Ewa Chodakowska w ciągu niespełna roku stała się jedną z najpopularniejszych celebrytek w Polsce. Trenerka swój spektakularny sukces zawdzięcza w dużej mierze aktywności w internecie. Chodakowska nie przewidziała chyba jednak, że styl z jakim prowadzi swoją działalność może nie przypaść niektórym do gustu.

Niedawno w "Dzienniku Polskim" pojawił się artykuł na temat celebrytki o przewrotnym tytule "Trenerka wszystkich Polek czy znachor branży fitnessu". Tekst wywołał lawinę komentarzy w sieci, a do dyskusji na Facebooku nieoczekiwanie przyłączyła się też nawet... sama Ewa Chodakowska!

Jej emocjonalny wpis zniknął już wprawdzie z portalu, ale jeden z internautów zdołał zapisać go na swoim komputerze i przesłać do redakcji serwisu "AfterParty.pl".

"Trenerzy negujący moją pracę, chcieliby być na moim miejscu... Osoby trenujące ze mną osiągają najlepsze efekty. Trenuje ze mną setki tysięcy osób, kontuzje będą się zdarzały, podobnie jak w bieganiu...Nie znam w Polsce drugiego trenera, który osiągnął takie wyniki w pracy jak ja.. dlaczego miałabym słuchać trenerów, którzy nie są dla mnie autorytetem? Mam najlepszych trenerów po swojej stronie, wykładowców uniwersyteckich. Dlaczego miałabym jakkolwiek reagować na artykuł dziennikarza, który szuka czytelników?" - napisała Chodakowska.

Ostatnio trenerka nie ma zbyt dobrej prasy. Myślicie, że to tylko przejściowe kłopoty? Czy może szał na jej metody treningowe zaczyna powoli mijać?

 

PRZECZYTAJ TAKŻE: Ewa Chodakowska - Karolina Korwin-Piotrowska ma dla niej radę