„SŁODKIE ŻYWIOŁY WE MNIE ŚPIĄ” – POCZĄTKI

Maryla Rodowicz: ,,Pierwszy raz zwróciła mi na Edytę uwagę moja koleżanka Helena Vondráčková, która grała z nią wspólny zamknięty koncert. Powiedziała mi: »Uważaj, ta to spiva«, czyli że umie zaśpiewać. To były czasy, kiedy Edyta śpiewała w Buffo”.

Dorota Szpetkowska, dziennikarka muzyczna TVP: ,,Kiedy powstawał musical »Metro«, jako reporterka Kuriera Warszawskiego podglądałam z kamerą pracę Janusza Józefowicza z zespołem debiutantów. Pamiętam, jak poraziła mnie wtedy młodziutka piękna dziewczyna, która w świetle laserów zaśpiewała »Litanię«. Zabiła wszystkich! Nie tylko głosem, również dojrzałością interpretacji, mimo swoich 18 lat. Po tym występie zaczęłam śledzić jej kroki, dowiadywać się, kim jest...”.

Elżbieta Zapendowska: ,,Spotkałam ją, jak była jeszcze dzieckiem. Niemal. Piękna dziewczyna. Wybitnie muzykalna. Zdolna. Skupiała na sobie uwagę i sama – jako dziecko – była bardzo skoncentrowana w chwili, gdy zaczynała śpiewać. Wtedy pomyślałam, że to rzadkie, wręcz niespotykane. Nie pamiętam, co jej najczęściej wbijałam do głowy, kiedy ją uczyłam. Miała wtedy 14 lat. Trzeba było ją poskramiać jako człowieka. Egzaltowana, wybuchowa, kapryśna. Taka wtedy była. Miała 1000 pomysłów na minutę”.

Elżbieta Skrętkowska, twórczyni programu ,,Szansa na sukces”: ,,Kiedy była gościem mojego programu, w którym śpiewano jej piosenki, pamiętam, że śpiewała tam Paulla Ignasiak – podobna do niej, mająca niemal identyczny głos. Ją zapamiętałam wtedy najbardziej. Była kopią Edyty. To było kilka lat temu”.

Robert Kozyra: ,,Miała okropne dzieciństwo. Traumatyczne. To rzutuje na całe życie. To nie były normalne rzeczy, które przytrafiają się ludziom. Zadziwiające, że to w ogóle przetrwała. To, że opuścił ją ojciec wydaje się najbalniejsze. Pamiętam, że byłem z Edytą w Londynie, kiedy tam próbowała kariery. Miałem spotkanie w Londynie z szefem wytwórni EMI. Za jego plecami były półki z materiałami jego najważniejszych artystów: Tiny Turner, Georga Michaela, Spice Girls, Robbie'ego Williamsa i... Edyty Górniak”.

Agata Miklaszewska, wspólnie z siostrą Maryną napisała libretto do musicalu ,,Metro”: „Pamiętam Edytę, kiedy przyszła na eliminacje do »Metra«. Była wtedy właściwie dzieckiem – najmłodsza ze wszystkich, piękna, zgrabna dziewczyna. Bardzo grzeczna, z pewnego rodzaju naturalną klasą, delikatnością i wielką wrażliwością. Kiedy teraz o niej myślę, przypomina mi się coś jeszcze. W jaki sposób śpiewała »Kasztany«. To było fantastyczne. Miała w sobie coś włoskiego – widzi się takie dziewczyny na ulicy w Rzymie – czarna sukienka, sandały i nic więcej. Wystarczy sama uroda. Od tego czasu wciąż wydaje mi się, że Edycie niczego nie trzeba dodawać. W teatrze miała fascynującą skromność sceniczną – jej gra nigdy nie była przesadą. Powinna zawsze pamiętać o tym kontrapunkcie, na który niewiele gwiazd może sobie pozwolić, a ona tak”.

Krzysztof Krawczyk: ,,Nie zapomnę dnia Eurowizji. Kiedy okazało się, że Edyta prowadzi, a za nią długo, długo nic. A potem okazało się, że ma drugie miejsce. Siedziałem w towarzystwie przyjaciół. Popatrzyliśmy na siebie i powiedzieliśmy: »Jak tak można skrzywdzić człowieka«. To ona powinna wygrać!”.

