Ty, Doda? Od kiedy Ty zachowujesz coś dla siebie?

Odkąd straciłam trzy związki.

Zawsze wydawało mi się, że jesteś jedną z niewielu gwiazd – o ile nie jedyną – która nie przejmuje się tym, co piszą w tabloidach i na plotkarskich portalach.

Ja się mogę nie przejmować i nie przejmuję, show-biznes mnie wychowuje od 16. roku życia, a ja wychowuję show-biznes. Jestem jedyną osobą z branży, która nie czyta żadnych, ale to żadnych komentarzy, ale ta druga osoba – mój partner – tak. Mnie takie rzeczy zupełnie nie ruszają, ale każde-go normalnego człowieka, który żyje z osobą publiczną, dotykają. I ja wtedy muszę myśleć za tę drugą osobę. Kiedyś mówiłam takiemu facetowi: „Eee, nie masz jaj, weź, wyluzuj, daj spokój, to jacyś zazdrośnicy piszą!”. No tak, niby zazdrośnicy, ale każdy z tych facetów ma swoją rodzinę, która też nie chce głupio się uśmiechać w kiosku albo do sąsiadki i zaglądać z obawą do gazety. Dla „anonimów” przeglądanie tabloidów to ogłupiająca radocha, dla osób publicznych – udręka. Potem po każdym takim „newsie” jest kłótnia, stres, a ja ciągle muszę oczyszczać atmosferę, łagodzić, że te „literówki” to nie powód do awantur. I dlatego teraz postanowiłam pójść w drugą stronę. Nie mogę iść ciągle tą samą drogą, szczególnie że ona nie okazywała się dobra.

A z tym nowym facetem spotykasz się od dawna?

Nie... Chociaż w sumie... nie można powiedzieć, żebym miała długą przerwę po rozstaniu.

Nie umiesz być singielką.

Nie. Jestem „związkoholiczką”, przyznaję się do tego. I to jest paradoks całej sytuacji, bo lubię być sama we własnym mieszkaniu, mieć swój azyl, ale jednocześnie lubię życie w parze. Lubię to, że mam o kim myśleć, jak się budzę. Kiedy mam chwilę wolną, to chcę się do kogoś przytulić. Tyle. Jako singielka byłabym strasznie smutną osobą, ale za to wolną od wiecznych miłosnych rozterek, które kotłują się w mojej głowie jak nastolatce z pierwszym pryszczem:)

No ale publicznie nie możesz się z tym facetem pokazać, bo wszędzie, gdzie byś teraz poszła, to od razu...

Dlatego mam nową zasadę w związku: nie będę pokazywać się ze swoim facetem, ktokolwiek by to był.

A gdybyś się tak bardzo zakochała, potrafiłabyś rozbić cudzy związek?

Nigdy. Mam nawet taką zasadę, że nie biorę chłopaków po swoich koleżankach, byłych, obecnych ani przyszłych. Też wtedy, kiedy któraś z nich powie: „Wpadł mi ten facet w oko”, on od razu staje się dla mnie aseksualny i nawet na niego nie patrzę, skreślam go z listy. To jest dla mnie nieetyczne, nielojalne, nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek moja koleżanka spotykała się z moim byłym. Jeżeli którakolwiek przespałaby się z moim obecnym facetem,  o nie ręczę za siebie. Absolutnie nie mam klasy w takiej sytuacji. Robię plan półroczny, rozpisany na kartce, jak wykończyć taką osobę albo odwracam się na pięcie i uderzam ciosem 10 razy mocniejszym po wielu latach...

A zdarzyło się, że facet, który Ci się podobał, okazał się nie do zdobycia?

Nie. Kiedyś bardzo rozbawiła mnie plotka, że jedyny facet, który odmówił Dodzie, to Borys Szyc. Po pierwsze, mi nie odmówił, (śmiech) a po drugie, nie ma faceta nie do zdobycia. Tylko że ja nie zbieram trofeów. Jak już mam się angażować, to lubię wiedzieć, że to jest „osoba docelowa”, z którą będę mogła stworzyć relację i będziemy ze sobą parę lat.

