Pierwszym na świecie dzieckiem urodzonym dzięki metodzie in vitro jest Angielka Louise Brown. 25 lipca skończyła 34 lata. Jest urzędniczką na poczcie na przedmieściach Bristolu. Najstarszym polskim dzieckiem z in vitro jest Agnieszka Ziółkowska z Poznania. W maju świętowała swoje 25. urodziny. Italianistka, we wrześniu rozpoczyna kolejne studia w College of Europe w Warszawie.

Ironia losu

Po wakacjach parlament zajmie się ustawami dotyczącymi in vitro – obiecała marszałek Sejmu Ewa Kopacz. In vitro to temat, który wzbudza skrajne emocje i u zwolenników tej metody, i u jej przeciwników. Według najnowszych sondaży CBOS-u 77 proc. Polaków niezależnie od deklarowanej religijności i poglądów politycznych uważa, że małżeństwo, które bezskutecznie stara się o dziecko i przeszło już dostępne formy leczenia, powinno mieć prawo do przeprowadzenia zapłodnienia in vitro.

Najsłynniejsza kanadyjska piosenkarka Céline Dion od 26. roku życia próbowała zajść w ciążę. „Z zazdrością patrzyłam na koleżanki, które bez kłopotów zostawały mamami. Ja ciągle biegałam po lekarzach z nadzieją, że któryś znajdzie remedium na moje problemy” – mówiła. Przełom nastąpił w 2000 roku, kiedy zdecydowała się na in vitro. Po roku na świat przyszedł jej syn René-Charles. Kilka lat później w programie „Oprah Winfrey Show” wyznała, że od narodzin syna czterokrotnie zachodziła w ciążę dzięki in vitro. Niestety, za każdym razem przeżywała tragedię, bo nie udawało jej się donosić ciąży do szczęśliwego końca. Mimo to Céline nie poddała się. Miała 42 lata. W wywiadzie dla tygodnika „People” wyznała: „In vitro jest dla kobiety jak walka. Ciężka i męcząca. Ale jeśli po kilku próbach zabieg się powiedzie, radość jest ogromna”. W październiku 2010 roku urodziła bliźniaki: Nelsona i Eddy’ego. Portal LifeSiteNews zwracał wówczas uwagę, że Dion, która wielokrotnie korzystała z in vitro, metody uznanej przez Kościół katolicki za niedopuszczalną moralnie, przyszła na świat jako czternaste dziecko w rodzinie, mimo że lekarze sugerowali matce dokonanie aborcji. O urodzenie tego dziecka prosił matkę Céline katolicki duchowny. Po latach gwiazda przyznała, że zawdzięcza mu życie.

Solidarność matek

Według katechizmu Kościoła katolickiego potomstwo powinno przychodzić na świat na skutek aktu miłości pomiędzy mężem i żoną. Tworzenie dziecka poprzez technologię IVF (in vitro fertilisation) jest sprzeczne z godnością człowieka. Z kolei zgodnie ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia kłopoty z płodnością to choroba wymagająca leczenia tak samo jak alkoholizm, schizofrenia czy cukrzyca.

W Polsce dzieci poczęte metodą in vitro stanowią margines urodzeń, mimo że ponad milion małżeństw nie może się doczekać potomstwa, a co czwarte z nich mogłoby – teoretycznie – skorzystać z zapłodnienia in vitro.

Jedną z pierwszych znanych osób w Polsce, które publicznie przyznały się do skorzystania z in vitro, była Bogna Sworowska. Swoimi doświadczeniami podzieliła się z „Galą”: „Próbowaliśmy dwa lata. To niewiele, gdy spojrzeć na inne starające się pary, ale miałam wtedy 36 lat. Przeszłam wszelkie możliwe badania w Stanach i we Francji. (...) Wiedziałam, że w naturalny sposób nie zajdę w ciążę, inseminacja też nie dała efektu. (...) Poszliśmy do jednej z warszawskich klinik. (...) Usłyszałam, że mam 20 proc. szans”. Nie załamała się jednak. „Założyliśmy [z mężem], że spróbujemy trzy razy. Jeżeli się nie uda, adoptujemy dziecko. Ta decyzja psychicznie mnie uspokoiła”. Przyznaje jednak, że kuracja hormonalna przed zabiegiem jest bardzo ciężka. Trzeba się na to psychicznie przygotować. Modelka tak to wspomina: „W oczekiwaniu na wizyty u lekarzy tworzyła się niesamowita więź między kobietami. Jedna opowiadała, że budzi się rano w płaczliwym nastroju, druga skarżyła się, że już nie ma miejsca, by wkłuć się w brzuch, i musi w nogi... Dzięki tym rozmowom mogłam poczuć, że nie jestem sama. Codziennie przez prawie trzy miesiące robiłam sobie zastrzyki w brzuch. Rano jechałam na badania, potem do pracy, dużo ćwiczyłam, starałam się normalnie żyć. Po trzech tygodniach wokół talii pojawiła się jakby opuchnięta opona, brzuch pęczniał. Psychicznie też nie czułam się najlepiej. Strach mieszał się z ogromnym pragnieniem posiadania dziecka”. Jak mówi Bogna Sworowska, najtrudniejsze było „oczekiwanie już po pobraniu komórek jajowych i zapłodnieniu, czy mamy embriony i możemy je wstrzykiwać. Niesamowite emocje, ogromny niepokój, bo już jest tak blisko. Trzęsłam się, kiedy zadzwonił telefon i usłyszałam, że mogę jechać do kliniki. Wzięłam ze sobą ukochanego misia. Nagle poczułam się dzieckiem, które się boi”. Syn modelki Ivan ma dziś osiem lat.