Alicja Resich-Modlińska: ,,Pamiętam, jak przyjechałam do Opola, gdzie prowadziłam koncert debiutów. Na peronie przywitała mnie delegacja z prześliczną dziewczyną, trzymającą bukiet czerwonych goździków. To była Edyta”.

Jacek Cygan: ,,Edytę poznałem gdzieś w roku 1988 lub 89 za sceną festiwalu w Opolu, gdzie ciekawa świata wdarła się chyba nielegalnie. Potem, już po »Metrze«, w którym zabłysła, był taki charakterystyczny moment – na początku lat 90. miałem urodziny w barze na Starym Mieście w Warszawie. Edyta przyszła wtedy z Krzysztofem Antkowiakiem i przyniosła mi własnoręcznie upieczony torcik, na którym paliła się jedna świeczka. Następnie poprosiła mnie do łukowo sklepionej sieni, gdzie była fantastyczna akustyka i tam zaśpiewała mi »Happy Birthday to You...«. Czułem się jak prezydent Kennedy, stałem tam zdumiony, ze świadomością, że jednak Edyta śpiewa lepiej niż Marilyn Monroe! No i jeszcze Eurowizja. Kiedy przyszła do mnie w styczniu 1994 roku, bym napisał jej piosenkę, która potem była znana jako „To nie ja byłam Ewą”, nie powiedziała, że to na Festiwal Eurowizji. Potem wyjaśniała, że nie chciała mnie stresować. Powiedziała tylko, że tego będzie słuchać publiczność, która nie zna polskiego i że to ma płynąć i nie szeleścić!”.

Janusz Józefowicz: ,,Podczas eliminacji do »Metra« zwróciłem na nią uwagę, bo cechowała ją wielka muzykalność, dużej skali głos o ładnej barwie. Do tego była sympatyczna. Tak po prostu mi się spodobała”.

Barbara Melzer, aktorka musicalowa: ,,Dołączyła do zespołu »Metra« kilka miesięcy później. Patrzyliśmy na nią jak na takie duże dziecko. Nie z tego świata. Dopiero zaczęła schodzić na ziemię. Przez to nie każdy potrafił z nią być. Zostać jej przyjacielem”.

Janusz Stokłosa: ,,Trochę zalękniona dziewczyna, która w chwili, gdy zaczynała śpiewać, natychmiast zapominała o całym otaczającym ją świecie i w tym śpiewaniu wędrowała gdzieś w tylko sobie znane krainy”.

„ŁZY PŁYNĄ, ZMYSŁY ŚPIĄ” – PUŁAPKI SŁAWY

 

Robert Kozyra: Żaden wielki artysta nie jest łatwy. Pan Bóg zawsze daje talent z szaleństwem: Marilyn Monroe, Salvador Dali, Marlon Brando i również Edyta Górniak. Ona jest nadwrażliwa. Przeszkadza to jej w życiu, w pracy. Ale Edyta jest lepszą bizneswoman, niż się komukolwiek wydaje. Szybciej myśli i kalkuluje niż niejeden biznesmen. Mogłaby trzy razy sprzedać i kupić każdego, kto chce zrobić z nią interesy. Edyta nie jest w stanie sama wszystkiego udźwignąć. Ma dziecko i poświęca mu każdą wolną chwilę. Ma świra na punkcie Allana. Edyta jest fantastyczną matką”.

Krzysztof Krawczyk: ,,Jest delikatna – takie przynajmniej sprawia wrażenie. Wrażliwa, może nadwrażliwa. Niezwykle ciepła. Jest jak piękny kwiat. Ale musi mieć wokół siebie sztab ludzi. W 2009 roku na Top - trendach padła przede mną na kolana na oczach całej Polski. Nie wiedziałem, co zrobić. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem”.

