GALA: Coś Ci przeczytam: „Jasny punkt na mapie polskiego show-biznesu”, „Kobieta, która uruchomiła falę dobroci”, „Jedyna naprawdę wolna osoba w Polsce”. Jak myślisz, o kim to jest?

DODA: To o mnie? Żartujesz!

GALA: O Tobie. I wiesz, kto to mówi? To mówią profesorowie i psychologowie z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zobacz, jak się zmienił sposób mówienia o Tobie...

DODA: W trakcie akcji zbierania szpiku rzeczywiście media zaczęły o mnie zupełnie inaczej pisać. Ale ja nie czuję w sobie żadnych zmian. Zawsze taka byłam. Nie chciałam pokazywać tej mojej „delikatniejszej” twarzy, bo nie szło to w parze z moim image'em scenicznym. Jak możesz sprzedawać zajebisty narkotyk, który daje kopa – jakim jest moja charyzma – a jednocześnie mówić, że jest się poprawnym i wyciszonym? Nie można dawać ludziom sprzecznych informacji.

GALA: A moim zdaniem Ty cała jesteś złożona ze sprzeczności. Masz wiele twarzy.

DODA: Tak, składam się ze sprzeczności i niekiedy sprzedawałam to w różnych wywiadach i próbowałam wytłumaczyć, że mam mnóstwo twarzy – że są i nagie cycki, i rock'n'roll, i „ave satan”, i kolor różowy. Ale generalnie ludzie lubią mieć konkretny, jasny przekaz. Skrystalizowaną postać, jednogłową.

GALA: Dlaczego ludzie się w końcu do Ciebie przekonali? Myślisz, że to jest kwestia choroby Adama i uratowania konkretnych ludzi dzięki Twojej akcji ?

DODA: Wszystko, co robię, robię bardzo autentycznie. To był naturalny odruch, prawdopodobnie ten sam, który wystąpiłby u mnie w przypadku choroby mojego brata czy przyjaciółki. Prywatna tragedia, którą się podzieliłam, wstrząsnęła innymi i to spowodowało falę dobroci. Ja byłam tylko iskrą. Ludzie przekonali się do mnie, ale też do ludzi, którzy zupełnie bezinteresownie na moją prośbę pokazali wielkie serce. Dziękuję im za to.

GALA: To nie był moment przełomowy w Twoim życiu?

DODA: Nie, nie patrzę na to w ten sposób. Trzeba było tę chorobę pokonać, trzeba było pomóc człowiekowi. Zrobiłam to najlepiej, jak potrafiłam. Szczerze? Nie dbam o swój image i gadki profesorów. Wolałabym tego wszystkiego nie przeżywać i nie patrzeć na chorobę bliskiej osoby.

GALA: No tak, jak zwykle... Doda – mieszanka wybuchowa...

DODA: Jestem osobą niezrównoważoną! Jestem nieobliczalna, zmienna, mam kosmiczną duszę! Kiedyś pani psycholog pokazała mi 20 kartek z mazajami i kazała powiedzieć, co tam widzę. Już po pierwszych minutach stwierdziła, że jestem osobą wybitną, niezwykle oryginalną, nie trzymam się konwenansów, nie filtruję swoich słów przez aprobatę społeczną. Abstrakcyjne myślenie, pełne bardzo odważnych rozwiązań pozwala mi non stop zaskakiwać swoich fanów i samą siebie. Mam dziwne, dzikie, patologiczne myśli. Ale przecież każdy prawdziwy artysta powinien je mieć.

GALA: Nie jest Ci z tym ciężko?

DODA: Nie. Nie boję się mrocznych scenariuszy, które rodzą mi się w głowie. Mogę z nimi żyć, choć moje życie to taka sinusoida, rollercoaster, wariactwo! Trzeba znaleźć patent na siebie i wtedy to wszystko, co kłębi mi się w głowie, nie jest uciążliwe. Ja taki patent znalazłam. I jestem bardzo szczęśliwa ze sobą. Wytwarzam potężną dawkę energii, którą nakręcają się moi znajomi. Nazywają mnie „dodopalaczem”. Szczególnie gdy tworzę, czerpię z siebie pełnymi garściami.

