Pierwsze sesje
Spekulacje zaczęły się kilkanaście tygodni temu. Zanim 23 października Celine Dion urodziła bliźniaki Eddiego i Nelsona większość redaktorów z pism kobiecych obstawiła już, za ile kanadyjska piosenkarka sprzeda zdjęcia swoich maluchów. „Dwa lub trzy miliony dolarów” – twierdzili niektórzy. Nikt nie miał wątpliwości, że gwiazda i jej mąż René Angélil będą chcieli podzielić się z mediami swoją prywatnością. W końcu już od wielu lat prawie każdy popularny hollywoodzki artysta decyduje się na pokazanie światu potomstwa. A pieniądze, które dostaje potem od magazynów publikujących ich intymne fotografie, przekazuje na cele charytatywne.

Tak też zrobiła Celine dziewięć lat temu. Gdy na świecie pojawił się jej pierwszy synek René-Charles, piosenkarka i jej ukochany zaprosili do siebie do domu na Florydę fotografa, który upamiętnił pierwsze dni chłopca. W rodzinnej sesji udział wzięli także najbliżsi szczęśliwych rodziców: siostra Celine – Linda z mężem Alainem, a także jej rodzice Therese i Adhemar.

Fotografie opublikowano na początku marca 2001 r. w brytyjskim tygodniku „Hello", a kilka dni później we francuskim „7 Jours". Oficjalnie nigdy nie potwierdzono, ile pieniędzy za sesje dostali Celine i René Angélil. W kuluarach szeptano jednak, że na ich konto wpłynęła okrągła suma 9 mln dolarów. „Kwestie finansowe to nasza prywatna sprawa. Możemy zapewnić jednak, że całość została przekazana na pomoc potrzebującym” – podkreśliła wtedy gwiazda.

Nikt nie ma więc wątpliwości, że jeśli Dion i Angélil także i tym razem zdecydują się na sesję bliźniaków, to zarobione pieniądze oddadzą najbiedniejszym. Na razie ostateczna suma wciąż nie jest znana. Według redaktorów z portalu internetowego PopEater. com wstępna kwota to 150 tys. dolarów.

Za dużo więcej zdjęcia swoich pociech sprzedali Angelina Jolie i Brad Pitt. Fotografie malutkiej Shiloh urodzonej w Namibii w maju 2006 roku kosztowały magazyny „People” i „Hello” w sumie 7 mln dolarów. Dwa lata później te same magazyny zapłaciły dwa razy więcej za zdjęcia bliźniaków Vivienne i Knoxa.

Wydawcy czasopism nigdy nie żałowali, że zdecydowali się na taki wydatek. Numery z pierwszą biologiczną córką Pittów, jak i później z bliźniakami, rozeszły się jak świeże bułeczki. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak tak naprawdę wygląda prywatne życie hollywoodzkiej pary i ich szczęśliwej gromadki maluchów. Rekordowa liczba internautów odwiedziła także strony internetowe magazynów. To był prawdziwy strzał w dziesiątkę!

Nigdy nie podejrzewaliśmy, że dziennikarze będą gotowi zrobić tak wiele, by zdobyć odbitki z naszymi dziećmi. Ale gdy usłyszeliśmy, jak dużą kwotę nam proponują, nie mieliśmy wątpliwości, co powinniśmy zrobić z tymi pieniędzmi” – powiedziała para tuż po publikacji zdjęć. Całą sumę 14 mln dolarów za zdjęcia bliźniaków przelali na konto swojej fundacji „Jolie/Pitt”, walczącej z głodem w państwach Trzeciego Świata. „My tych pieniędzy nie potrzebowaliśmy. Byliśmy jednak niezmiernie szczęśliwi, że dzięki tym milionom udało się uratować wiele głodnych i biednych ludzi” – przyznali zgodnie.

