Wiosną ubiegłego roku wydał swój solowy album studyjny "Chrust". Popularność w polskim świecie muzycznym przyniosły mu sukcesy odnoszone z zespołem LemON. Igor Herbut nie samą muzyką jednak żyje. Co słychać w jego życiu prywatnym? Sprawdza Sandra Hajduk.

Igor Herbut o ojcostwie, show-biznesie i karierze solowej

Sandra Hajduk:W jednym z wywiadów w 2017 roku mówiłeś, że próbujesz być szczęśliwy. Czy dzisiaj jesteś?

Igor Herbut:  Mistrz Yoda twierdził, "Do or do not. There is no try" (Zrób albo nie. Próba nie istnieje). I jak zawsze miał rację. Musiałem być w 2017 roku jeszcze bardzo naiwny, jeśli tak powiedziałem [śmiech]. Naiwny jestem nadal, ale zamiast próbować być szczęśliwym, co jest receptą na nieszczęście i głęboką depresję, po prostu robię to, co jest do zrobienia. Tu i teraz. Najlepiej jak potrafię. Niezależnie od tego, czy uczę mojego syna odkładać flamastry we właściwe zagłębienia, czy wydaję solową płytę. Zresztą na tej płycie w utworze "Wdzięczność”" dość mocno rozprawiam się z samym sobą. Śpiewam tam, że odkąd przestałem czekać na coś ważnego, wszystko stało się ważne. Ogromnie się cieszę, że ten utwór tak bardzo trafił do moich słuchaczy. Jestem, nie staram się, jestem wdzięczny każdego dnia.

Czy to zasługa, efekt tego, że zostałeś ojcem? Ojcostwo bardzo cię zmieniło?

Odważyłbym się postawić tezę, że mój album "Chrust" jest jedną, rozbudowaną, ponad 70-minutową odpowiedzią na to pytanie. Ten album ma jakby dwie części. Pierwsza przedstawia Igora, który gdy przyszedł na świat jego syn Kai, narodził się jako ojciec, jako zupełnie nowa osoba. Druga część albumu - dotyczy tego, co wydarzyło się wcześniej, opowiada o moich licznych walkach ze sobą samym, z moimi słabościami, z moim notorycznym nienasyceniem. Igor, który jest ojcem, też jest nienasycony, ale potrafi ze spokojem znieść ten stan, a nawet wykorzystać go, do samodoskonalenia, do pracy nad sobą, poznania siebie. Wcześniej - gdy byłem nienasycony, po prostu rzucałem się na wszystko, jak głodny niedźwiedź  w zoo, któremu opiekun wrzuca przez kratki kapustę [śmiech]. Widziałem to na własne oczy!
Na pewno jestem dzisiaj, dzięki ojcostwu, człowiekiem dużo bardziej świadomym, zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy.

To tak przyziemnie zapytam, z jakich na przykład?

Miałem to wielkie szczęście, że byłem przy porodzie mojego syna. Jechałem do Małgosi kilkaset kilometrów po występie na festiwalu w Jarocinie. To, co tego dnia przeżyłem, co zobaczyłem, te nadludzką siłę życia i kobiety, wraca do mnie myślami co kilka dni. Byłem z Małgosią i Kaiem cały czas w szpitalu. Jego bezbronność i kruchość połączona z siłą młodego życia - przychodzącego na ten świat, zainspirowała mnie do napisania utworu "Jasny". A niedawno także do współtworzenia z Natalia Kukulską, Joanną Kulig i marką Pampers kołysanki dla maluszków, dla wcześniaków, tych małych wielkich bohaterów. Bardzo mnie porusza każda wzmianka na Instagramie, gdy widzę, że rodzice naprawdę puszczają moją zwrotkę swoim promyczkom.

A Ty śpiewasz Kaiowi kołysanki?

Za mało. Powinienem częściej. Jest taka piękna łemkowska kołysanka, która znalazła się jako bonus track na płycie "TU".

No właśnie. Jaką rolę w tym, jakim dziś jesteś artystą/człowiekiem odgrywają Twoje łemkowskie korzenie?

