Ewa Chodakowska i Lefteris Kavoukis poznali się 10 lat temu podczas wakacji na greckiej wyspie Naksos. Ona pochodzi z Sanoka, jest trenerką fitness. Gdy mieszkała w Atenach, ukończyła Pilates Academy oraz IAFA College Athens. Od tamtej pory wydała 18 płyt DVD z programami treningowymi. Niedawno wyszła jej nowa, ósma książka. W 2017 roku założyła platformę VOD BeActive TV. W 2019 roku była jurorką w show tanecznym TVP „Dance Dance Dance”. On jest ateńczykiem, sportowcem i jednym z najbardziej znanych trenerów personalnych w Grecji. Jest absolwentem wychowania fizycznego i sportu na Uniwersytecie w Atenach. W ich wspólnej firmie BeBio pełni funkcję prezesa.

ANNA ZEJDLER: Ewo, osiem i pół roku temu przyjechaliście z Lefterisem z Grecji do Polski. Mieliście odważny plan na przyszłość. Czy sukces, jaki osiągnęliście, przerósł Wasze oczekiwana, czy raczej jest konsekwencją precyzyjnie realizowanego planu?

EWA: Kiedy opowiadaliśmy przyjaciołom o naszych pomysłach, słuchali z niedowierzaniem. Martwili się, że spotka nas wielkie rozczarowanie. To, do czego doszliśmy, przerosło nasze wyobrażenia. Marzyłam o rewolucji w myśleniu Polek o zdrowiu i stylu życia. Bardzo chciałam, by uwierzyły w siebie, zyskały kontrolę nad swoim ciałem, dokonywały mądrych wyborów. Ma to podłoże w moim dzieciństwie. Wychowałam się w domu pełnym miłości, ale moja mama myślała o wszystkim i wszystkich, tylko nie o sobie. Wiedziałam, że gdy dorosnę, chcę żyć inaczej. Być ważna dla samej siebie, stawiać własne potrzeby na pierwszym miejscu. Moja mama jednak niczego nie żałuje i gdyby mogła przeżyć swoje życie raz jeszcze, zrobiłaby dokładnie to samo. Ja wymarzyłam sobie, by poprzez fitness dać siłę kobietom, które nie chcą poddawać się patriarchatowi, mają ochotę zawalczyć o siebie i rozwinąć swój potencjał.

LEFTERIS: Krok po kroku realizowaliśmy swój plan, ale nie do końca byliśmy pewni, jakie będą tego efekty. Jak się wskoczy do rzeki, po prostu trzeba płynąć. Przyznaję, że nawet mnie czasami trudno jest uwierzyć w to, ile osiągnęliśmy.

EWA: Zdarza się, że wracamy myślami do tych dni, kiedy mieliśmy dziury w kieszeniach i głowy pełne marzeń. Patrzymy na nasze dzisiejsze życie i musimy się uszczypnąć, by uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Z drugiej strony niczego nie osiągnęliśmy z dnia na dzień, sukces nie spadł nam z nieba. Przez lata konsekwentnie dążyliśmy do celu, ciężko pracowaliśmy.

„Ewa lojalnie podchodzi do decyzji, które w życiu podjęła. Przez lata nie miała ani jednego dnia wolnego. Nie odcina kuponów od sukcesu. Nie chce zawieść tych, którzy jej zaufali".
Lefteris Kavoukis

No właśnie. Ewa wspomniała kiedyś, że nie wierzy w szczęście.

EWA: Szczęściem jest dorastanie w kochającej rodzinie. To coś, na co nikt z nas nie ma wpływu. Ja i mój mąż wychowaliśmy się we wspaniałych domach. Dały nam one niezachwianą wiarę w siebie, miłość, kręgosłup moralny i przeświadczenie, że świat należy do nas i nic nas nie złamie. To jest prawdziwe szczęście. Resztę trzeba wypracować.

