Po 20 latach rozstajesz się z tańcem. dlaczego podjęłaś taką decyzję?

Mój organizm powiedział: „Stop!”. Pasja   i wielka miłość, którymi obdarzyłam taniec wiele lat temu, zawsze brały górę i odwodziły mnie od podjęcia tej trudnej decyzji. Ale muszę zrezygnować – od lat cierpię na bardzo poważne schorzenie kolan.

Co dokładnie ci dolega?

Nawykowe zwichnięcie rzepki w obu kolanach. Kiedy doznaję takiego urazu, rzepka przemieszcza się obok kolana, jak gdyby wypadała z zawiasów. Z powodu silnego bólu, jaki się przy tym odczuwa, człowiek prawie traci przytomność. Trzeba natychmiast jechać do szpitala, gdzie nastawia się kolano, a nogę wkłada w gips.

A jak było w Twoim wypadku?

W ciągu minuty sama je sobie nastawiałam! Widzę twoją minę... Ekstremalne, prawda? (śmiech) Pamiętam, jak kiedyś brałam udział w finale mistrzostw świata w tańcu towarzyskim. Zostało już tylko 6 par. Kategoria 10 tańców. Podczas 7. doznałam zwichnięcia rzepki. Przewróciłam się, moja noga powykręcana, ludzie na trybunie zdumieni i przerażeni. Pozbierałam się, „cyk” – kolano nastawione, wstałam i skończyłam turniej. Zalana łzami, znieczulona adrenaliną, jakoś dotrwałam do końca. Zdobyliśmy wtedy medal! Wiele razy proponowano mi operację, ale bardzo się jej boję. Lekarze wprawdzie zapewniają, że nie ma ryzyka, jednak nie dają też gwarancji, że będzie lepiej.

Od niedawna jesteś mężatką. Czy Krzysztof miał wpływ na Twoją decyzję?

Chciałam już zrezygnować z udziału w poprzedniej edycji „Tańca z gwiazdami”. Ale nie zrobiłam tego właśnie ze względu na Krzysztofa. Kiedy powiedziałam mu, że chcę odejść z programu, usłyszałam: „No co ty! Przecież taniec to całe twoje życie. Musisz spróbować”.

Nie obawiał się o Twoje zdrowie?!

Nie miał świadomości, co mi naprawdę dolega. Do chwili, kiedy podczas programu nie doznałam kolejnej kontuzji. Wtedy zobaczył, jak bardzo cierpię. I zapytał wprost: „Chcesz pójść na operację?”. Niedawno robiłam rezonans magnetyczny kolan. Lekarz, któremu pokazałam wyniki, był przekonany, że pomyliłam dokumenty: „Pani kolana wyglądają jak u 80-letniej staruszki. Są tak bardzo zużyte”, usłyszałam.

W maju wyszłaś za mąż, za znanego biznesmena Krzysztofa Jabłońskiego.

Tak. Jestem teraz odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za drugiego człowieka, którego bardzo kocham.

Byłaś sama, kiedy się poznaliście?

Spotkałam mojego męża w dość nietypowym na zawieranie nowych znajomości momencie życia. Byłam wtedy już pogodzona z tym, że zostanę singielką. Wcześniej doskwierała mi samotność, którą zagłuszałam, pochłaniając kilogramy lodów, oglądając komedie romantyczne albo płacząc do poduszki. I kiedy już zaakceptowałam samotność, a nawet doszłam do wniosku, że jest mi z nią całkiem dobrze...

Bo?

Mam mieszkanie, pracę, przyjaciół, robię karierę, zarabiam pieniądze, skończyłam studia – właśnie wtedy pojawił się Krzysztof. „Po co mi ten facet?” – pytałam siebie. Żeby mnie sprawdzał? Chciał wiedzieć, dokąd wychodzę i z kim? O której wracam? Mam mu się spowiadać...? O nie!

 

Czyli musiał cię zdobywać. jak się poznaliście?

Mieliśmy wielu wspólnych znajomych. Sporo o sobie wiedzieliśmy,  ale nie poznaliśmy się osobiście. Krzysztof musiał bardzo długo i mocno się starać, żebym chciała pierwszy raz się z nim spotkać. Sygnalizował zainteresowanie moją osobą, jednak ja to ignorowałam. Tym bardziej że znajomi przedstawiali mi zupełnie inny obraz Krzysztofa od tego, jaki jest w rzeczywistości.

Co najbardziej Cię w nim ujęło?

Zdecydowanie, determinacja, męskość i poczucie humoru. Ma takie cechy charakteru, których moi poprzedni partnerzy nie posiadali.

Do tego jest starszy od Ciebie. Jaka jest między Wami różnica wieku?

Zawsze powtarzam, że za duża (śmiech). Ale wobec miłości cyfry nie mają znaczenia.

Szukałaś w Krzysztofie ojca? Pytam o to, bo na pewno znasz teorię, że kobieta związana z dużo starszym od niej mężczyzną nadrabia brak ojcowskiej miłości z dzieciństwa.

Byłam i jestem oczkiem w głowie mojego taty. Nigdy nie brakowało mi jego miłości. Jak już wspomniałam, w Krzysztofie ujęła mnie jego męskość. To bardzo cenię, bo lubię czuć się kobietą. I bardzo tego potrzebuję. Chcę, aby mężczyzna przepuszczał mnie przodem, otwierał drzwi samochodu, kupował kwiaty, robił niespodzianki.

Kiedy podjęliście decyzję o ślubie?

Wkrótce po tym, jak się poznaliśmy. Szybko okazało się, że świetnie się rozumiemy. Krzysztof powiedział: „Jeśli nadal będzie tak fajnie, to zaręczymy się po roku”. I tak się stało. A potem dodał: „Jeżeli nic się nie zmieni, to za kolejne 12 miesięcy weźmiemy ślub”.