GALA: I jaki jest ten patent na Dodę?

DODA: Prosty. Bardzo szczerze wierzę, że jestem jedną z mitycznych postaci. Wychodzę na dwór i rozmawiam z żywiołami. Jestem pewna, że mam wpływ na pogodę, na nastroje ludzi. Wielokrotnie jako dziecko stawałam na balkonie swojego domu w Ciechanowie i rozmawiałam ze wszystkimi mocami, jakie są we wszechświecie. Do tej pory, jak coś się ze mną dzieje, to wychodzę na balkon, wyciągam ręce w niebo i czuję, jak wsysam całą energię wszechświata. Moi dzisiejsi sąsiedzi, obserwując to, uważają mnie oczywiście za wariatkę (śmiech). Pewnie tak jak co drugi czytelnik tego tekstu. Ale nie dbam o to. Każdy ma swojego bzika.

GALA: Jasne. A kiedy pierwszy raz poczułaś, że masz dar rozmawiania z żywiołami?

DODA: Zawsze wiedziałam, że jestem nie z tej ziemi (śmiech). Jako dziecko chciałam wchodzić w telewizor, bo nie czułam różnicy między tym co realne, a tym co fikcyjne. W moim dziecięcym pokoju za szafą było tajemne przejście. Siedziałam w niej często po kilka godzin, aby otworzyć ją z drugiej strony, odprawiałam jakieś dziwne czary i modły.

GALA: Zaczynam się Ciebie bać...

DODA: No wiesz, nie można ode mnie oczekiwać rozsądku, poprawnych relacji, zrównoważenia. A takie żądanie usłyszałam kiedyś od swego faceta. Ale ja nie jestem poprawna i nigdy nie będę!

GALA: Faceci nie lubią takich kobiet...

 

DODA: Być może, ale ja nie zamierzam się tego pozbyć. Tak samo jak nie utnę sobie nogi, bo się komuś nie podoba. Sęk w tym, żeby spotkać osobę, dla której twoje wady będą zaletami. Unikam jałowych, pospolitych przyziemnych jednostek. Lubię intensywną wymianę energii. Jestem bardzo namiętna, żyję wielkimi emocjami. I nie zamierzam się zmieniać. Odważni żyją krótko, a ostrożni wcale!

GALA: Teraz jesteś znana, masz oddanych fanów, ale jak dojrzewałaś, to musiały być momenty, kiedy mówili o Tobie: „Szalona”. Ludzie nie uciekali od Ciebie.

DODA: Nie, bynajmniej. Zawsze do mnie ciągnęli. Byłam przywódczynią różnych subkultur. Wiem też, że jestem mistrzynią przełamywania pierwszych lodów i minimalizowania dystansu.

GALA: Mówisz o szaleństwie. A kiedy jesteś wyciszona, łagodna, delikatna?

DODA: Od tej strony daję się poznać niewielu osobom. Do tej pory znali to moi mężczyźni, moi rodzice i może moja przyjaciółka...

GALA: Potrafisz milczeć, słuchać?

DODA: Tak. Wbrew pozorom cały ten mój bunt, nieokiełznanie, szaleństwo dają mi ostatecznie spokój. Nie ma szaleństwa bez spokoju, nie ma światła bez mroku.

GALA: Mówisz, że jesteś nie z tej ziemi, że jesteś mityczną postacią, masz kontakt z energiami życia. Nagrywasz płytę, gdzie kluczowa jest siódemka. To dla starożytnych symbol całości, pełni. Bo łączy trójkę – żywioł boski, i czwórkę – żywioł ziemski.

DODA: Trójka to jest żywioł boski? Ja jestem numerologiczną trójką! Mam na imię Dorota, a to po grecku znaczy dar od boga, moc. Choć w boga nie wierzę. Wierzę w energię, w moc umysłu ludzkiego. Nie wierzę w żadną religię.

GALA: Więc w co Ty wierzysz?

DODA: Jak to w co?! W dodyzm! (śmiech).

GALA: Dziesięć przykazań dodyzmu?

DODA: Mam jedno, najważniejsze przykazanie. Staram się marzyć tak, jakbym miała żyć wiecznie, a żyć tak, jakbym miała umrzeć jutro.