Maria Szabłowska: ,,Ma to, co posiadło niewiele piosenkarek w naszej muzyce rozrywkowej. Predyspozycje gwiazdorskie. Z czego, tak mi się wydaje, biorą się jej kłopoty. Wiele zachowań, które się jej wytyka, są ze wszech miar usprawiedliwione. Kiedy wróciła po latach do Opola, zaśpiewała piosenkę, a później się rozpłakała, Edyta w październiku 2009 roku. wielu było tym oburzonych. Przecież ona wychowywała się w Opolu i jej wielkim marzeniem, jeszcze z dzieciństwa było, żeby zaśpiewać na tamtej scenie. Musiała się wruszyć!”.

Dorota Szpetkowska: ,,Myślę, że zbyt często, niepotrzebnie i chyba nieświadomie, działa przeciwko sobie. Największym nieprzyjacielem Edyty Górniak jest... Edyta Górniak. Jest wielką gwiazdą. Ma określony sposób bycia. Jednak to czasami działa odwrotnie, niżby chciała. Ludzie szczerze ją podziwiają jako artystkę, ale czy bardzo lubią jako człowieka? Chyba brakuje odrobiony pokory, by zdobyć bezwarunkowe uwielbienie tłumów”.

Elżbieta Zapendowska: „Już od bardzo dawna ja nie jestem dla Edyty nauczycielką, a ona przestała być moją uczennicą. To minęło. Ja się nie narzucam ze swoimi, jak je określam, mundrościami. Pytana, odpowiadam, nie pytana, nie wtrącam się. Nadwrażliwa czy wrażliwa? Jestem za tą drugą opcją. To jej pomaga i przeszkadza. Pomaga w podejściu do muzyki. Przeszkadza w życiu”.

Jacek Cygan: „Piosenka »To nie ja« jest uniwersalna, ale później okazało się, że ma bardzo osobiste momenty opisujące Edytę. Zwłaszcza: »Zanim w popiół się zmienię, chcę być wielkim płomieniem! Chcę się wzbić ponad świat, ogrzać niebo marzeniem!«. Te słowa budują piosenkę w sensie emocjonalnym, one są niejako credo mojej wizji Edyty – osoby bezkompromisowej, gotowej na wszystko! W piosence »Jestem kobietą« jest także jej portret – przecież fragment »Czasem jak odpływ zwalam z nóg, czasem jak przypływ sięgam ust« jest w stu procentach Edytowy! Tajemnica piosenki »Dotyk«, tajemnica miłości/ Zakląłeś mnie w dotyk, zmieniłeś mnie w dotyk, by strącić mnie w noc.../, to także o Edycie, jej wyjątkowej wrażliwości, niełatwej drodze uczuciowej”.

Barbara Melzer: ,,W czasach kiedy razem występowałyśmy w »Metrze«, była dla mnie dziwnym zjawiskiem. Niesamowicie obdarzona: talentem, urodą, wrażliwością. Miała tego tyle, że nie potrafiła sobie z tym poradzić. Tak ją wtedy odbierałam. Że nie radzi sobie z nadmiarem dorodziejstwa, które otrzymała od losu. My, artyści z pierwszego składu »Metra« traktowaliśmy siebie na równi. Nie chcieliśmy gwiazd w zespole. Każdy z nas rozumiał, że naszą siłą jest bycie w zespole. Kiedy zaczniemy się dzielić na ważnych i ważniejszych, stracimy swoją siłę. Edyta była gwiazdą. Chciała być tak traktowana. A my tego nie robiliśmy. Wydaje mi się, że miała z tym problem. Jej tego bardzo było potrzeba. Po wymianie artystów, ludzie z drugiego składu »Metra« nosili ją na rękach. Traktowali jak królową. Pokochali ją. Wtedy rozkwitła”.

Robert Janowski: „Edyta była i pewnie jest osobą nadwrażliwą, o bardzo kruchej emocjonalności. Zawsze robiła wszystko na 200 procent, co nie zawsze było uznawane przez zespół jako właściwe”.