Za darmo z kolei zdecydowali się przedstawić wszystkim swoją pociechę Tom Cruise i Kate Holmes. Małżonkowie pokazali światu córeczkę pięć miesięcy po jej narodzinach. Bacznie jednak pilnowali, by do tego czasu do prasy nie przeciekły żadne fotografie małej. Nawet takie, które byłyby zrobione przez paparazzich z dużej odległości. Do kwietnia 2007 roku niektórzy żurnaliści zastanawiali się, czy 27-letnia wówczas Holmes faktycznie była w ciąży i urodziła dziecko. „A może to jedna wielka mistyfikacja? Może w domu Cruisów wcale nie pojawiła się mała dziewczynka?” – pytali dziennikarze popularnych magazynów takich jak „People” czy „US Weekly”. W końcu w jednym z numerów prestiżowego „Vanity Fair” ukazał się reportaż z domu Cruisów w Telluride w Kolorado. Na zdjęciach autorstwa Annie Leibovitz można było zobaczyć przeszczęśliwych rodziców i niezwykle podobną do nich 5-miesięczną dziewczynkę. „Tak, to jest Suri, nasza córka” – brzmiał nagłówek na okładce.

Dlaczego jednak Tom i Kate nie zainkasowali 6-cyfrowej sumy za zdjęcia jak pozostali hollywoodzcy rodzice? Cruise nigdy oficjalnie nie wypowiedział się na ten temat. Złośliwi twierdzą jednak, że wydawcy proponowali im mniejszą kwotę niż za fotografie Shiloh Jolie Pitt. A tego gwiazdor „Mission Impossible” nie mógł podobno znieść.

Sprzedany ślub
Do ostatniej chwili nie było wiadomo, gdzie zostaną opublikowane zdjęcia ze ślubu Evy Longorii i koszykarza Tony'ego Parkera. O wyjątkowe fotografie bili się wydawcy tygodnika „People” i magazynu „OK!” . „Eva przez długi czas się wahała. Nie chciała robić z tej ceremonii wielkiej tajemnicy. Zależało jej na tym, by ludzie zobaczyli, jak czuje się i jak wygląda w tym najważniejszym dla niej dniu” – zdradzili dziennikarzom bliscy aktorki. Według nieoficjalnych informacji gwiazda serialu „Gotowe na wszystko” dostała za udostępnienie mediom swojej prywatności aż 2 mln dolarów. „Po długiej rozmowie z ukochanym zdecydowała się na magazyn „OK!”. Nie chodziło jednak o kwotę, jaką proponowały gazety, ale fakt, w której z nich lepiej ją do tej pory przedstawiano” – napisano w plotkarskiej kolumnie Page Six.

 

W rezultacie 11 lipca 2007 roku ukazała się w wybranym przez nią magazynie obszerna relacja z ceremonii, która odbyła się w Paryżu w kościele Saint Germain L'Auxerrois. Na zdjęciach można było zobaczyć promiennie uśmiechniętą Evę i dumnego Tony'ego. Aktorka miała na sobie suknię wartą około 75 tys. dolarów zaprojektowaną przez Angela Sancheza.

Czy kiedykolwiek żałowała, że sprzedała prasie swoje prywatne zdjęcia? Podobno ostatnio coraz więcej o tym myśli. Longoria jest właśnie w trakcie rozwodu ze sportowcem. Według niektórych źródeł, pochodzący z Francji koszykarz regularnie ją zdradzał. Piękna Eva zaczęła więc zastanawiać się, czy udostępnienie ślubnych fotografii nie przyniosło jej małżeństwu pecha...

Także 2 mln dolarów, podobnie jak w przypadku Evy Longorii, zasiliły konto Mariah Carey i Nicka Cannona. Piosenkarka i aktor pobrali się 30 kwietnia 2008 roku na Wyspach Bahama. W obszernym artykule zamieszczonym na łamach „People”, wielbiciele pary mogli przeczytać o wszystkich detalach dotyczących przygotowań do ceremonii, samego ślubu, a także gości i prezentów. „Prywatne odrzutowce kursowały między Nowym Jorkiem a lotniskiem Governor's Harbour na Bahamach. Wszyscy przybyli mieli szampańskie humory, a kieliszki z szampanem trzymali w dłoniach, już wysiadając z samolotów. W najbardziej okazałym z nich podróżowała młoda para. Tuż po wylądowaniu zakochani udali się do swojej wartej 5 mln dolarów posiadłości na wyspie Windermere, a goście do luksusowego hotelu Pineapple Fields” – można było przeczytać w artykule opatrzonym wieloma zdjęciami. Autor tekstu zdradził też szczegóły dotyczące menu a także ujawnił, jak wyglądały kompozycje kwiatowe przygotowane przez prywatnego florystę artystki Benjamina White'a.