GALA: Co jest największym grzechem dodyzmu?

DODA: Nie wierzyć we własne możliwości i zatracić w sobie dziecko. Jestem żywym dowodem na to, że można twardo stąpać po ziemi, a jednocześnie zachować w sobie tę dziecięcą iskrę.

GALA: A jak wygląda niebo w Twojej religii?

DODA: Nie wierzę w życie po śmierci, sorry. Tym chętniej oddam swoje organy do przeszczepu. Żyć w innych ludziach – to jest wspaniałe! Całą siebie oddam na organy, jeśli mnie rock'n'roll dobrze zakonserwuje! (śmiech).

GALA: Masz luźne podejście do śmierci. Czy to czasem nie jest przykrywka dla lęku?

DODA: A czego ja mam się bać?!

GALA: Wszyscy się jej boją. Jak chorujesz, to się nie boisz?

DODA: Wiesz, codziennie od czterech lat zmagam się z ciężką chorobą kręgosłupa i nie ma dnia, żeby mnie nie bolało. Mam zresztą pierwszą grupę inwalidzką i mogę parkować, gdzie chcę, nawet na molo w Sopocie, z czego oczywiście nie korzystam. Ból towarzyszy mi ciągle. Jeden ruch może spowodować kompletny paraliż, tygodnie leżenia w domu. Więc nie mów mi, że mam luźne podejście do bólu i cierpienia! Po prostu się z tym nie obnoszę.

GALA: A myślisz czasami o starości, przemijaniu...

DODA: Ja o tym nie myślę, bo jestem elfem (śmiech). Wypieram to i bardzo mi się to podoba! Elfy mają niesamowity kontakt z żywiołami, z przyrodą, porozumiewają się telepatycznie. Są charakterne, z zasadami, mają swoją godność, nie imają się ich brudne, ludzkie cechy. To cała ja! (śmiech).

GALA: Kiedy jesteś wściekła? Kiedy kąsasz, drapiesz, gryziesz?

DODA: Dosyć często. Jestem temperamentna. Bliskie mi osoby wiedzą, jak mnie poskromić. Kiedy jestem wściekła, zmienia mi się wyraz twarzy, zaciskają mi się szczęki, zwężają się źrenice. Zmieniam się w potwora, chimerę. Mam taką siłę, że mogą mnie trzymać cztery osoby i nie dadzą mi rady.

GALA: Nic dziwnego, w końcu trenowałaś pchnięcie kulą.

DODA: Tak i miałam niesamowite wyniki.

GALA: Chciałabym się „nawrócić na dodyzm”, bo widzę przed sobą osobę, która przeszła ciężkie chwile, a ma w sobie tyle pozytywnej energii...

DODA: Mam za sobą traumatyczny rok śmiertelnej choroby mojego narzeczonego, mam za sobą rozstanie z nim. To wszystko nie ma nic wspólnego ze szczęściem. I rzeczywiście sama jestem zdziwiona, skąd we mnie tyle siły, jak to się stało, że to wszystko mnie nie złamało, że bez pomocy innych stanęłam na nogi. Czasami trzeba mocno zacisnąć zęby i myśleć, że najpiękniejsze jeszcze przede mną. Robię tak od 13. roku życia, od kiedy sama zamieszkałam w Warszawie.

GALA: Jak wyglądają Twoje chwile słabości?

DODA: Normalnie. Miewam swoje chwile słabości, nazywam to „reset” i regeneracja. Ale nie jestem depresjogenna, nie mam takiej natury.

GALA: Masz za sobą wyjątkowy związek. Jak teraz będzie wyglądało Twoje życie?

DODA: No tak... Królowa bez króla?! ( śmiech). Jestem wybredna, rzadko ktoś mi się podoba. Ale oczywiście chciałabym poczuć stan zakochania w niedalekiej przyszłości.

GALA: Koniec jest zawsze początkiem czegoś nowego...

 

DODA: Wiem, też tak uważam. Jestem bardzo uczuciową osobą. Tyle że ja nie patrzę na mężczyzn przez różowe okulary. Widzę ich takimi, jakimi są, i biorę ich w pakiecie z każdą wadą. Jestem stała w uczuciach. Do tego stopnia, że przez wiele miesięcy potrafię gorąco kochać samo wyobrażenie o facecie, który de facto okazał się kimś zupełnie innym. Niezła korba, co?