Lubisz ten pierwszy etap: randkowania, zdobywania?

Nie. Męczy mnie to. Daj spokój. Od razu pokazuję się z najgorszej strony. Niech wie.

Czyli?

Brałam udział w takim nieoficjalnym konkursie o złoty medal za najdłuższe bekanie, w Ciechanowie. Na pierwszej randce od razu chwalę się... tym tytułem. (śmiech) Umiem nawet wybekać piosenkę. Umiem też bardzo daleko pluć, klnę jak szewc, przyklejam zużytą gumę gdzie popadnie, opowiadam sprośne historie, śmieję się tak głośno, że bębenki w uszach bolą, zawsze się wmieszam spontanicznie w jakąś niebezpieczną akcję. W ogóle jestem niesforna i niereformowalna.

Stroisz się na pierwszą randkę?

 

Oczywiście. Pojawiam się zawsze odstrzelona jak modelka Victoria’s Secret. Tu nie odpuszczam. Więc siedzę zrobiona na bóstwo, spluwam na drugi koniec restauracji, po czym mówię słodkim głosem, że chciałabym, żeby ktoś się mną zaopiekował, a na koniec zasuwam autem 300 kilometrów na godzinę, patrząc mu namiętnie w oczy. I facet dostaje kota, bo nie wie, z kim ma do czynienia. Kilka różnych osobowości. Ale po tym, jak pokażę się z jak najgorszej strony, jest już tylko lepiej.

Trudno Ci kogoś znaleźć czy przeciwnie – wybierasz jak z katalogu?

Ostatnio moja koleżanka po programie u Wojewódzkiego powiedziała: „No nie wiem Doda, jak ty chcesz znaleźć faceta, skoro publicznie ogłosiłaś, że jedyne, co tolerujesz grubego u faceta, to portfel i penis”. (śmiech) I ja jej wtedy powiedziałam, że to zrobiłam specjalnie. Że celowo zrażam wszystkich potencjalnych adoratorów, którzy chcą zdobyć Dodę, a nie poznać Dorotę. Ale wiesz, każdy ma taką Dodę, na jaką zasłużył. Większość facetów nie zdaje sobie sprawy, jaka jestem. Nie mają zielonego pojęcia. Patrzą tylko przez pryzmat sceny. Wydaje im się, że mam 15 romansów jednocześnie, że jak Doda, to orgie, dragi, rock and roll, a jak coś mi się nie podoba, to w pysk i do przodu. Oczywiście nie chodzi o to, żeby teraz robić z siebie chodzącą reklamę dobroci i skromności. Ale fajnie byłoby spotkać kogoś, kto miałby odwagę i intuicję, która przebiłaby się przez kreację, i wtedy może zobaczyłby kobietę, którą znają nieliczni.

A wielu się chce przebijać? Czy raczej większość jest zainteresowana Dodą – trofeum, którym pochwalą się przed kolegami?

Wydaje mi się, że mam już sposoby na to, żeby takich rozpoznawać, ale trafiają się „aktorzy”, których nie poznasz, nie ma opcji. Grają oscarowo.

Do końca?

Do końca. Wszystkie nagrody, czerwony dywan, oklaski później.

Nergal?

Życie.

Radek? Ostatnio został muzykiem.

Radek jest na mnie obrażony, bo powiedziałam, że jedyna gitara, na której potrafi grać, to jest ta z „Guitar Hero” na playstation.

(śmiech) Ale powiedziałaś mu to prywatnie?

Nie, w jakimś wywiadzie, dla żartu. Prywatnie to on wie, co ja myślę na temat jego muzykalności.

Czyli nie wróżysz mu sukcesu w tym zespole?

Nie wiem, oboje jesteśmy spod znaku Szczura z chińskiego horoskopu, jesteśmy do siebie podobni i prawdopodobnie on nawet w wieku 60 lat będzie chciał spełniać swoje marzenia, nawet jeśli dla innych będą komiczne i bezsensowne. I ja to rozumiem.