Janusz Józefowicz: ,,Ja kilka razy wyrzucałem i przyjmowałem Edytę do »Metra «. Czasami Edytka była trudna do opanowania. Pewnego dnia przyszła do mnie delegacja artystów teatru i zapytała mnie: »Dlaczego i tym razem – a musiało znowu coś się wydarzyć – nie wyrzucam Edyty z zespołu i dalej ją toleruję?«. Uważali, że zachowuję się w stosunku do nich nie fair. Ja odpowiedziałem im: »Kiedy będziecie tak utalentowani jak ona, to będę wybaczał wam tyle co jej«. W momencie kiedy zdecydowała się odejść z Buffo, napisała do mnie bardzo piękny list. Dziękowała mi za wszystko, czego się nauczyła, co mogła przeżyć razem z nami. Ważne jest, w jaki sposób ludzie się rozstają. Nam z Edytą wyszło to bardzo ładnie i to chyba dobrze o niej świadczy”.

Katarzyna Cerekwicka: „Prywatnie jest typową duszą artystyczną, czyli wrażliwą kobietą, ale pewną swoich atutów i uroku osobistego. Nie zapominajmy, że jest zodiakalnym skorpionem, który w chwilach zagrożenia potrafi mocno stąpać po ziemi”.

„CZUJĘ CIĘ PRZEZ SKÓRĘ” – MAGIA GŁOSU

Elżbieta Zapendowska: ,,Nawet byłam na siebie zła. Często. Za to, że Edyta wywołuje u mnie wzruszenie. A ja starałam się być zimną, wredną starą babą”.

Krzysztof Krawczyk: ,, Spotkałem ją po raz pierwszy w Krakowie, w sylwestra Polsatu. Kiedy zaśpiewałem, poszedłem na zaplecze coś zjeść. Obok była jej garderoba. Wszedłem, bo chciałem porozmawiać o tym, co mamy wspólnie śpiewać na TOPtrendach. ,,Edyta, kochana, powiedz mi, czy ty masz miłosierdzie nade mną? Bo boję się, że jak wystąpimy w duecie, to mnie »rozjedziesz« swoimi głosowymi możliwościami. Okażesz trochę litości? Na co ona odparła: »Krzysiu, nie wiem, czy to cię ucieszy. Ale ja tak po prostu śpiewam«.

 

Robet Kozyra: ,,Na jednym z londyńskich koncertów, na którym prezentuje się nowych artystów ludziom mediów, wśród 20 artystów, którzy chcieli zaistnieć na rynku, wystąpiła Edyta. W większości dziennikarze pili wino, rozmawiali, dyskutowali, a w tle występowali z 2 piosenkami nowi artyści. Edyta była jedyną artystką nie z Londynu. Kiedy wyszła na scenę, tłum zamarł. Wszyscy przestali rozmawiać. Już w trakcie występu dostała ogromne owacje. Kiedy skończyła śpiewać, a na scenę weszli inni artyści, dyskusje zaczęły się od nowa”.

Barbara Melzer: ,,Kiedy wyjeżdżaliśmy z »Metrem« w Polskę, natrafialiśmy na fatalne warunki techniczne. Szczególnie, kiedy przyszło nam grać w jakichś halach. Nagłośnienie było do niczego. Odbiegało od normy. Niczego nie dało się wysłyszeć. A Edyta była jedyną osobą, która nie fałszowała”.

Irena Santor: ,,Pamiętam, jak kiedyś śpiewała pieśń Stanisława Moniuszki. Niełatwą. Niepopularną. Zrobiła to tak pięknie, że uważam to za wzorzec. To było z okazji jubileuszu Marii Fołtyn. Arcy, arcymuzykalnie, arcypięknie”.

Dorota Szpetkowska: ,,Jej głos to prawdziwy dar od Boga. Trudno go analizować. Jest zjawiskowy. Jego wielkim atutem jest duża skala. Edyta potrafi śpiewać bardzo wysoko, a głos nie traci mocy w najwyższych rejestrach. Trudno po Edycie jakąkolwiek piosenkę powtórzyć i zrobić takie wrażenie, jakie robi ona”.