Pierwszy utwór, który wykonałem - w programie TV - był w języku łemkowskim. Ja występowałem w białej koszuli z subtelnym ludowym haftem. I wiesz, te korzenie są właśnie jak ten haft na koszuli. Ja wiem, że one są. Ci, dla których to ważne, też wiedzą. Dla innych to po prostu haft, ozdoba. I to tez jest OK. Korzenie to korzenie. Jak korzenie drzewa. Nie muszą, a nawet nie powinny chyba wystawać za mocno. Wystarczy, że dostarczają nam tego, czego potrzebujemy. Na mojej solowej płycie - pierwszy utwór, "Latające słonie", zaczyna się od zwrotki w języku łemkowskim. To jest właśnie korzeń, korzystanie z korzeni.

Jak różni się praca nad solowym albumem od tej poświęconej zespołowemu dziełu?

Album solowy powstał w całości w mojej wyobraźni, w mojej duszy, w moim sercu. Napisało go moje życie. I chociaż na płycie zagrali ze mną ci sami muzycy, którzy towarzysza mi w LemON, to czułbym się jakoś... nieswojo, gdyby na okładce tego albumu pojawiła się nazwa zespołu, a nie moje imię i nazwisko, mój podpis. Niedawno album wyszedł na winylu. Jest to najpiękniejszy winyl, jaki trzymałem w życiu. W środku znajdują się dwie płyty, są  przezroczyste, tak czyste, klarowne, tak idealnie oddające to, co chciałabym przekazać ludziom.
Patrzę na ten album codziennie wieczorem z dumą. I jestem dumny, ze widnieje na nim moje nazwisko.

Czy w Twojej karierze był moment, kiedy show-biznes Cię pochłonął, albo było blisko?

Och, z tego jestem mniej dumny. Opisałem to w utworze Corda. Chciałbym, żeby on pozostał tu moją odpowiedzią, dobrze?

Stając się osobą rozpoznawalną musiałeś liczyć się z zainteresowaniem mediów. Czy zdjęcia Twoje i Twojej ukochanej na portalach plotkarskich wywołały w Tobie jakieś emocje?

Na szczęście w większości przypadków, zarówno fani, jak i media, szanują moją prywatność. Być może dlatego, że bardzo dbamy o to, by nikogo nie prowokować do przesadnej ciekawości. Chciałbym wierzyć, że to dzięki temu, że jestem szanowany jako artysta, nikt nie potrzebuje wymyślać plotek na mój temat. Jasne, czasem w sezonie ogórkowym zdarzy się jakiś sensacyjny news, np o tym, że mój syn nie miał na nogach skarpetek. Ale to są wyjątki od reguły. Na szczęście. Życie prywatne jest znacznie bardziej wartościowe niż przywileje wynikające z jego braku.

Ostatnio sporo dyskutowaliśmy o tym, czy artyści, w tym muzycy, powinni zabierać głos w kwestiach politycznych. Jakie jest Twoje zdanie? i czy jako artysta masz poczucie misji, czy jesteś bardziej - nie zrozumiem mnie źle - "dostarczycielem produktu"?

Jestem za. (Śmiech)A w więcej, niż w dwóch słowach... jestem za tym, żeby każdy robił to co czuje i uważa za stosowne i co sprawia, że żyje w zgodzie ze sobą, o ile nie krzywdzi przy tym innych. Tylko tyle i aż tyle.

Proszę Cię o szczerą odpowiedź: gdybyś miał wybrać, co na polskiej scenie muzycznej jest najbardziej "hot", a co najbardziej "not", to co by to było?

Dla mnie "hot" jest zawsze autentyczność i prawda. Dlatego dla mnie "hot" jest na przykład Grzegorz Turnau. "Not" hot jest dla mnie coraz bardziej nasilające się zjawisko krytykowania się artystów nawzajem. Bardzo nie hot.

Twój album "Chrust" spotkał się z uznaniem: odbiorców, dziennikarzy. Jednocześnie nie miałeś zbyt wielu okazji promować go live. Czy Ty też brałeś za pewnik rzeczywistość, w której żyłeś wcześniej?

Dziękuję za miłe słowa. Ten album to moje serce na dłoni. O moim debiutanckim albumie sprzed 8 lat mówiłem w wywiadach, ze to elektrokardiogram moich emocji. Skoro tak to "Chrust" jest... KTG moich emocji? Historią pojawienia się na świecie mojego Syna. Mnie samego, jako taty. Oczywiście, że chciałbym powtórzyć ten zapis - wykonując te utwory na żywo, na koncertach. Przyjdzie na to czas. "Byłem, będę, jestem dobrej myśli" - tak jak śpiewam w utworze "Tańczmy".