Celebryci i gwiazdy narzekają, że cena sławy jest wysoka. Słusznie. Media obserwują każdy ich krok, bezceremonialnie odzierając z prywatności. Mało co budzi większą sensację niż sytuacja, w której ktoś znany ze sceny czy ekranu wchodzi w konflikt z prawem. Nie tylko dlatego, że wielu z nas lubi przyglądać się problemom, jakie mają piękni i bogaci tego świata. O wiele ciekawsze jest to, jak i dlaczego udaje im się wybrnąć z bardzo poważnych niekiedy tarapatów. Okazuje się bowiem, że surowe dla zwykłych ludzi organa sprawiedliwości, gdy mają do czynienia z majętnymi i wpływowymi, skłonne są na wiele przestępstw przymykać oko. Gwiazdom może ujść na sucho nawet... zabójstwo. Gdyby pokusić się o zrobienie statystyk przestępstw wśród celebrytów, pierwsze miejsce zajmują wykroczenia przeciwko kodeksowi drogowemu. Niezgodna z przepisami zbyt duża prędkość, prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu lub narkotyków, a czasem bez ubezpieczenia czy nawet prawa jazdy. Przydomka najgorszego kierowcy Kalifornii dorobiła się swego czasu Paris Hilton, gdy po raz kolejny wjechała w zaparkowany za nią samochód i odjechała bez pozostawienia swoich namiarów – w tym stanie traktowane jest to jako przestępstwo. Choć zdarzenie utrwalone zostało na kamerach ochrony parkingu, celebrytki nigdy nie spotkała za to żadna kara. 10 lat temu została aresztowana za jazdę pod wpływem alkoholu, za co odebrano jej prawo jazdy na 36 miesięcy i skazano na zapłacenie grzywny w wysokości 1500 dolarów. Rok później złapano ją, gdy pędziła autostradą bez prawa jazdy. Skruszona przyrzekła respektować zakaz prowadzenia pojazdów tylko po to, aby miesiąc później wybrać się na nocną przejażdżkę – przekraczając dozwoloną prędkość o 35 mil/h i jadąc bez świateł. Tym razem sędzia stracił cierpliwość i panna Hilton, w świetle fleszów paparazzich, prosto z gali MTV udała się na 45-dniowy pobyt w więzieniu. Do dzisiaj nie odbyła jednak zalecanego kursu odwykowego. 

 

To przecież wypadek

Britney Spears, w porównaniu z niepokorną Paris, ma niemal nieskalaną reputację, ale to na jej głowę spadła fala oburzenia, gdy przyłapano ją na prowadzeniu samochodu z niemowlakiem na kolanach. Organizacje działające na rzecz dzieci, policja, a nawet producenci fotelików samochodowych mieli w tej sprawie mnóstwo do powiedzenia. Piosenkarce zarzucano narażenie życia jej syna Seana, bezmyślność i dawanie jak najgorszego przykładu fanom. Britney tłumaczyła się, twierdząc, że uciekała w pośpiechu przed tłumkiem paparazzich, którzy czatowali na nią pod kawiarnią w Malibu, i w panice nie zdążyła przypiąć synka do jego fotelika. Za wykroczenie to nie dostała nawet mandatu – atakowana przez media policja tłumaczyła się, że nikt formalnie nie zgłosił popełnienia przestępstwa, a żaden oficer nie przyłapał jej na gorącym uczynku. Prasa skupiła się więc na innych osobistych perypetiach Spears, a cała sprawa poszła w zapomnienie. 

Matthew Broderick, który w wieku 25 lat spowodował fatalny wypadek w Irlandii, też wolałby o nim zapomnieć. Prawie mu się udało: przed sądem tłumaczył się, że nie pamięta nic z tego dnia. Nie przypominał sobie, jak ze swoją ówczesną dziewczyną, aktorką Jennifer Grey, jechali wypożyczonym BMW i jakim cudem znaleźli się na pasie ruchu jadących z naprzeciwka. Obudził się następnego dnia w szpitalu ze złamaną nogą, połamanymi żebrami, przebitym płucem i wstrząśnieniem mózgu. W zderzeniu czołowym, które spowodował, zginęły dwie kobiety – matka i córka.

 

Aktor stanął przed sądem oskarżony o spowodowanie śmierci niebezpieczną jazdą, ale jego prawnicy zadbali o to, żeby zarzuty zakwalifikowano jako mniej poważne. Za nieostrożne prowadzenie pojazdu zapłacił po prostu 175 dolarów kary. Rodzina ofiar uznała to za ponurą farsę. Oni nie zapomnieli – kiedy cztery lata temu Broderick występował w reklamie Hondy, brat zmarłej wtedy dziewczyny wystosował list do mediów. „Biorąc pod uwagę przeszłość tego pana, to chyba nie najlepszy wybór twarzy reklamującej samochody” – pisał. 