Maria Szabłowska: ,,Ona jest bardzo, wyjątkowo szczera, kiedy śpiewa. Ona tego nie kalkuluje. To bardzo cenne. Niech się tego nie pozbywa. Pamiętam, jak wzruszyła mnie, kiedy nagrywaliśmy jedną z »Wideoteka dorosłego człowieka«. Z okazji urodzin Jacka Cygana. Była wtedy dwa miesiące po urodzeniu Allana. Oblegana przez fotografów, śledzona. Byłam przekonana, że nie przyjmie zaproszenia. Że nie ma jej co proponować. »Ale ja przyjdę, mam do was zaufanie« – powiedziała. Potem, już w studiu przyznała jeszcze: »Jacek to jest dla mnie bardzo ważna osoba. Nie mogłam inaczej zrobić. Poza tym, jak mam do kogoś zaufanie, to niczego się nie boję«”.

Robert Janowski: Nieczęsto się zdarzało, że słuchaliśmy się wzajemnie podczas spektakli »Metra«, ale jak ona śpiewała »Litanię« – w kulisach i zakamarkach sceny naprawdę wielu z nas kręciło z niedowierzaniem głową.

„CHCĘ BYĆ WIELKIM PŁOMIENIEM” – OGIEŃ MIŁOŚCI

Dorota Szpetkowska: ,,Nie wiem doprawdy, czego jej w życiu do szczęścia potrzeba. Ma przecież tak wiele... Ale... Wiem. Życzę jej po prostu spokoju ducha. To doskonała baza do szukania spełnienia we wszystkich dziedzinach życia”.

Krzysztof Krawczyk: ,,Pamiętam, jak kiedyś, długo jadąc, rozmawialiśmy w moim samochodzie w obecności Darka Krupy, wtedy męża Edyty, i mojej żony Ewy o miłości, o tym, że trzeba ją hodować jak roślinę, podlewać. Mówiła o tym tak spokojnym, przejętym głosem. Nigdy tego nie zapomnę. Ona musi mieć teraz dobrą opiekę. Miała taką. Dawał ją jej mąż. Szkoda, że to się rozleciało. Widocznie tak miało być”.

Elżbieta Zapendowska: ,,Jako kobiecie życzę jej szczęścia i spokoju. Wyciszenia”.

Maria Szabłowska: ,,Ona szuka miłości swego życia. Wydawało się, że był nią Darek. Stanowili bardzo fajną parę. Ale się nie udało”.

Jacek Cygan: ,,Chciałbym, by była szczęśliwa według swojej koncepcji szczęścia, nie naszej, nie mojej! Uważam, że my wszyscy, jej przyjaciele, fani i słuchacze, powinniśmy zrozumieć, że Edyta robi coś niezwykłego, że takie otwarcie się na scenie ogromnie dużo kosztuje, że po takim wysiłku człowiek jest bezbronny jak dziecko.

Maria Szabłowska: ,,Ciężko jest takiej osobie jak ona, znaleźć partnera. Nie wszyscy mężczyźni umieją być mężami wielkich gwiazd”.

„JESTEM DOBREM, JESTEM ZŁEM”– CO DALEJ?

Dorota Szpetkowska: „Gdyby Edyta zdecydowała się na pracę z profesjonalnym menedżerem z najwyższej międzynarodowej półki i pozwoliła takiej osobie poprowadzić swoją karierę – mogłaby bez problemu wyjść z naszego rodzimego podwórka na świat. Szkoda, że nie zrobiła kariery poza Polską. Zawsze była, jeśli mogę to tak nazwać, naszym pierwszorzędnym towarem eksportowym”.

Robert Kozyra: ,,Czy ona się marnuje? Być może ta sytuacja jest wpisana w jej los. Są genialni artyści, którzy wydali tylko kilka płyt. Dwa lata temu wspólnie zrobiliśmy piosenkę do filmu ,,To nie tak, jak myślisz kotku” – przebój. Ale to była tylko taka przygoda. Wiedziałem, że to jest dobry utwór dla Edyty i, mimo że najpierw odmówiła, w końcu udało nam się to razem zrobić. Szkoda, że nic potem nie nagrała, ale rozwód i walka o dziecko pochłonęły ją całkowicie. Jej problem polega na tym, że ona jest sama. Nie ma zespołu zawodowych menedżerów którzy pomogliby jej. Ich zadaniem jest szukanie piosenek, autorów, kompozytorów, producentów, itd. Każda duża gwiazda to duża firma. Poza tym trzeba chcieć zauważyć na swojej drodze kogoś, kto może nam pomóc. Może Edyta przeoczyła takich ludzi , a może nie była wtedy skupiona na karierze. Mam wrażenie, że osiągnięcie szczęścia w życiu jest dla niej ważniejsze niż ściganie się na listach przebojów. Jeśli miałaby zaczynać znowu za granicą, musiałaby się po pierwsze przeprowadzić do Londynu lub Nowego Jorku, po drugie mieć sztab ludzi, którzy poświęciliby tylko jej następne 5 lat”.

