8.00 Dzień zaczynam jak influencerki, czyli od ciepłej wody z cytryną. Dolewam do niej trochę soku z aloesu, ale nie słodzonego, tylko naturalnego, z apteki. Dziwnie pachnie, ale ma niesamowite właściwości – przyspiesza przemianę materii, wspomaga układ immunologiczny, oczyszcza wątrobę, nerki i skórę… i kto wie, co jeszcze.

8.30 Na śniadanie najczęściej zjadam jajka w różnej postaci, owoce, a ostatnio chwyciłam w biegu awokado i po prostu wyjadłam miąższ łyżeczką – jakimś cudem udało mi się potem dotrwać do obiadu. Zdarza mi się zrobić zdrową owsiankę na mleku roślinnym – ale pozwalam sobie też na małe grzeszki, czyli zaczynam dzień od pełnego cukru i tłuszczu ciastka. Od kilku lat nie jem mięsa, ryb czy owoców morza, mocno ograniczam też nabiał, dlatego podstawą mojego menu są warzywa, owoce i kasze. Jem też niestety sporo pieczywa. To mnie zgubi – ale trudno, nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności.

9.00 Dbam o oczyszczenie skóry nie tylko, jeśli muszę zmyć makijaż, ale też po śnie. Rano najpierw myję twarz ciepłą wodą i olejkiem, później przecieram tonikiem. Dopiero na tak przygotowaną skórę nakładam krem. Niestety mam skłonność do przebarwień, więc stosuję wysoki filtr przeciwsłoneczny. Wiem, że jak się już pojawią ciemniejsze plamki, to trudno się ich pozbyć. Do włosów używam odżywki bez spłukiwania firmy MUK, która ma aż 20 zastosowań (śmiech). Nie obciąża, zapewnia ochronę termiczną, redukuje łamliwość, zabezpiecza końcówki… Jest po prostu idealna dla kogoś, kto, tak jak ja, zapuszcza włosy.

9.30 Na co dzień prawie się nie maluję, ale lubię podkreślać oczy – dlatego mam przedłużone rzęsy. Są bardzo subtelne, ponieważ zależy mi na naturalnym efekcie. Od dłuższego czasu chodzę do Her Eyes Studio przy ulicy Hożej w Warszawie. Potrafią tak zrobić rzęsy, że naprawdę ciężko powiedzieć, czy są tak genialnie przedłużone czy tak naturalnie piękne. Zamiast podkładu stosuję czasem bazę Photo Finish Radiance Smashboxa, ponieważ nadaje ona skórze ładny koloryt, rozświetla ją i zmniejsza widoczność porów. I, co dla mnie najważniejsze, nie jest testowana na zwierzętach.

10.00 Do moich codziennych obowiązków należą: udział w próbach, gra na planie, występy w teatrze, a także nagrania w studiu dubbingowym. Często muszę kilka z tych miejsc odwiedzić w ciągu jednego dnia, więc dwoję się i troję, żeby wszędzie zdążyć na czas i jeszcze znaleźć chwilę na posiłek. Nie zawsze się udaje.

14.00 Kiedy tylko mam trochę więcej wolnego, to wykorzystuję ten czas na spotkania z najbliższymi. Moim rodzinnym miastem jest Gdańsk. Chętnie tam jeżdżę, bo morze mnie uspokaja. Jeśli mam tylko jeden dzień bez pracy, to zajmuję się domem – robię zaległe pranie, sprzątam. Staram się też znaleźć chwilę na odpoczynek.

17.00 Jeżeli chodzi o sport, to mam chwilowe przypływy motywacji. Do roli w filmie „Narzeczony na niby” schudłam kilka kilogramów. Stosowałam dietę i przez pół roku ćwiczyłam z trenerem personalnym. Dzięki temu mogłam swobodnie przechadzać się w bieliźnie przed kamerą. Kiedy tylko skończyłam nagrywać sceny rozbierane, zaczęłam wcinać pizzę. I jeszcze nabawiłam się kontuzji. Teraz na siłowni bywam zdecydowanie zbyt rzadko, zamierzam jednak zapisać się na sztuki walki i basen. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się wytrwać...

Uważam, że piękno zapewniają 8 godzin snu i picie zalecanej ilości wody. Skóra się za to odwdzięcza”. Julia Kamińska

18.00 Mam własny salon fryzjerski, który nazywa się Spiękniej i znajduje w Warszawie przy ulicy Poznańskiej. To takie moje miejsce. Każdy szczegół wystroju osobiście dopracowałam, przetestowałam zabiegi i kosmetyki. Używamy wyłącznie tych nietestowanych na zwierzętach, podajemy wyłącznie kawę najwyższej jakości (w oryginalnej zastawie z lat 60.) i idealnie schłodzone Prosecco. Pracujący u mnie fryzjerzy zdobywali doświadczenie na profesjonalnych sesjach zdjęciowych, a makijaże wykonują charakteryzatorki filmowe, m.in. wielokrotnie nagradzana na Festiwalu Filmowym w Gdyni Ewa Drobiec.

19.00 Oficjalne wyjścia mnie stresują, więc staram się wszystko zaplanować, żeby uniknąć wpadek. Jeśli mam czas, robię swój ulubiony zabieg – Maximus w salonie Skin Concept na Wilanowie. Wyglądam po nim tak, jakbym przez tydzień dobrze się wysypiała.

21.00 Wieczorem starannie oczyszczam twarz i smaruję ją różnego rodzaju olejkami. Moja skóra je kocha. Staram się dobrze o nią dbać, bo nie jest łatwa w pielęgnacji i ma skłonność do atopii. Dlatego dokładnie dobieram kosmetyki, uwzględniając jej potrzeby. Odwdzięcza mi się za te starania. Wiem o tym, bo charakteryzatorki często ją komplementują.

22.00 Staram się codziennie przed zaśnięciem przeczytać chociaż kilka stron dobrej książki. Weszło mi to już w krew i jak tego nie zrobię, mam wyrzuty sumienia.