Piosenkarka Brandy Norwood również nigdy nie stanęła przed sądem, mimo że na skutek spowodowanego przez nią karambolu na autostradzie w Los Angeles zginęła 38-letnia kobieta. Sąd uznał, że brakowało dostatecznych dowodów, aby gwieździe postawić zarzuty, ale rodzina zmarłej, w porozumieniu poza sądem, dostała od niej ponad milion dolarów zadośćuczynienia. Rodzice Mike’a Douglasa, zabitego przez Laurę Bush, późniejszą Pierwszą Damę Ameryki, nie mieli nawet tyle na otarcie łez po swoim synu. Laura, córka zamożnego dewelopera nieruchomości, miała wtedy 17 lat – tyle samo co Mike, kolega ze szkoły. Jechała z koleżanką do kina i zagadana, przegapiła na skrzyżowaniu znak stopu. Jej samochód uderzył w przejeżdżający pojazd, dokładnie w drzwi od strony kierowcy. Laury nigdy nie oskarżono o spowodowanie wypadku, policja nie sprawdziła nawet rutynowo, czy była trzeźwa. W swoich wspomnieniach „Spoken from the Heart” pani Bush przyznaje, że nie poszła na pogrzeb Mike’a i ani razu nie zamieniła słowa z jego rodzicami. Chciała zapomnieć.

 

To tylko miłość

O tym, że król R&B R. Kelly lubi się zabawić, mogą zaświadczyć nie tylko jego przyjaciele, ale też jego ofiary. Bójka, w którą muzyk wdał się w barze w Luizjanie, kosztowała jednego z gości 110 szwów na twarzy, ale jego samego – rok w zawieszeniu za pobicie. To jedyny wyrok, który ma na koncie, ale nie jedyne spotkanie z wymiarem sprawiedliwości. Znacznie więcej kłopotów niż wybuchowy temperament przyniosło mu upodobanie do zbyt młodych dziewczyn. Jeszcze w tym samym roku został oskarżony przez jedną ze swoich byłych kochanek o uprawianie z nią seksu, gdy miała tylko 15 lat. Sprawa nie trafiła do sądu, bo kobieta zadowoliła się 250 tys. dolarów zadośćuczynienia. Jego potajemne małżeństwo z 15-letnią piosenkarką Aaliyah też kwalifikowało się do postawienia go przed sądem, gdyby jej rodzina nie wniosła szybko o anulowanie związku. „Małżonkowie” zaprzeczali, że ceremonia w ogóle miała miejsce, mimo że w dokumentach hrabstwa był certyfikat ślubu. Kilka lat później cała Ameryka robiła zakłady, czy i tym razem mu się upiecze: do mediów trafił film, na którym Kelly rzekomo uprawiał seks z nieletnią. W jego domu policja znalazła kolejne filmy i pornograficzne zdjęcia bardzo młodych dziewczyn. Armia prawników muzyka dokonała cudów: najpierw odwlekano proces, potem podważano wiarygodność dowodów. Zakłady wygrali ci, którzy stawiali na to, że gwiazdorowi znów wszystko ujdzie płazem: uniewinniono go z każdego z 14 zarzutów. 

 

Jimmy Page, legendarny gitarzysta Led Zeppelin, miał więcej szczęścia: jego romans z 14-letnią 
groupie Lori Maddox był przez wiele lat tajemnicą. Choć w szalonych latach 70., kiedy Page poznał ją 
w Los Angeles, za seks z nieletnią można było wylądować w więzieniu tak samo jak dziś, media nie były ani tak szybkie, ani tak wścibskie. Ich związek trwał trzy lata, a przez cały ten czas porwana przez niego od rodziny Lori była niemal więźniem – prawie nigdy nie wychodziła z domu lub z hotelowego pokoju, posłusznie robiła wszystko, co jej starszy o 14 lat kochanek sobie zażyczył. Gdy rzucił ją dla innej, obiecała dochowanie tajemnicy. Nawet gdy po wielu latach ich związek wyszedł na jaw, twierdziła, że Page był miłością jej życia i beznadziejnym romantykiem. 

 

To był błąd

Mało który z raperów ma tyle doświadczenia w kontaktach ze stróżami prawa co Snoop Dogg. Po kilku wyrokach za posiadanie i sprzedaż narkotyków w latach 90. stanął przed sądem oskarżony o morderstwo. Strzały, od których zginął członek konkurencyjnego gangu, padły z samochodu, którym kierował Snoop. Po trwającej trzy lata przepychance z prawnikami muzyk uniknął więzienia i jego dobra passa trwa do dziś. Mimo licznych aresztowań za wandalizm, posiadanie narkotyków i broni w różnych krajach jego kolekcja wyroków nie wzrosła. Każdy kolejny incydent udawało się załatwić obietnicą dobrego zachowania i coraz wyższą grzywną. Fani muzyka kupujący jego płyty dbają o to, by miał on z czego je płacić. 

 

O tym, czy warto wchodzić na drogę przestępstwa, wiele gwiazd Hollywood mogłoby porozmawiać z wielokrotnie karanym aktorem Markiem Wahlbergiem. Najmłodszy z dziewięciorga dzieci Mark był jako nastolatek świetnie znany bostońskiej policji. Jego bracia i siostra kursowali między więzieniem a domem, a on sam lądował w komisariacie za drobne kradzieże, rasistowskie obelgi pod adresem czarnych dzieci z sąsiedztwa i rzucanie w nie kamieniami. W końcu trafił za kraty za atak na tle rasistowskim i pobicie Wietnamczyka – przed sądem przyznał się do próby zabójstwa. Z zasądzonych dwóch lat odsiedział zaledwie 45 dni, bo wymiar sprawiedliwości wziął pod uwagę jego młody wiek i szansę na resocjalizację. Jak dowiodła jego późniejsza muzyczna i aktorska kariera 
– słusznie. Kontrowersje wzbudziło jednak jego zeszłoroczne podanie o kasację wyroku i tym samym wymazanie z dokumentów statusu „karany”. Prośba nie została jeszcze rozpatrzona. Tym razem nie zadziałała magia znanego nazwiska. To precedens.