Zosia Ślotała (30) jest jedną z najsłynniejszych polskich stylistek i mamą-bizneswoman. Jej Instagram cieszy się sporą popularnością - obserwuje ją tam ponad 110 tysięcy fanek. Tylko nam zdradziła, jak wygląda jej dzień i co sprawia, że mimo pracy 24 h na dobę, zawsze wygląda promiennie i świeżo.

6.00 Zawsze budzą mnie moje dzieci, Rania i Leonard, potem jemy razem śniadanie. Taki wspólny początek dnia jest dla mnie najważniejszy. Poranny rytuał to kawa, którą codziennie przygotowuje mój partner, Kamil. Robi tę najsmaczniejszą. Niestety nasze dzieci mają tyle energii, że zazwyczaj nie jesteśmy w stanie spokojnie jej wypić.

8.00 Rano mam zbyt dużo obowiązków,  żeby przesiadywać długo w łazience. Biorę prysznic, przemywam twarz  tonikiem, nakładam krem pod oczy i do twarzy. I oczywiście robię makijaż, zazwyczaj delikatny. Lubię podkłady, które dobrze kryją, ale nie obciążają skóry, np. marki Smashbox. Chętnie używam kosmetyków mineralnych. Podkłady w takiej formie bardzo fajnie wtapiają się w skórę. Ostatnio nie rozstaję się z cieniami  do powiek Claré Blanc z kolekcji Doktor Makeup. Są lekko brokatowe i cudownie wyglądają na powiece. Z kolei Nars ma świetne pomadki. Sięgam przede wszystkim po te w naturalnych kolorach. Zapachy lubię słodkie i intensywne, takie jak z warszawskiej perfumerii Sense Dubai.

9.00 Po odwiezieniu dzieci do przedszkola trzy razy w tygodniu mam trening z trenerem personalnym. Zaczęłam ćwiczyć, by dbać o sylwetkę, ale sport stał się moją pasją. Dyscyplina, którą najchętniej uprawiam, to karate. Daje mi ono wyciszenie, pomaga pracować nad koncentracją, uczy skupiania się. Kiedy jestem na macie, wszystko, co mam na głowie, czyli praca i rodzina, schodzi na drugi plan.

10.30 Naładowana pozytywną, sportową energią, jadę do swojej pracowni, gdzie projektuję ubrania dla dzieci. Po urodzeniu córeczki zaczęłam się interesować modą dla najmłodszych. Postanowiłam stworzyć dla nich ubrania, które będą eleganckie, wyjątkowe, idealne na szczególne okazje  – i tak zostałam właścicielką marki Petite Maison. Nie tworzę rzeczy infantylnych, chcę, żeby dziewczynki czuły się jak małe damy. Stawiam na ponadczasową klasykę, a kolekcje szyję tylko z naturalnych materiałów. Codziennie spotykam się z krawcowymi. Kiedy chodzi mi po głowie jakiś projekt, konsultuję go z nimi i razem dostosowujemy moje pomysły do rzeczywistości. W drugiej połowie dnia odwiedzam swój sklep, który znajduje się w Warszawie na ulicy Wilczej. Poza pracą nad Petite Maison mam również inne obowiązki. Biorę udział w sesjach zdjęciowych, kampaniach reklamowych, czasami – chociaż coraz rzadziej – zdarza mi się pracować jako stylistka. Jednak własna firma jest moim najważniejszym celem. Miała być dodatkowym zajęciem, a okazało się, że poświęcam jej całą uwagę.

14.00 Wolne dni spędzam przede wszystkim z rodziną, dbam o to, żebyśmy wspólnie jadali posiłki. Wtedy spotykamy się oczywiście z rodzicami – moimi i Kamila. W weekendy zachęcam też dzieci do aktywności. Chodzimy na spacery, a z córką do Gym Generation, siłowni dla dzieci. Jest tam wyznaczony tor, który trzeba pokonać, co uczy maluchy stabilizacji, równowagi, poprawia ich sprawność. To bardzo fajne miejsce, w którym można obudzić w najmłodszych pasję do sportu. Jest to także wyjątkowy czas – tylko dla mnie i mojej córeczki.

17.00 Jeszcze do niedawna nie miałam głowy do tego, by o siebie lepiej zadbać. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że skoro tak ciężko pracuję, należy mi się trochę relaksu. Dbanie o urodę powierzam ekspertom z Instytutu Maé Health. Sam wystrój tego miejsca sprawia, że dobrze się w nim czuję. Zabiegi wykonywane są tam z użyciem sprowadzanych ze Stanów Zjednoczonych naturalnych kosmetyków marki Tata Harper. Korzystam z tych na twarz i ciało. Szczególnie intensywnie nawilżających, bo moja sucha cera potrzebuje odżywienia.

„Cieszę się swoją młodością. Dlatego nie chowam się pod mocnym makijażem. Stawiam na naturalność”. ZOSIA ŚLOTAŁA

19.00 Jeżeli mam trochę więcej czasu, chodzę na koncerty albo do kina. Niedawno spodobał mi się film „Bohemian Rhapsody”, czyli biografia Freddiego Mercury’ego z grupy Queen. Był dla mnie nie tylko inspiracją muzyczną, ale też modową. Jesteśmy z Kamilem uzależnieni od seriali. Wieczory najczęściej spędzamy z Netflixem, choć ostatnio pochłonęło nas „Pod powierzchnią” na TVN-ie.

22.00Dwa razy w tygodniu staram się zrobić peeling całego ciała kosmetykiem Miya. Lubię też mgiełkę kokosową do twarzy tej marki. Zawsze mam ją przy sobie, w biurze i w domu. Nie wyobrażam sobie po kąpieli nie nasmarować się balsamem – kremy do ciała zużywam litrami! Regularnie robię także maseczki, najczęściej te w płachcie. Hitem dla mnie są pięknie pachnące pianki pod prysznic Rituals. Do włosów stosuję kosmetyki Kérastase. Nie pomijam żadnego zalecanego etapu pielęgnacji: najpierw szampon, potem odżywka, do tego jeszcze olejek i płyn do skóry głowy. Po takiej kuracji włosy są zdrowsze.

23.00 Przed snem spryskuję poduszkę sprayem lawendowym Deep Sleep. Kiedy po ciężkim dniu głowa nadal intensywnie pracuje, on pomaga mi się wyciszyć, uspokoić i naprawdę ułatwia zasypianie.