Od kilku tygodni nie cichnie temat przejęcia przez Grażynę Wolszczak i jej fundację siedziby teatru Tomasza Karolaka. Aktorka miała dogadać się z zarządcą budynku i podpisać nową umowę najmu, bez wcześniejszego powiadomienia dyrektora Imki. I chociaż Karolak starał się negocjować warunki ze Związkiem Harcerstwa Polskiego, do którego należy budynek, na nic się to nie zdało - siedzibę przy ul. Konopnickiej w Warszawie od lipca będzie od lipca wynajmowała Wolszczak. Cała sprawa przejęcia teatru odbiła się szerokim echem w mediach, a internauci szybko zmienili zdanie o lubianej przez nich aktorce. W najnowszym wywiadzie wyznała, że niesłusznie przedstawiana jest jako "ta zła", a ludzie nazywają ją "krwiożerczym rekinem". 

Grażyna Wolszczak o konflikcie z Tomaszem Karolakiem

Grażyna Wolszczak podczas wywiadu w programie "Kwarantanna Live" Marcina Cejrowskiego powiedziała, że dziwi ją sposób w jaki jest przedstawiana w mediach. Jej motywacją była głównie pomoc innym najemcom budynku i uratowanie miejsca, które zmagało się z problemami finansowymi:

- Nastał dosyć trudny dla mnie czas w tej chwili, bo w mediach pokazują dość dziwny mój wizerunek. Ale ja to rozumiem, bo rzeczywiście dla Tomka Karolaka, który rozpętał tę burzę medialną, jest to trudny czas emocjonalnie. [...] Jak na razie muszę się zmierzyć z wizerunkiem, który rozprzestrzenia, że jestem "krwiożerczym rekinem". Poczułam misję, że muszę uratować to miejsce. Nie wiem, czy państwo wiedzą, ale już w listopadzie ZHP, który jest właścicielem budynku, który był wynajmowany dla teatru IMKA, zerwał z nim umowę. Wtedy o tym jeszcze nic nie wiedziałam. Aż tu nagle przyszła do mnie ta informacja z propozycją, czy jako Fundacja "Garnizon Sztuki", która od lat jest związana z tym miejscem, nie podjęlibyśmy się prowadzenia tego miejsca. 

Grażyna Wolszczak Walczy o dobry wizerunek

Aktorka wynajęła prawników, którzy będą w jej imieniu rozwiązywali wszelkie konflikty oraz walczyli o jej dobry wizerunek. Przyznała, że nie planuje pozywać Tomasza Karolaka i liczy na spokojne spotkanie z nim, a także dodała że gdyby miałaby jeszcze raz podjąć decyzję o przejęciu budynku, postąpiłaby tak samo.

- Jak przyszła do mnie ta propozycja od ZHP, to nie wahałam się ani chwili, bo wiedziałam, że to misja. Administrator powiedział mi, że jest kilka osób, które się interesują tym miejscem, żeby zostać nowym najemną. Nie wiedziałam, czy podpiszemy tę umowę, bo dostaliśmy naprawdę grubą umowę z wieloma załącznikami. Mogliśmy nie dojść do porozumienia, ale doszliśmy. Szczerze? Zrobiłabym to samo, nawet w obliczu tej pandemii, gdzie wiadomo, że sytuacja jest niebezpieczna i wszyscy drżą o swoją przyszłość.