Dorota Wellman, partnerka Marcina Prokopa z Dzień Dobry TVN, otwarcie krytykuje tak niepożądane zjawiska, jak nienawiść pod adresem osób LGBT czy znęcanie się nad zwierzętami. Wellman nie raz odnosiła się publicznie do ofiar takich zjawisk z niezwykłą empatią. Nie znaczy to jednak, że nie stać jej też na bardzo krytyczne i mocne słowa.

ZOBACZ: Dorota Wellman walczy o prawa gejów i lesbijek: Mnie g**no obchodzi, kto z kim sypia, tylko jakim jest człowiekiem

Dorota Wellman nie boi się powiedzieć niewygodnej prawdy o swoich koleżankach-celebrytkach. Nawet tych z rodzimej stacji. W show-biznesie nie od dziś znany jest jej konflikt z Magdą Gessler.

ZOBACZ: MAGDA GESSLER ostro odpowiada Dorocie Wellman: "Jak się spotkamy, to ją posypię..."

Jednym z mediów, którymi Wellman posługuje się do wyrażania swoich opinii, jest sobotni dodatek do Gazety Wyborczej. W ostatnim artykule dla Wysokich Obcasów dziennikarka poruszyła gorący temat wystawnych ślubów i wesel. Jakże aktualny ostatnio.

W swoim felietonie Wellman opisała jedno z przyjęć, na które została niedawno zaproszona. Dorocie wyraźnie nie podoba się zwyczaj organizowania takich przyjęć na pokaz. Oto, jak gwiazda TVN skrytykował weselną zasadę „postaw się a zastaw się”:

„Zostałam zaproszona na wesele. Przyznam się bez bicia, hucznych wesel nie lubię, ale obiecałam. Wystroiłam się jak stróż w Boże Ciało, kupiłam prezent i poszłam. Na przyjęcie zaproszono trzystu gości. Poza parą młodą znałam jeszcze tylko kilka osób. W ogonku do składania życzeń stałam ponad godzinę. Sala, w której odbywało się wesele, była tak wielka, że po to, by przejść na drugą stronę, trzeba było zdejmować buty na obcasach. Właściwie można było wynająć Torwar albo Stadion Narodowy. Goście trzymali się w podgrupach, a panna młoda nie przypuszczała, że ma tak liczną rodzinę, i ciągle pytała mamę, kto to jest. Od samych pocałunków nieznanych wujków straciła połowę makijażu. Stoły uginały się od jedzenia, które w większości wylądowało w koszach na śmieci. Torty pod wpływem temperatury nagle traciły wysokość i fason. Humor straciła nawet panna młoda.”

W finale swojego felietonu dla Wysokich Obcasów Wellman poradziła, jak każda para młoda powinna podejść do tematu ślubu i jak postawić się rodzicom nalegającym na zaproszenie kilkuset osób:

„Ludzie, wesela nie robi się dla gości, na pokaz! Nie dajcie się i zróbcie taką uroczystość, którą Wy będziecie wspominać z przyjemnością i wzruszeniem. Chcecie wielkiego polskiego wesela - zróbcie. Chcecie rockowego - zróbcie. Chcecie na środku jeziora - zróbcie. Chcecie w tajemnicy - zróbcie. Chcecie małego, cichego, skromnego, tylko dla dwojga - na co czekacie? A teściowa niech sobie zaprosi 300 gości na imieniny.”

Czy jednak te gorzkie słowa nie odnosiły się przypadkiem do któregoś z luksusowych "ślubów roku"? Przypomnijmy, że w wakacje 2016 pobrali się Radosław Majdan i Małgorzata Rozenek, Agnieszka Szulim i Piotr Woźniak-Starak oraz Marina Łuczenko i Wojciech Szczęsny. A może Dorota Wellman chciała się w ten sposób odgryźć się za brak zaproszeń na nie? W końcu Wellman zabrakło na liście gości zarówno u Agnieszki Szulim, jaki i u Małgorzaty Rozenek… Ale jakoś nie chce nam się wierzyć, by dziennikarka się tym przejęła. To nie w jej stylu.