Po publikacji wiele osób zastanawiało się, dlaczego gwiazda, wcześniej nielubiąca opowiadać o swojej prywatności, zdecydowała się aż tak szczegółowo wyjawić wszystkim, jak wyglądał ten wyjątkowy dzień. „To proste!” – tłumaczyli później współpracownicy Carey. Nikt nie wróżył trzydziestoośmioletniej gwieździe i dwudziestosiedmioletniemu wówczas aktorowi szczęścia w miłości. Radosne zdjęcia ze ślubu miały więc rozwiać wątpliwości niedowiarków.

Z dużą rezerwą podchodzono także do uczucia, jakie połączyło gwiazdę kultowego filmu „Striptiz” Demi Moore i młodszego od niej o 16 lat Ashtona Kutchera. Złośliwi uważali, że piękna czterdziestoparolatka próbowała dowartościować się dzięki chłopakowi, który mógłby być jej synem. A on z kolei dzięki głośnemu romansowi miał szybciej stać się popularny. Zakochani nie przejmowali się jednak przykrymi komentarzami na swój temat. Wręcz przeciwnie. Całowali się i przytulali w miejscach publicznych. „Czy boli mnie, kiedy ktoś pisze, że przechodzę właśnie kryzys wieku średniego, a dzięki obecności Ashtona próbuję się odmłodzić? Nie, absolutnie. Po prostu nie czytam tabloidów” – powiedziała Demi w jednym z wywiadów telewizyjnych tuż przed swoim ślubem z Kutcherem. To pewnie także na złość innym zakochani zdecydowali się upublicznić ceremonię, która odbyła się 24 października 2005 roku i sprzedać zdjęcia z niej tygodnikowi „OK!Magazine”.

Według amerykańskiej gazety „New York Daily News”, małżonkowie dostali za fotografie 3 mln dolarów. Niewykluczone jednak, że nawet o kilkadziesiąt tysięcy więcej. Ale w przeciwieństwie do wielu innych uwielbiających życie w błyskach fleszy gwiazd Demi i Ashton zarobione pieniądze przekazali na pomoc ofiarom huraganu Katrina i Rita.

Życiowe show
Ostra krytyka zaczęła się już w 2007 roku. Denise Richards oświadczyła wtedy w jednym z wywiadów, że już wkrótce w stacji E!Entertainment rozpocznie się emisja reality show „Skomplikowane życie Denise Richards” ukazującego jej prawdziwe oblicze. „Chcę, by ludzie dowiedzili się, jaka jestem nie tylko jako aktorka, ale także jako normalna kobieta” – zdradziła wówczas 36-latka. Od samego początku program miał dość niską oglądalność. Największe zainteresowanie wzbudził pierwszy epizod z drugiej serii, który zobaczyło wówczas półtora miliona widzów. Ludziom nie podobało się głównie to, że aktorka używała wielu bardzo niecenzuralnych słów w obecności córek Loli i Sam.

Nikt nie ma ochoty oglądać, jak Denise wyzywa swojego eksmęża (Charlie Sheen – przyp. red) przy dzieciach ani jak sugeruje, że mógł molestować seksualnie dziewczynki. To publiczne pranie brudów. I to w najgorszym wydaniu” – rozpisywano się wówczas na forach internetowych. Krytycy telewizyjni także nie pozostali obojętni. „Skomplikowane życie...” to nic innego, jak 22 minuty o kłopotach niemającej nic innego do roboty aktoreczki” – pisano w „Los Angeles Times”. „Show powinien mieć inną nazwę: »Denise Richards: To nuda«” – grzmiał krytyk z „Palm Beach Post's”. Po dwóch sezonach program znkinął z anteny.

