Lubię swoją pracę, bo każdy dzień przynosi coś nowego, i współczuję ludziom, którzy rano jadą do znienawidzonej roboty. Ja z uśmiechem jadę do pracy” – twierdzi Jacek Czarnecki, kiedyś reporter wojenny, a dziś warszawski reporter w Radiu ZET. Bo dziennikarz to nie zawód, to prawdziwa pasja, powołanie, sposób na życie. Cała ekipa ZET-ki każdego dnia wkłada mnóstwo pracy, czasu i serca, by przekazywane nam informacje były rzetelne, ciekawe, przydatne i zawsze jak najbardziej aktualne. Chociaż wstawanie skoro świt nie należy do najprzyjemniejszych, to oni z wielkim zaangażowaniem jadą do radia i tworzą programy, od których my, słuchacze, lubimy rozpocząć dzień. Jak wyglądają te ich poranki? 

„Zawsze zaczynam od kawy z mlekiem, potem odpalam internet i mam dziesięć minut świętego spokoju. Dzień, który zaczyna się inaczej, natychmiast zaburza mój rytm. Dlatego nie znoszę wszelkich badań lekarskich, na których trzeba być na czczo” – mówi Daniel Adamski, dyrektor informacji Radia ZET.

Swoje poranne rytuały ma również Jacek Czarnecki: „Nie rozpocznę dnia bez sprawdzenia, co się dzieje na świecie i w Polsce. Piję herbatę i biorę leki na pamiątkę dawnych wojen, na których byłem. Nigdy nie jem śniadania, bo przed i po lekach przez godzinę nie mogę jeść. A potem w drogę”.

Taki poranny rytuał jest obcy gospodyni „Gościa Radia ZET” – Monice Olejnik: „Budzi mnie budzik w komórce. Nie otwieram oczu sama z siebie o 5.40, bo uwielbiam spać. Najgorsze jest budzenie w zimie, bo wtedy jest tak samo potwornie ciemno o 5.30, jak o 17.30” – opowiada dziennikarka. Od poniedziałku do piątku przychodzi do radia o 6.30. Kiedy wychodzi z domu, to wszyscy jeszcze śpią. Nawet pies nie zwraca uwagi  na to, że jego pani opuszcza mieszkanie.

Inaczej jest u Daniela Adamskiego: „Konieczność wstania z łóżka wkurza mnie, ale na szczęście mam dwa boksery – Gapę i Ufo, które rozrabiają od 6 rano. Trudno mieć przy nich zły humor”.

Z czwórki dziennikarzy tylko Iza Szumielewicz nie narzeka na poranne wstawanie. „Należę do osób, które bardzo wcześnie wstają. Lubię pracować o poranku. Lubię też o tej porze obserwować i fotografować przyrodę” – przyznaje dziennikarka. „W pracy mówią na mnie cyborg. Jestem typem zadaniowca – bardzo wytrwałego, a czasami, gdy sytuacja tego wymaga, bardzo zdeterminowanego” – dodaje.

 

Właśnie te cechy pomagają jej w prowadzeniu Fundacji Radia ZET, która pomaga dzieciom z wadami serca. Fundacja powstała z inicjatywy rozgłośni radiowej i jest jedną z nielicznych fundacji medialnych. Szumielewicz to motor napędowy tego przedsięwzięcia – w dużym stopniu odpowiada za sukces fundacji. „Nasz największy powód do dumy to stworzenie pierwszej w Europie pediatrycznej sali hybrydowej. Przeznaczyliśmy na ten cel 5 milionów złotych, które pochodziły wyłącznie z 1procenta podatku” – opowiada Iza.

Cała czwórka jest związana z radiem od kilkunastu lat. Jednak pomimo ogromnego zaangażowania i starań czasami zdarzają się wpadki. Jacek Czarnecki jednej nie zapomni do końca życia: „Warszawa. Wejście na żywo o 6 rano, na dworze 27 stopni mrozu, a ja mam powiedzieć coś o marznących pasażerach i pomocy bezdomnym. Zacząłem mówić o ludziach śpiących na przystankach, że trzeba ich budzić, bo może pijani i zamarzną, i… Nie wiem, co dalej? Czułem, że mówię jakieś głupoty, że natychmiast powinienem skończyć. Nagle usłyszałem sam siebie i nie mogłem uwierzyć własnym uszom – na ogólnopolskiej antenie zacząłem radzić, że… alkohol trzeba wyrzucić do śmieci. Po powrocie do redakcji czekały na mnie moje złote myśli wydrukowane i powieszone przez kolegów wszędzie, nawet w toalecie” – wspomina ze śmiechem reporter.

Jego redakcyjny kolega, Daniel Adamski, też ma co wspominać: „Kiedyś przeżyłem pobudkę z uwierającym w plecy telefonem. Była ósma, co oznaczało, że od dwóch godzin powinienem być na antenie i prowadzić wiadomości. Tymczasem jakimś cudem moja komórka »wyłączyła się� i znalazła w łóżku. Pół redakcji próbowało się ze mną skontaktować, na próżno. Nigdy wcześniej tak szybko się nie ubrałem. Dotarłem do radia szybciej... niż prąd” – opowiada.

Monika Olejnik to uosobienie profesjonalizmu. W całej karierze radiowo-telewizyjnej nigdy nie zdarzyło jej się zaspać czy nie dojechać do pracy. „Nawet jak jestem na wakacjach, to obserwuję polityczny świat, bo piszę co tydzień felietony do »Gazety Wyborczej«. Nie mam takiego czasu, że jestem oderwana od rzeczywistości” – mówi dziennikarka. A jak regeneruje organizm w ciągu dnia? „Czasami zdarzają mi się 15-minutowe drzemki, a kiedy się budzę, nie wiem, czy jest rano, czy wieczór” – dodaje.

Niektóre wydarzenia szczególnie zapadają w pamięć dziennikarza, zwłaszcza takiego jak Jacek Czarnecki, który przez kilkanaście lat był reporterem wojennym. Jedną z historii na zawsze będzie nosił w sercu. „Z afgańskiego Hindukuszu próbowałem dostać się do Kabulu. O 4 rano ktoś mnie obudził i powiedział, że muszę wyruszać natychmiast, bo idzie burza śnieżna i za parę godzin ostatnia przełęcz będzie nie do przejścia aż do wiosny. Ruszyliśmy w górę, a po czterech godzinach myślałem, że umrę z zimna i wysiłku, ale udało się” – relacjonuje.

Z kolei Iza Szumielewicz i Daniel Adamski z wielkim wzruszeniem opowiadają o poranku 11 września 2001 roku i 10 kwietnia 2010. „Atak na Word Trade Center spowodował, że przez godzinę klęczałem przed telewizorem i łzy leciały mi po policzkach. A kiedy dowiedziałem się o katastrofie smoleńskiej, wsiadłem do samochodu i pędziłem do radia przez Warszawę z prędkością120 km/h, na światłach awaryjnych, z przeświadczeniem, że nie żyje moja reporterka…” – wspomina Daniel. „Dziś wiem, jakim wyzwaniem jest pozostanie profesjonalnym, a jednocześnie oddanie słowem atmosfery jakiegoś zdarzenia. Dobry przykład to 11 września. Akurat czytałam wiadomości, kiedy zobaczyłam, że w południową wieżę WTC wbija się drugi samolot. Wstrząsające było wtedy nawet samo opisywanie gęstego czarnego dymu” – wspomina Iza.