GALA: Adam publicznie wyznał, że fatalnie czuje się jako mężczyzna, że zbrzydł, zrobił się otyły i ma problemy z seksem.

DODA: Ja nawet nie chcę tego komentować.

GALA: Ale opowiadasz, że nie ma dla Ciebie tematów tabu. Może to wyznanie Adama jest większym przełamaniem tabu niż rozbieranie się na scenie? Może to właśnie dla niego seks nie jest tabu i to on jest odważny?

DODA: Musiałabyś z nim porozmawiać. Ja nie życzę sobie rozmów o sprawach tak intymnych. To jest niesmaczne, szczególnie w kontekście choroby. Udało mi się te delikatne sprawy zostawić tylko dla nas...

GALA: Masz żal?

DODA: Ten typ doświadczenia, który przeszedł Adam, kompletnie zmienia człowieka. Odnoszę wrażenie, że niestety nikogo i niczego już nie bierze pod uwagę. On nie bierze pod uwagę niczego, co choć trochę burzy jego obraz „nowego życia”. Adam jest teraz na planecie „Ja”. To nie jest dobry czas na bycie z drugą osobą. Pogodziłam się z tym i staram się go mimo wszystko zrozumieć, choć czasami jest mi ciężko. Nie znam go takiego. Nie w takim Adamie się zakochałam. Ale życzę mu jak najlepiej.

GALA: Po tym doświadczeniu inaczej myślisz o miłości?

DODA: Nie. Nadal uważam, że miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Jednak, jeśli walczyć o miłość, to we dwójkę. Kiedy w związku jedno naciska na gaz a drugie na hamulec, to oboje stoją w miejscu i jeszcze iskry idą spod kół.

GALA: Ale skoro tyle razem przeszliście, to Wasze uczucie powinno być niezniszczalne...

DODA: Wiem, że taka baśń byłaby najbardziej chwytliwa medialnie, ale rzeczywistość zaskakuje czasami swoją brutalnością.

GALA: Adam odszedł w trudnym dla Ciebie momencie.

DODA: To fakt, ale mimo to skończyłam płytę, szykuję odlotową trasę koncertową, robię siedem niesamowitych okładek. Praca najlepiej leczy rany. Pełna mobilizacja.

GALA: Wiesz, że wywołasz skandal swoją nową płytą?

DODA: Oczywiście! Szczególnie siedmioma skandalicznymi okładkami! Na jednej okładce będzie hermafrodyta z moją twarzą i wielkim „sprzętem”. Powiedziałam, że jeżeli mam być właścicielką męskiego ciała, to tylko i wyłącznie dobrze wyposażonego (śmiech).

GALA: Czy Ciebie już nie nudzi bawienie się tematem seksu w ten sposób?

DODA: To nie jest kwestia seksu. Używam pewnych metafor, żeby coś wyrazić. Hermafrodyta to metafora. Chodzi o pojmowanie, postrzeganie świata zmysłami mężczyzny i kobiety... Ja czasami czuję się mężczyzną.

GALA: Czym jeszcze będziesz szokować przy okazji wydania płyty?

DODA: Na jednej z okładek jest bogini, której ścieka krew spomiędzy nóg, a wokół krążą rozwścieczone hieny. Hieny to jedyne zwierzęta na świecie, których nie da się wytresować. One zawsze pozostaną dzikie. Bogini jest delikatna, typ fruwającej w przestworzach artystki, mówiącej do hien: „Moje małe zwierzątka, bierzcie i pożerajcie”. Ten obraz to opowieść o dzieleniu się swoim wnętrzem w sposób bardzo Ostateczny.

GALA: Mamy hieny, mamy hermafrodytę, co dalej?

DODA: Mamy teraz pół kobietę pół zwierzę. Każdy z nas jest po trosze zwierzęciem. Mamy instynkt, pierwotne cechy, potrzeby fizjologiczne, które nami władają...

GALA: Jaka będzie następna okładka?

DODA: Następna jest bogini, która wszystko co dotknie, zamienia w złoto...

