Grasz właśnie w spektaklu “Mayday2” ­- to spełnienie marzeń́, czy zrządzenie losu?

Od dziecka pamiętam jak ojciec powtarzał mi, że aktor, który chce się̨ rozwijać́ musi mieć́ kontakt z teatrem. Zawsze wydawało mi się̨, że hollywoodzcy aktorzy od razu byli wielkimi gwiazdami. Otóż̇ nie. Oni również̇ zaczynali swoją przygodę̨ z aktorstwem na scenie. Wielu moich idoli z dzieciństwa takich jak Al Pacino, Anthony Hopkins czy Robert De Niro zaczynało na deskach teatru. Dopiero później przyszedł czas na wielką karierę̨ na dużym ekranie.

Od teraz stawiasz na teatr?

Teatr jest nie tylko moim pomysłem na siebie, ale także drogą, którą chcę kroczyć́. Od zawsze zazdrościłem moim kolegom, którzy grali na scenie. Wydawało mi się̨, że bez szkoły teatralnej sobie po prostu nie poradzę̨ i nigdy nie dostanę takiej szansy. A tu nagle spełniło się moje największe marzenie. Gdzieś ktoś u góry napisał wspaniały scenariusz w momencie, w którym naprawdę byłem na to gotowy. Spotkałem na swojej drodze debiutująca producentkę Kamilę Polak, której marzeniem było wyprodukować spektakl “Mayday2”. Zaprosiła mnie do tego projektu, ale także wielu innych wspaniałych i co najważniejsze zdeterminowanych do pracy aktorów. Mimo wielu przeciwieństw losu, wielu trudności udało nam się stworzyć coś oryginalnego.

Jak publiczność zareagowała na showmana w teatrze?

To jak reagowali widzowie już podczas pierwszych przedstawień przedpremierowych przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Były brawa podczas spektaklu i nieustające salwy śmiechu. Czasami było tak głośno, że musieliśmy robić dłuższe pauzy podczas grania, żeby ludzie nas usłyszeli. Odbiór widowni był dla mnie największą nagrodą i potwierdzeniem naszego zaangażowania oraz ciężkiej pracy jaką włożyliśmy w ten projekt. Teraz już wiem, że to nie był przypadek!

Wojewódzki też jako amator zagrał Woodego Allena, więc dlaczego uważałeś́, że sobie nie poradzisz?

Kuba jest przede wszystkim dziennikarzem, który świetnie zna się̨ na swojej pracy. To była dla niego przygoda. Jednak dla mnie aktorstwo jest całym życiem. Moją największą̨ pasją. Wiem, że chcę to właśnie robić́. Tak jak on spróbował teatru, tak ja spróbowałem telewizji. Jednak teraz wiem że moja drogą jest granie. Chociaż jak życie wielokrotnie mi pokazało, nigdy nie wiesz, co może cię jeszcze spotkać. Dlatego chyba jestem bardziej otwarty na świat.

Powróćmy do sztuki. Wcielasz się w niej w główną rolę Stanleya Gardnera -­ to było duże wyzwanie aktorskie?

Przyznam, że ta rola od kilku lat siedziała w mojej głowie. Poniekąd była spełnieniem moich marzeń́. Pięć́ lat temu, kiedy po raz pierwszy we Wrocławiu zobaczyłem spektakl “Mayday2” pomyślałem, że chce w nim zagrać́. Wówczas myślałem, że gdybym tylko dostał taką szansę zrobiłbym to jak najlepiej potrafię.

 

Szybko nauczyłeś się dyscypliny pracy, która panuje w zespole teatralnym?

Za wszelka cenę chciałem wyzbyć się egoizmu w graniu i stworzyć miejsce dla innych aktorów. Myślę, że tę lekcję odrobiłem. Czytając biografię Hopkinsa zapadło mi w głowie zdanie, że nie da się stworzyć dobrej roli grając samotnie. Dlatego starałem się być blisko całego zespołu, co zresztą nie było aż tak trudne. Dzięki wspaniałej, rodzinnej atmosferze, którą tworzyli producent, reżyser i aktorzy czułem, że oni są blisko mnie. Mistrzowie zen powtarzają̨, że kiedy będziesz na coś gotów, to cie to spotka. I mnie to właśnie spotkało.

Miałeś chwile kryzysu?