LEFTERIS: Nie do końca zgadzam się z Ewą. Oczywiście, nasze domy rodzinne były wspaniałe i posiadanie ich można uznać za ogromny dar. Ale przede wszystkim, naszym największym szczęściem jest to, że do tej pory nie spotkało nas nic złego, że omijają nas tragedie i kłopoty zdrowotne. Czasami życie rzuca ludziom kłody pod nogi. My byliśmy w stanie pokonać wszystkie problemy, jakie pojawiały się na naszej drodze.

EWA: To prawda, Lefteris ma rację.

Nadal pracujecie tak ciężko jak na początku? Żyjecie przecież niezwykle intensywnie.

EWA: Budzimy się i pracujemy.

LEFTERIS: Ewa lojalnie podchodzi do decyzji, które w życiu podjęła. Odkąd zaczęła pracować, nie miała ani jednego dnia wolnego. Jest oddana idei, która jej przyświeca codziennie: w święta, urodziny, sylwestra, wakacje. Do tego pozostaje w stałym kontakcie z fankami. Nie chce zawieść ludzi, którzy jej zaufali, i nie odcina kuponów od tego, co osiągnęła. Ja zajmuję się stroną biznesową przedsięwzięć, kreuję nowe pomysły i rozwiązania, bo wciąż musimy dostosowywać się do zmieniających się mediów społecznościowych i potrzeb rynku.

EWA: Wielokrotnie udowadniałam kobietom, że zależy mi na ich zdrowiu i życiu. Tym, które zdecydowały się podjąć wraz ze mną wyzwanie zmiany swoich dotychczasowych przyzwyczajeń i myślenia o sobie, towarzyszę z radością i dumą. Czuję się za nie w pewnym sensie odpowiedzialna. Doceniam ich zaangażowanie.

Ewo, ile jest zasługi Lefterisa w tym, co osiągnęłaś? Byłabyś tu, gdzie jesteś, bez jego pomocy?

EWA: Nie muszę się nad tym zastanawiać – na pewno nie! Mój mąż ma u mnie ksywę „The Solution Guy”. Nie ma problemu, którego by nie rozwiązał. Nie ma trudnej sytuacji, z której nie znalazłby wyjścia. Poza tym jest skarbnicą pomysłów. I świetnym doradcą. Bez względu na to, kto budzi się z nowym pomysłem, każdy analizujemy wspólnie, dyskutujemy i podejmujemy decyzje razem. Do mnie należy komunikacja w mediach społecznościowych, każdy post, każde wyzwanie, budowanie relacji z moimi wirtualnymi podopiecznymi, Lefteris skupia się natomiast na biznesplanie, wybiegającym lata do przodu. Nasz sukces należy się nam równo po połowie.

LEFTERIS: Ewa na pewno osiągnęłaby sukces, być może w innym wymiarze. Nie mam wątpliwości co do tego, że skupiałaby uwagę ludzi, również kobiet, i przyciągała ich do siebie. Ma w sobie niepowtarzalną energię. Nawet na końcu świata, gdzie nikt nie wie, kim jest Chodakowska, Ewa jest zawsze w centrum zainteresowania. Bywasz zazdrosny o jej sukces i uwagę, którą na sobie skupia? Denerwuje Cię to czasami?

LEFTERIS: Denerwowałoby mnie, gdyby nikt nie zwracał na nią uwagi. (śmiech)

EWA: Wiem, że mąż jest ze mnie dumny. Nie rywalizujemy ze sobą, uzupełniamy się. To kwestia dojrzałości.

LEFTERIS: Nie mam potrzeby istnienia w mediach społecznościowych, nie lubię kamer. Wolę stać z boku. Często kiedy ktoś mnie pyta, czym się w życiu zajmuję, odpowiadam, że jestem mężem Ewy Chodakowskiej. Nie lubię opowiadać o sobie i tłumaczyć, co robię. Oficjalnie bycie mężem mojej żony wiele ułatwia, poza tym jest dla mnie powodem do radości i dumy. I całkowicie mi wystarcza. Wiem, że inni mężczyźni odbierają to ze zdziwieniem.

