Doda udzieliła wywiadu magazynowi "Forbes". Nie o ślubie, mężu, byłych partnerach, przyjaciołach i wrogach, ale o biznesie. To ciekawa, merytoryczna, dojrzała, pozbawiona niepotrzebnych emocji i bogata w konkretne dane rozmowa z artystką. Dorota Rabczewska wyjawiła w niej m.in., że jest inwestorem na rynku nieruchomości, a także, że od początku swojej przygody z show-biznesem dążyła do zapewnienia sobie spokojnej przyszłości - pod względem finansowym. Oczywiście, co Doda mówi otwarcie, były czasy, kiedy wydawała majątek na ubrania, dodatki i gadżety. Ale to dawne dzieje. Dziś gwiazda wie, że sama w sobie jest marką. I to marką cenną. Dlatego jej stawka za udział w kampanii reklamowej niektórych może szokować. Ale Rabczewska wyjaśnia: Nie mówię, że będzie łatwo, mówię, że będzie warto. O jaką stawkę dokładnie chodzi? Spraw poniżej.

Stawka Dody za udział w reklamie

Doda (35) w rozmowie z magazynem "Forbes" zdradziła, ile kosztuje jej udział w kampanii reklamowej. Okazuje się, że pozyskanie Doroty Rabczewskiej jako twarzy dla marki to wydatek rzędu pół miliona złotych. Doda wyjaśnia, że ma na myśli łączoną kampanię w telewizji i internecie, opierającą się na dwóch spotach (każdy na pół roku). Wówczas za dwa spoty marka musiałaby zapłacić Rabczewskiej milion złotych. Na pytanie, czy chodzi o kwotę netto, piosenkarka odpowiada:

Możemy się dogadać.

Milion złotych to suma, jaką otrzymują najpopularniejsze gwiazdy w Polsce. Niedawno informowano, że Julia Wieniawa rozpoczyna negocjacje od 500 tysięcy złotych, a Kuba Wojewódzki może za swój udział w spotach inkasować nawet półtora miliona. Czy właśnie z powodu zbyt wysokiej stawki Doda nie wystąpiła w najnowszym spocie promocyjnym Netflixa? Chodzi o reklamę nowego sezonu serialu "Orange is the new black". Widzimy w nim Beatę Kozidrak. Jednak, jak twierdzi m.in. Vogule Poland, jego gwiazdą pierwotnie miała być właśnie Doda.

Pikanterii sprawie dodaje cytat z wywiadu Rabczewskiej dla "Forbesa":

Ostatnio miałam ofertę reklamową od bardzo znanej, wielkiej firmy. Chodziło o zareklamowanie w spocie internetowym w sposób dość kontrowersyjny produktu, o którym nie mogę nic powiedzieć, poza tym, że pomysł był tak rozbrajający, że podałam najniższą z możliwych stawek, żeby się nie przerazili. Okazała się dwa razy większa od tego, co zaproponowała inna, bardzo znana twarz show-biznesu - opowiada Rabczewska w magazynie.

Jak sądzicie, kogo Doda miała na myśli?