Oczywiście. Niejednokrotnie miałem ochotę po prostu uciec. Jednak największy kryzys dopadł mnie tydzień́ przed pierwszym spektaklem. Zacząłem wówczas odczuwać ogromne napięcie na przemian z lękiem i zwątpieniem. Poprosiłem wtedy mojego tatę, żeby przejrzał scenariusz i opowiedział mi o mojej roli. Żeby, jako reżyser udzielił mi kilku profesjonalnych rad. Kiedy się spotkaliśmy zacząłem mu opowiadać́ o mojej wizji postaci. Pamiętam, że tata patrzył na mnie wielkimi oczami i niedowierzaniem. Zamknął wszystkie swoje notatki i powiedział mi, że chciałby pracować́ z aktorem, który ma taką świadomość́ roli i wie tyle o postaci, w którą się wciela. Usłyszałem: “Mikuniu, rób swoje”. Bardzo mnie to wzruszyło i chyba to była największa nagroda!

Rodzice widzieli już spektakl?

Mama jeszcze nie. Przyjedzie z mężem na premierę 14 lutego. Na pokaz przedpremierowy przyszedł mój tata z Małgosią, którą żartobliwie nazywam macochą. Jak sam widzisz mam to szczęście że mam aż czworo rodziców. Pamiętam, że reżyser przyszedł za kulisy i powiedział “Twój tata siedzi i jest blady jak ściana”. Za to po spektaklu był rozpromieniony i bardzo szczęśliwy.

Był z Ciebie dumny?

Był i to bardzo i myślę̨, że nadal jest! Takiej wersji się̨ przynajmniej trzymam (śmiech).

 

Nie obawiałeś́ się krytyki?

Całe życie się̨ jej bałem! W podstawówce bałem się̨ podejść́ do odpowiedzi przy tablicy. A później okazało się̨, że wybrałem zawód, w którym jestem poddawany nieustannej ocenie. W dodatku teraz w erze Internetu każdy może pod nickiem wylać́ wiadro pomyj, bez większego powodu i jakichkolwiek konsekwencji. Ale krytyka też bywa konstruktywna!

Z czego wynikała ta obawa?

Od zawsze bardzo zależało mi, żeby wszystko to co robię̨ miało pozytywny odbiór. Od małego patrzyłem na ojca, który od początku do końca identyfikował się z tym, co robi. Też tak chciałem, dlatego całe życie chciałem robić́ wszystko jak najlepiej.

Ojciec zaraził Cię aktorstwem?

Jako nastolatek nie byłem nawet miłośnikiem jego filmów. Bardziej imponował mi Martin Scorsese. Wychowywałem się̨ głownie z mamą i dziadkami, więc wpływ mojego ojca na moje wychowanie nie był, aż tak duży. Nie potrafiłem się identyfikować z jego twórczością̨. Autoterapia, która jest w jego filmach do mnie, jako młodego człowieka nie przemawiała. Jedynie cytat z jego filmu Porno “Kiedy nie mogę̨ zasnąć́ liczę̨ dupy” przypadł mi do gustu.

Chyba wiem nawet czemu!

Ja chyba też (śmiech).

Nie chciałeś zostać jak on,­ reżyserem?

Nie. Nigdy mnie to nie pociągało. Dopiero w trakcie zdjęć do “Dnia świra” zobaczyłem na czym polega zawód reżysera. Zawsze myślałem, że reżyser siedzi na krześle, nic nie robi, a reszta zapie*dala. Teraz już̇ wiem, że to jest osoba, która spina całość́. Tak, jak na statku jest kapitan, tak na planie jest reżyser i teraz wiem, że to jest najtrudniejsza i najbardziej wymagająca funkcja. To właśnie on bierze na siebie największą odpowiedzialność za osiągniecie celu.

A życiowo Twój tata był dla Ciebie autorytetem?

Nie. Byłem młody, zbuntowany miałem echo w głowie. Moimi idolami w latach 90-­tych byli gangsterzy, a nie ojciec (śmiech). Dopiero po czasie, kiedy zacząłem rozumieć, co jest  w życiu naprawdę ważne, zacząłem dostrzegać jak ważna jest twórczość mojego taty. Nie byłem w tym osamotniony. Dopiero po filmie " Wszyscy jesteśmy Chrystusami " zrozumiałem na czym polega jego geniusz. Doceniłem wówczas jego ogromne zaangażowanie i pracę jaką wkłada w scenariusz. Teraz jest dla mnie nie tylko autorytetem, ale i bohaterem! Mimo, że pamiętam, że wówczas zawód reżysera nie był na liście najbardziej dochodowych profesji.

 

Ale chyba nie żyliście w biedzie...