Więcej szczęścia, jeśli chodzi o zdobywanie zainteresowania widzów, miał na pewno klan Kardashianów. Siostry Kim, Kloe, Kourtney wraz z przyrodnim rodzeństwem, ojczymem i matką podbiły serca ludzi na całym świecie. Od kiedy stacja E!Entertainment zaczęła emitować ich program, wszyscy oszaleli na punkcie tej licznej rodziny. Początkowo poszczególne odcinki z pierwszej serii „Kardashianów" oglądało niespełna 2 miliony widzów. Dzisiaj te najciekawsze śledzi przed ekranami ponad 4 miliony. Ludzie kochają patrzeć na to, jak dziewczyny kupują bajecznie drogie ubrania na Rodeo Drive w Beverly Hills, jak 29-letnia Kim wstrzykuje sobie pierwszy botox wokół oczu, a także jak Kourtney radzi sobie z wychowywaniem synka Masona. Dzisiaj wszyscy z show są prawdziwymi gwiazdami. Największą, oczywiście ta najładniejsza z rodziny – Kim. Dziewczyna zajęła się już produkcją własnego reality show „Spin – offs”, w którym oczywiście główną rolę gra... ona i jej siostry.

 

Serca widzów podbił również program ukazujący prawdziwą twarz rodziny Osbournów. Przez prawie trzy lata stacja MTV emitowała show z jednym z najmroczniejszych rockmanów wszech czasów – Ozzym Osbournem. Widzowie uwielbiali patrzeć na to, jak muzyk jadł obiad, rozmawiał z synem czy prosił córkę Kelly, by choć na jeden wieczór odstawiła kieliszek z alkoholem. W 2002 roku „Osbournowie" dostali nawet nagrodę Primetime Emmy Award for Outstanding Reality Program za wyjątkowo dużą oglądalność. Po zakończeniu emisji programu jego twórcy zorganizowali specjalną wyprzedaż rzeczy należących do rockmana. Wszyscy wielbiciele chcieli mieć coś z garderoby lub szuflady Osbourne'a. Jednak wśród milionów szalejących na punkcie show znalazł się ktoś, kto szczerze nienawidził programu. Był to sam... Ozzy. „Podczas kręcenia zdjęć dużo ćpałem i dzisiaj nie jestem w stanie tego oglądać” – wyznał z rozbrajającym uśmiechem.

Chory biznes?
Początkowo nie wzbudzała sympatii telewidzów. Brytyjczycy uważali ją za wulgarną ignorantkę. „Cambridge? To w Londynie, przecież” – popisywała się swoją wiedzą w popularnych talk-show Jade Goody. Pochodząca z Upshire w Essex pomoc dentystyczna zdobyła rozgłos dzięki udziałowi w programach „Big Brother 3” w 2002, „Celebrity Big Brother” w 2007, a także indyjskiej wersji tego show w 2008. Zaledwie dwa dni po rozpoczęciu „Bigg Bossa”, kręconego w miejscowości Lonavale, Jade musiała jednak wrócić do Wielkiej Brytanii. Okazało się, że 26-latka zachorowała na raka szyjki macicy. Jej przeciwnicy byli przekonani, że Goody przestanie wtedy pokazywać się w telewizji i udzielać wywiadów dla brytyjskich tabloidów. Pomylili się. Nowotwór, ani chemioterapia nie powstrzymały Jade przed dalszym robieniem kariery. W październiku 2008 roku wydano jej autobiografię „Jade: Catch a Falling Star”. W grudniu Jade Goody otworzyła salon piękności Homme Fatel. Zgodziła się także, by nakręcono film dokumentujący jej walkę z chorobą. Zmarła w marcu 2009 roku.

Amerykanie z kolei do dzisiaj nie mogą się otrząsnąć po bulwersującym zdjęciu, jakie ukazało się w jednym z czerwcowych numerów magazynu „Globe”. Na okładce tabloidu opublikowano fotografie gwiazdora sitcomów Gary'ego Colemana kilka godzin przed śmiercią. Widać, jak leży na szpitalnym łóżku, podłączony do aparatury. Tuż obok stoi jego eksżona Shannon Price. Szybko okazało się, że to właśnie ona była w stałym kontakcie z wydawcami „Globe” i ustalała ostateczną cenę za odbitki. W rezultacie udało się jej zarobić 10 tys. dolarów i pewnie zainspirować inne okrutne i wyrachowane osoby. Bo skoro wydawcy niektórych magazynów są w stanie kupić zdjęcia umierających gwiazd, to pewnie znajdzie się jeszcze niejedna osoba, która im je sprzeda...