25 milionów kobiet na całym świecie co roku przechodzi menopauzę. Nie każda z nich ma świadomość, z iloma wyzwaniami wiąże się ten czas. W ramach kampanii #dbamogłowę postanowiliśmy podjąć współpracę z innym ważnym projektem: #NASZAwtymGŁOWA, którego jedną z odsłon jest kampania dotycząca zdrowia psychicznego kobiet. Naszym rozmówcą była profesor Violetta Skrzypulec-Plinta.

Menopauza: Wróg czy przyjaciel kobiety?

Sandra Hajduk:  Pani Profesor, nagminnie słyszymy, że jeśli kobieta ma “zły nastrój”, to prawdopodobnie ma “te dni”. Czy to krzywdzący stereotyp, czy faktycznie istnieje korelacja między etapami cyklu miesięcznego a zachowaniem kobiety?

Prof. Violetta Skrzypulec-Plinta:  Oczywiście, że istnieje! Rządzą nami hormony. Co więcej - całe nasze życie uzależnione jest od tego, w jakiej fazie cyklu miesięcznego jesteśmy. Kiedy wchodzimy w okres menopauzy i nie mamy już estrogenów - nadal rządzą nami hormony. Rządzi nami nasz komputer pokładowy - jajniki.
Istnieje coś takiego jak Dysforyczny Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego i warto tu dodać, że zmieniła się nomenklatura. To już nie PMS, czyli Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego, a - zgodnie z nową klasyfikacją - Dysforyczny Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego. Dla pacjentki jednak nie nazewnictwo, a to, jak ona się czuje, ma znaczenie. Prawda jest taka, że do 35 procent kobiet, odczuwa silne objawy tego stanu tuż przed miesiączką, czyli wtedy, kiedy istotną rolę zaczyna odgrywać progesteron. Jeżeli temu napięciu towarzyszy jakaś inna choroba, jak na przykład endometrioza, to objawy te mogą być nawet sześciokrotnie silniejsze.

Czytałam kiedyś badania, w których wykazano, że kobiety w czasie przedmiesiączkowym częściej dokonują czynów przestępczych. Warto tu zaznaczyć, że dyskomfort związany z tymi dolegliwościami może przekładać się na samopoczucie, a w konsekwencji zdrowie psychiczne kobiet.

S.H.: Czy możemy w jakiś sposób zaradzić tym mechanizmom? Czy np. uprawianie sportu, spędzanie czasu na świeżym powietrzu - to są metody walki z szalejącymi hormonami?

V.S.P.: Tak - pamiętajmy przede wszystkim o roli zrównoważonej diety. Samo słowo “dieta” jest może tutaj dosyć niefortunne, chodzi bardziej o sposób odżywiania się, jaki praktykujemy na co dzień. Jedzmy w odpowiednich proporcjach. Są badania, które dowodzą, że kobiety stosujące restrykcyjne, ortoreksyjne podejście do diety gorzej znoszą przedmiesiączkowe napięcie. Sięgajmy po aktywność fizyczną - również jednak zrównoważoną. Bardzo dobre efekty daje sport typu joga. Istnieje zjawisko “jogi hormonalnej” i te elementy jogi przynoszą pożądane efekty. Warto też wspomnieć o dość szeroko stosowanych, jako leki kolejnego rzutu, preparaty pochodzenia roślinnego. Dają fantastyczne efekty i mają badania kliniczne. Ich efekty porównywalne są z antykoncepcją hormonalną, którą również się stosuje w celu wyłączenia cyklu.

S.H.: Pani Profesor, to teraz hormony a zdrowie psychiczne: Czy ich wpływ na zdrowie psychiczne może mieć poważne konsekwencje?

V.S.P.: Niedobór estrogenów powoduje depresję. Często jest tak, że psychiatra wysyła pacjentkę do ginekologa, by ta sprawdziła poziom hormonów, po czym zaczynamy prawdziwą walkę. Walkę o to, żeby dobrze i godnie żyć. Niestety, to też trzeba nadmienić, nie żyjemy w społeczeństwie, gdzie kobieta, matka, jest najważniejsza. Żyjemy w systemie, w którym młodość i męskość potrafią “zabić” kobietę w menopauzie.