Wojna o in vitro

 

W Polsce o in vitro wiadomo na pewno to, że nie jest zabronione. Co naprawdę dzieje się przy zabiegach, tego nikt nie wie. Dlatego powinien istnieć system pozwoleń i kontroli. W tej chwili nie ma żadnych przepisów, które by regulowały in vitro, a sami lekarze nie ukrywają, że pułapek jest wiele. Czy uda się wyhodować i pobrać zdrowe, gotowe do zapłodnienia jajeczka? Doprowadzić do ich zapłodnienia i rozwinięcia się zdrowych zarodków? Czy uda się donosić ciążę? Dlatego często lekarze starają się wyhodować jak najwięcej jajeczek. W normalnym cyklu organizm kobiety produkuje jedno jajeczko, ale po podaniu określonej dawki hormonów – nawet kilkanaście. Potem umieszcza się kilka zarodków w macicy, żeby zwiększyć szansę na przeżycie choć jednego. Pozostałe zarodki zostają zamrożone do następnej próby, o ile ona nastąpi. I z tego głównie powodu o in vitro toczy się prawdziwa wojna.

Platforma Obywatelska ma dwa projekty: autorstwa posłanki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina. Minister chce m.in., aby in vitro było dostępne wyłącznie dla małżeństw, nie przewiduje mrożenia zarodków, dopuszcza wytworzenie maksymalnie dwóch, pod warunkiem że oba zostaną implantowane do ciała przyszłej matki. W projekcie Kidawy-Błońskiej jest mowa o dostępie do in vitro również dla par nieformalnych i samotnych matek. Wszyscy będą jednak musieli wykazać, że wcześniej podjęli leczenie w związku z niepłodnością. Posłanka dopuszcza mrożenie zarodków, ale nie ich niszczenie. Jej projekt zakazuje selekcji zarodków i handlu nimi. Nie ma tam zapisu o refundacji in vitro z budżetu państwa. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość złożyło w Sejmie dwa projekty ustaw zakazujące in vitro. Projekt autorstwa ginekologa Bolesława Piechy, szefa sejmowej Komisji Zdrowia, zakazuje „tworzeniaembrionu ludzkiego poza organizmem kobiety”. PiS proponuje ponadto, by zastosowanie metody in vitro było karane grzywną, ograniczeniem wolności albo jej pozbawieniem do dwóch lat.

Ostatnia szansa

Małgorzata Rozenek, gospodyni programu „Perfekcyjna pani domu” w TVN, żona aktora Jacka Rozenka, wyznała, że przez dwa lata starań o dziecko przeszła razem z mężem wszystkie dostępne metody leczenia, m.in. inseminację i kurację hormonalną. „Pamiętam moment, w którym zdałam sobie sprawę, że nie mogę zrobić nic więcej, żeby mieć dziecko”. Czuła się wtedy bezsilna. Dziś dzięki metodzie in vitro jest mamą dwóch synów: 6-letniego Stasia i 2-letniego Tadeusza. Wyznaje: „(...) byli naprawdę wyczekani i wymodleni i cieszę się, że ich mam”. Zapytana, czy nie boi się głośno mówić o in vitro, szczerze odpowiada: „Nie rozumiem strachu związanego z mówieniem o in vitro. Dla mnie to była jedyna szansa na posiadanie dzieci”. Gdy patrzy na synów, czuje dumę i ogromne szczęście. Dlatego apeluje, by politycy skupili się na kontroli klinik przeprowadzających in vitro, a nie na karaniu osób, które z tej metody korzystają. „Nie mogę słuchać tego, co teraz się dzieje wokół in vitro. Cały czas powtarzam: ta metoda, przeprowadzona w sposób rzetelny, jest etyczna”.

