Jacek Borkowski przed kilkoma dniami stracił ukochaną żonę, Magdalenę. 45-latka zachorowała nagle i gdy trafiła do szpitala, to okazało się, że jej organizm zaatakowała ostra odmiana białaczki.

Śmierć ukochanej partnerki była dla Borkowskiego szokiem tym bardziej, że małżonkowie są rodzicami dwójki małych dzieci. Gwiazdor serialu "Klan" nie może się jednak załamywać, bo teraz to na nim spoczął cały ciężar opieki nad synkiem i córką.

– Nie mam żadnej przerwy od pracy. Jestem cały czas czynny zawodowo, nie mogę sobie pozwolić na słabość. Muszę dać sobie radę. Muszę pracować dla dzieci. A dzieci muszą chodzić do szkoły i normalnie żyć – zdradził w rozmowie z "Faktem" Jacek Borkowski.

Aktor wyznał też, że choć przy dzieciach stara się być dzielny, to śmierć żony go zdruzgotała.

Dzieci nie mogą widzieć tego, że ja płaczę. Tylko w nocy mogę sobie płakać. W ciągu dnia muszę z dziećmi lekcje odrabiać, zawieźć je do szkoły i przywieźć. Dzieci przy śniadaniu nie mogą widzieć, że pękam w szwach. Mają widzieć mnie uśmiechniętego – dodał Borkowski.

Jak informuje tabloid, pogrzeb Magdaleny Borkowskiej odbędzie się już jutro na cmentarzu pod Zieloną Górą, gdzie znajduje się jej rodzinny grobowiec.

 

» PRZECZYTAJ TAKŻE: Jacek Borkowski - "Muszę żyć dla dzieci!"