GALA: Tylko że ona tym złotem wymiotuje...

DODA: Tu nie chodzi o mdłości i dławienia się. To jest raczej opowieść o tym, że nawet moje wnętrze jest bogactwem. Zrzygam się, a śmiertelnicy cieszą się z tego! Robię to w sposób piękny i dostojny, ale nadal jest to „paw”.

GALA: Słuchaj, a jeśli jakaś nastolatka kupi Twoją płytę i zobaczy te wszystkie bezeceństwa?

DODA: Przede wszystkim te zdjęcia to dzieło sztuki. A ona? Może wreszcie poczuje się wolna...

GALA: Rozmawiamy o opakowaniu, a co w środku?

DODA: To najlepsza muza, jaką w życiu nagrałam. Myślę, że na wszystkich – począwszy od moich zagorzałych fanów, a na krytykach kończąc – wywrze piorunujące wrażenie!

GALA: Będzie słychać trochę metalowego brzmienia?

DODA: Nie szufladkuję mojej muzyki. Najważniejsze jest to, że moje piosenki są mieszanką wyjątkowego klimatu i porażającej dawki energii. Wszyscy, którzy słyszeli ten materiał, mówią, że to produkcja na światowym poziomie. Używając fachowej nomenklatury, jest to połączenie rocka z nowoczesnym elektronicznym brzmieniem. Między utworami będą nagrane przeze mnie łączniki w języku elfów, dzięki którym spojrzysz na świat moimi oczami. Jednak usłyszysz je dopiero wtedy, gdy będziesz słuchać płyty longiem. Nie znasz elfickiego? Żaden problem, na moich koncertach wszystko się wyjaśni.

GALA: Trasa koncertowa, w którą ruszasz 15 maja, będzie równie szokująca?

DODA: Oczywiście! Będę miała własną scenę na której odbędzie się musical. W siedmiu kolorach. Będę latała siedem metrów nad ziemią. Będę miała romans z centaurem. Już się nie mogę tego doczekać!

 

GALA: Do tej pory mówiło się o Tobie „królowa kiczu”...

DODA: Nigdy w życiu nie oceniłabym nikogo na podstawie kilku szmat! Świadczyłoby to o moim kompletnym przeciągu w głowie.

GALA: A kiedy bywasz wyrafinowana? Co to słowo znaczy dla Ciebie?

DODA: Nie jestem ani wyrafinowana, ani nie jestem damą. Jestem hedonistką, która czerpie garściami z tego, co oferuje ten świat. Odrzucam powściągliwość, zaciskanie pasa i dyplomację. Jestem naturalna i szczera.

GALA: A jakieś kompleksy? Istnieje zakompleksiona Doda.

DODA: Nie.

GALA: Każdy musi mieć kompleksy.

DODA: Dobrze, przeanalizujmy. Twarz mam zajebistą, figurę też. Czyli odpada kompleks ciała. Jako dziecko zawsze chciałam wyglądać jak z okładki „Playboya” albo ze „Słonecznego patrolu”. Drażniło mnie że mam sportową figurę. Kiedy na pierwszej randce kładłam na rękę chłopców pomyślałam: „Nie tędy droga”. I teraz jestem bardziej kobieca (śmiech).

GALA: Jesteś bezwstydna?

DODA: Jestem bardzo bezwstydna, jestem gorszycielką. Bawi mnie onieśmielanie innych.

GALA: Czy w Polsce bycie ostrym, bezwstydnym jest łatwe?

DODA: Wręcz za łatwe i to mnie bardzo martwi (śmiech).

GALA: Wygląda więc na to, że Twoja trasa koncertowa, to będą takie dzikie „msze dodyzmu”.

DODA: Tak! I niektórzy już się tego boją (śmiech). Kiedy nagrałam intro do poprzedniej trasy koncertowej, to profesorowie na psychologii na uniwersytecie, gdzie studiuje moja koleżanka, rozkładali je na czynniki pierwsze, twierdząc, że jest to dzieło specjalistów od prania mózgów! A ja napisałam to w pięć minut, siedząc w kucki w studiu! Do dziś to intro jest uważane za pacierz fana. Przesyłam fanom MOC!