Bariery finansowe

Ogromną przeszkodą w dostępie do in vitro w Polsce, oprócz dylematów religijnych, jest cena zabiegu. W zależności od kliniki i tego, jakie procedury i techniki zostaną wykorzystane, generalnie na początek trzeba przygotować 10–15 tys. złotych. „W wielu krajach ta metoda jest dozwolona i refundowana – mówi Bogna Sworowska – co dotyczy zarówno małżeństw, jak i par żyjących w konkubinacie czy kobiet samotnych. Pełna refundacja przysługuje osobom, które przez wiele lat nie mogą mieć dzieci, a komisja lekarska stwierdzi, że zostało im tylko in vitro. Brana jest też pod uwagę sytuacja materialna. Nie refunduje się ludziom, których stać na zapłacenie. Ja dałam radę pokryć koszty leczenia, zabiegu, (...) ale spotkałam wiele osób, które przeżywały dramat, bo nie miały pieniędzy. Widziałam płacz, rozpacz, wielkie cierpienie”. Agnieszka Ziółkowska, najstarsze polskie dziecko urodzone dzięki in vitro, w rozmowie z magazynem „Wysokie Obcasy” powiedziała: „Jeśli in vitro nie będzie refundowane, to wszystko na nic. Pozostanie alternatywą leczenia niepłodności dla bogaczy i będzie głęboko niesprawiedliwe”.

Problem, który ma ręce, nogi, imię i nazwisko

Stanowisko Kościoła w sprawie in vitro jest jednoznaczne. Dwa lata temu we wszystkich kościołach w Polsce został odczytany list biskupów, w którym napisano m.in.: „(...) nie jest moralnie dozwolone uciekać się do zapłodnienia »in vitro«. Bóg i tylko Bóg jest Panem życia. Dzieci są Jego darem, a nie jednym z dóbr konsumpcyjnych. Nie istnieje »prawo do dziecka«”. Wiele osób oburzyło nazwanie przez biskupów metody in vitro „młodszą siostrą eugeniki” utożsamianej z nazistowskimi eksperymentami na ludziach. Agnieszka Ziółkowska tak to komentuje: „Chciałabym, żeby taki arcybiskup jeden z drugim miał odwagę stanąć przede mną i powiedzieć mi prosto w oczy, że nie mam prawa żyć, bo zamordowałam w porozumieniu z rodzicami swoje rodzeństwo”. I ze smutkiem dodaje na koniec: „Wcale nie mam wrażenia, że politycy naprawdę chcą załatwić sprawę in vitro. (...) Dla nich to jest wirtualny problem. A w rzeczywistości on ma ręce, nogi, imię i nazwisko”.

Dylematy moralne

Dziennikarka i prezenterka Polsatu Dorota Gawryluk w słynnym tekście „Szczęście po trupach” pisze m.in.: „Współczesny świat wmawia nam nieustannie, że sprawą fundamentalną, ważniejszą od zasad moralnych, jest zaspokojenie naszych potrzeb. Nie bagatelizuję problemu bezpłodności, na pewno dla wielu ludzi jest on dramatem. Medycyna próbuje mu zaradzić, podobnie jak innym dramatom ludzkim (...). Nie jest jednak w stanie pomóc każdemu. (...) Jak czują się ludzie dotknięci innymi ułomnościami i czy ich też będziemy kiedyś ratować kosztem innych ludzi? (...) Jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za zaspokajanie własnych potrzeb po trupach?”.

 

Pierwsza Dama Anna Komorowska, pytana przez Monikę Olejnik o in vitro, mówi: „Jako matka pięciorga [dzieci] chyba nie miałabym sumienia pozbawić kogoś radości, którą niesie macierzyństwo. Nie wiem, czy gdybym nie mogła mieć dzieci, nie skorzystałabym z metody in vitro”. Dopytywana, co – jako katoliczka i żona prezydenta Polski – sądzi o wypowiedziach księży, że prawdziwy katolik nie ma prawa przystąpić do komunii, jeżeli się zgadza na metodę in vitro, powiedziała: „Cieszę się, że nigdy nie stałam przed takim wyborem, że nie musiałam rozważać tych kwestii w praktyce życia rodzinnego. I chętnie powtórzę za prymasem Kowalczykiem, że potrzebny jest wzajemny szacunek i autonomia pomiędzy Kościołem i państwem. A państwo to przecież także system prawa”.