Byłaś na jakimś jego koncercie?

Nie byłam, ale przecież tam gra połowa moich muzyków. W związku z tym mam świeże informacje z ich prób na swoich koncertach. Myślę, że jakbyśmy razem zagrali jakąś trasę, toby się to grubo skończyło. (śmiech)

Ale może to jest jakiś pomysł? Moglibyście spróbować razem?

(śmiech) On by w to wszedł. Ale teraz jest na mnie obrażony.

No tak, ale to na chwilę. Zaraz mu przejdzie, zagracie razem trasę...

Tak, i może jeszcze do tego Behemoth? A na końcu na bis wszyscy wychodzimy, trzymamy się za ręce i śpiewamy „Znak pokoju”. (śmiech) To by było zabawne.

A teraz, jak masz tego „tajnego chłopaka”, wychodzicie gdzieś razem?

Nie afiszujemy się, żyjemy normalnie.

No to się teraz zacznie... Zaczną za Tobą biegać paparazzi i sprawdzać, z kim jesz obiad, z kim się spotykasz.

I tak biegają cały czas. Ale dzielę ich na dwie grupy. Jedna to ci, którzy mówią „dzień dobry” i – po zrobieniu zdjęcia – „dziękuję”, a z drugą prowadzę jawną wojnę. Łącznie z tym, że przecinam im opony, rysuję samochody i wyzywam ich laski.

Pojawisz się z nowym chłopakiem na okładce kolorowego magazynu?

Teraz już nie.

Poznałaś go w pracy?

Tak.

To coś poważnego? Znalazłaś tego jedynego?

Trudno tu mówić o jakimś znajdowaniu. Mówię tylko, że nie jestem sama.

Pytam, bo ostatnio mówiłaś, że wróżka Ci przepowiedziała, że w tym roku wyjdziesz za mąż.

Fakt, ale jedyna suknia, jaką teraz szyję, to suknia azteckiej bogini na trasę koncertową. Ale wiesz, nic nie wiadomo. Ślub z Radkiem wymyśliłam trzy dni wcześniej. Zadzwoniłam w weekend do mojej koleżanki: „Cześć, co robisz w poniedziałek?”, „No pracuję”, „To weź sobie wolne, będziesz moją świadkową. Cześć, pa”.

Ile miałaś lat?

Nie pamiętam, 20, 21? Byłam bardzo młoda i jak patrzę dziś na zdjęcia ślubne, to parskam śmiechem. Wyglądało to komicznie. Moja mama z miną pt. „Co ona wyrabia?”, ja na każdym zdjęciu skrzyżowane palce, tak na wszelki wypadek, kiedy mówiłam: „Ślubuję ci miłość, wierność...”, moja przyjaciółka, ta, która wzięła sobie wolne, cała zaryczana z gilem do pasa, świadek Radka, imprezowicz, na wielkim kacu. No, zdjęcia mamy tragiczne. 

Czyli właściwie za Nergala też mogłaś wyjść za mąż?

No przecież my byliśmy zaręczeni. Mieliśmy w wakacje wziąć ślub, ale Adam zachorował.

Mieliście wyznaczoną datę? 

Datę mieliśmy uzależnioną od lokalu, były dwa, bo Nergal wymyślił, że musi przyjechać pod hotel na jakimś koniu. Nie pamiętam już dokładnie, skąd ten pomysł, musiałabym sprawdzić nasze rozmowy. On był wtedy w trasie w Stanach i ustalaliśmy szczegóły przez Skype’a. Więc mówię: „Ty masz być na koniu, a ja? Mam obok iść? Też muszę na czymś przyjechać!”.

Czyli miałabyś drugiego męża?

Tak, i już drugi rozwód.  

A co zrobiłaś z pierścionkiem zaręczynowym od Nergala?

Mam. Kolekcjonuję wszystkie moje pierścionki zaręczynowe. Są cztery: od mojej pierwszej dziewczyny...