W 43. roku życia zaczyna się perimenopauza, wie Pani, jak trudno jest powiedzieć kobiecie w gabinecie, że wchodzi w ten etap? Ona jest gotowa wyjść i trzasnąć drzwiami. A my musimy się nauczyć przygotowywać do tego okresu. I tu znowu rolę pełni aktywność fizyczna i dbanie o siebie. To trudny okres psychicznie, wynikający między innymi z błędnie zakorzenionego poglądu, że kobieta, która nie ma miesiączki, jest niepotrzebna. Wie Pani, że ten pogląd się XVI wieku, bo kobiety zwyczajnie nie dożywały wtedy menopauzy? To niestety bardzo dobrze funkcjonuje, a to wierutna nieprawda. Czas po menopauzie to najfajniejszy okres w życiu, ponieważ nie ma miesiączki, antykoncepcji, dzieci sobie już poszły, to ten moment, o którym statystyczna Polka zapomina. Trzeba wtedy jeszcze bardziej zadbać o siebie! I mam tu na myśli nie tylko regularne badania, ale właśnie aktywność fizyczną. W menopauzie warto zaoferować sobie coś więcej, a to “więcej”, to ja, moja głowa, mój spokój, mój seks. Przecież to jeden z ważniejszych elementów!

S.H.: Nie możemy pominąć tematu seksu w naszej rozmowie. Kolorowe magazyny, portale internetowe, programy telewizyjne, filmy – one wszystkie kreują obraz seksu jako krainy wiecznej szczęśliwości. Tymczasem kobiety nierzadko zmagają się np. z niezależnym od siebie niskim libido czy wręcz aseksualnością. Porozmawiajmy o tym.

V.S.P.: W moim gabinecie regularnie się spotykam z takimi właśnie problemami. To zaczyna się już w najmłodszych latach, przy pierwszym kontakcie seksualnym. Życie seksualne nie jest filmem pornograficznym i tego trzeba nauczyć młodzież. Do życia seksualnego trzeba dorosnąć, zrozumieć je. Trzeba wiedzieć, że namiętność wygasa. Niestety prowadzona w polskich szkołach edukacja seksualna jest dramatem. Tych strat, z którymi mamy do czynienia teraz a związanych z niewłaściwą edukacją seksualną, nie odrobimy bardzo długo. Wszyscy wiemy, jak dziś świadomość na temat seksualności funkcjonuje wśród młodzieży. Gdzie jest tutaj miejsce na spacery po parku między spadającymi kasztanami, pierwszy dotyk rąk, niewinny pocałunek? To wszystko zawiera się w seksualności człowieka i jest naturalnym etapem jej rozwoju. Dla młodych coś, co nie jest penetracją, nie jest przez nich utożsamiane z seksem. Pamiętajmy, że to, czego nauczymy się w dzieciństwie, również w sferze seksu, będzie implikowało na nasze życie dorosłe. Pandemia zwiększyła zagrożenie w tym temacie, a rodzice kompletnie nie wiedzą, jak rozmawiać o seksie z dziećmi. Sytuacje, w których świadome matki przyprowadzają swoje 17-letnie córki do gabinetu, by porozmawiały z lekarzem o swoim życiu seksualnym zdarza się raz w tygodniu. To stanowczo za rzadko.

Należy też pamiętać, że istnieją modyfikatory życia seksualnego. Sytuacje, które powodują, że życie seksualne jest ograniczone. Można już przeczytać wyniki najnowszych badań profesora Izdebskiego, z których wynika jasno, że seks w pandemii wcale nie “wychodził”. Pandemia jest tak naprawdę negatywnym modyfikatorem. Menopauza też może być tym negatywnym modyfikatorem. Musimy nauczyć kobiety, że seks jest w głowie. Jeśli na przykład przechodzimy przez proces żałoby po stracie kogoś bliskiego, co dzisiaj niestety dotyczy wielu z nas, to jak możemy myśleć o radosnym seksie? Dlatego właśnie brak edukacji powoduje późniejsze rozczarowania.

 

Cały zapis rozmowy przeprowadzonej w ramach kampanii "W kobiecej głowie" znajdziecie tutaj.