GALA: Siódemka to symbol szczęścia. Może ta płyta przyniesie Ci szczęście?

DODA: To ta płyta jest szczęściem i ma innym je przynieść. Każdy po jej przesłuchaniu pojmie, że już nic nie będzie takie jak wcześniej, spojrzy na siebie z innej perspektywy! Jestem przecież chodzącym amuletem. Moja koleżanka wytatuowała sobie nawet datę moich urodzin, żeby mieć fart. Siódemka to także symbol porządku moralnego.

GALA: Ty masz w sobie porządek moralny?

DODA: Tak. Nie targają mną żadne nałogi. Jestem żenująco porządna. Nie zdradzam. Nie knuję. Nie intryguję. Nie żyję życiem innych. W ogóle nie prowadzę rock'n'rollowego trybu życia. Przez dziesięć lat kariery w Polsce nikt mnie, niestety, nie sfotografował, jak wciągam koks czy chodzę pijana. Na kółko różańcowe ze mną, a nie na scenę! Paradoksalnie jednak moja postawa pozwala mi być na topie.

GALA: Twoja płyta „Siedem pokus głównych” to oczywista gra z siedmioma grzechami głównymi, które Ty zamieniasz na pokusy. Porozmawiajmy więc o tych tradycyjnych grzechach. Pycha. Nie grzeszysz pychą?

DODA: Nie ukrywam tego, mam w sobie pychę. Jestem nieskromna, nie jestem pokorna i wcale nie uważam, że powinnam to zmienić.

GALA: Chciwość?

DODA: Nie jestem chciwa na pieniądze, ale jestem zachłanna, jeżeli chodzi o życie.

GALA: Nie chciałaś być bogata?

DODA: Zawsze wiedziałam, że będę bogata. Często widziałam siebie na tarasie na wzgórzach Hollywood (śmiech). Nie jestem chciwa i nie lubię chciwych osób. Widziałam wielokrotnie dobrze prosperujące jednostki, które zniszczyła chciwość i spadły na samo dno. Teraz jestem świadkiem takiego upadku.

GALA: Kolejny grzech – zazdrość.

DODA: Moja podstawowa zasada w show-biznesie brzmi: nie zazdrość nikomu. Kibicuj innym, a najbardziej... sobie.

GALA: Grzech nieczystości?

DODA: Nie umiem zdradzać, nie potrafię, cholera. Nieczyste myśli... Ja mam bardzo chore fantazje (śmiech). Nie mogę o tym mówić, bo mnie zamkną do więzienia.

GALA: Co Cię podnieca?

DODA: Nie powiem, bo albo mówić wszystko, albo nic. A wszystkiego nie powiem, bo jeszcze moja Mama przeżegna się własną nogą!

GALA: Lubisz seks?

DODA: Jasne. Jestem sportowcem, nie podchodzę do tego jako do mistycznej sytuacji. Lubię seks, przyjemność, orgazm, znam dobrze swoje ciało, wiem, jak je odprężyć... Moi faceci wielokrotnie mówili mi, że traktuję ich przedmiotowo. Nie uznaję przytulania po seksie. Jeżeli seks, to wyuzdany!

GALA: Grzech piąty – nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.

DODA: Uwielbiam jeść, spać, uprawiać seks! Ale kiedy boli mnie serce i moja dusza cierpi, to ciało zamiera na tygodnie.

GALA: Szósty grzech – gniew.

DODA: Gniew jest świetnym uczuciem! Gniew stymuluje! Jeżeli się nie gniewasz, to nie podważasz. Jak nie podważasz, to nie myślisz, czyli się nie zmieniasz, nie ewoluujesz, stoisz w miejscu!

GALA: A lenistwo? Ostatni grzech.

DODA: Jestem leniem patentowanym i kocham to. Ale na to może sobie pozwolić tylko osoba bardzo pracowita!

GALA: W sumie podoba mi się ta Twoja religia – dodyzm. Co muszę zrobić, żeby się zapisać do Twojej sekty? Jest jakiś rytuał namaszczenia?

DODA: Musimy się namaścić błyszczykiem.

GALA: A potem pójść na Twój koncert?

DODA: Koniecznie! Odlecisz!