„Z wielu projektów zrezygnowaliśmy w imię pielęgnowania relacji z bliskimi. Czas spędzany z ludźmi, których kochasz, jest bezcenny".
Ewa Chodakowska

EWA: Lefteris nie ma kompleksów. Wie, kim jest, i zna swoją wartość. Stać go na to, by żartować, że jest mężem swojej żony.

Pochodzicie z różnych krajów, macie inną mentalność. Czy to bywa źródłem konfliktów?

LEFTERIS: Dorastaliśmy w innych światach, odmiennych kulturach. Mamy różne doświadczenia i przyzwyczajenia. Drobny przykład: w Polsce wszystkie filmy w telewizji czyta lektor, w Grecji są dubbingowane i mają napisy. Niektóre rzeczy każde z nas uważa za normalne, inne wydają się nam dziwne. Nauczyliśmy się czerpać z tych różnic, a nie traktować je jako podłoże do nieporozumień.

EWA: Czasami tego porozumienia nie znajdujemy, ale wiemy, że to kwestia innego wychowania. Na przykład w Grecji mężczyzna, który otwiera kobiecie drzwi do samochodu, naraża się na śmieszność. W Polsce uchodzi za dobrze wychowanego. Nie próbujemy wzajemnie sobie udowadniać, kto ma rację. Po prostu dostosowujemy się do sytuacji. Gdy jestem z Lefterisem w Grecji, staram się postępować jak Greczynka.

Pięknie mówisz po grecku! Lefteris, czy Ewy grecki robi na Tobie wrażenie? 

LEFTERIS: Tak, Ewa mówi już biegle po grecku. Moją wadą jest to, że nie mam talentu do języków.

EWA: Zajęło mi to cztery lata, na szczęście mnie nauka języków przychodzi z łatwością. W domu mówimy po grecku i po angielsku.

Jak często jeździcie do Grecji?

EWA: Zazwyczaj spędzamy tam jeden tydzień w miesiącu.

LEFTERIS: Cieszą mnie te proporcje, lubię mieszkać w Warszawie. Kocham to miasto. Nie tęsknię za Grecją. Jeździmy tam dostatecznie często. Mam w Atenach spore grono znajomych, więc każdy pobyt w domu wiąże się z licznymi spotkaniami towarzyskimi. To jest miłe, ale bywa męczące. Przez tych osiem lat udało Wam się zdobyć status milionerów. Na co wydajecie pieniądze?

EWA: One nigdy nie były naszym celem. Sukces mierzyłam liczbą kobiet, które będę w stanie zarazić moją filozofią. Pieniądze były w pewnym sensie skutkiem ubocznym. To, że dzisiaj możemy spełniać marzenia naszych bliskich, jest dla nas największą radością. Robienie im prezentów, na które nigdy nie mogliby sobie pozwolić, podróżowanie z nimi po świecie – to jest wspaniałe! Mam gęsią skórkę, kiedy o tym mówię.

LEFTERIS: Inwestujemy pieniądze w różne projekty, ale nie skupiamy się na monitorowaniu kont bankowych. Chcemy mieć czas na prawdziwe życie, a nie wyłącznie na mnożenie zer.

Stać Was na to, żeby nie pracować już do końca życia?

LEFTERIS: Wiesz, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Kiedy człowiek przyzwyczai się do pewnego poziomu życia, ma ochotę przynajmniej go utrzymać, jeśli nie podwyższać. To, na co nas stać, zależy od tego, jak chcemy żyć.

EWA: Kiedy robisz to, co kochasz, nie myślisz o emeryturze.

Czy Wy kiedykolwiek się kłócicie?