Elżbieta Zapendowska: ,,Niektóre jej piosenki nie spełniają moich oczekiwań. Powinna zadbać o repertuar, który będzie pasował do niej. Ona nie jest maszynką do wykonywania muzyki tanecznej. Niech śpiewa znakomite teksty przy wspaniałej muzyce. Rzadkością jest to, co ona potrafi : buduje napięcie. Musi mieć materiał muzyczny, który będzie jej pomagał, a nie przeszkadzał. Niech zrobi konkurs dla piszących teksty!”.

Krzysztof Krawczyk: ,,Edyta przebiłaby się w repertuarze zagranicznym, także w USA. Bo udało jej się osiągnąć coś niezwykle trudnego. Żeby śpiewać po amerykańsku bez akcentu”.

Robert Janowski: „Życzę Edycie, by nagrała piosenkę, która będzie światowym hitem. Naprawdę na to zasłużyła”.

 

Maria Szabłowska: ,,Nie powinna słuchać podszeptów. Często nasze gwiazdy schodzą na manowce, bo różni im różnie podpowiadają. Niech kieruje się tym, co czuje. Powinna teraz nagrać nową płytę. Jej wiek to najlepszy moment życiowy. Dla niej powinni pisać najlepsi kompozytorzy i tekściarze. Ona jest z tego gatunku, który sam sobie nie pisze. Może Seweryn Krajewski, który napisał płytę dla Piaska, mógłby teraz dla Edyty? Myślę, że z przyjemnością by to zrobił”.

Agata Miklaszewska: Chciałabym, żeby śpiewała dobre teksty – ma za piękny głos na banalne słowa. Jej głos jest inny niż wszystkie, jest bardzo oryginalny, a to skłaniałoby do szukania czegoś oryginalnego, niebanalnych środków wyrazu. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie dla niej musical albo muzyczny film. Takie kariery jak Edyty nie kończą się wcześnie – są oparte na silnym fundamencie. A więc – wszystko przed nią. Ona przez te wszystkie lata wcale się nie zmieniła. Ma cechę, z którą łatwiej by jej było żyć w Ameryce: tam kocha się tych, którzy mają uczucia na wierzchu, taką szczerość serca, która jest widoczna nie tylko w życiu, ale i na scenie, i która uderza prawdą. U nas, w naszym mrocznym kraju, ta uzewnętrzniona wrażliwość utrudnia jej życie. Edyta powinna być kochana, a wciąż wlecze się za nią pełno niewartych uwagi prześladowców”.

Janusz Józefowicz: ,,Nie wykluczam, że razem będziemy pracować. Mamy dobre wspomnienia. Jeżeli tylko będę robił projekt, który dałby szanse Edycie na artystyczne zaistnienie, to się na pewno do niej zwrócę. Spotkaliśmy się niedawno przy okazji koncertu z Buffo. Było normalnie, sympatycznie”.

Barbara Melzer: ,,Wiem, że potrafi śpiewać cudownie nastrojowe piosenki. Chciałbym usłyszeć ją w kołysankach i bossa novie. Potrafi stworzyć nastrój”. Janusz Stokłosa: ,,Napisałem dla Edyty nową piosenkę, tylko od roku nie możemy się spotkać – zresztą mam wrażenie, że Edyta trochę tego spotkania się boi”.

Tytuł i śródtytuły to cytaty z najpopularniejszych piosenek Edyty Górniak.