Miałaś dziewczynę przed Radkiem?

 

Przed Damianem, bo miałam jeszcze pierwszego chłopaka z Ciechanowa, który przyjeżdżał do „Baru”, wszyscy go znali z tego programu, bo przyjeżdżał i darł się pod oknem: „Dorotaaa!”. I tak całą noc. Od niego też dostałam pierścionek, tylko jak się z nim pokłóciłam, to go wyrzuciłam w pole i potem z nim, moim ojcem i wykrywaczem metali szukaliśmy go przez dwa tygodnie.

Znaleźliście go?

Nie, musiał mi kupić drugi, na szczęście droższy. Mam też pierścionek od Radka. Radek oświadczył mi się pod Ścianą Płaczu w Izraelu, i to tak znienacka, że facet, który miał to uwiecznić, niestety nie włączył kamery i musieliśmy to powtarzać. (śmiech) Później od Adama, ale Adam zrobił to już tak bardziej kameralnie, w hotelu. 

Ale na razie żadna życiowa rewolucja się nie szykuje?

Na razie zmieniam całe swoje podejście do życia prywatnego. Całkowite przemeblowanie –od góry do dołu, remont, tuning... po fundamenty. 

Czyli wreszcie zajęłaś się robieniem muzyki, a nie szumu wokół Dody, co zawsze zarzucali Ci Twoi przeciwnicy?

Ale ja zawsze siedziałam w studiu i robiłam muzykę! Nic się nie zmieniło. Mam 29 lat, a nagrałam już sześć płyt, jestem 13 lat na scenie, wydaję album średnio raz na dwa lata. To jest świetny wynik przy moim intensywnym trybie życia i niechęci do przepracowywania się. Więc takie zarzuty kompletnie, w żaden sposób nie wybijają mnie z rytmu, bo są głupie i irracjonalne. Zdaję sobie sprawę, że jestem wszędzie i ci przeciwnicy nie są w stanie pojąć, że skoro tak mnie pełno, to na pewno nie mam już czasu pracować w studiu. Teraz również nagrywam, singiel promujący moją nową płytę już w te wakacje. Eureka! Doda to piosenkarka! (śmiech)

To, co nagrywasz, będzie zupełnie inne od tego, do czego nas przyzwyczaiłaś.

No co mam ci powiedzieć? Jesteś jedną z pięciu osób, które słyszały materiał.  

I mogę powiedzieć, że jest bardzo inaczej.

Robiłam test na swoich bliskich. Puszczałam im ten singiel, oni: „Świetne! Co to?”, „No ja”, oni na to: „Yyyy...”. Nikt mnie nie poznał.

A Ty się sobie podobasz w takiej wersji?

Po prostu chcę już czegoś nowego, innego. Lubię wszystko, co zaskakujące.

Ostatnio Ty zaskoczyłaś swoich fanów, nagrywając teledysk pod wodą.

To były dopiero jaja! Nagrywałam go w tajemnicy, przygotowując się wiele tygodni. Sprowadziłam z Hollywood specjalny rybi ogon, w którym występowały syreny w filmie „Piraci z Karaibów”. Chodziłam na treningi, wskakiwałam jak flądra w tym 30-kilogramowym ogonie do basenu na AWF-ie. Studenci patrzyli na mnie jak na wariatkę, ale przecież nie mogłam się wygadać, że to do teledysku, więc robiłam głupią minę i twierdziłam, że mam takie upodobania od dziecka. (śmiech) Sztukę pływania w ogonie opanowałam do perfekcji, co można zobaczyć w moim najnowszym teledysku do piosenki „Electrode”, w którym wcielam się w rolę tajemniczej syreny. Uwielbiam takie wyzwania. Jeszcze bardziej nakręca mnie fakt, że żadna artystka się na to nigdy nie odważyła. Kocham pokonywać własne słabości. Podstawą szczęścia jest wolność, a podstawą wolności jest odwaga... Nie mogę się już doczekać kolejnych projektów.