Nie, ale żyliśmy bardzo skromnie. Tata mojej koleżanki był taksówkarzem, a jej rodzina miała kolorowy telewizor i dobry samochód. A my? Tata jeździł maluchem, jak sam o nim mówił: "czerwony rozklekotany trup". Wstydziłem się zaprosić znajomych do domu na urodziny. Pierwsze urodziny zorganizował mi mój przyjaciel Tomek Iwan, jak miałem... 30 lat. To było pierwsze moje przyjęcie urodzinowe w życiu, które odbyło się w dyskotece Tomka w Zakopanem. Nigdy ich nie zapomnę! Była to najwspanialsza impreza niespodzianka, na którą przyjechało wielu moich przyjaciół. Rafał Brzozowski przyjechał specjalnie z nart z Szwajcarii, żeby zaśpiewać mi “Happy Brithday”. To naprawdę zrobiło wrażenie! Do tego moi przyjaciele z wybrzeża wynajęli specjalnie balon, którym przelecieliśmy nad Zakopanem. To było nie lada wyzwanie - urodziny mam 29 grudnia praktycznie w środku zimy, co nie sprzyja takim wyprawom. Wtedy uzmysłowiłem sobie, że na piękne rzeczy warto w życiu poczekać. Tych urodzin nie zapomnę do końca życia. Zrozumiałem też jak ważni w życiu są ludzie, którzy cię otaczają.

Dojrzałość́ też w Twoim przypadku przyszła późno.

W moim życiu wszystko przychodzi późno, ale jak przychodzi to z wielkim rozmachem. Uważam, że dojrzewamy całe życie i na dojrzałości nigdy nie jest za późno. Kiedy przyszedł moment, jak skończyłem trzydziestkę. Wszyscy jeszcze spali, a ja wstałem i pomyślałem, że to już̇ jest koniec. Nigdy nie będę̨ miał już̇ dwudziestu kilku lat. Coś się̨ skończyło.

To był dla Ciebie kryzys, czy przełom?

Myślę̨ teraz, że bardziej przełom. Właśnie z kryzysów rodzą̨ się̨ przełomy. Nic bardziej niż̇ kryzysy nie pobudza mnie do refleksji. Wtedy poczułem duży strach. Lęk wynikał z tego, że nie wiedziałem co będzie później. Jednak po czasie wszystkie zmiany wychodzą̨ mi na dobre. Przynajmniej jak do tej pory.

Lubisz pracować́?

Teraz na pewno lubię bardziej niż kiedyś. Wtedy chciałem po prostu błyszczeć! Staram się unikać bankietów i imprez branżowych, bo nie interesują mnie okładki w brukowcach, czy obecność na portalach plotkarskich. Praca stała się dla mnie wyzwaniem i ogromną wartością, a efekt końcowy to wszystko nagradza.

Dopadła Cię odpowiedzialność!

Dużo dał mi “Taniec z Gwiazdami”. Nigdy nie potrafiłem tańczyć́ i całe życie stałem pod ścianą. Zastanawiałem się, jak moi kumple podrywają̨ laski na imprezach. Jednak oni... potrafili tańczyć. Najdłużej ze wszystkich trenowałem, po czym słyszałem od mojej trenerki, że nigdy jeszcze nie trafiła na taki antytalent. Sam ją wyciągałem na salę treningową, żeby nauczyć się jeszcze więcej i więcej. Pomimo braku jakichkolwiek predyspozycji. Następnego dnia przychodziłem i mówiłem: “Dzisiaj zaskoczę wszystkich!”. Po czym słyszałem od swojej trenerki: “Michał. Zejdź́ na ziemię! Nie stanie się jutro tak, że zatańczysz jak Travolta. Zatańczysz tak samo beznadziejnie jak dzisiaj”. Bardzo mnie to motywowało (śmiech). Wtedy zrozumiałem, że moje wyobrażenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

 

A teraz, o czym marzysz?

Chciałbym, żeby rozwijała się moja kariera teatralna. To jest spełnienie moich największych marzeń́. Uważam, że to dopiero początek. Kiedyś́ za łatwo wszystko przychodziło i nie potrafiłem tego docenić. Po niewielkim występie w filmie moja rola zyskała miano kultowej. Teraz już wiem żeby zrealizować siebie i swoje marzenia trzeba dużej determinacji i ciężkiej pracy.

Jesteś́ zakochany?

Nie. Przyznam, że też na siłę̨ nikogo nie szukam. Miłość́ to przede wszystkim odpowiedzialność́ za drugiego człowieka. Żeby pokochać́ kogoś́ trzeba najpierw pokochać́ siebie.

A Ty już siebie pokochałeś?