EWA: Oczywiście! Kłócimy się non stop. Ja jestem jak kot, który drapie, a Lefteris jak pies, który dąży do pojednania. Ale nigdy jeszcze nie poszliśmy spać pogniewani. Nasze nieporozumienia trwają maksymalnie 15 minut. Przez 10 lat bycia razem nie było między nami poważnego konfliktu. Nie mamy prawdziwych problemów. Nie borykamy się z kłopotami zdrowotnymi czy finansowymi. Nie wypada nam szukać dziury w całym. Nie jesteśmy też o siebie zazdrośni ani wobec siebie podejrzliwi. Mamy dostęp do swoich telefonów. Mąż może zajrzeć do mojego kalendarza, portfela, komputera. Gdyby było inaczej, ta relacja nie miałaby sensu.

Lefteris, co w Ewie najbardziej podziwiasz?

LEFTERIS: Imponuje mi jej asertywność. Ja często dla świętego spokoju zgadzam się na rzeczy, do których nie mam przekonania. Ewa nigdy nie postępuje wbrew sobie. Kiedy się z czymś nie zgadza – jasno to komunikuje. Nie pozwoli się skrzywdzić ani wykorzystać.

EWA: Lefteris ma krystalicznie czyste serce. To najpiękniejsza dusza, jaką znam. Ma niekończące się pokłady cierpliwości. Nie chce nikogo zranić, zawsze szuka w ludziach pozytywnych cech, a w każdej sytuacji – pozytywnych stron. I ma wyłącznie dobre intencje. To naprawdę wyjątkowy facet! Nawet jak ktoś mu zrobi krzywdę, on stara się go zrozumieć i wytłumaczyć. Nie ulega emocjom, tylko patrzy na wszystko z lotu ptaka i zachowuje spokój.

Jakie macie plany na ten rok?

LEFTERIS: Będziemy nadal robić to, co robimy. Planujemy też rozwijać naszą działalność na zagranicznych rynkach.

EWA: Rok 2020 jest dla mnie rokiem równowagi. Szczególnie cieszy mnie fakt, że zaplanowany już do końca września kalendarz wypełniony mam nie tylko pracą, ale również regularnymi spotkaniami z rodziną. Niezależnie od tego, ile masz pieniędzy, czas spędzany z ludźmi, których kochasz, jest bezcenny. Właśnie w niego chcemy inwestować. Z niektórych projektów już zrezygnowaliśmy w imię pielęgnowania relacji z bliskimi.

Mówi się, że im większy sukces, tym więcej wrogów. Odczuwacie to na własnej skórze?

LEFTERIS: Hejt jest wielkim złem. Współczuję politykom, bo to oni są na niego najbardziej narażeni. W stosunku do Ewy ludzie bywają nieżyczliwi, ale tylko w sieci.

EWA: Kiedyś nie rozumiałam krzywdzących komentarzy w sieci. Nie mogłam pojąć, jak można z premedytacją kogoś ranić słowem. Przecież to forma przemocy, jak każda inna. Po 10 latach funkcjonowania w internecie wiem, że to, co spotyka mnie, nie jest personalne. Hejt w sieci dotyka nas wszystkich. Tak samo sąsiadkę z drugiego piętra, jak i mnie – tylko na inną skalę. Zdążyłam przywyknąć do tego niewdzięcznego zjawiska. Znieczuliłam się na nie. Współczuję każdej osobie, która zamiast wykorzystywać mądrze swoją energię, marnuje bezcenny czas, licząc na to, że sprawi mi przykrość. Co ważne, nigdy nie doświadczyłam wrogiego nastawienia do mojej osoby poza siecią. Na co dzień ze strony ludzi spotyka mnie sama życzliwość. Dochodzę więc do wniosku, że hejt w sieci jest wymyślony, nieprawdziwy. Przestaje istnieć, kiedy go nie widzę.

O czym marzycie jako para?

EWA: Tylko o tym, żeby było tak, jak jest. I żeby dożyć starości w zdrowiu i szczęściu.

LEFTERIS: Oby nic złego się nie wydarzyło w naszym życiu. To nie do uwierzenia, że w 2020 roku na świecie wciąż toczą się wojny. Zawsze może się okazać, że nasza rzeczywistość się zmieni, bo dwóch oszołomów nie będzie w stanie się dogadać. Marzy mi się spokojna, bezproblemowa codzienność.