Ale historie z przeszłości trochę mącą Ci spokój. Ostatni „serial” na łamach tabloidów o nieślubnej córce Twojego taty musiał Cię dotknąć.

Byliśmy przygotowani na to, że pewnego dnia to być może trafi do mediów. Nie sądziliśmy, że poinformują je same zainteresowane. Takie rzeczy powinno się załatwiać w rodzinie. A to, w jakim stylu to zrobiły, pomogło mi podjąć ostateczną decyzję, że nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. My już dawno to przetrawiliśmy. Znam mnóstwo rodzin, które uśmiechają się do sąsiadów i wyglądają na szczęśliwe, a życie im się sypie. U nas jest na odwrót. Mamy bardzo mocną więź i przede wszystkim patent na to, żeby przetrwać. Jesteśmy bardzo szczerą, oddaną i kochającą się rodziną. Każdy za sobą w ogień skoczy. Nikt mnie nie zbuntuje przeciwko mojemu ojcu. Mamy racjonalne podejście do tej historii i tego zamieszania. Natomiast rzeczywiście to, co dzieje się teraz, jest przykre, zwłaszcza dla rodziców, którzy są już starzy i nie są przecież osobami publicznymi. Jakim prawem ktoś roztrząsa ich życie prywatne na forum tabloidów, w telewizji? Dlatego sprawą zajmują się już prawnicy. 

Tata Cię uspokajał? Prosił, żebyś się nie przejmowała sytuacją?  

Mój tata był przez tydzień w szpitalu, bo omal nie dostał wylewu, tak przeżył tę historię, więc to ja uspokajałam jego. W końcu gdyby nie sławna córka, nikogo by to nie obeszło. Mimo to rodzice martwili się najbardziej o mnie, bo to na mnie skupiła się uwaga mediów i tak naprawdę to ja płacę za nie swoje błędy. Rodzice są bardzo lubianymi i poważanymi ludźmi w moim rodzinnym mieście, ciężko pracują od 40 lat. Ojciec jest wybitnym sportowcem, olimpijczykiem, zasłużył sobie na szacunek. 

A jak reaguje na to Twoja mama? Dla niej musi to być bardzo trudne.

 

Słuchaj, każdemu może się przytrafić, najważniejsze, żeby wyciągnąć wnioski i nie rozbijać rodziny. Mój ojciec się natychmiast zreflektował i ratował rodzinę, co nie do końca podobało się tej pani. Mama jest z nas wszystkich najbardziej pokrzywdzona, bo jest osobą o największym sercu, która najbardziej się w tej sprawie poświęciła, a najbardziej dostała po tyłku. Moja mama jest chodzącym aniołem. Wiesz, że ona po tym wszystkim przez lata pomagała tej kobiecie, załatwiała pracę? Naprawdę pomagała na wszystkie sposoby, oddawała nawet moje ciuchy, z których wyrosłam, taki ma charakter. My z ojcem jesteśmy strasznie butni, ale moja mama to jest chodząca dobroć. I chociaż żeby w tym wszystkim ta kobieta oszczędziła moją matkę. Ale spokojnie, karma wraca:)

Zastanawiałaś się, dlaczego ta kobieta poszła do mediów dopiero teraz?  

Ponieważ wcześniej alimenty płacił jej były mąż. Kiedy jednak zaniepokojony po 13 latach zażądał ustalenia ojcostwa, ta kobieta postanowiła dodatkowo coś na tym ugrać. Powiedziała gdzieś, że zależało jej na tym, żeby odnowić kontakty. Prościej by było umówić się na kawę w Ciechanowie. No chyba nie myślała, że jak pójdzie do telewizji, gazet i opluje całą naszą rodzinę, to odnowi kontakty? Przecież to jest nielogiczne. To pogorszyło tylko sprawę. A po tym wszystkim ochoczo udzieliła wywiadu w „Dzień Dobry TVN”. Zapytana, czy gdyby mogła cofnąć czas, zrobiłaby to samo, bez wahania odpowiedziała, że tak. Czyli zależało jej od początku na czymś zupełnie innym. Bynajmniej nie na ojcu. Szczerze? Za pierwszym razem zadziałałam emocjonalnie, broniłam rodziców jak lwica. Teraz postawię na racjonalne argumenty – jeżeli ktoś jeszcze nie rozumie, dlaczego nie mam serca do „siostry”, to po jej ostatnim wystąpieniu w „Dzień Dobry TVN” nie powinien mieć wątpliwości. Po pytaniu Doroty Wellman, czy liczy, że ten cały szum pomoże jej zdobyć popularność, odpowiedziała radośnie: „Mam nadzieję”. A ja mam nadzieję, że uczciwie na to zapracuje, niekoniecznie sprzedając swoje historie tabloidowi za dwa tysiące złotych. 