Jak zareagowali Twoi rodzice na wiadomość, że wychodzisz za mąż za starszego od siebie mężczyznę?

Potrzebowali czasu, żeby zaakceptować wiele spraw. Jak już mówiłam, jestem ukochaną córeczką tatusia. Kiedy dowiedział się o moim związku, nie ukrywał, że to dla niego trudne do zaakceptowania. Potrzebował czasu i ja to uszanowałam. Inaczej było z moją mamą i siostrą, które, kiedy poznały Krzysztofa, od razu przyjęły tę nową w moim życiu sytuację. Obdarzyły go zaufaniem. Dla moich rodziców najważniejsze jest, bym była szczęśliwa.

Twój mąż był już żonaty i ma dziecko.

Dziwne byłoby, gdyby facet w jego wieku nie miał przeszłości… nawet dość niepokojące. Dla mnie ważne było, że poznałam Krzysztofa, kiedy był wolnym mężczyzną. Kilka lat po rozwodzie. Jestem zwolenniczką czystych sytuacji. Nigdy nie związałabym się z mężczyzną kosztem innej kobiety czy dziecka. Moja moralność mi na to nie pozwala.

Wasz ślub stał się głośny jeszcze zanim się odbył. Ze względu na to, że należał do najdroższych w historii. I najbardziej wystawnych.

Podjęliśmy decyzję, że nie zrobimy wspólnej sesji ślubnej ani przedślubnej oraz nie udzielimy wywiadu i nie zaprosimy na uroczystość dziennikarzy. Ponieważ to wydarzenie było tak bardzo nagłośnione, zdecydowałam się jedynie na krótki reportaż z przygotowań do ślubu dla TVN-u. Bardzo zależało nam na tym, aby to była tylko nasza uroczystość. Ważny był także komfort zaproszonych gości.

 

Ilu ich było?

Stu osiemdziesięciu. Ale to nie jest rekord, bo niedawno mój kolega na swój ślub zaprosił 280 gości. Przebił nas (śmiech).

Jesteście już po podróży poślubnej. Gdzie byliście?

Zwiedziliśmy kilka miejsc na świecie. Podróż zaczęła się na Bali. Planowaliśmy spędzić tam dziesięć dni, ale już po pięciu musieliśmy uciekać z wyspy. Nadciągnął tajfun, który przyniósł ze sobą monsunowe deszcze i wichury. Z Bali polecieliśmy więc dalej na wschód, w poszukiwaniu słońca. Podróżowaliśmy również po Europie.

Kiedy postanowiliście być parą, na pewno spotkałaś się z zarzutami, że celowo związałaś się z człowiekiem, który ma pozycję.

Tak było. I czasami czułam się z tym źle, bo wiele komentarzy niezwykle mnie, nas dotykało. Z drugiej jednak strony starałam się zrozumieć tych, którzy krytykowali. Mieliśmy tego świadomość: po pierwsze różnica wieku, po drugie pozycja Krzysztofa.

Dzisiaj bardzo popularna przy okazji ślubu jest intercyza. Wiele gwiazd przyznaje się do jej podpisania. A Wy?

Od wielu lat pracuję. Jestem niezależną finansowo kobietą. Pochodzę z bardzo dobrej rodziny, w której nigdy niczego mi nie brakowało. Sam fakt, że mogłam poświęcić się tak kosztownej dyscyplinie, jaką jest taniec towarzyski, jest tego dowodem. W przeszłości to ja zazwyczaj utrzymywałam swoich partnerów. Nigdy nie robili na mnie wrażenia mężczyźni, którzy jedyne co mieli do zaoferowania, to pieniądze. Brzydziłam się ich. Kiedy stałam się popularna, nie mogłam wręcz opędzić się od tego typu mężczyzn. Jeden z nich po tygodniu znajomości chciał ofiarować mi swoje auto. Tylko dlatego, że powiedziałam mu, że zawsze o takim marzyłam. Koszmarna historia! Zawsze byłam ambitna i wiedziałam, że będę i chcę na siebie zarabiać. Wracając do pytania, tak, podpisaliśmy z Krzysztofem intercyzę. Nie wyobrażaliśmy sobie, aby mogło być inaczej. To daje nam duży komfort i zamyka usta tym, którzy twierdzą, że związałam się z mężem tylko dla jego pieniędzy.

Kiedy pojawiłaś się w jego życiu, zaczęłaś od rewolucji — od razu zamieszkaliście razem.

Wprowadziłam się do jego warszawskiego domu. Krzysztof mieszkał w nim sam i do tej pory nie było tam innej kobiety. Najbardziej brakowało mi szaf (śmiech). No cóż, jestem typową kobietą. Zmobilizowałam więc Krzysztofa do tego, aby zbudować garderobę z prawdziwego zdarzenia.

Chcielibyście mieć dziecko?

Nie planujemy tego, ale oczywiście chcielibyśmy. Być może trudno w to uwierzyć, jednak ja przez wiele lat, kiedy byłam jeszcze młodą dziewczyną, ciągle powtarzałam, że nie będę miała dzieci.

Dlaczego?

Całkowicie oddałam się pracy. Planowałam, że zostanę tancerką, a później trenerką tańca. Byłam przekonana, że w moim życiu nie będzie już miejsca na macierzyństwo. Nawet się z tym pogodziłam. Dzisiaj częściej niż kiedyś myślę o tym, że może jednak zostanę mamą. Krzysztof jest jedyną osobą na świecie, która mogła mnie do takiego myślenia sprowokować.