Uczę̨ się tego cały czas. Kiedyś́ miałem za niskie poczucie własnej wartości. Czułem się gorszy od innych. Chyba dlatego pojawiła się̨ chęć́ ucieczki od rzeczywistości. Teraz ludzie mają Facebooka, a wcześniej były używki. Narkotyki i alkohol zastępowały dzisiejsze social media. Wierzę, że jak będę gotów to i przyjdzie czas na prawdziwą, a zarazem dojrzałą miłość o której zresztą od zawsze marzę.

Czułeś się skrzywdzony przez show­biznes?

Miałem poczucie krzywdy, ale chyba nie czułem się skrzywdzony. Z perspektywy czasu to była moja niedojrzałość́. Byłem naiwnym młodym człowiekiem. Wchodziłem tam z mentalnością̨ dziecka, ale wyszedłem z dużym bagażem doświadczeń́.

Do kogo miałeś największy żal?

Do wszystkich wokoło a po czasie zrozumiałem, że powinienem mieć sam do siebie.

Powróćmy na chwilę do dzieciństwa - jako dzieciak marzyłeś o byciu gwiazdą?

Pamiętam do dziś́, jak chodziłem po pokoju i mówiłem, że na pewno będę̨ wielki! Po czym ojciec wychodził i mówił: “K*rwa, kim Ty będziesz?! Jak Ty masz same pały od góry do dołu”. Po czym przychodziła matka: “Nie słuchaj tego starego wariata, i tak będziesz wielki!". Wtedy matka dawała mi siłę̨ i umacniała w wierze, że jednak będę̨ kimś́, po czym ojciec dodawał, że nie jest dla niego ważne kim będę̨ byle bym był szczęśliwy. Największym skarbem, jaki dostałem od rodziców było to, że zawsze czułem się kochany.

 

Zabolały Ciebie, jako Łodzianina z krwi i kości słowa Lindy, że Łódź to miasto meneli?

Raczej rozśmieszyły (śmiech). On nie powiedział tego, w takim kontekście. To media zachowały się beznadziejnie, bo najpierw rozdmuchały całą sprawę̨, a później dziennikarze brali do wypowiedzi samych meneli i pytali ich co sadzą̨ o słowach Lindy. Jakby inni ludzie tam nie mieszkali. Linda był tylko narzędziem w rękach mediów. W Paryżu bezdomni śpią w całym miesicie na ulicach i tam nikogo to nie dziwi, a Paryżanie są dumni ze swojego miasta.

Chciałbyś́ zostać ojcem?

O tak!

Co chciałbyś przekazać swojemu dziecku?

Żeby było szczęśliwym człowiekiem. Jako dzieciak pytałem ojca, kim chcesz żebym był w przyszłości? On zawsze odpowiadał mi: “Szczęśliwym człowiekiem”. Mogłem dla niego sprzątać́ ulice, ale najważniejsze żebym czerpał radość́ z tego, co robię̨. Żeby praca, którą wykonuje dawała mi szczęście i satysfakcję. Nie ważne jak byłaby skromna.

A teraz jesteś́ szczęśliwy?

Tak. Bo wysyłam dobrą energię i wyzbyłem się nadmiernych oczekiwań́ od świata. Kiedyś́ mogłem się̨ czuć́ nieszczęśliwy, bo miałem za dużo wymagań́ od rodziców, znajomych, show-biznesu i życia. To przyszło z czasem. Póki, co uczę̨ się̨ wyzbywać́ egoizmu.

 

 

NAJBLIŻSZE SPEKTAKLE Mayday2 z MICHAŁEM W ROLI GŁÓWNEJ

17 stycznia 2016 - Mogilno

21 stycznia 2016 - Lublin

7 lutego 2016 - Krosno

14 lutego 2016 - Warszawa-premiera

5 marca 2016 - Trzebinia k. Krakowa

6 marca 2016 - Częstochowa

3 kwietnia 2016 - Częstochowa

17 kwietnia 2016 - Bełchatów

18 kwietnia 2016 - Kielce

22 kwietnia 2016 - Bielsko Biała

23 kwietnia 2016 - Sosnowiec

24 kwietnia 2016 - Katowice

8 maja 2016 - Głogów

9 maja 2016 - Dzierżoniów

10 maja 2016 - Jelenia Góra

13 maja 2016 - Siedlce

14 maja 2016 - Olsztyn

15 maja 2016 - Radom

22 maja 2016 - Piła

18 listopada 2016 - Konin

19 listopada 2016 - Grudziądz

20 listopada 2016 - Gdańsk

28 listopada 2016 - Białystok