Czy Ciebie jeszcze bulwersuje to, że ludzie robią takie rzeczy dla pieniędzy? 

Szkoda, że nie odziedziczyła dumy po moim ojcu, jedynie przywłaszczyła jego nazwisko. Ja bym nigdy nie sprzedała rodziny, takie rzeczy załatwia się w ścisłym gronie. Ojciec jest honorowym człowiekiem i nie uciekał od obowiązku. Jak tylko ta kobieta zażądała alimentów, to je bez problemu dostała. Ludzie widzą tylko wierzchołek góry lodowej, a ja nie jestem po to, żeby opowiadać im o całej reszcie góry pod wodą, nie muszę się przed nikim tłumaczyć. Wiemy, jak było, i koniec tematu. Tym bardziej że 20 procent ludzi ma to gdzieś, a 80 procent się z tego cieszy.

Po tylu latach w show-biznesie powinnaś się już przyzwyczaić.

To prawda. W moim życiu jest jak na rollercoasterze, ciągle jakaś afera. Nawet ostatnio, zaraz po tym, jak tabloidy zaczęły swój „serial” z moją rodziną w roli głównej, odezwano się do mnie z pewnego magazynu z propozycją okładki. Przygotowuję trasę koncertową „Fly High Tour”, która rusza 24 maja w Warszawie. Wymyśliłam wielkie fabularne widowisko: najpierw jestem stewardesą na pokładzie Dodolotu. W wyniku usterki samolot spada do oceanu, a rozbitkowie docierają do azteckiej wyspy Dodogaskar. Tam spotykają mnie różne przygody, jest wiele spektakularnych elementów scenografii, jak na przykład wielki mięsożerny kwiat, który zjada mojego kochanka. Zresztą ta sesja do „Gali” jest takim przedsmakiem tego, co będzie się działo na moich koncertach. No i opowiadam o tym w tej redakcji, która się do mnie zgłosiła, i nagle słyszę: „Słuchaj, superpomysł z tym mięsożernym kwiatem. A czy na zdjęciu w tym kwiecie mógłby leżeć twój ojciec? Że to taka kara dla niego?”. (śmiech) To jest hit, co? Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Ale i tak nic nie przebije tego, jak zadzwonili do mnie z tej redakcji kilka dni przed przeszczepem Adama, czy mogliby zrobić nam „taką sesję naturalną, fresh w szpitalu”.

Ty na łóżku polowym?

Tak, ja na łóżku przed izolatką, smutna, zatroskana i ten Nergal z tymi kroplówkami... Zaczęłam na nich krzyczeć: „Co to za pomysł?! Przecież on jest bardzo ciężko chory, nie wiadomo, czy z tego wyjdzie!”. „Nie szkodzi, niech on leży, a my się szybko uwiniemy. Ta wasza wielka miłość w tym szpitalnym entourage’u – to będzie takie wzruszające dla ludzi...”. I wiesz, w takich sytuacjach to naprawdę już pozostaje się tylko z tego śmiać. Poważne traktowanie show-biznesu jest jak szukanie etyki w burdelu. Dlatego nigdy nie zapominam, że nie chodzi o to, jak mocno możesz uderzyć, tylko jak mocno możesz dostać i nadal iść do przodu.